Dwukrotna zdrada Polski
Dwukrotna zdrada Polski przez Londyn dotyczyła machinacji brytyjskich w sprawie wschodnich granic Polski. Propozycje angielskie nazwano „linią Curzona” tak jak również nazywano „linią Curzona” granicę między Afganistanem i Pakistanem. Lord Curzon nie wiele miał do czynienia ze sprawą polskich granic, ale pozostawił po sobie powiedzenie, że od tysięcy lat „Afganistan jest cmentarzem imperiów.” Nigdy w rzeczywistości Linia Curzona nie była granicą polski, ale pochodziła od Dawida Lloyd George’a, który był premierem brytyjskim (1916-1922) szkodliwym dla sprawy polskiej, ponieważ uważał Polskę za sojusznika Francji, konkurenta W. Brytanii.
Pierwszej zdrady Polski dokonał Lloyd George 12 lipca 1920 roku, w czasie ofensywy sowieckiej na Warszawę. Wówczas sfałszował on granicę proponowaną rządowi Lenina przez konferencję ambasadorów państw alianckich 11go lipca 1920go roku. Lloyd George uczynił to przy pomocy Żyda z Polski, agenta wywiadu brytyjskiego, który póżniej był działaczem syjonistycznym i profesorem historii w Anglii, pod nazwiskiem Lewis Bernstein Namier (1888-1960), byłym studentem uniwersytetu lwowskiego.
Namier ogłaszał się jako „ofiara antysemityzmu” Romana Dmowskiego, kiedy pracował w „politycznym wywiadzie” angielskim i pomagał Lloyd George’owi zniszczyć plan Dmowskiego, który w imieniu Polski, na konferencji pokojowej w Paryżu, żądał przyłączenia do Polski Prus Wschodnich, z wyjątkiem wolnego miasta Królewca.
Namier pomagał Lloyd George’owi przeforsować na miejsce wolnego miasta Królewca, wolne miasto Gdańsk. Wówczas naczelny wódz sił zbrojnych Francji, marszałek Ferdynand Foche, wskazał na Gdańsk i powiedział, że „Tu zacznie się Druga Wojna Światowa.
Namier służył jako polityczny sekretarz Żydowskiej Agencji w Palestynie (1929-31) do czasu, kiedy „nawrócił się” na protestantyzm, żeby ożenić się z Angielką. Namier zawsze popierał zakulisowe wpływy finansowej elity żydowskiej (grubby self-interested elite) i w tym celu manipulował faktami historycznymi, za co był ostro krytykowany przez sir Herbert’a Butterfield’a.
Obecnie Ukraińcy wychowani jeszcze przez Austryjaków, jako narzędzie ich anty-polskiej polityki” „divide et impera,” w tak zwanej przez Austrię Galicji, obecnie nazywają polskie wschodnie tereny przygraniczne, jako „Zakurzonię” na pamiątkę nazwy „Curzone Line” proponowanej w czasie ofensywy bolszewickiej na Warszawę w 1920 roku.
Churchill, syn Żydówki, był znacznie ważniejszym syjonistą od Namiera i jego zdrada dokonana wobec Polski przy pomocy prezydenta Roosevelt’a, była porównania bardziej szkodliwa dla Polaków w latach 1943-1945, niż Linia Curzon’a proponowana przez Lloyd George’a była w 1920 roku. Wówczas główną stratą Polski było brytyjskie odrzucenie żądań Dmowskiego, żeby przyłączyć do Polski Prusy Wschodnie i uczynić z Królewca zamiast z Gdańska „wolne miasto.”
Naturalnie w pertraktacjach z Zachodem, Stalin powoływał się na propozycję Lloyd George’a, w formie tak zwanej „Linii Curzona” z 1920 roku i było rzeczą prostą dla anty-polskiego i pro-sowieckiego Roosevelt’a, żeby przyjąć za oczywiste, żeby Lwów wraz z całym województwem lwowskim znalazł się po sowieckiej stronie w 1945 roku.
Generał Władysław Anders opisał w książce „Bez ostatniego rozdziału,” jak Churchill zdradził Polskę i powiedział mu: „Pan nie jest zadowolony z konferencji jałtańskiej.” Na co generał Anders odpowiedział: „Mało powiedzieć, że nie jestem zadowolony. Uważam, że stało się wielkie nieszczęście. Na takie załatwienie sprawy naród polski nie zasłużył i my walczący tutaj nie mogliśmy tego oczekiwać. Polska pierwsza krwawiła w tej wojnie i poniosła ogromne straty. Była sojuszniczką Wielkiej Brytanii od początku i w najcięższych dla niej chwilach. Na obczyźnie zdobyliśmy się na największy wysiłek, na jaki stać było żołnierza, w powietrzu, na morzu i lądzie. W Kraju zorganizowaliśmy największy podziemny ruch oporu przeciw Niemcom. Żołnierz walczył o Polskę, walczył o wolność swego narodu. Co dzisiaj my, dowódcy, mamy powiedzieć żołnierzowi? Rosja Sowiecka, która do r. 1941 była w ścisłym sojuszu z Niemcami, zabiera nam obecnie połowę naszego terytorium, a w pozostałej części Polski chce ustanowić swoje rządy. Wiemy z doświadczenia, do czego to zmierza.
Typowa była gwałtowna odpowiedź Churchill’a: „Wy sami jesteście temu winni. Już od dawna namawiałem was do załatwienia sprawy granic z Rosją Sowiecką i oddania jej ziem na wschód od linii Curzona. Gdybyście mnie posłuchali, dzisiaj cała sprawa wyglądałaby inaczej. Myśmy wschodnich granic Polski nigdy nie gwarantowali. Mamy dzisiaj dosyć wojska i waszej pomocy nie potrzebujemy. Może pan swoje dywizje zabrać. Obejdziemy się bez nich...”
Iwo Cyprian Pogonowski
Born Sept. 3, 1921
Lwów, Poland
in Dec 1939 left Warsaw. Dec 30, 1939 arrested by Ukrainians serving the Gestapo in Dukla, then transferred to Barwinek, Krosno, Jaslo, Tarnów, Oswiecim, arrived in Oranienburg-Sachsenhausen on Aug. 10, 1940.
April 19, 1945 started on the Death March of Brandenburg from Sachsenhausen; escaped gunfire of SS-guards and arrived to Schwerin and freedom on May 2, 1945.
September 1945 arrived in Brussels, Belgium; obtained admission as a regular student at the Catholic University: Institute Superieur de Commerce, St. Ignace in Antwerp.
in 1954 graduated in Civil Engineering at the top of his class. Was invited to join honorary societies: Tau Beta Pi (general engineering honorary society), Phi Kappa Phi (academic honorary society equivalent to Phi Beta Kappa), Pi Mu (mechanical engineering honorary society), and Chi Epsilon (civil engineering honorary society). Taught descriptive geometry at the University of Tennessee;
in 1955 graduated with M.S. degree in Industrial Engineering.
in 1955 started working for Shell Oil Company in New Orleans. After one year of managerial training was assigned to design of marine structures for drilling and production of petroleum.
in 1960 started working for Texaco Research and Development in Houston, Texas as a Project Engineer. Authored total of 50 American and foreign patents on marine structures for the petroleum industry;
wrote an article: The Rise and Fall of the Polish Commonwealth - A Quest for a Representative Government in Central and Eastern Europe in the 14th to 18th Centuries. Started to work on a Tabular History of Poland.
in 1972 moved to Blacksburg, Virginia. During the following years worked as Consulting Engineer for Texaco, also taught in Virginia Polytechnic Institute and State University as Adjunct Professor in the College of Civil Engineering teaching courses on marine structures of the petroleum industry. Designed and supervised the construction of a hill top home for his family, also bought 500 acre ranch (near Thomas Jefferson National Forest) where he restored 200 years old mill house on a mountain stream.
in 1978 prepared Polish-English, English-Polish Dictionary with complete phonetics, published by Hippocrene Books Inc. The dictionary included a Tabular History of Poland, Polish Language, People, and Culture as well as Pogonowski's phonetic symbols for phonetic transcriptions in English and Polish at each dictionary entry; the phonetic explanations were illustrated with cross-sections of speech (organs used to pronounce the sounds unfamiliar to the users). It was the first dictionary with phonetic transcription at each Polish entry for use by English speakers
in 1981 prepared Practical Polish-English Dictionary with complete phonetics, published by Hippocrene Books Inc.
in 1983 prepared Concise Polish-English Dictionary with complete phonetics, published by Hippocrene Books Inc. Wrote an analysis of Michael Ch ci ski's Poland, Communism, Nationalism, Anti-Semitism. Also selected crucial quotations from Norman Davies' God's Playground - A History of Poland on the subject of the Polish indigenous democratic process.
in 1985 prepared Polish-English Standard Dictionary with complete phonetics, published by Hippocrene Books Inc. Also prepared a revised and expanded edition of the Concise Polish-English Dictionary with complete phonetics, also published by Hippocrene Books Inc.
in 1987 prepared Poland: A Historical Atlas on Polish History and Prehistory including 200 maps and graphs as well as Chronology of Poland's Constitutional and Political Development, and the Evolution of Polish Identity - The Milestones. An introductory chapter was entitled Poland the Middle Ground. Aloysius A. Mazewski President of Polish-American Congress wrote an introduction. The Atlas was published by Hippocrene Books Inc. and later by Dorset Press of the Barnes and Noble Co. Inc. which sends some 30 million catalogues to American homes including color reproduction of book covers. Thus, many Americans were exposed to the cover of Pogonowski's Atlas showing the range of borders of Poland during the history - many found out for the firsttime that Poland was an important power in the past. Total of about 30,000 atlases were printed so far.
In 1988 the publication of Poland: A Historical Atlas resulted in a number of invitations extended by several Polonian organizations to Iwo Pogonowski to present Television Programs on Polish History. Pogonowski responded and produced over two year period 220 half-hour video programs in his studio at home (and at his own expense.) These programs formed a serial entitled: Poland, A History of One Thousand Years. Total of over 1000 broadcasts of these programs were transmitted by cable television in Chicago, Detroit-Hamtramck, Cleveland, and Blacksburg.
in 1990-1991 translated from the Russian the Catechism of a Revolutionary of 1869 in which crime has been treated as a normal part of the revolutionary program. Started preparation of the Killing the Best and the Brightest: A Chronology of the USSR-German Attempt to Behead the Polish Nation showing how the USSR became a prototype of modern totalitarian state, how this prototype was adapted in Germany by the Nazis.
in 1991 prepared Polish Phrasebook, Polish Conversations for Americans including picture code for gender and familiarity, published by Hippocrene Books Inc.
in 1991 prepared English Conversations for Poles with Concise Dictionary published by Hippocrene Books Inc. By then a total of over 100,000 Polish-English, English-Polish Dictionaries written by Pogonowski were sold in the United States and abroad.
in 1992 prepared a Dictionary of Polish, Latin, Hebrew, and Yiddish Terms used in Contacts between Poles and Jews. It was prepared for the history of Jews in Poland as well as 115 maps and graphs and 172 illustrations, paintings, drawings, and documents, etc. of Jewish life in Poland. This material was accompanied by proper annotations.
in 1993 prepared Jews in Poland, Rise of the Jews as a Nation from Congressus Judaicus in Poland to the Knesset in Israel, published by Hippocrene Books Inc. in 3000 copies. Foreword was written by Richard Pipes, professor of history at Harvard University, and Pogonowski's school mate in the Keczmar school in Warsaw. Part I included: a Synopsis of 1000 Year History of Jews in Poland; the 1264 Statute of Jewish Liberties in Poland in Latin and English translation; Jewish Autonomy in Poland 1264-1795; German Annihilation of the Jews. In appendixes are documents and illustrations. An Atlas is in the Part III. It is divided as follows: Early Jewish Settlements 966-1264; The Crucial 500 Years, 1264-1795; Competition (between Poles and Jews) Under Foreign Rule, 1795-1918; The Last Blossoming of Jewish Culture in Poland, 1918-1939; German Genocide of the Jews, 1940-1944; Jewish Escape from Europe 1945-1947 - The End of European (Polish) Phase of Jewish History (when most of world's Jewry lived in Europe). Pogonowski began to write a new book starting with the Chronology of the Martyrdom of Polish Intelligentsia during World War II and the Stalinist Terror; the book in preparation was entitled Killing the Best and the Brightest.
in 1995 prepared Dictionary of Polish Business, Legal and Associated Terms for use with the new edition of the Practical Polish-English, English-Polish Dictionary and later to be published as a separate book.
