Tuesday, September 18, 2007

Polska nigdy nie usłyszała od Rosji: przepraszamy za Katyń


Polska nigdy nie usłyszała od Rosji: przepraszamy za Katyń
Nasz Dziennik, 2007-09-18
Jesteśmy tu, żeby znowu powiedzieć: pamiętamy i nie zapomnimy, przebaczamy - mówił wczoraj nad mogiłami polskich oficerów pomordowanych w Katyniu biskup polowy Tadeusz Płoski. Prezydent Lech Kaczyński podkreślił, że zależy mu na dobrych stosunkach z Rosją, ale muszą być one oparte na prawdzie.
W 68. rocznicę sowieckiej agresji na Polskę cmentarz wojenny w Katyniu nawiedziły Rodziny Katyńskie, które modliły się nad grobami swoich najbliższych.

Wczorajsze uroczystości w Katyniu rozpoczęła Msza św. w intencji pomordowanych przez NKWD w 1940 r. polskich oficerów. W homilii ks. bp Tadeusz Płoski, ordynariusz polowy Wojska Polskiego, podkreślił, że tak długo, jak było można, Sowieci ukrywali prawdę o Katyniu. Dopiero 13 kwietnia 1990 r. Michaił Gorbaczow oficjalnie przyznał, że zbrodnia była dziełem NKWD. - Od tego czasu polski rząd, rodziny pomordowanych i Polska nigdy nie usłyszeli słowa "przepraszam" - powiedział ordynariusz polowy. - Jesteśmy tu, żeby znowu powiedzieć: pamiętamy i nie zapomnimy, przebaczamy - dodał ks. bp Płoski.
Nad grobami poległych modlili się także przedstawiciele innych wyznań.
- Na przeszłość należy spojrzeć spokojnie, z rozwagą, ale z szacunkiem dla prawdy, nawet jeśli ta prawda jest tragiczna - powiedział Lech Kaczyński nad grobami oficerów.
Prezydent podkreślił, że Polska chce dobrych stosunków z Rosją i by te stosunki były oparte na prawdzie.
- Przybyliśmy tutaj, żeby oddać hołd tym, którzy zginęli, ponieśli męczeńską śmierć. Będziemy o ich męczeństwie i cierpieniach ich rodzin pamiętać - podkreślił prof. Kaczyński.
Prezydent złożył także wieniec i oddał hołd rosyjskim ofiarom NKWD, które spoczywają obok polskich oficerów.
Na groby swoich bliskich przybyło kilkudziesięciu przedstawicieli Rodzin Katyńskich. Dzieci, wnuki oficerów nie kryły wzruszenia, składając kwiaty i paląc znicze przed tablicami z nazwiskami ich najbliższych. - Jestem tu czwarty raz i za każdym razem nie mogę się powstrzymać od łez - powiedział Juliusz Wiernicki, którego ojciec spoczywa w Katyniu.
- Przyjechałem, by oddać hołd dziadkowi i wujowi, którzy zginęli w Katyniu - powiedział nam Adam Kowalski z Mogilna. Przywiózł ziemię z miejsca urodzenia swojego dziadka i rozsypał na katyńskich mogiłach. Podkreślił, że pamięć o Katyniu wszczepiła mu babcia, która do końca swoich dni wierzyła, że jej mąż wróci. Czytaj też w dziale Polska.

Andrzej Kulesza, Katyń

Monday, September 17, 2007

PIS niszczy uklady korupcyjne.



PIS niszczy uklady korupcyjne.

Na układy nie ma rady?
Nasz Dziennik, 2007-09-15
Układ, o którym tak często mówią ostatnio politycy, nie tylko z PiS, przestał być terminem mitycznym, bo wszyscy mamy świadomość, że jest to zjawisko realne. Z układami na różnych szczeblach władzy trzeba na pewno walczyć, ale czy ich wyeliminowanie jest możliwe?