in 1996 Pogonowski's Poland: A Historical Atlas; was translated into Polish; some 130 of the original 200 maps printed in color; the Chronology of Poland was also translated into Polish. The Atlas was published by Wydawnictwo Suszczy ski I Baran in Kraków in 3000 copies; additional publications are expected. Prepared Polish-English, Eglish-Polish Compact Dictionary with complete phonetics, published by Hippocrene Books Inc.
in 1997 finished preparation of the Unabridged Polish-English Dictionary with complete phonetics including over 200,000 entries, in three volumes on total of 4000 pages; it is published by Hippocrene Books Inc; the Polish title is: Uniwesalny S ownik Polsko-Angielski. Besides years of work Pogonowski spent over $50,000 on computers, computer services, typing, and proof reading in order to make the 4000 page dictionary camera ready; assisted in the preparation of second edition of Jews in Poland, Rise of the Jews from Congressus Judaicus in Poland to the Knesset in Israel published in fall of 1997. Prepared computer programs for English-Polish Dictionary to serve as a companion to the Unabridged Polish-English Dictionary printed by the end of May 1997.
in 1998 Pogonowski organized preparation of CD ROM for the Unabridged Polish-English Dictionary, Practical English-Polish Dictionary, Polish Phrasebook for Tourists and Travelers to Poland, all published earlier by Iwo C. Pogonowski. The Phrasebook includes 280 minutes of bilingual audio read by actors. Started preparation for a new edition of Poland: A Historical Atlas. New Appendices are being prepared on such subjects as: Polish contribution to Allied's wartime intelligence: the breaking of the Enigma Codes, Pune Munde rocket production; Poland's contribution to the international law since 1415; Poland's early development of rocket technology such as Polish Rocketry Handbook published in 1650 in which Poles introduced for the first time into the world's literature concepts of multiple warheads, multistage rockets, new controls in rocket flight, etc. Poland's Chronology is being enlarged to reflect the mechanisms of subjugation of Polish people by the Soviet terror apparatus. Continued preparation of the Killing the Best and the Brightest: A Chronology of the USSR-German Attempt to Behead the Polish Nation, including the 1992 revelations from Soviet archives as well as the current research in Poland. Continued preparation of two-volume English Polish Dictionary, a companion to the Unabridged Polish-English Dictionary published in 1997. Reviewed Upiorna Dekada by J. T. Gross.
in 1999 Pogonowski continued writing Poland - An Illustrated History and preparing for it 21 maps and diagrams and 89 illustrations.
in 2000 Pogonowski prepared, in a camera ready form, Poland - An Illustrated History; it was published by Hippocrene Books Inc. NY 2000 and recommended by Dr. Zbigniew Brzezinski, National Security Advisor under President Carter, as "An important contribution to the better understanding of Polish history, which demonstrates in a vivid fashion the historical vicissitudes of that major European nation."
Friday, May 22, 2009
Wednesday, May 13, 2009
"Powstanie Warszawskie - Zapomniani bohaterowie"(1)Warsaw Rising: The Forgotten Soldiers of WW II
"Powstanie Warszawskie - Zapomniani bohaterowie"(1)Warsaw Rising: The Forgotten Soldiers of WW II
"Powstanie Warszawskie - Zapomniani bohaterowie drugiej wojny światowej."
Film swoją premierę miał w amerykańskiej stacji CNN w 60. rocznicę lądowania aliantów w Normandii. Pokazuje on historię Polskiego Państwa Podziemnego oraz 63-dniowej walki z niemieckim okupantem. Zawiera wywiady z żyjącymi uczestnikami Powstania Warszawskiego oraz rzadko publikowane zdjęcia.
"Powstanie Warszawskie - Zapomniani bohaterowie drugiej wojny światowej."
Film swoją premierę miał w amerykańskiej stacji CNN w 60. rocznicę lądowania aliantów w Normandii. Pokazuje on historię Polskiego Państwa Podziemnego oraz 63-dniowej walki z niemieckim okupantem. Zawiera wywiady z żyjącymi uczestnikami Powstania Warszawskiego oraz rzadko publikowane zdjęcia.
Tuesday, May 12, 2009
Olimpijski szlak polskich pięcioboistów
Olimpijski szlak polskich pięcioboistów
Data dodania: 2009-02-19
Pięciobój nowoczesny od początków swego istnienia związany był z wojskiem. Początkowo zwany „oficerskim", stanowił jedną z konkurencji sprawdzających przygotowanie żołnierza. Każdy wojak musiał umieć pływać, biegać strzelać, jeździć konno i walczyć białą bronią.
W 1911 roku pięciobój został przyjęty do rodziny sportów olimpijskich. Rok później, podczas Igrzysk V Olimpiady w Sztokholmie, pięcioboiści - oficerowie pokazali światu nowy, jakże piękny i rycerski sport. Komplet medali trafił do Szwedów, którzy zdominowali dyscyplinę w pierwszych dekadach XX wieku.
Polacy jadą na igrzyska
Polacy debiutowali dopiero w 1928 roku - w igrzyskach w Amsterdamie. Dużym sukcesem było zwycięstwo Stefana Szelestowskiego w biegu przełajowym. Najlepszym Polakiem w kwalifikacji ogólnej był Zenon Małłysko - zajął 12. miejsce. Szelestowski był 26, Franciszek Koprowski 34, a Jan Baran nie ukończył zawodów z powodu kontuzji nogi.
Nikt pewnie wtedy nie przewidywał, że na następny start Polaków trzeba będzie czekać aż 32 lata. Kiedy formowano reprezentację do olimpiady w Rzymie nie rezerwowano miejsc dla pięcioboistów. Trzeba było długo przekonywać PKOl, że nasza drużyna ma szansę zdobyć wysoką lokatę. Ryzyko opłaciło się: Polska uplasowała się na 5. pozycji. Stanisław Przybylski był siódmy, Jarosław Paszkiewicz dziesiąty, a Kazimierz Mazur dwudziesty. Można było mówić o sukcesie.
Początki ery Peciaka
Podczas igrzysk rozgrywanych w Monachium w 1972 roku zobaczono po raz pierwszy Janusza Peciaka. Jak się później okazało pełnię swych możliwości zawodnik stołecznej Legii pokazał podczas kolejnej olimpiady. W Monachium Peciak zajął dopiero 21 miejsce. Lepszy od niego był Ryszard Wach - 13miejsce. Stanisław Skwira uplasował się na 40 pozycji. Drużyna zajęła ósme miejsce.
Mamy złoto
Cztery lata później, w Montrealu, liderem naszego zespołu był Janusz Peciak. Obok niego wystartował świetny pływak, olimpijczyk z 1968 i 1972 roku w pływaniu Zbigniew Pacelt i Krzysztof Trybusiewicz.
Peciak od początku rywalizacji trzymał się czołówki. Dobrze zaprezentował się w jeździe konnej i szermierce. Po strzelaniu, które wygrali Czechosłowacy przed Bułgarami nasza drużyna i Peciak indywidualnie zajmowali trzecią pozycję. Zaczęły się wielkie, medalowe emocje. Pływanie przyniosło drugie miejsce Paceltowi, a trzecie naszej drużynie. Przed ostatnią konkurencją - biegiem, Polska była trzecia. Peciak zajmował piąte miejsce z bardzo dużymi szansami na medal, jednak strata do prowadzącego Rosjanina wydawała się zbyt dużą do odrobienia na trasie czterokilometrowego crossu. Polak postanowił zaryzykować i powalczyć o najwyższy laur - po niesamowitym biegu sięgnął po olimpijskie złoto! Drużyna w biegu była druga, ale to nie wystarczyło do utrzymania trzeciej lokaty. Ostatecznie zajęła czwarte miejsce.
Przed igrzyskami 1980 roku w Moskwie apetyty były duże. Niestety nie udało się powtórzyć sukcesu z Montrealu. Polacy wygrali jazdę konną, ale słabo strzelali i fechtowali. Ostatecznie drużyna zajęła czwarte miejsce. Janusz Peciak był szósty, Marek Bajan osiemnasty, Jan Olesiński jedenasty.
Polacy chcieli powetować sobie moskiewską porażkę w Los Angles. Niestety bojkot państw z Bloku Wschodniego uniemożliwił rywalizację również pięcioboistom. Janusz Peciak zakończył karierę sportową, a rozpoczął pracę trenerską z reprezentacją USA. Na igrzyska olimpijskie do Seula Polacy pojechali w eksperymentalnym składzie - doświadczony Wiesław Chmielewski i młodzi Maciej Czyżowicz i Arkadiusz Skrzypaszek. Ostatecznie drużyna była dziewiąta, Maciej Czyżowicz piętnasty, Arkadiusz Skrzypaszek dwudziesty trzeci, Wiesław Chmielewski pięćdziesiąty trzeci. Doświadczenie zebrane w Korei miało zaprocentować za cztery lata.
Dwa złote medale!
Na Igrzyska 25. Olimpiady w Barcelonie wyjeżdżano z wielkimi nadziejami na sukces: Arkadiusz Skrzypaszek był aktualnym mistrzem świata, a drużyna, ze znanym już z Seulu Czyżowiczem i nowym w składzie Dariuszem Goździakiem, należała do najlepszych na świecie. Polski pięciobój nowoczesny miał potwierdzić swoją pozycję w igrzyskach w Barcelonie.
Polacy rozpoczęli świetnie: w szermierce Skrzypaszek i drużyna zajęli drugie miejsce. Po słabszym pływaniu rozegrane w tym samym dniu strzelanie przyniosło następne przetasowania. Najlepsi okazali się Polacy. Skrzypaszek i nasza drużyna wyszli na prowadzenie. W czwartej konkurencji jaką był bieg najlepszym z Polaków był Skrzypaszek, a drużyna zajęła ósme miejsce. W obu klasyfikacjach spadliśmy na drugą pozycję. Skrzypaszka wyprzedził Rosjanin Zenowka, a drużynę Wspólnota Niepodległych Państw. O podziale medali miała zadecydować jazda konna. Kto lepiej wylosuje konie? Kto lepiej pojedzie? Goździak i Czyżowicz przejechali parcour nieźle, Skrzypaszek rewelacyjnie - zaledwie dwie zrzutki. Na jakie miejsca to wystarczy? Trzeba było czekać na potknięcia rywali, a ci nie radzili sobie ze stresem i trudnym, olimpijskim parcourem. Zenovka - lider po czterech konkurencjach, spadł z konia, tracąc tym samym szansę na triumf w obu klasyfikacjach. Błąd Rosjanina wykorzystali Polacy. Mistrzem olimpijskim został Arkadiusz Skrzypaszek i polska drużyna! Dwa złote medale. Tego jeszcze nie było!
Przed kolejnymi igrzyskami nastąpiło wiele zmian w pięciobojowym regulaminie. Zmieniono ostrą broń na pistolet pneumatyczny, trasę crossu skrócono do trzech kilometrów i wycofano konkurencje drużynową. Cała rywalizacja miała odbywać się jednego dnia. W igrzyskach w Atlancie wystartował zaledwie 21-letni legionista Igor Warabida oraz weteran Maciej Czyżowicz. Po trzech konkurencjach obaj Polacy plasowali się w drugiej dziesiątce. Jazda konna znowu przyniosła wiele zmian. Igor pokonał parcour bezbłędnie i po doskonałym biegu zajął ostatecznie doskonałą, piątą pozycję. Czyżowicz był 27.
Czas na kobiety
Po Atlancie czekały nas kolejne zmiany. Dystans pływania zmniejszono do 200 metrów, a biegu do 3000 metrów dla kobiet i mężczyzn. Jednak najważniejszą informacją było wprowadzenie na olimpijskie areny (kosztem klasyfikacji drużynowej) kobiet! A przecież nasz pięciobój miał się czym pochwalić: cztery Polki były mistrzyniami świata, a w drużynie i sztafecie triumfowały w światowym czempionacie kilkadziesiąt razy. W związku z tym jadąc na igrzyska do Sydney wielkie nadzieje wiązaliśmy przede wszystkim ze startem kobiet: Doroty Idzi i Pauliny Boenisz. Wśród mężczyzn reprezentował nas ponownie Igor Warabida. Niestety zabrakło medali. Warabida nie potwierdził sukcesu sprzed czterech lat i zajął ostatecznie piętnastą pozycję. Boenisz , mistrzyni Europy z 1998 roku, po dobrej jeździe konnej i biegu uplasowała się na piątym miejscu. O dużym pechu mogła mówić Dorota Idzi. Jadąc na igrzyska w gronie faworytek rozchorowała się po przylocie do Australii. Mistrzyni świata z 1988 roku, nie dochodząc do pełni sił przed startem, zajęła ostatecznie szesnaste miejsce.