Układy były "dziedzictwem", jakie przejęliśmy po upadającej PRL. To wtedy narodziły się silne związki biznesu z władzą. Właściciele nielicznych prywatnych firm, dyrektorzy państwowych przedsiębiorstw starali się żyć dobrze z władzą, bo dzięki temu mogli zachować swoje stanowiska i majątki. W epoce gospodarki centralnie sterowanej bez akceptacji PZPR nie można było prowadzić żadnej działalności gospodarczej. Państwo co i rusz organizowało także działania wymierzone przeciwko "prywaciarzom", "spekulantom". Z akcji tych cało wychodzili ci, którzy mieli właśnie dobre układy z władzą.
Te układy liczyły się także przy załatwianiu wielu drobnych i większych spraw urzędowych. Asygnaty, zezwolenia, koncesje, przydziały wymagały wielu zabiegów, często dawania łapówek. Liczyła się też osobista znajomość z sekretarzem partii, naczelnikiem gminy, wojewodą. Każdy, kto wtedy próbował np. budować dom, sam doskonale pamięta, jakie napotykał problemy. Trzeba też wiedzieć, iż pod koniec PRL partia i służby specjalne zaczęły "rozprowadzać" swoich ludzi, kierując ich do gospodarki. Pierwsze pieniądze zarabiali właśnie dzięki układom, które umożliwiały im choćby uzyskanie taniego kredytu bankowego, prawa do importowania atrakcyjnych towarów bez cła, na których zarabiali potem krocie.

Łagodne przejście
Te układy siłą grawitacji zostały przeniesione do III RP. Partia komunistyczna niby oddała władzę w ręce ludzi "Solidarności", mając już dawno kontrolę nad gospodarką. Poza tym przecież żaden rząd po 1989 roku nie przeprowadził czystki wśród urzędników ministerstw i niższych szczebli. Tymczasem największe patologie miały miejsce właśnie z ich udziałem. Ministra, wiceministra, szefa jakiegoś urzędu centralnego nie trzeba było przekupywać (choć to się zapewne często zdarzało), żeby osiągnąć swój cel. Wystarczyło w tym celu wykorzystać otaczających go urzędników. To oni przecież przygotowywali swojemu pryncypałowi opinie i dokumenty dotyczące danej sprawy. Oni też sugerowali, jaką decyzję należałoby podjąć. Nawet prawicowe rządy nie mogły rozbić układów, czasami oplatających szczelną pajęczyną także ich ludzi. Dlatego choć zmieniali się ministrowie i premierzy, układ trwał.
Osoba, której zależało na załatwieniu konkretnej sprawy, miała również możliwość uruchomienia całej machiny medialnej. Dzięki zaprzyjaźnionym redaktorom ukazywały się w prasie, radiu i telewizji materiały promujące dany projekt biznesowy czy też ludzi. Urzędnik państwowy lub samorządowy czuł wtedy dodatkową "presję społeczną" i nawet wbrew sobie wspierał układ. Ten schemat funkcjonował zarówno w przypadku działań najbogatszych oligarchów w kraju, jak i lokalnych "baronów" kontrolujących swoją gminę czy powiat.
Układy były chronione dzięki temu, że Polakom przez wiele lat wmawiano, iż one nie istnieją i są wymysłem "politycznych frustratów". Wmawiano, że nasz biznes jest czysty, urzędnicy uczciwi, ideowi, służący państwu, a nie różnym koteriom. I choć zwykły Polak czuł, iż prawda jest inna, to brakowało odważnych, którzy by powiedzieli: "Król jest nagi".
Afera Rywina, sprawa Orlenu, PZU, prywatyzacja największych polskich przedsiębiorstw, lobbowanie przy ogromnych państwowych przetargach - to były najbardziej wymowne przykłady istnienia układu. Pokazywały, że oligarchia miała wpływ na rząd, prezydenta i przy ich pomocy załatwiała swoje i obce interesy. Wiele wiedzy na ten temat dał nam także raport o likwidacji Wojskowych Służb Informacyjnych pokazujący, jak służby rozprowadzały swoich ludzi w biznesie i pomagały im w robieniu interesów. Gdy już nikt nie mógł zaprzeczyć układom, politycy zaczęli się licytować, kto będzie skuteczniej z nimi walczył. Co ciekawe, układy chcieli zwalczać nawet ci, którzy je tworzyli i czerpali z nich korzyści.

Czy można to wyeliminować?
Walka z układami jest bardzo trudna. Biznes obraca bowiem ogromnymi pieniędzmi, urzędnicy mają władzę, którą można wykorzystać, płacąc im pieniędzmi za przychylność. Potem przychodzi zresztą taki moment, gdy ma się tak ugruntowaną pozycję wśród decydentów, że nie trzeba płacić, bo na dźwięk nazwiska pana "X" lub pani "Y" drzwi już się same otwierają.
Trzeba mieć też świadomość, że samo prawo, nawet najlepsze, nie wystarczy do wyeliminowania układów. Przykładem niech będzie ustawa o zamówieniach publicznych. Miała zlikwidować nieuczciwości przy przetargach, ustawianie ich przez urzędników, ale taka praktyka wciąż ma miejsce, choć na pewno skala zjawiska jest z roku na rok mniejsza.
Zresztą prawo jest coraz bardziej skomplikowane - ustaw, rozporządzeń, uchwał lokalnych samorządów mamy coraz więcej. Prawo jest w dodatku niespójne i jeśli ktoś ma przychylnego urzędnika, może w takim mętnym stawie złowić wiele ryb.
Niewątpliwie trzeba oddać PiS to, że w trakcie jego rządów spadło społeczne przyzwolenie dla tych mniejszych i większych układów. Ludzie uświadomili sobie, że mogą one negatywnie wpływać także na ich życie. A skoro społeczeństwo jest na te sprawy wyczulone, to łatwiej jest układy rozbijać, lekceważąc nawet to, że w obronie oligarchii stają największe media. Niestety, wątpliwe, aby udało się układy całkowicie wyeliminować. One będą wciąż istniały, bo tworzą je ludzie, którzy często są słabi i ulegają pokusom. Ważne jest jednak to, aby im w miarę możliwości przeciwdziałać, a gdy władza taki układ odkryje, powinien być natychmiast rozbijany.

Krzysztof Losz

Sunday, September 16, 2007

Hieny się niepokoją?