Na kolejne igrzyska, w 2004 roku Atenach, pojechaliśmy pełnym, czteroosobowym składem. W rywalizacji mężczyzn po trzech konkurencjach zapachniało sensacją. Marcin Horbacz zajmował drugie miejsce. Niestety bardzo słaby przejazd na parcourze zaprzepaścił medalową szansę. Również drugi reprezentant Polski Andrzej Stefanek popełnił na koniach zbyt wiele błędów. Ostatecznie panowie zajęli odpowiednio 32. i 30. miejsce. Pozostało nam liczyć na panie: Paulinę Boenisz i mistrzynię świata juniorek Sylwie Czwojdzińską. Jak się okazało o włos od medalu była Czwojdzińska - ostatecznie szósta. Boenisz po słabej szermierce, ale świetnym biegu dziesiąta.
W Pekinie
Na kolejną medalową szansę przyszło nam czekać do ubiegłorocznych igrzysk rozgrywanych w Pekinie. Wśród pań reprezentowała nas „ateńska dwójka": Boenisz i Czwojdzińska. W rywalizacji panów Horbacz i jeszcze junior - Bartosz Majewski. Rozpoczęli mężczyźni. Horbacz, po tradycyjnie bardzo dobrym strzelaniu, stracił zbyt wiele punktów na szermierce, by liczyć się w walce o medale. Ostatecznie zakończył rywalizację na 13. pozycji. Końską „loterię" mógł wykorzystać Majewski, lecz również do niego nie uśmiechnęło się szczęście. Zwyciężając w ostatniej konkurencji jaką był bieg, zdołał przesunąć się na 22. miejsce. Dzień później rywalizowały panie. Paulina Boenisz osiągnęła znakomite wyniki we wszystkich pięciu konkurencjach - punktów wystarczyło na piąte miejsce. Do medalu zabrakło naprawdę niewiele. Sylwia Czwojdzińska po słabszym występie w konkurencjach technicznych, ostatecznie została sklasyfikowana na 17. pozycji.
Dotychczas w igrzyskach olimpijskich Polacy startowali dziesięciokrotnie. Wystartowało dwudziestu dziewięciu zawodników i sześć zawodniczek. Zdobyliśmy trzy złote medale. Nie mamy się czego wstydzić, jednak wciąż czekamy na kolejne krążki. Przed kolejnym olimpijskim startem czeka nas rewolucja w pięciobojowym regulaminie. Aby uatrakcyjnić zawody postanowiono - na wzór biathlonu - połączyć bieg ze strzelaniem. Czy jest to recepta na małą medialność naszej pięknej, jednak niedocenianej dyscypliny? Czas pokaże. Już za trzy lata w Londynie...
Data dodania: 2009-02-19
Pięciobój nowoczesny od początków swego istnienia związany był z wojskiem. Początkowo zwany „oficerskim", stanowił jedną z konkurencji sprawdzających przygotowanie żołnierza. Każdy wojak musiał umieć pływać, biegać strzelać, jeździć konno i walczyć białą bronią.
W 1911 roku pięciobój został przyjęty do rodziny sportów olimpijskich. Rok później, podczas Igrzysk V Olimpiady w Sztokholmie, pięcioboiści - oficerowie pokazali światu nowy, jakże piękny i rycerski sport. Komplet medali trafił do Szwedów, którzy zdominowali dyscyplinę w pierwszych dekadach XX wieku.
Polacy jadą na igrzyska
Polacy debiutowali dopiero w 1928 roku - w igrzyskach w Amsterdamie. Dużym sukcesem było zwycięstwo Stefana Szelestowskiego w biegu przełajowym. Najlepszym Polakiem w kwalifikacji ogólnej był Zenon Małłysko - zajął 12. miejsce. Szelestowski był 26, Franciszek Koprowski 34, a Jan Baran nie ukończył zawodów z powodu kontuzji nogi.
Nikt pewnie wtedy nie przewidywał, że na następny start Polaków trzeba będzie czekać aż 32 lata. Kiedy formowano reprezentację do olimpiady w Rzymie nie rezerwowano miejsc dla pięcioboistów. Trzeba było długo przekonywać PKOl, że nasza drużyna ma szansę zdobyć wysoką lokatę. Ryzyko opłaciło się: Polska uplasowała się na 5. pozycji. Stanisław Przybylski był siódmy, Jarosław Paszkiewicz dziesiąty, a Kazimierz Mazur dwudziesty. Można było mówić o sukcesie.
Początki ery Peciaka
Podczas igrzysk rozgrywanych w Monachium w 1972 roku zobaczono po raz pierwszy Janusza Peciaka. Jak się później okazało pełnię swych możliwości zawodnik stołecznej Legii pokazał podczas kolejnej olimpiady. W Monachium Peciak zajął dopiero 21 miejsce. Lepszy od niego był Ryszard Wach - 13miejsce. Stanisław Skwira uplasował się na 40 pozycji. Drużyna zajęła ósme miejsce.
Mamy złoto
Cztery lata później, w Montrealu, liderem naszego zespołu był Janusz Peciak. Obok niego wystartował świetny pływak, olimpijczyk z 1968 i 1972 roku w pływaniu Zbigniew Pacelt i Krzysztof Trybusiewicz.
Peciak od początku rywalizacji trzymał się czołówki. Dobrze zaprezentował się w jeździe konnej i szermierce. Po strzelaniu, które wygrali Czechosłowacy przed Bułgarami nasza drużyna i Peciak indywidualnie zajmowali trzecią pozycję. Zaczęły się wielkie, medalowe emocje. Pływanie przyniosło drugie miejsce Paceltowi, a trzecie naszej drużynie. Przed ostatnią konkurencją - biegiem, Polska była trzecia. Peciak zajmował piąte miejsce z bardzo dużymi szansami na medal, jednak strata do prowadzącego Rosjanina wydawała się zbyt dużą do odrobienia na trasie czterokilometrowego crossu. Polak postanowił zaryzykować i powalczyć o najwyższy laur - po niesamowitym biegu sięgnął po olimpijskie złoto! Drużyna w biegu była druga, ale to nie wystarczyło do utrzymania trzeciej lokaty. Ostatecznie zajęła czwarte miejsce.
Przed igrzyskami 1980 roku w Moskwie apetyty były duże. Niestety nie udało się powtórzyć sukcesu z Montrealu. Polacy wygrali jazdę konną, ale słabo strzelali i fechtowali. Ostatecznie drużyna zajęła czwarte miejsce. Janusz Peciak był szósty, Marek Bajan osiemnasty, Jan Olesiński jedenasty.
Polacy chcieli powetować sobie moskiewską porażkę w Los Angles. Niestety bojkot państw z Bloku Wschodniego uniemożliwił rywalizację również pięcioboistom. Janusz Peciak zakończył karierę sportową, a rozpoczął pracę trenerską z reprezentacją USA. Na igrzyska olimpijskie do Seula Polacy pojechali w eksperymentalnym składzie - doświadczony Wiesław Chmielewski i młodzi Maciej Czyżowicz i Arkadiusz Skrzypaszek. Ostatecznie drużyna była dziewiąta, Maciej Czyżowicz piętnasty, Arkadiusz Skrzypaszek dwudziesty trzeci, Wiesław Chmielewski pięćdziesiąty trzeci. Doświadczenie zebrane w Korei miało zaprocentować za cztery lata.
Dwa złote medale!
Na Igrzyska 25. Olimpiady w Barcelonie wyjeżdżano z wielkimi nadziejami na sukces: Arkadiusz Skrzypaszek był aktualnym mistrzem świata, a drużyna, ze znanym już z Seulu Czyżowiczem i nowym w składzie Dariuszem Goździakiem, należała do najlepszych na świecie. Polski pięciobój nowoczesny miał potwierdzić swoją pozycję w igrzyskach w Barcelonie.
Polacy rozpoczęli świetnie: w szermierce Skrzypaszek i drużyna zajęli drugie miejsce. Po słabszym pływaniu rozegrane w tym samym dniu strzelanie przyniosło następne przetasowania. Najlepsi okazali się Polacy. Skrzypaszek i nasza drużyna wyszli na prowadzenie. W czwartej konkurencji jaką był bieg najlepszym z Polaków był Skrzypaszek, a drużyna zajęła ósme miejsce. W obu klasyfikacjach spadliśmy na drugą pozycję. Skrzypaszka wyprzedził Rosjanin Zenowka, a drużynę Wspólnota Niepodległych Państw. O podziale medali miała zadecydować jazda konna. Kto lepiej wylosuje konie? Kto lepiej pojedzie? Goździak i Czyżowicz przejechali parcour nieźle, Skrzypaszek rewelacyjnie - zaledwie dwie zrzutki. Na jakie miejsca to wystarczy? Trzeba było czekać na potknięcia rywali, a ci nie radzili sobie ze stresem i trudnym, olimpijskim parcourem. Zenovka - lider po czterech konkurencjach, spadł z konia, tracąc tym samym szansę na triumf w obu klasyfikacjach. Błąd Rosjanina wykorzystali Polacy. Mistrzem olimpijskim został Arkadiusz Skrzypaszek i polska drużyna! Dwa złote medale. Tego jeszcze nie było!
Przed kolejnymi igrzyskami nastąpiło wiele zmian w pięciobojowym regulaminie. Zmieniono ostrą broń na pistolet pneumatyczny, trasę crossu skrócono do trzech kilometrów i wycofano konkurencje drużynową. Cała rywalizacja miała odbywać się jednego dnia. W igrzyskach w Atlancie wystartował zaledwie 21-letni legionista Igor Warabida oraz weteran Maciej Czyżowicz. Po trzech konkurencjach obaj Polacy plasowali się w drugiej dziesiątce. Jazda konna znowu przyniosła wiele zmian. Igor pokonał parcour bezbłędnie i po doskonałym biegu zajął ostatecznie doskonałą, piątą pozycję. Czyżowicz był 27.
Czas na kobiety
Po Atlancie czekały nas kolejne zmiany. Dystans pływania zmniejszono do 200 metrów, a biegu do 3000 metrów dla kobiet i mężczyzn. Jednak najważniejszą informacją było wprowadzenie na olimpijskie areny (kosztem klasyfikacji drużynowej) kobiet! A przecież nasz pięciobój miał się czym pochwalić: cztery Polki były mistrzyniami świata, a w drużynie i sztafecie triumfowały w światowym czempionacie kilkadziesiąt razy. W związku z tym jadąc na igrzyska do Sydney wielkie nadzieje wiązaliśmy przede wszystkim ze startem kobiet: Doroty Idzi i Pauliny Boenisz. Wśród mężczyzn reprezentował nas ponownie Igor Warabida. Niestety zabrakło medali. Warabida nie potwierdził sukcesu sprzed czterech lat i zajął ostatecznie piętnastą pozycję. Boenisz , mistrzyni Europy z 1998 roku, po dobrej jeździe konnej i biegu uplasowała się na piątym miejscu. O dużym pechu mogła mówić Dorota Idzi. Jadąc na igrzyska w gronie faworytek rozchorowała się po przylocie do Australii. Mistrzyni świata z 1988 roku, nie dochodząc do pełni sił przed startem, zajęła ostatecznie szesnaste miejsce.
Na kolejne igrzyska, w 2004 roku Atenach, pojechaliśmy pełnym, czteroosobowym składem. W rywalizacji mężczyzn po trzech konkurencjach zapachniało sensacją. Marcin Horbacz zajmował drugie miejsce. Niestety bardzo słaby przejazd na parcourze zaprzepaścił medalową szansę. Również drugi reprezentant Polski Andrzej Stefanek popełnił na koniach zbyt wiele błędów. Ostatecznie panowie zajęli odpowiednio 32. i 30. miejsce. Pozostało nam liczyć na panie: Paulinę Boenisz i mistrzynię świata juniorek Sylwie Czwojdzińską. Jak się okazało o włos od medalu była Czwojdzińska - ostatecznie szósta. Boenisz po słabej szermierce, ale świetnym biegu dziesiąta.