Hieny się niepokoją?
Nasz Dziennik, 2007-09-14
Ścieżka obok drogi



Jeszcze kierownictwa partii nie zdążyły pozatwierdzać list wyborczych, a stopień onieprzytomnienia wśród polityków powoli narasta. Kiedy osiągnie punkt krytyczny, politycy wprowadzeni już na dobre w stan amoku zaczną wprowadzać w podobny amok wyborców. Czasami stopień narastania takich emocji można obserwować dosłownie z godziny na godzinę. W 1990 roku podczas wiecu zwołanego w Hali Mirowskiej przez Stanisława Tymińskiego mówca rozpoczął spokojnie od przypomnienia, jak to inny ówczesny kandydat na prezydenta Tadeusz Mazowiecki, w latach stalinowskich, na łamach PAX-owskiego tygodnika sponiewierał biskupa Czesława Kaczmarka, skazanego po ciężkich torturach przez krzywoprzysiężny sąd. Kiedy atmosfera wiecu się podgrzała, pan Tymiński podniesionym głosem oznajmił, że Tadeusz Mazowiecki "prześladował" biskupa Kaczmarka. Minęła jeszcze godzina, sala rozgrzewała się coraz bardziej i w pewnym momencie pan Tymiński krzyknął, że Tadeusz Mazowiecki "torturował" biskupa Kaczmarka.
Wprawdzie temperatura kampanii nie osiągnęła jeszcze apogeum, ale wydaje się, że ludzi o słabszych głowach zaczyna już ogarniać gorączka. Taki przypadek zdarzył się najwyraźniej pani Joannie Senyszyn, wiceprzewodniczącej Sojuszu Lewicy Demokratycznej, a więc należącej do ścisłego kierownictwa, w którym - według rewelacji Leszka Millera - dominują "młode hieny". Pani Senyszyn z pewnością do nich nie należy, bo okres pierwszej młodości ma już dawno za sobą, raczej bohatersko walczy z upływem czasu. Ten okres jednak ma też swoje niebezpieczeństwa, m.in. w postaci gwałtownych uderzeń emocjonalnych do głowy. Jedno z nich przybrało postać krytyki Janusza Korwina-Mikkego. Pani Senyszyn zarzuciła mu brak "twarzy" oraz "honoru", a także stwierdziła, że prezentowana przez niego teoria państwa i wolności "jest pozbawiona sensu".
Ponieważ ewolucję ideową SLD można sprowadzić do tego, że duet Marks i Engels zastąpiony został duetem Marks i Spencer, to nie jest pewne, czy pani Senyszyn nadal uważa państwo za "narzędzie ucisku w rękach klasy panującej", czy hołduje jakiejś innej teorii. Czy w SLD po staremu obowiązuje formuła, że wolność to "uświadomiona konieczność", czy też każdy może myśleć po swojemu? Nie wiadomo tedy, czy pani Joanna jest w stanie w ogóle zrozumieć teorie państwa i wolności odmienne od wyuczonej politgramoty, zatem nic dziwnego, że uważa je za pozbawione sensu na tej samej zasadzie, według której żaden człowiek nie jest zadowolony ze swojej fortuny, a każdy - ze swego rozumu.
Nie byłoby sensu zatrzymywać się dłużej nad tym uderzeniem emocji do głowy pani prof. Senyszyn, gdyby nie przyczyna, dla której tak zirytował ją Janusz Korwin-Mikke. A przyczyną tą jest ogłoszenie porozumienia wyborczego Ligi Polskich Rodzin, Prawicy Rzeczypospolitej i Unii Polityki Realnej. Skoro to porozumienie wzbudza taki niepokój w szeregach SLD, że pani prof. Senyszyn aż rzuciło się na głowę, to warto się zainteresować, cóż takiego groźnego nasze komuchy w tym dostrzegły. Nietrudno się domyślić, że ich zaniepokojenie wzbudza groźba pojawienia się na polskiej scenie politycznej autentycznej prawicy, zarazem narodowej, chrześcijańskiej i wolnorynkowej. SLD uwodzący dotąd swoich czekistów iloczynem Lenina i Rywina, na taką konfrontację nie jest chyba przygotowany. Wydawało się przecież, że dzięki porozumieniu gen. Kiszczaka ze swymi agentami przy Okrągłym Stole takie ryzyko już się nie pojawi, ale życie płata figle.

Stanisław Michalkiewicz

Wednesday, September 12, 2007

Rząd przyjął wstępny projekt budżetu na 2008 rok


Budżet do końca września Polska 2008
Nasz Dziennik, 2007-09-12
Rząd przyjął wstępny projekt budżetu na 2008 rok z deficytem 28,16 mld złotych. Dochody mają wynieść 246,99 mld zł, a wydatki 275,15 mld złotych. Projekt trafi teraz do Komisji Trójstronnej. Do końca miesiąca rząd musi podjąć ostateczną decyzję w sprawie budżetu na przyszły rok.
- Rząd jest w stanie przekazać projekt ustawy budżetu na 2008 rok do konsultacji do Komisji Trójstronnej - zapowiedziała na wczorajszej konferencji prasowej wicepremier i minister finansów Zyta Gilowska. Z danych resortu finansów wynika, że w 2008 r. dochody podatkowe budżetu mają wynieść 230 mld zł, a niepodatkowe - 16,9 mld złotych. Ministerstwo prognozuje, że w przyszłym roku tempo wzrostu gospodarczego będzie wolniejsze niż w obecnym i wyniesie 5,5 procent. Mimo to średnie realne tempo wzrostu PKB w latach 2007-2008 wyniesie ponad 6 proc. i będzie wyższe niż potencjalne tempo wzrostu gospodarki.

Minister finansów Zyta Gilowska podkreśliła również, że projekt nie zawiera informacji o pełnych dochodach z budżetu Unii Europejskiej i wydatkach finansowanych tymi dochodami. - Koszty naszego członkostwa w UE są dla budżetu państwa znaczące. Zakładamy, że przewyższą kwotę 22 mld zł w 2008 roku. Na tę kwotę składa się składka oraz niezbędne współfinansowanie krajowe - wyjaśniła.
Szefowa resortu zapewniła, że "projekt budżetu na przyszły rok uwzględnia koszty wydłużenia dotychczasowych zasad uzyskiwania uprawnień do wcześniejszych emerytur". - Od przełomu czerwca i lipca liczymy się z koniecznością uwzględnienia kosztów przedłużenia obowiązywania obecnego stanu rzeczy [w sprawie wcześniejszych emerytur - przyp. red.] o rok i to zostało uwzględnione - podkreśliła Gilowska. Dodała, że projekt uwzględnia również waloryzację progów podatkowych i kwoty wolnej od podatku.

2,3 mld zł dochodów z prywatyzacji
W ramach dochodów podatkowych z podatku VAT do budżetu ma wpłynąć 111,7 mld zł, a z akcyzy - 52,2 mld złotych. Podatek dochodowy od osób prawnych (CIT) ma dać budżetowi ponad 27 mld zł, a z podatku dochodowego od osób fizycznych (PIT) ma wpłynąć 37,9 mld złotych. W ramach dochodów niepodatkowych: dochody z cła zaplanowano na prawie 2 mld zł, wpływy z dywidendy - na 2,14 mld złotych. Dochody jednostek budżetowych mają wynieść 9,7 mld zł, a wpłaty jednostek samorządu terytorialnego 2,16 mld złotych. Według Ministerstwa Finansów, Polska znajduje się obecnie w fazie szybkiego wzrostu gospodarczego, a w 2007 r. realne tempo wzrostu PKB utrzyma się na wysokim poziomie 6,5 procent. Także Komisja Europejska podwyższyła prognozę wzrostu PKB dla Polski w tym roku do 6,5 procent. Tym samym KE zrewidowała w górę własne prognozy z maja, kiedy to zapowiadała wzrost PKB o 6,1 procent. KE ocenia, że tak wysoki wzrost wynika z lepszych niż oczekiwane rezultatów gospodarczych w drugim kwartale bieżącego roku oraz dobrych perspektyw na przyszłość. Resort prognozuje, że w 2008 r. tempo wzrostu PKB zwolni do 5,5 procent. Średnioroczna inflacja ma wynieść w 2008 r. 2,3 procent. W latach 2009-2012 inflacja powinna kształtować się na poziomie zbliżonym do celu inflacyjnego (2,5 procent). Ministerstwo Finansów przewiduje, że w 2008 r. nakłady brutto na środki trwałe (inwestycje) wzrosną o 14,5 proc., podczas gdy w 2007 r. wzrost ten wyniesie 21,5 procent. Według projektu budżetu, na koniec 2008 r. liczba bezrobotnych może zmniejszyć się do około 1,5 mln osób, a stopa bezrobocia do około 9,9 procent. Według prognoz, na koniec 2010 r. stopa bezrobocia kształtować się będzie na poziomie 7,5 procent. Od maja przyszłego roku ma obowiązywać podatek tonażowy. Do budżetu może wpłynąć 400 tys. złotych. Projekt budżetu zakłada natomiast zmniejszenie dochodów niepodatkowych, które mają osiągnąć 16,95 mld złotych. Planowane przychody z prywatyzacji są szacowane na 2,3 mld zł, a dochody budżetowe z tytułu dywidend mają wynieść 2 mld złotych.

Może jeszcze coś się zmieni
Gilowska zaznaczyła, że w projektowanym budżecie na 2008 r. dokonano licznych korekt, pozwalających na obniżenie kotwicy budżetowej do kwoty 28,16 mld złotych. Podkreśliła jednak, że do ostatniej fazy prac nad projektem ustawy budżetowej resort nie liczył się z "konsekwencjami gorączkowej działalności Sejmu w ubiegłym tygodniu". Zatem w jej ocenie należy oszacować dodatkowe wydatki na FUS na kwotę 1 mld 550 mln złotych. - Projekt budżetu nie jest finalny. Mamy jeszcze kilkanaście dni, w czasie których być może coś się zmieni - powiedziała Gilowska. Ma między innymi nadzieję, że uchwalona w zeszłym tygodniu przez Sejm ustawa wprowadzająca podwójne ulgi prorodzinne zostanie zmieniona przez Senat.