W Pekinie
Na kolejną medalową szansę przyszło nam czekać do ubiegłorocznych igrzysk rozgrywanych w Pekinie. Wśród pań reprezentowała nas „ateńska dwójka": Boenisz i Czwojdzińska. W rywalizacji panów Horbacz i jeszcze junior - Bartosz Majewski. Rozpoczęli mężczyźni. Horbacz, po tradycyjnie bardzo dobrym strzelaniu, stracił zbyt wiele punktów na szermierce, by liczyć się w walce o medale. Ostatecznie zakończył rywalizację na 13. pozycji. Końską „loterię" mógł wykorzystać Majewski, lecz również do niego nie uśmiechnęło się szczęście. Zwyciężając w ostatniej konkurencji jaką był bieg, zdołał przesunąć się na 22. miejsce. Dzień później rywalizowały panie. Paulina Boenisz osiągnęła znakomite wyniki we wszystkich pięciu konkurencjach - punktów wystarczyło na piąte miejsce. Do medalu zabrakło naprawdę niewiele. Sylwia Czwojdzińska po słabszym występie w konkurencjach technicznych, ostatecznie została sklasyfikowana na 17. pozycji.
Dotychczas w igrzyskach olimpijskich Polacy startowali dziesięciokrotnie. Wystartowało dwudziestu dziewięciu zawodników i sześć zawodniczek. Zdobyliśmy trzy złote medale. Nie mamy się czego wstydzić, jednak wciąż czekamy na kolejne krążki. Przed kolejnym olimpijskim startem czeka nas rewolucja w pięciobojowym regulaminie. Aby uatrakcyjnić zawody postanowiono - na wzór biathlonu - połączyć bieg ze strzelaniem. Czy jest to recepta na małą medialność naszej pięknej, jednak niedocenianej dyscypliny? Czas pokaże. Już za trzy lata w Londynie...
Sunday, May 10, 2009
MAREK GRECHUTA - Dni ktorych nie znamy
MAREK GRECHUTA - Dni ktorych nie znamy
Nie pytam, ile mi zapłacą
Nasz Dziennik, 2009-05-09
Z Olgierdem Łukaszewiczem, aktorem filmowym i teatralnym, odtwórcą roli generała Augusta Emila Fieldorfa "Nila" w filmie Ryszarda Bugajskiego "Generał "Nil"", prezesem Związku Artystów Scen Polskich w latach 2002-2005, rozmawia Piotr Czartoryski-Sziler
Jak to się stało, że Pana ojciec znalazł się w Taszkiencie?
- W roku 1847 mój przodek Mieczysław Łukaszewicz został zesłany wyrokiem sądu w Mińsku (Białoruś) do twierdzy w Orenburgu - za przechowywanie listów generała Mierosławskiego. W ten sposób losy rodziny związały się z tamtymi terenami. Mój ojciec wychowywał się w Taszkiencie. Gdy wybuchła rewolucja, cała rodzina uciekła do Polski. Stąd też wzięły się moje zainteresowania losem XIX-wiecznych zesłańców. To właśnie im i ich następcom z lat 40. XX wieku poświęciłem swój spektakl na placu Teatralnym w Warszawie pt. "Zaduszki Narodowe 2000".
Pana rodzice poznali się podczas okupacji?
- Tak, w Warszawie w 1942 roku. Mama pochodziła z Kamieńca Podolskiego. Gdy była niemowlęciem, jej rodzice w 1920 roku, uciekając z Kresów, osiedlili się w Lesznie pod Warszawą. Rodzina była związana z przemysłem cukrowniczym. To generacja opisana przez Iwaszkiewicza w "Sławie i chwale".
Ale urodził się Pan na Śląsku...
- Po Powstaniu Warszawskim rodzice ze starszym bratem Krzysztofem przez obóz w Pruszkowie dotarli na Śląsk. Nasze korzenie związane są jednak z Kresami, moje imię jest przecież bardzo wileńskie. W Wilnie ojciec studiował medycynę, którą skończył w 1932 roku. Później znalazł się w Warszawie. Krąg jego wileńskich znajomych odegrał ważną rolę w naszym domu. Rodzina ze strony ojca jest spokrewniona z prezydentem Władysławem Raczkiewiczem, jego matka była z domu Łukaszewicz, a także z Billewiczami, więc w jakiś sposób ponoć z Józefem Piłsudskim. Warszawa, niestety, była miejscem, do którego przez wiele lat musiałem się psychicznie "przyszywać", wżywać w historię tego miasta. Nie czułem się jej pełnoprawnym obywatelem, choć tu urodził się mój starszy brat.
Czy ktoś przed Panem zajmował się w rodzinie aktorstwem?
- Nie. Znam swoje drzewo genealogiczne od początku XVIII wieku. Nic mi nie wiadomo o żadnych artystycznych tradycjach w tej rodzinie.
Dom Pana rodziców był otwarty na sztukę?
- Mama starała się uwrażliwić nas na odbiór sztuki poprzez obowiązkowe słuchanie koncertów czy konkursów chopinowskich. Nie wolno nam było wtedy śmiać się, żartować, trzeba było siedzieć i słuchać. Bywały także niedzielne popołudnia, kiedy starała się nas zainteresować albumami malarstwa, jakie zostały w naszym domu jeszcze po Niemcach. Kiedy narodziły się w nas, tzn. we mnie i w Jerzym, moim bracie bliźniaku, zainteresowania artystyczne, to trudno powiedzieć. U mnie rozwijało się ono gdzieś bardzo wcześnie, była to chęć występu i recytacji. Pamiętam, że sam organizowałem kabareciki i teatrzyki w szkole, a brat miał już w ręku kamerę filmową. Dziś Jerzy Łukaszewicz jest operatorem filmowym, doktorem na Uniwersytecie Śląskim na Wydziale Filmowym, napisał podręcznik do nauki dla operatorów filmowych, jest także autorem zdjęć do "Doliny Issy", "Seksmisji", "Vabanków" oraz reżyserem filmu "Faustyna" o św. siostrze Faustynie Kowalskiej. Nasze pasje rozwijały się więc jakoś bliźniaczo, chociaż nie jesteśmy dosłownie bliźniakami, tylko dwojakami.
Ale jest między Panami podobieństwo fizyczne?
- Kiedyś było, bo mylili nas nawet koledzy po fachu. Ale brat działa zawsze z drugiej strony kamery, więc był incognito. W "Soli ziemi czarnej" gra brata, który pierwszy ginie.
Brat zagrał tylko raz?
- Tak.
Nie miał zamiłowania do aktorstwa?
- Nie, broń Boże, jego to zawsze, szczerze mówiąc, denerwowało. Gdy w dzieciństwie "odprawialiśmy" Mszę Świętą, bo wcześnie zostaliśmy ministrantami, wszelkie próby teatralizacji, które ja koniecznie chciałem wprowadzać, tj. np. malowanie i wycinanie ornatu, jemu bynajmniej nie były potrzebne.
A co Pana pociągało w aktorstwie?
- Tego nie wiadomo, bo to jest forma zaspokojenia siebie, wyżycia się, albo jak ktoś inny pięknie powie, samorealizacji. Bo jeżeli chłopak, powiedzmy, 15-letni zamyka się w małym pokoju i czyta na głos poezję, to znaczy, że ma jakiegoś fioła na ten temat. Wszelkie pytania typu: "dlaczego chcesz zostać, młody człowieku, aktorem", są nieuzasadnione, a bywają stawiane w szkołach teatralnych. Jeżeli je serio potraktować, to żaden z pytających nie wie, dlaczego ktoś chce być aktorem. Jednego pociąga możliwość przebierania się i poczucie, że mówi w imieniu kogoś innego - znamy wielu aktorów, którzy w życiu są bardzo nieśmiałymi ludźmi, milczącymi, po których nikt by się nie spodziewał, że rozkwitają fantazją, wyobraźnią wtedy, kiedy przychodzi do budowania jakiejś postaci i kiedy mówią cudzym tekstem, bywają wówczas olśniewający. Jeden lubi bardziej przedstawiać, inny znów spowiadać się, mówić jakby w imieniu swojego wnętrza: to ja jestem tą postacią, to ja, to ja. Są kandydaci, którzy cenią słowo i chcą recytować, a są tacy, którzy wychodzą od ruchu, gestu, tonu głosu, czyli od pewnego wyczucia formy, a nie od tego, co chcą powiedzieć.
Jak jest w Pana przypadku, w czym najlepiej się Pan czuje?
- Zdecydowanie determinowało mnie słowo, to, co chcę powiedzieć, ale to nie oznacza, że eksperymenty były mi obce. Bo już na przykład na egzaminie wstępnym do Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej w Krakowie mówiłem w bardzo stylizowany sposób fragment z "Wojny trojańskiej" Jana Parandowskiego dotyczący pojedynku Achillesa i Hektora. Spowodowało to, że komisja zadała mi inne formalne ćwiczenia. Miałem powiedzieć ten tekst, tak jakbym był sprawozdawcą meczu sportowego, a później jakbym błagał o życie. Słowo staje się wówczas służebne w stosunku do głównej, założonej sytuacji, to decyduje właściwie o aktorstwie. Były też chęci widzenia siebie w innych postaciach. Jako dziecko często przebierałem się w ciuchy matki i ojca i opowiadałem o sobie niestworzone historie. I wie pan, z perspektywy lat zostaje gdzieś właśnie z dzieciństwa taka chęć konfabulacji, a jednocześnie spowiedzi, przedstawiania siebie światu jakby innym. Bardzo ciekawą refleksją podzielił się kiedyś Prymas Tysiąclecia kardynał Stefan Wyszyński. Na pytanie, co to jest miłość bliźniego, odpowiedział: "To jest powiedzieć: cieszę się, że jesteś inny". Dla mnie zespół aktorski to jest właśnie menażeria wrażliwości i inności. Tutaj te inności spotykają się ze sobą i dogadują. Mamy w ten sposób pewną sublimację tego, co jest w życiu naprawdę.
Obsadzany był Pan najczęściej w rolach amantów, wrażliwych i chorowitych młodzieńców. Denerwowało to Pana czy może dobrze się Pan czuł w tych wcieleniach?
- Przede wszystkim nie tylko były takie role, był ich szeroki wachlarz. Ale faktem jest, że grałem ludzi zawsze trochę takich wychylonych albo w jedną, albo w drugą stronę, na niepewnych nogach. Co to znaczy? Albo bardziej dziecinnych, infantylnych, bezbronnych, kruchych, wrażliwych i wręcz chorych, umierających, jak Stanisław z "Brzeziny", Franz w "Pułapce", narkoman w "Kapeluszu pełnym deszczu", tzw. wrażliwy morderca w przedstawieniu "Azyl", czyli ktoś, kto przez przypadek popełnił morderstwo. Albo złe postaci, jak faszyzujący Franzel w filmie "Magnat" Filipa Bajona czy doktor Kramer w "Dotkniętych" Wiesława Saniewskiego, lekarz psychopata cierpiący na brak uczuć. Były także i role komediowe, nie tylko Alberta w "Seksmisji", ale chociażby magnata gdzieś na Kresach w serialu "Przeprowadzki", którą potraktowaliśmy zdecydowanie parodystycznie i komediowo, czy rola w spektaklu "On czy nie on" w reżyserii Edwarda Dziewońskiego. Najmniej otrzymywałem ról mężczyzn mocno stojących na ziemi. Jednym z pierwszych tego typu zadań była rola apostoła Tomasza w "Wieczerniku" Ernesta Brylla, czyli pierwsza próba wyłamania się. Moja droga wynikła prawdopodobnie z konfrontacji z Danielem Olbrychskim w "Brzezinie" - on szedł swoją drogą sportową, a mnie radzono, żebym trzymał się tego swojego kruchego emploi, które jednak na dłuższą metę mężczyznę musi wyprowadzić na manowce. Ale mimo wszystko nie żałuję, bo to doprowadziło mnie w końcu do wspomnianej już roli Franza w "Pułapce" Tadeusza Różewicza. Tam jest dojrzały mężczyzna, ale taki kruchy, taki dziwny...
Lepiej czuje się Pan na deskach teatralnych czy na planie filmowym?
- W styczniu tego roku minęło 40 lat od mojego debiutu teatralnego. Debiut w filmie odbył się wcześniej, bo już na trzecim roku studiów aktorskich w 1967 roku. Była to rola w filmie "Dancing w kwaterze Hitlera". Został on jednak wyświetlony już właściwie po "Soli ziemi czarnej", po "Perle w koronie", ba, po "Romantycznych" Stanisława Różewicza, bo był trzymany przez cenzurę. Także mój prawdziwy debiut był już po tych pierwszych błyskach, które właściwie ustawiły mnie na całe lata. Patrząc na życie, które minęło, ciekawszy bilans przedstawia dorobek filmowy niż ten teatralny, gdzie odczuwam jakiś niedosyt propozycji, niedosyt grania. Mogę mieć jedyną satysfakcję, że to, co jest w filmie, to zostaje, a to, co w teatrze, choćby najpiękniejsze, ulatuje. Widziałem wiele wspaniałych kreacji wykonanych przez moich wielkich, wybitnych kolegów. Pozostał tylko żal, że ich nie ma teraz, bo teatr jest efemerydą.
Muszę zapytać Pana o "Seksmisję", bo stała się komedią kultową. Czym była dla Pana przygoda z tym filmem?
- Juliusz Machulski odcina się od wszelkich skojarzeń politycznych, ale przecież nie zaprzeczał im wtedy, kiedy te skojarzenia się narzucały. Dla mnie było jasne, że nie jest to rozprawa z płcią piękną, ale film o państwie totalitarnym.
Nie traktował Pan go również jako paszkwilu na feminizm?
- Nie, traktowałem to jako odreagowanie stanu wojennego, bo to są żarty ze stanu wojennego, tak to rozumiałem. W związku z tym może też zawęziłem pole dla własnej wyobraźni w tej roli. Może mogłem coś zagrać bardziej kabaretowo - zakpić ze wszystkich humanizujących ideologów, którzy mają jakieś zadania wobec ludzkości w przeciwieństwie do cwaniaka Maksa, który z ludzkością chce robić interes. Wydaje mi się, że Maks jest postacią bardziej żywą niż nieżyciowy Albercik, stanowiliśmy jednak dwa uzupełniające się bieguny.
Jest Pan typem romantyka?
- Zależy, co pod tym terminem się rozumie. Na pewno jestem idealistą, człowiekiem sentymentalnym, to znaczy takim, dla którego emocje odgrywają dużą rolę, umiem się poświęcić rzeczom niekoniecznie przynoszącym dochód. Dla samej radości działania, współdziałania z innymi. Ten temperament społecznika miałem od dzieciństwa, od roli przewodniczącego klasy, samorządu szkolnego, drużynowego harcerstwa, szczepowego...
...Na prezesie ZASP skończywszy?
- Tak. Ponieważ ZASP to było wyzwanie, które zrodziło się we mnie po pobycie w Niemczech. Zobaczyłem, że polscy aktorzy i twórcy teatralni nie mają partnera, z którym mogliby mówić, czym jest teatr, jak powinien być prowadzony, jakie powinny być zabezpieczone warunki dla twórczości. Mieliśmy okres, w którym samorządy z trudem wygospodarowywały środki na koszta stałe budynku, ale już nie na twórczość. Mówiono, że teatry same mają sobie zdobywać sponsorów. To jest jakieś przemieszanie pojęć, które trwa do dzisiaj, kiedy traktuje się dyrektora teatru jako pracownika samorządu w tych teatrach, które są marszałkowskie. Nie mówiąc już o reformie samego zarządzania ZASP, który udało się uratować od zapaści finansowej.
Dlaczego wyjechał Pan do Niemiec?
- Pod koniec 1988 roku wyjechałem do Austrii. Na wybory w 1989 roku przyjechałem jeszcze do Polski, na krótko przed podjęciem pracy w serialu "Z klaunami przyszły łzy" w telewizji bawarskiej. Wyjechałem, bo czułem, że coś się wokół mnie kończy, nie otrzymywałem takich ról, jakich oczekiwałem, być może byłem zbyt niecierpliwy. Przede wszystkim jednak chciałem zobaczyć, czym jest Europa, co by było, gdyby się tam żyło i mieszkało. To doprowadziło w konsekwencji po paru latach do tego, że z żoną, dzieckiem i psem wyjechałem na dłużej za granicę. Z doświadczeń zdobytych tam czerpię do dzisiaj.
Zastanawiał się Pan nad pozostaniem za granicą?
- Za dużo byłoby komplikacji życiowych dotyczących przede wszystkim córki, jej matury, ona by to przypłaciła dwoma, jeżeli nie trzema latami w życiorysie. Małżonka też nie bardzo chciała się aklimatyzować w tamtejszej rzeczywistości. Osobiście pobyt w Niemczech traktowałem trochę sportowo, by udowodnić sobie, że stać mnie będzie na to, żeby nauczyć się języka obcego i posługiwać się nim w sposób artystyczny. Udowodniłem sobie, że to potrafię. Najbardziej cieszę się z tego, że mogłem prezentować polską literaturę w tłumaczeniach Karla Dedeciusa w różnych miastach Niemiec. Niedawno otrzymałem order zasługi prezydenta Niemiec, uroczystość odbyła się w Teatrze Polskim. Pobyt za granicą był dla mnie niezwykłym doświadczeniem, zobaczyłem, czym są demokratyczne Niemcy, czym jest w ogóle demokracja, jaki jest poziom życia artystów, jak są finansowane teatry. Zostałem prezesem ZASP, ponieważ chciałem wiele cennych rozwiązań niemieckich wprowadzić w Polsce. Uważałem, że brakuje nam związku scen polskich utrzymującego teatry na wzór związku scen niemieckich.
Niech pan zauważy, że w latach komunistycznych był możliwy ruch artystów pomiędzy miastami. Teatry miały do dyspozycji mieszkania dla artystów i można było grać np. w Tarnowie, a potem w Poznaniu i w Warszawie. To był ruch z pożytkiem dla całego zjawiska kultury. Dzisiaj mamy związanie aktora z jednym miejscem, jest w tym coś niezdrowego, bo wędrówka jest istotą tego zawodu.
Stąd Pana pomysł na jeżdżenie z monodramami po Polsce?
- To zupełnie inna historia. To wyrosło jeszcze z lat 70., kiedy występowałem z programami poezji w domach kultury. Nie było nic innego, więc słuchano poezji. Zaowocowało to moją aktywnością podczas Dni Kultury Chrześcijańskiej i własnym teatrem opartym na "Psalmach" Dawida w przekładzie Romana Brandstaettera. To były czasy bojkotu, wtedy w bardzo wielu miejscach grałem te swoje psalmy. Spektakl ten po latach zrealizowałem również na terenie Niemiec.
"Wierna rzeka", "Brzezina", "Noce i dnie", "Lekcja martwego języka", "Karol, człowiek, który został Papieżem", wiele można wymieniać tytułów, gdzie stworzył Pan wspaniałe, niezapomniane kreacje. Które są dla Pana najważniejsze?
- Wolałbym raczej powiedzieć, o które z tych wymienionych tytułów bym się dzisiaj upomniał, a nie, które najbardziej lubię. Bo jednak czas mija, a okazuje się, że TVP Kultury nie stać na to, aby wznowić Teatr Telewizji. Nie rozumiem tego, przecież to są nasze zbiory. Za parę dni, 17 maja, będzie mój dzień w TVP Kultura i kiedy upomniałem się o role w sztukach, które przepadły, a przez lata były w Teatrze Telewizji, tj. np. spektakl o Jonathanie Swifcie, który kiedyś został doceniony Złotym Ekranem, powiedziano mi, że się nie da tych sztuk pokazać, że to za drogie. O "Lekcji martwego języka", w której grałem porucznika Alfreda Kiekeritza, powiedziano mi dodatkowo, że kupiło ją Ale Kino. Nie bardzo wiem, dlaczego TVP Kultura nie ma dostępu do tzw. skarbnicy naszego dorobku.
Kiedy zainteresował się Pan bardziej kinem historycznym?
- Pan jest naprawdę uprzejmy, mówiąc, że to ja się zainteresowałem, a to polega przecież na tym, że reżyser zaprasza do współpracy albo nie. Bardzo ciekawie było na przykład przy "Wiernej rzece", to był stan wojenny. Toczyliśmy rozmowy z Tadeuszem Chmielewskim, kto mógłby zagrać Salomeę. Wymienialiśmy różne osoby, plusy i minusy. A za chwilkę, po odłożeniu słuchawki, telefon. "Proszę pana - słyszę kobiecy głos - a o jaki film chodzi, w jakim filmie będzie pan grał?". Rozmowy były podsłuchiwane. O tym, że film będzie się w ogóle realizowało, zdecydował sam Mieczysław Rakowski, uchylając w ten sposób decyzję Jerzego Passendorfera, który pełnił funkcję wiceministra kultury i zawiesił jego produkcję jako filmu antyrosyjskiego.
Dlaczego Rakowski się zgodził?
- Rozmawiał z Krystyną Jandą. Gdy dowiedział się, że chce wyjechać z kraju, powiedział: "Dlaczego chce pani wyjeżdżać z kraju, to mogłaby być rola dla pani?". Ona na to, że właśnie tę produkcję zawieszono. Przy niej wykonał telefon do ministra i zmieniono decyzję. Przecież musiał doskonale zdawać sobie sprawę z tego, że uruchamia siły, które znowu mogą jak "Dziady" budzić skojarzenia antyradzieckie, bo film o Powstaniu Styczniowym jednoznacznie tego typu emocje budził, tym bardziej że Tadeusz Chmielewski uparł się, aby wróg nie mówił po polsku, tylko po rosyjsku, w swoim języku. Film oczywiście przeleżał ileś czasu, ale został zrealizowany. Muszę podkreślić, że nasze pokolenie aktorskie było w dużym stopniu formowane na tematach odnoszących się do tradycji narodowej, niepodległościowej. Cały idealizm mojego pokolenia czerpany był z XIX wieku. "Dziady" z Gogolewskim, Jasiukiewiczem w reżyserii Aleksandra Bardiniego stały się w 1956 roku wyłomem w Teatrze Polskim, były pierwszą jaskółką. Wyznaczały sposób naszego myślenia. "Dziady" z 1968 roku przyniosły już prawdziwy przełom. W XIX wieku znajdowaliśmy marzenie o niepodległej Polsce. Wiedzieliśmy, że poświęcić życie dla wolnej Ojczyzny jest słuszną sprawą. Tęsknić za nią wolno było, jednak do pewnego stopnia, byleby nie wspominać o tych, którzy działali przeciwko sowieckiej okupacji...
Tak jak legendarny dowódca Armii Krajowej, generał August Emil Fieldorf "Nil"...
- Taka postać jak Fieldorf budzi zdumienie swoją niezłomnością. Jego postawa wydaje się dla jednych postawą nieracjonalną, dla drugich sentymentalną, zbyt heroiczną, żeby była prawdziwa. A ona była prawdziwa. Myślę, że gdzieś w kręgu rodzinnym znałem tak bezkompromisowych i prostych w swoich decyzjach ludzi. Stąd było moje przekonanie, że bohater jest skromny, ma świat uporządkowany, racjonalnie ocenia szanse swojego przeżycia w tym niejednoznacznym jeszcze stalinizmie, o niejasnym, klarownym obliczu zła, tak jak nam się dzisiaj wydaje. I jeżeli ten film widzę, to wzrusza on właśnie niezwykłością tego człowieka. "Nil" dla Polski ryzykował wszystko. A czy my dzisiaj umiemy myśleć kategoriami wspólnoty, ponadpartyjnego interesu? Zdecydowanie nie. Jesteśmy w jakimś obłędzie wzajemnej licytacji, ponad wspólnym planem dla dobra wszystkich. A tu przede wszystkim trzeba zobaczyć drugiego człowieka...
Rola generała "Nila" jest dla Pana ważna?
- Stała się pretekstem do wielu własnych rozmyślań, dostałem ją przecież już po sześćdziesiątce. Z początku nie zdawałem sobie sprawy, jak pomnikowa jest ta postać. Gdy to sobie uświadomiłem, zrozumiałem, jak wielka odpowiedzialność na mnie spoczywa. Starałem się zobaczyć człowieka w dowódcy, który ogląda rzeczywistość z wielu pięter. Zna tych, którzy poszli jak kamienie rzucone na szaniec, aż po tych, którzy decydowali o historii w Londynie. Fieldorf okazał się nie romantykiem, który życie kładzie na szali, ale pragmatykiem, dowódcą wojskowym, który ocenia szansę powodzenia. Był świetnym logistykiem, jak dzisiaj byśmy powiedzieli, stąd tyle jego udanych akcji. Są tacy widzowie, którzy oceniają ten film, mówiąc, że akcja faktycznie zaczyna się dziać od momentu zaaresztowania, ale spotykam też młodych ludzi, którzy mówią, że wstęp, który jest powolną opowieścią, buduje kontekst jego rodziny, wyobrażenia o normalności, świecie, który miał szanse jakiegoś rozwoju, ale który się zawalił. Zachęcam do obejrzenia tego filmu, ponieważ słyszę dookoła od ludzi słowa uznania za podjęcie tematu, co się jednak niebezpiecznie nie przekłada na liczbę widzów. Mamy zupełnie nowy rodzaj dystrybucji, który polega na tym, że albo film chwyci od razu, albo w ciągu dwóch tygodni zostanie wycofany przez dystrybutorów i to nam niestety grozi, bo jest za mała frekwencja. Z wypowiedzi córki generała Fieldorfa wnioskuję, że akceptuje całe przesłanie filmu, to jak zafunkcjonował przynajmniej w opinii prasy i pierwszych widzów. Rozumiem, że zastrzeżenia dotyczące rozwiązań fabularnych uznała w tej sytuacji za drugoplanowe, cieszę się również, że doceniła moją pracę nad rolą.