Magdalena M. Stawarska

Sunday, September 9, 2007

Ponad 2 tysiące uczestników konwencji politycznej PiS


Ponad 2 tysiące uczestników konwencji politycznej PiS
Ponad 2,5 tysiąca członków i sympatyków Prawa i Sprawiedliwości bierze udział w rozpoczętej w niedzielę w Poznaniu Konwencji Politycznej PiS. Głównym punktem konwencji ma być wystąpienie prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego.

Wraz z premierem w konwencji biorą udział m.in.: wicpremier Zyta Gilowska, ministrowie: Kazimierz Michał Ujazdowski i Zbigniew Religa, od którego wystąpienia rozpoczęła się konwencja.

„To, co mamy dzisiaj, jest poprzedzone zdarzeniami, które były wcześniej. Nie miałbym problemów jako minister zdrowia z opieką zdrowotna, gdyby nie działania podejmowane wcześniej w tej dziedzinie. Twierdzenie, że problemy służby zdrowia to wynik rządów PiS, to jest zwykłe kłamstwo” - powiedział Religa.

Premier: Polska jest lepsza niż 2 lata temu


Premier: Polska jest lepsza niż 2 lata temu
Polska jest lepsza niż 2 lata temu, nie zmieni tego wściekła kampania „antykaczyzmu” i furia klasy panującej III RP, której przedstawiciele wiedzą, że nie zasługują na swe pozycje społeczne, a wielu z nich wie, na co naprawdę zasługuje - mówił w niedzielę prezes PiS, premier Jarosław Kaczyński na konwencji Prawa i Sprawiedliwości w Poznaniu.

W wystąpieniu podkreślał, że „mamy przed sobą lata dobrego, wielkiego i jednocześnie prospołecznego rozwoju”, ale warunkiem, by tak było i żeby Polska „nie ruszyła wstecz, do tych czasów gdy mieliśmy wszechwładzę oligarchii i korupcji”, jest przebicie się przez „mur kłamstwa”, który jest dziś „tak gruby, że analogii trzeba by szukać chyba przed 1989 r.”.

Jednocześnie Jarosław Kaczyński zauważył, że i ta analogia nie jest dobra, w bo w tamtym okresie media nie były tak silne jak dziś.

„Dobrze, że jesteśmy w Poznaniu, tu zaczęła się Polska, tu zaczynały się jej dzieje” - powiedział premier Jarosław Kaczyński, przypominając historię Polski.

Kaczyński zwrócił uwagę, że dzieje Polski nie były łatwe, nawet odzyskanie niepodległości w 1918 roku trwało krótko. Nastała wojna, potem okres komunizmu.

„Kryzys komunizmu, który zaczął się w roku 1956, był kryzysem, był szeregiem wystąpień na czele z tym wielkim gigantycznym wystąpieniem Solidarności, był przeciw państwu i to było całkowicie zrozumiałe, to było obce państwo. Znakomicie wykorzystali to komuniści w 1989 roku, robili wszystko, żeby nie zostało wybudowane nowe polskie państwo” - mówił Kaczyński.

Premier przypomniał, że trudno było wtedy załatwić polskie sprawy. „O polityce zagranicznej trudno wręcz mówić. Jakość ludzi, którzy ją w tedy prowadzili, można najlepiej przybliżyć przez postać Aleksandra Kwaśniewskiego, chwiejącego się po pijanemu nad grobami pomordowanych Polaków” - podkreślił.

Zdaniem premiera, tego typu spraw było więcej, ale o wielu nie mówiono. „Historia, za różne zaniechania, każe zwykle z opóźnieniem, ale każe zawsze” - dodał prezes PiS.

„Silne państwo jest nam potrzebne, by bronić demokracji i wolności każdego Polaka” - stwierdził premier podczas konwencji. Krytykował też wizytę szefa Parlamentu Europejskiego u ziomkostw niemieckich.

Premier oświadczył, że „popierane przez władze” Niemiec ziomkostwa w pierwszym dziesięcioleciu po wojnie zakładali hitlerowcy, a władze niemieckie obecnie dopuszczają, by zapisywali się do nich także potomkowie Niemców zamieszkałych przed wojną na terenach należących dziś do Polski. „I jedzie do nich przewodniczący Parlamentu Europejskiego - ten sam, który poucza Polaków, że powinni zrezygnować z partykularnych interesów, czyli interesów narodowych i stawia tam tezę, że prawa ziomkostw to prawa Unii Europejskiej. To już jest nowość. Na taką Unię nie możemy się zgodzić” - dodał.