Trudno nie docenić...
- Zadają mi pytania, czy spotkałem się z córką generała. Przede wszystkim za późno dowiedziałem się, że można by było, że jest, że żyje. Po drugie, na tym etapie wyobraźni, pracy nad sobą, bałem się takiego spotkania. Obawiałem się, że raptem będę starał się wywiązać z jakichś zobowiązań, usłyszę o jakiejś cesze generała, o sposobie noszenia się, bycia i zachęci mnie to do ilustrowania. A ja skupiłem się na tym, by zrozumieć sceny i nie przeaktorzyć, mając na względzie uwagę śp. Stanisława Różewicza skierowaną kiedyś do mnie: "Co pan tyle gra". I to się sprawdziło.
Ma Pan jakieś pasje pozaaktorskie?
- Niestety, całe moje życie jest ułomne o tyle, że ani mnie nie interesują ryby, ani wyścigi Formuły 1 czy mecze piłki nożnej. Wtedy jedynie, kiedy są jakieś narodowe zrywy, staram się zrozumieć reguły gry i dołączyć do wiwatujących kibiców. Wszystko było dosyć obłokowe w moim życiu i kręciło się w sferze sztuki. Za mało czytam, ciągle nie ma na to tak naprawdę czasu.
Takie życie w biegu?
- Ale życie rodzinne jakoś się ostało przez te 40 lat, wnuki mają niezwykle ważne miejsce w moim harmonogramie czasu. Mam ich dwoje: 5-letniego Adasia i prawie 2-letnią Hanię.
Jak się Pan czuje w roli dziadka?
- Cudownie.
Pana żona jest także aktorką. Córka nie chciała pójść w Państwa ślady?
- Żona Grażyna Marzec od paru miesięcy, już jako emerytka, współpracuje z Polską Unią Transplantacyjną. Jeździ na szkolenia lekarzy, którzy muszą pertraktować z rodzinami potencjalnych dawców organów. Wspólnie z kolegą aktorem odgrywają sceny dla lekarzy, którzy uczą się pertraktacji. Obydwoje wymyślają jakieś postaci, nieistniejące sytuacje, a ci muszą szukać argumentów w swojej wyobraźni, by przekonać innych do słuszności oddania organów. Nigdy bym się nie postawił w takiej sytuacji, z podziwem patrzę na jej działalność i na jej ciągle wzrastającą wiedzę w tej dziedzinie. Żona sama przeszła ciężką chorobę, miała raka. Natomiast córka Zuzanna nie chciała być aktorką, marzyła o karierze tancerki, ale prosiła, bym nikomu w żadnym wywiadzie nie opowiadał o niej więcej.
Aktorstwo to dla Pana powołanie, pewien rodzaj służby?
- Tak. Niedawno Centrum Myśli Jana Pawła II opublikowało antologię literackich tekstów o Janie Pawle II. Znajduje się tam też dość obszerny fragment mojej wypowiedzi, który jest odpowiedzią na "List do artystów" Jana Pawła II. Byłem aktorem, który odczytał ten list Ojca Świętego jako pierwszy na konferencji prasowej w Episkopacie w 1999 roku i byłem pierwszym artystą, który go komentował. List stwarza bardzo szeroką bazę dla rozumienia swojej funkcji w społeczeństwie zarówno dla artysty wierzącego, jak i niewierzącego, szarpiącego się czy przeżywającego tajemnice wiary, ale stawia jeden warunek: angażuj się serio. Jest to rodzaj wzięcia się za bary ze światem, gdzie pieniądz nie odgrywa roli i nie ma pytania: ile mi za to zapłacą. Artysta musi być bezinteresowny, nawet ten kabaretowy, żeby dowcip się udał.
Czym wobec tego jest dla Pana wiara katolicka?
- Nie chciałbym mówić o niej, bo jest dla mnie sprawą intymną i różne jej fazy odczuwania, przeżywania i rozumienia miałem w życiu. Niewątpliwie najpiękniejsza była faza związana z obecnością wśród nas Ojca Świętego Jana Pawła II. Żaden okres w życiu nie zabezpiecza od wątpliwości, to nie jest tak, że przekraczając pewien wiek, ma się świat tak zbudowany, że daje on na wszystko odpowiedź. Ważna jest wzajemna pomoc w utwierdzaniu się w tym, czym jest wiara.
Dziękuję Panu za rozmowę.
Nie pytam, ile mi zapłacą
Nasz Dziennik, 2009-05-09
Z Olgierdem Łukaszewiczem, aktorem filmowym i teatralnym, odtwórcą roli generała Augusta Emila Fieldorfa "Nila" w filmie Ryszarda Bugajskiego "Generał "Nil"", prezesem Związku Artystów Scen Polskich w latach 2002-2005, rozmawia Piotr Czartoryski-Sziler
Jak to się stało, że Pana ojciec znalazł się w Taszkiencie?
- W roku 1847 mój przodek Mieczysław Łukaszewicz został zesłany wyrokiem sądu w Mińsku (Białoruś) do twierdzy w Orenburgu - za przechowywanie listów generała Mierosławskiego. W ten sposób losy rodziny związały się z tamtymi terenami. Mój ojciec wychowywał się w Taszkiencie. Gdy wybuchła rewolucja, cała rodzina uciekła do Polski. Stąd też wzięły się moje zainteresowania losem XIX-wiecznych zesłańców. To właśnie im i ich następcom z lat 40. XX wieku poświęciłem swój spektakl na placu Teatralnym w Warszawie pt. "Zaduszki Narodowe 2000".
Pana rodzice poznali się podczas okupacji?
- Tak, w Warszawie w 1942 roku. Mama pochodziła z Kamieńca Podolskiego. Gdy była niemowlęciem, jej rodzice w 1920 roku, uciekając z Kresów, osiedlili się w Lesznie pod Warszawą. Rodzina była związana z przemysłem cukrowniczym. To generacja opisana przez Iwaszkiewicza w "Sławie i chwale".
Ale urodził się Pan na Śląsku...
- Po Powstaniu Warszawskim rodzice ze starszym bratem Krzysztofem przez obóz w Pruszkowie dotarli na Śląsk. Nasze korzenie związane są jednak z Kresami, moje imię jest przecież bardzo wileńskie. W Wilnie ojciec studiował medycynę, którą skończył w 1932 roku. Później znalazł się w Warszawie. Krąg jego wileńskich znajomych odegrał ważną rolę w naszym domu. Rodzina ze strony ojca jest spokrewniona z prezydentem Władysławem Raczkiewiczem, jego matka była z domu Łukaszewicz, a także z Billewiczami, więc w jakiś sposób ponoć z Józefem Piłsudskim. Warszawa, niestety, była miejscem, do którego przez wiele lat musiałem się psychicznie "przyszywać", wżywać w historię tego miasta. Nie czułem się jej pełnoprawnym obywatelem, choć tu urodził się mój starszy brat.
Czy ktoś przed Panem zajmował się w rodzinie aktorstwem?
- Nie. Znam swoje drzewo genealogiczne od początku XVIII wieku. Nic mi nie wiadomo o żadnych artystycznych tradycjach w tej rodzinie.
Dom Pana rodziców był otwarty na sztukę?
- Mama starała się uwrażliwić nas na odbiór sztuki poprzez obowiązkowe słuchanie koncertów czy konkursów chopinowskich. Nie wolno nam było wtedy śmiać się, żartować, trzeba było siedzieć i słuchać. Bywały także niedzielne popołudnia, kiedy starała się nas zainteresować albumami malarstwa, jakie zostały w naszym domu jeszcze po Niemcach. Kiedy narodziły się w nas, tzn. we mnie i w Jerzym, moim bracie bliźniaku, zainteresowania artystyczne, to trudno powiedzieć. U mnie rozwijało się ono gdzieś bardzo wcześnie, była to chęć występu i recytacji. Pamiętam, że sam organizowałem kabareciki i teatrzyki w szkole, a brat miał już w ręku kamerę filmową. Dziś Jerzy Łukaszewicz jest operatorem filmowym, doktorem na Uniwersytecie Śląskim na Wydziale Filmowym, napisał podręcznik do nauki dla operatorów filmowych, jest także autorem zdjęć do "Doliny Issy", "Seksmisji", "Vabanków" oraz reżyserem filmu "Faustyna" o św. siostrze Faustynie Kowalskiej. Nasze pasje rozwijały się więc jakoś bliźniaczo, chociaż nie jesteśmy dosłownie bliźniakami, tylko dwojakami.
Ale jest między Panami podobieństwo fizyczne?
- Kiedyś było, bo mylili nas nawet koledzy po fachu. Ale brat działa zawsze z drugiej strony kamery, więc był incognito. W "Soli ziemi czarnej" gra brata, który pierwszy ginie.
Brat zagrał tylko raz?
- Tak.
Nie miał zamiłowania do aktorstwa?
- Nie, broń Boże, jego to zawsze, szczerze mówiąc, denerwowało. Gdy w dzieciństwie "odprawialiśmy" Mszę Świętą, bo wcześnie zostaliśmy ministrantami, wszelkie próby teatralizacji, które ja koniecznie chciałem wprowadzać, tj. np. malowanie i wycinanie ornatu, jemu bynajmniej nie były potrzebne.
A co Pana pociągało w aktorstwie?
- Tego nie wiadomo, bo to jest forma zaspokojenia siebie, wyżycia się, albo jak ktoś inny pięknie powie, samorealizacji. Bo jeżeli chłopak, powiedzmy, 15-letni zamyka się w małym pokoju i czyta na głos poezję, to znaczy, że ma jakiegoś fioła na ten temat. Wszelkie pytania typu: "dlaczego chcesz zostać, młody człowieku, aktorem", są nieuzasadnione, a bywają stawiane w szkołach teatralnych. Jeżeli je serio potraktować, to żaden z pytających nie wie, dlaczego ktoś chce być aktorem. Jednego pociąga możliwość przebierania się i poczucie, że mówi w imieniu kogoś innego - znamy wielu aktorów, którzy w życiu są bardzo nieśmiałymi ludźmi, milczącymi, po których nikt by się nie spodziewał, że rozkwitają fantazją, wyobraźnią wtedy, kiedy przychodzi do budowania jakiejś postaci i kiedy mówią cudzym tekstem, bywają wówczas olśniewający. Jeden lubi bardziej przedstawiać, inny znów spowiadać się, mówić jakby w imieniu swojego wnętrza: to ja jestem tą postacią, to ja, to ja. Są kandydaci, którzy cenią słowo i chcą recytować, a są tacy, którzy wychodzą od ruchu, gestu, tonu głosu, czyli od pewnego wyczucia formy, a nie od tego, co chcą powiedzieć.
Jak jest w Pana przypadku, w czym najlepiej się Pan czuje?
- Zdecydowanie determinowało mnie słowo, to, co chcę powiedzieć, ale to nie oznacza, że eksperymenty były mi obce. Bo już na przykład na egzaminie wstępnym do Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej w Krakowie mówiłem w bardzo stylizowany sposób fragment z "Wojny trojańskiej" Jana Parandowskiego dotyczący pojedynku Achillesa i Hektora. Spowodowało to, że komisja zadała mi inne formalne ćwiczenia. Miałem powiedzieć ten tekst, tak jakbym był sprawozdawcą meczu sportowego, a później jakbym błagał o życie. Słowo staje się wówczas służebne w stosunku do głównej, założonej sytuacji, to decyduje właściwie o aktorstwie. Były też chęci widzenia siebie w innych postaciach. Jako dziecko często przebierałem się w ciuchy matki i ojca i opowiadałem o sobie niestworzone historie. I wie pan, z perspektywy lat zostaje gdzieś właśnie z dzieciństwa taka chęć konfabulacji, a jednocześnie spowiedzi, przedstawiania siebie światu jakby innym. Bardzo ciekawą refleksją podzielił się kiedyś Prymas Tysiąclecia kardynał Stefan Wyszyński. Na pytanie, co to jest miłość bliźniego, odpowiedział: "To jest powiedzieć: cieszę się, że jesteś inny". Dla mnie zespół aktorski to jest właśnie menażeria wrażliwości i inności. Tutaj te inności spotykają się ze sobą i dogadują. Mamy w ten sposób pewną sublimację tego, co jest w życiu naprawdę.
Obsadzany był Pan najczęściej w rolach amantów, wrażliwych i chorowitych młodzieńców. Denerwowało to Pana czy może dobrze się Pan czuł w tych wcieleniach?
- Przede wszystkim nie tylko były takie role, był ich szeroki wachlarz. Ale faktem jest, że grałem ludzi zawsze trochę takich wychylonych albo w jedną, albo w drugą stronę, na niepewnych nogach. Co to znaczy? Albo bardziej dziecinnych, infantylnych, bezbronnych, kruchych, wrażliwych i wręcz chorych, umierających, jak Stanisław z "Brzeziny", Franz w "Pułapce", narkoman w "Kapeluszu pełnym deszczu", tzw. wrażliwy morderca w przedstawieniu "Azyl", czyli ktoś, kto przez przypadek popełnił morderstwo. Albo złe postaci, jak faszyzujący Franzel w filmie "Magnat" Filipa Bajona czy doktor Kramer w "Dotkniętych" Wiesława Saniewskiego, lekarz psychopata cierpiący na brak uczuć. Były także i role komediowe, nie tylko Alberta w "Seksmisji", ale chociażby magnata gdzieś na Kresach w serialu "Przeprowadzki", którą potraktowaliśmy zdecydowanie parodystycznie i komediowo, czy rola w spektaklu "On czy nie on" w reżyserii Edwarda Dziewońskiego. Najmniej otrzymywałem ról mężczyzn mocno stojących na ziemi. Jednym z pierwszych tego typu zadań była rola apostoła Tomasza w "Wieczerniku" Ernesta Brylla, czyli pierwsza próba wyłamania się. Moja droga wynikła prawdopodobnie z konfrontacji z Danielem Olbrychskim w "Brzezinie" - on szedł swoją drogą sportową, a mnie radzono, żebym trzymał się tego swojego kruchego emploi, które jednak na dłuższą metę mężczyznę musi wyprowadzić na manowce. Ale mimo wszystko nie żałuję, bo to doprowadziło mnie w końcu do wspomnianej już roli Franza w "Pułapce" Tadeusza Różewicza. Tam jest dojrzały mężczyzna, ale taki kruchy, taki dziwny...
Lepiej czuje się Pan na deskach teatralnych czy na planie filmowym?
- W styczniu tego roku minęło 40 lat od mojego debiutu teatralnego. Debiut w filmie odbył się wcześniej, bo już na trzecim roku studiów aktorskich w 1967 roku. Była to rola w filmie "Dancing w kwaterze Hitlera". Został on jednak wyświetlony już właściwie po "Soli ziemi czarnej", po "Perle w koronie", ba, po "Romantycznych" Stanisława Różewicza, bo był trzymany przez cenzurę. Także mój prawdziwy debiut był już po tych pierwszych błyskach, które właściwie ustawiły mnie na całe lata. Patrząc na życie, które minęło, ciekawszy bilans przedstawia dorobek filmowy niż ten teatralny, gdzie odczuwam jakiś niedosyt propozycji, niedosyt grania. Mogę mieć jedyną satysfakcję, że to, co jest w filmie, to zostaje, a to, co w teatrze, choćby najpiękniejsze, ulatuje. Widziałem wiele wspaniałych kreacji wykonanych przez moich wielkich, wybitnych kolegów. Pozostał tylko żal, że ich nie ma teraz, bo teatr jest efemerydą.
Muszę zapytać Pana o "Seksmisję", bo stała się komedią kultową. Czym była dla Pana przygoda z tym filmem?
- Juliusz Machulski odcina się od wszelkich skojarzeń politycznych, ale przecież nie zaprzeczał im wtedy, kiedy te skojarzenia się narzucały. Dla mnie było jasne, że nie jest to rozprawa z płcią piękną, ale film o państwie totalitarnym.
Nie traktował Pan go również jako paszkwilu na feminizm?
- Nie, traktowałem to jako odreagowanie stanu wojennego, bo to są żarty ze stanu wojennego, tak to rozumiałem. W związku z tym może też zawęziłem pole dla własnej wyobraźni w tej roli. Może mogłem coś zagrać bardziej kabaretowo - zakpić ze wszystkich humanizujących ideologów, którzy mają jakieś zadania wobec ludzkości w przeciwieństwie do cwaniaka Maksa, który z ludzkością chce robić interes. Wydaje mi się, że Maks jest postacią bardziej żywą niż nieżyciowy Albercik, stanowiliśmy jednak dwa uzupełniające się bieguny.
Jest Pan typem romantyka?
- Zależy, co pod tym terminem się rozumie. Na pewno jestem idealistą, człowiekiem sentymentalnym, to znaczy takim, dla którego emocje odgrywają dużą rolę, umiem się poświęcić rzeczom niekoniecznie przynoszącym dochód. Dla samej radości działania, współdziałania z innymi. Ten temperament społecznika miałem od dzieciństwa, od roli przewodniczącego klasy, samorządu szkolnego, drużynowego harcerstwa, szczepowego...
...Na prezesie ZASP skończywszy?
- Tak. Ponieważ ZASP to było wyzwanie, które zrodziło się we mnie po pobycie w Niemczech. Zobaczyłem, że polscy aktorzy i twórcy teatralni nie mają partnera, z którym mogliby mówić, czym jest teatr, jak powinien być prowadzony, jakie powinny być zabezpieczone warunki dla twórczości. Mieliśmy okres, w którym samorządy z trudem wygospodarowywały środki na koszta stałe budynku, ale już nie na twórczość. Mówiono, że teatry same mają sobie zdobywać sponsorów. To jest jakieś przemieszanie pojęć, które trwa do dzisiaj, kiedy traktuje się dyrektora teatru jako pracownika samorządu w tych teatrach, które są marszałkowskie. Nie mówiąc już o reformie samego zarządzania ZASP, który udało się uratować od zapaści finansowej.
Dlaczego wyjechał Pan do Niemiec?
- Pod koniec 1988 roku wyjechałem do Austrii. Na wybory w 1989 roku przyjechałem jeszcze do Polski, na krótko przed podjęciem pracy w serialu "Z klaunami przyszły łzy" w telewizji bawarskiej. Wyjechałem, bo czułem, że coś się wokół mnie kończy, nie otrzymywałem takich ról, jakich oczekiwałem, być może byłem zbyt niecierpliwy. Przede wszystkim jednak chciałem zobaczyć, czym jest Europa, co by było, gdyby się tam żyło i mieszkało. To doprowadziło w konsekwencji po paru latach do tego, że z żoną, dzieckiem i psem wyjechałem na dłużej za granicę. Z doświadczeń zdobytych tam czerpię do dzisiaj.
Zastanawiał się Pan nad pozostaniem za granicą?
- Za dużo byłoby komplikacji życiowych dotyczących przede wszystkim córki, jej matury, ona by to przypłaciła dwoma, jeżeli nie trzema latami w życiorysie. Małżonka też nie bardzo chciała się aklimatyzować w tamtejszej rzeczywistości. Osobiście pobyt w Niemczech traktowałem trochę sportowo, by udowodnić sobie, że stać mnie będzie na to, żeby nauczyć się języka obcego i posługiwać się nim w sposób artystyczny. Udowodniłem sobie, że to potrafię. Najbardziej cieszę się z tego, że mogłem prezentować polską literaturę w tłumaczeniach Karla Dedeciusa w różnych miastach Niemiec. Niedawno otrzymałem order zasługi prezydenta Niemiec, uroczystość odbyła się w Teatrze Polskim. Pobyt za granicą był dla mnie niezwykłym doświadczeniem, zobaczyłem, czym są demokratyczne Niemcy, czym jest w ogóle demokracja, jaki jest poziom życia artystów, jak są finansowane teatry. Zostałem prezesem ZASP, ponieważ chciałem wiele cennych rozwiązań niemieckich wprowadzić w Polsce. Uważałem, że brakuje nam związku scen polskich utrzymującego teatry na wzór związku scen niemieckich.
Niech pan zauważy, że w latach komunistycznych był możliwy ruch artystów pomiędzy miastami. Teatry miały do dyspozycji mieszkania dla artystów i można było grać np. w Tarnowie, a potem w Poznaniu i w Warszawie. To był ruch z pożytkiem dla całego zjawiska kultury. Dzisiaj mamy związanie aktora z jednym miejscem, jest w tym coś niezdrowego, bo wędrówka jest istotą tego zawodu.
Stąd Pana pomysł na jeżdżenie z monodramami po Polsce?
- To zupełnie inna historia. To wyrosło jeszcze z lat 70., kiedy występowałem z programami poezji w domach kultury. Nie było nic innego, więc słuchano poezji. Zaowocowało to moją aktywnością podczas Dni Kultury Chrześcijańskiej i własnym teatrem opartym na "Psalmach" Dawida w przekładzie Romana Brandstaettera. To były czasy bojkotu, wtedy w bardzo wielu miejscach grałem te swoje psalmy. Spektakl ten po latach zrealizowałem również na terenie Niemiec.
"Wierna rzeka", "Brzezina", "Noce i dnie", "Lekcja martwego języka", "Karol, człowiek, który został Papieżem", wiele można wymieniać tytułów, gdzie stworzył Pan wspaniałe, niezapomniane kreacje. Które są dla Pana najważniejsze?
- Wolałbym raczej powiedzieć, o które z tych wymienionych tytułów bym się dzisiaj upomniał, a nie, które najbardziej lubię. Bo jednak czas mija, a okazuje się, że TVP Kultury nie stać na to, aby wznowić Teatr Telewizji. Nie rozumiem tego, przecież to są nasze zbiory. Za parę dni, 17 maja, będzie mój dzień w TVP Kultura i kiedy upomniałem się o role w sztukach, które przepadły, a przez lata były w Teatrze Telewizji, tj. np. spektakl o Jonathanie Swifcie, który kiedyś został doceniony Złotym Ekranem, powiedziano mi, że się nie da tych sztuk pokazać, że to za drogie. O "Lekcji martwego języka", w której grałem porucznika Alfreda Kiekeritza, powiedziano mi dodatkowo, że kupiło ją Ale Kino. Nie bardzo wiem, dlaczego TVP Kultura nie ma dostępu do tzw. skarbnicy naszego dorobku.
Kiedy zainteresował się Pan bardziej kinem historycznym?
- Pan jest naprawdę uprzejmy, mówiąc, że to ja się zainteresowałem, a to polega przecież na tym, że reżyser zaprasza do współpracy albo nie. Bardzo ciekawie było na przykład przy "Wiernej rzece", to był stan wojenny. Toczyliśmy rozmowy z Tadeuszem Chmielewskim, kto mógłby zagrać Salomeę. Wymienialiśmy różne osoby, plusy i minusy. A za chwilkę, po odłożeniu słuchawki, telefon. "Proszę pana - słyszę kobiecy głos - a o jaki film chodzi, w jakim filmie będzie pan grał?". Rozmowy były podsłuchiwane. O tym, że film będzie się w ogóle realizowało, zdecydował sam Mieczysław Rakowski, uchylając w ten sposób decyzję Jerzego Passendorfera, który pełnił funkcję wiceministra kultury i zawiesił jego produkcję jako filmu antyrosyjskiego.
Dlaczego Rakowski się zgodził?
- Rozmawiał z Krystyną Jandą. Gdy dowiedział się, że chce wyjechać z kraju, powiedział: "Dlaczego chce pani wyjeżdżać z kraju, to mogłaby być rola dla pani?". Ona na to, że właśnie tę produkcję zawieszono. Przy niej wykonał telefon do ministra i zmieniono decyzję. Przecież musiał doskonale zdawać sobie sprawę z tego, że uruchamia siły, które znowu mogą jak "Dziady" budzić skojarzenia antyradzieckie, bo film o Powstaniu Styczniowym jednoznacznie tego typu emocje budził, tym bardziej że Tadeusz Chmielewski uparł się, aby wróg nie mówił po polsku, tylko po rosyjsku, w swoim języku. Film oczywiście przeleżał ileś czasu, ale został zrealizowany. Muszę podkreślić, że nasze pokolenie aktorskie było w dużym stopniu formowane na tematach odnoszących się do tradycji narodowej, niepodległościowej. Cały idealizm mojego pokolenia czerpany był z XIX wieku. "Dziady" z Gogolewskim, Jasiukiewiczem w reżyserii Aleksandra Bardiniego stały się w 1956 roku wyłomem w Teatrze Polskim, były pierwszą jaskółką. Wyznaczały sposób naszego myślenia. "Dziady" z 1968 roku przyniosły już prawdziwy przełom. W XIX wieku znajdowaliśmy marzenie o niepodległej Polsce. Wiedzieliśmy, że poświęcić życie dla wolnej Ojczyzny jest słuszną sprawą. Tęsknić za nią wolno było, jednak do pewnego stopnia, byleby nie wspominać o tych, którzy działali przeciwko sowieckiej okupacji...