„Wolności nie zagraża dziś władza - choć mogą zdarzyć się ekscesy - lecz kliki w gminach, miastach, czasami też województwach, które koncentrują pieniądz w rękach pojedynczych ludzi, pieniądz, o którym można często powiedzieć, że nie wiadomo skąd jest” - mówił premier.

Uznał też, że w Polsce tworzą się grupy, które „godzą w wolność słowa”, bo same krytykują innych i odmawiają im prawa głosu. „Okazuje się, że Polacy i katolicy to taka grupa, którą można obrażać” - dodał szef PiS.

Friday, September 7, 2007

mamy okazję przy najbliższych wyborach poznać potrzeby naszego społeczeństwa.


mamy okazję przy najbliższych wyborach poznać potrzeby naszego społeczeństwa. parlament będzie je reprezentował a rząd realizował. czy “mądrzy Polacy” zdają sobie z tego sprawę?


Autor: Lech Bajan
Monday, September 03, 2007, 9:39:29 PM
Nastepna Polska rodzina matka z pieciorga dzieci brutalnie deportowana z USA.

Jako Polak mieszkajacy w USA od 1987 jestem obuzony i bardzo dotkniety ta niesprawiedliwosca jaka ma miejsce w Stanach Zjednoczonym, krajy ktory ma byc tym symbolem wolnosci i sprawiedliwosci spolecznej.

Dlaczego ten system jest tak chory?
Gdzie Amerykanska Polonia byla w tedy?
Czy tak nasza wspolpraca ma wygladac?
Czy ojcowie zalozyciele tego kraju tego chcieli?
Czy to sa te specjalne relacje pomiedzy Polska a Stanami Zjednoczonymi?
Czy po to Polska jest tym glownym koalicjantem ze Stanami Zjednoczonymi?
Czy po to Polska wyslawa nasze wojsko do Kosovo, Haiti, Iraq, Afganistan, Golan Highs? Panama i wiele innych miejsc na swiecie?
Czy po to zginelo 20 polskich zolnierzy w Iraku?
Czy po to Generalowie Kosciuszko i Pulawski walczyli i wolnosc tego kraju?
Czy po to Polscy zolnienie walczyli i umierali w czasie II Wojny Swiatowej na wszyskich frontach. 4 armia koalicji przeciw Nazi Niemiec.

Czy takie mamy podzikowanie za z niszczenie komunizmu i wywalczenie wolnosci dla wielu krajow swiata?
Czy po to sie zgadzamy aby nowy system rakiet byl zlokalizowany w Polsce?
Tu w USA przymykaja oczy na terorystow, chandlarzy narkotykow, przestepcow
a deportuja utrzciwa, ciezka pracujaca rodzine Polska mieszkajaca w USA 21 lat, matke z pieciarga dzieci.
To jest chore, nieludzkie, niemoralne i trudne do zrozumienia dla kazdego czlowiega ze zdrowym rozsadkiem.
Co Polish American Congress robi w tej sprawie?
Podjada pierogi i bigos, wznasza toasty w Polskiej Ambasadzie w Waszyngtonie i takie mamy tego rezultaty.

Tak takie mamy rezultaty.

Gdzie ta pomoc prawna ? Jesli ta rodzina by dostala pomoc prawna w pore to nie bylaby deportowana. Gdzie wpolpraca z Polskim Rzadem i Liga Polskich Rodzin?
Co robi ten Komited do Wpolpracy z Polania?
Tu w USA i w Europie negatywne Polsce media wrencz szkaluja Polske i Polakow
A nasze polskie Ministerwo Spraw Zagranicznych, Polska Ambasada w Waszyngtonie, Kongres Polakow w USA nie robia rzadnej REPOSTY.

A byly minister spraw zagranicznych III Rzeczpospolitej porownuje 2 milionowa Polonie w Niemczej do dwuch milionow polskich prostytytek a Polske do „brzydkiej panny”