Tak jak legendarny dowódca Armii Krajowej, generał August Emil Fieldorf "Nil"...
- Taka postać jak Fieldorf budzi zdumienie swoją niezłomnością. Jego postawa wydaje się dla jednych postawą nieracjonalną, dla drugich sentymentalną, zbyt heroiczną, żeby była prawdziwa. A ona była prawdziwa. Myślę, że gdzieś w kręgu rodzinnym znałem tak bezkompromisowych i prostych w swoich decyzjach ludzi. Stąd było moje przekonanie, że bohater jest skromny, ma świat uporządkowany, racjonalnie ocenia szanse swojego przeżycia w tym niejednoznacznym jeszcze stalinizmie, o niejasnym, klarownym obliczu zła, tak jak nam się dzisiaj wydaje. I jeżeli ten film widzę, to wzrusza on właśnie niezwykłością tego człowieka. "Nil" dla Polski ryzykował wszystko. A czy my dzisiaj umiemy myśleć kategoriami wspólnoty, ponadpartyjnego interesu? Zdecydowanie nie. Jesteśmy w jakimś obłędzie wzajemnej licytacji, ponad wspólnym planem dla dobra wszystkich. A tu przede wszystkim trzeba zobaczyć drugiego człowieka...
Rola generała "Nila" jest dla Pana ważna?
- Stała się pretekstem do wielu własnych rozmyślań, dostałem ją przecież już po sześćdziesiątce. Z początku nie zdawałem sobie sprawy, jak pomnikowa jest ta postać. Gdy to sobie uświadomiłem, zrozumiałem, jak wielka odpowiedzialność na mnie spoczywa. Starałem się zobaczyć człowieka w dowódcy, który ogląda rzeczywistość z wielu pięter. Zna tych, którzy poszli jak kamienie rzucone na szaniec, aż po tych, którzy decydowali o historii w Londynie. Fieldorf okazał się nie romantykiem, który życie kładzie na szali, ale pragmatykiem, dowódcą wojskowym, który ocenia szansę powodzenia. Był świetnym logistykiem, jak dzisiaj byśmy powiedzieli, stąd tyle jego udanych akcji. Są tacy widzowie, którzy oceniają ten film, mówiąc, że akcja faktycznie zaczyna się dziać od momentu zaaresztowania, ale spotykam też młodych ludzi, którzy mówią, że wstęp, który jest powolną opowieścią, buduje kontekst jego rodziny, wyobrażenia o normalności, świecie, który miał szanse jakiegoś rozwoju, ale który się zawalił. Zachęcam do obejrzenia tego filmu, ponieważ słyszę dookoła od ludzi słowa uznania za podjęcie tematu, co się jednak niebezpiecznie nie przekłada na liczbę widzów. Mamy zupełnie nowy rodzaj dystrybucji, który polega na tym, że albo film chwyci od razu, albo w ciągu dwóch tygodni zostanie wycofany przez dystrybutorów i to nam niestety grozi, bo jest za mała frekwencja. Z wypowiedzi córki generała Fieldorfa wnioskuję, że akceptuje całe przesłanie filmu, to jak zafunkcjonował przynajmniej w opinii prasy i pierwszych widzów. Rozumiem, że zastrzeżenia dotyczące rozwiązań fabularnych uznała w tej sytuacji za drugoplanowe, cieszę się również, że doceniła moją pracę nad rolą.
Trudno nie docenić...
- Zadają mi pytania, czy spotkałem się z córką generała. Przede wszystkim za późno dowiedziałem się, że można by było, że jest, że żyje. Po drugie, na tym etapie wyobraźni, pracy nad sobą, bałem się takiego spotkania. Obawiałem się, że raptem będę starał się wywiązać z jakichś zobowiązań, usłyszę o jakiejś cesze generała, o sposobie noszenia się, bycia i zachęci mnie to do ilustrowania. A ja skupiłem się na tym, by zrozumieć sceny i nie przeaktorzyć, mając na względzie uwagę śp. Stanisława Różewicza skierowaną kiedyś do mnie: "Co pan tyle gra". I to się sprawdziło.
Ma Pan jakieś pasje pozaaktorskie?
- Niestety, całe moje życie jest ułomne o tyle, że ani mnie nie interesują ryby, ani wyścigi Formuły 1 czy mecze piłki nożnej. Wtedy jedynie, kiedy są jakieś narodowe zrywy, staram się zrozumieć reguły gry i dołączyć do wiwatujących kibiców. Wszystko było dosyć obłokowe w moim życiu i kręciło się w sferze sztuki. Za mało czytam, ciągle nie ma na to tak naprawdę czasu.
Takie życie w biegu?
- Ale życie rodzinne jakoś się ostało przez te 40 lat, wnuki mają niezwykle ważne miejsce w moim harmonogramie czasu. Mam ich dwoje: 5-letniego Adasia i prawie 2-letnią Hanię.
Jak się Pan czuje w roli dziadka?
- Cudownie.
Pana żona jest także aktorką. Córka nie chciała pójść w Państwa ślady?
- Żona Grażyna Marzec od paru miesięcy, już jako emerytka, współpracuje z Polską Unią Transplantacyjną. Jeździ na szkolenia lekarzy, którzy muszą pertraktować z rodzinami potencjalnych dawców organów. Wspólnie z kolegą aktorem odgrywają sceny dla lekarzy, którzy uczą się pertraktacji. Obydwoje wymyślają jakieś postaci, nieistniejące sytuacje, a ci muszą szukać argumentów w swojej wyobraźni, by przekonać innych do słuszności oddania organów. Nigdy bym się nie postawił w takiej sytuacji, z podziwem patrzę na jej działalność i na jej ciągle wzrastającą wiedzę w tej dziedzinie. Żona sama przeszła ciężką chorobę, miała raka. Natomiast córka Zuzanna nie chciała być aktorką, marzyła o karierze tancerki, ale prosiła, bym nikomu w żadnym wywiadzie nie opowiadał o niej więcej.
Aktorstwo to dla Pana powołanie, pewien rodzaj służby?
- Tak. Niedawno Centrum Myśli Jana Pawła II opublikowało antologię literackich tekstów o Janie Pawle II. Znajduje się tam też dość obszerny fragment mojej wypowiedzi, który jest odpowiedzią na "List do artystów" Jana Pawła II. Byłem aktorem, który odczytał ten list Ojca Świętego jako pierwszy na konferencji prasowej w Episkopacie w 1999 roku i byłem pierwszym artystą, który go komentował. List stwarza bardzo szeroką bazę dla rozumienia swojej funkcji w społeczeństwie zarówno dla artysty wierzącego, jak i niewierzącego, szarpiącego się czy przeżywającego tajemnice wiary, ale stawia jeden warunek: angażuj się serio. Jest to rodzaj wzięcia się za bary ze światem, gdzie pieniądz nie odgrywa roli i nie ma pytania: ile mi za to zapłacą. Artysta musi być bezinteresowny, nawet ten kabaretowy, żeby dowcip się udał.
Czym wobec tego jest dla Pana wiara katolicka?
- Nie chciałbym mówić o niej, bo jest dla mnie sprawą intymną i różne jej fazy odczuwania, przeżywania i rozumienia miałem w życiu. Niewątpliwie najpiękniejsza była faza związana z obecnością wśród nas Ojca Świętego Jana Pawła II. Żaden okres w życiu nie zabezpiecza od wątpliwości, to nie jest tak, że przekraczając pewien wiek, ma się świat tak zbudowany, że daje on na wszystko odpowiedź. Ważna jest wzajemna pomoc w utwierdzaniu się w tym, czym jest wiara.
Dziękuję Panu za rozmowę.
Friday, May 8, 2009
Najwiekszy Przywodca Polonii Jan Kobylanski USOPAL.COM vs Minister MSZ Radoslaw Sikorski dlaczego PO niszcza Polonie?
Najwiekszy Przywodca Polonii Jan Kobylanski USOPAL.COM vs Minister MSZ Radoslaw Sikorski dlaczego PO niszcza Polonie?


Najwiekszy Przywodca Polonii Jan Kobylanski USOPAL.COM vs Minister Radoslaw Sikorski.
Kolejna rozprawa dotycząca oszczerstw wobec Jana Kobylańskiego
prof. dr hab. Jerzy Robert Nowak (2009-05-08)
Aktualności dnia
słuchajzapisz
przedstawicieli, jak choćby Jana Kobylańskiego, prezesa Unii Stowarzyszeń i Organizacji Polskich w Ameryce Łacińskiej. Do takich wniosków doszli uczestnicy XIII Forum Polonijnego w Toruniu. Zwieńczeniem trzydniowego zjazdu było odsłonięcie popiersia gen. Augusta Emila Fieldorfa "Nila", który ufundowała Polonia z Wielkiej Brytanii. Forum zorganizowały Wyższa Szkoła Kultury Społecznej i Medialnej oraz Polskie Stowarzyszenie Morskie-Gospodarcze im. Eugeniusza Kwiatkowskiego.
Jan Kobylański, prezes USOPAŁ, ze względów zdrowotnych nie mógł przybyć na spotkanie z przedstawicielami środowisk polskich z całego świata. Reprezentowali go wiceprezes Anna Sztaba i Leonor Adami, dyrektor ds. publicznych i administracji USOPAŁ. List od prezesa odczytał płk Leopold Biłozur, prezes Związku Polskich Kombatantów w Argentynie. Kobylański podkreślał w nim doniosłe znaczenie współpracy USOPAŁ z Radiem Maryja, Telewizją Trwam i WSKSiM, które są "ogniwami prawdy i polskości". "Dzięki tym dziełom wielu Polaków rozsianych po całym świecie ma łączność z Ojczyzną każdego dnia. To wielka praca, Ojcze Dyrektorze" - napisał Jan Kobylański. Prezes poinformował również o tym, że USOPAŁ ufundowała stypendia dla dwudziestu studentów WSKSiM.
Do trudnej sytuacji Polski i braku szacunku jej najwyższych władz dla Polonii z Ameryki Łacińskiej nawiązał prof. Jerzy Robert Nowak, który poprosił uczestników sesji o poparcie apelu do Radosława Sikorskiego, ministra spraw zagranicznych, by ten przeprosił Kobylańskiego za liczne oszczerstwa wysuwane pod jego adresem w książce "Strefa zdekomunizowana". Sygnatariusze tego listu "protestują przeciwko skrajnym przykładom lekceważenia, dyskryminowania, a nawet próbom poniżania zasłużonych przywódców polonijnych przez wpływowe osoby z kręgów rządzących w Polsce". I żądają jak najszybszego odwołania przez ministra Sikorskiego oszczerstw i kłamstw godzących w dobre imię prezesa USOPAŁ. "Radosław Sikorski powinien jak najszybciej przeprosić prezesa Kobylańskiego za swe niewybredne, agresywne określenia rzucane pod jego adresem. Tego wymagają interesy Polski" - odczytał list prof. Nowak.
Do apelu przyłączył się kpt. ż.w. Zbigniew Sulatycki, który przybył do Torunia zaraz po uroczystości przyjęcia go w poczet kawalerów Zakonu Bożogrobców. Mówił o dyskryminowaniu Polonii z Ameryki Łacińskiej przez władze Rzeczypospolitej Polskiej. - Obecnie MSZ robi wszystko, by skłócić mieszkających tam Polaków.- zauważył kpt. Sulatycki.
Jednym z gości spotkania był Marian Kurzac, prezes Stowarzyszenia Juventus z Brazylii, który na antenie Radia Maryja informował o dyskryminowaniu jego stowarzyszenia przez ministerstwo spraw zagranicznych. - Nie mamy żadnej pomocy ze strony polskiego rządu. Działamy sami, na własny koszt. Zamiast pomóc, polskie władze nam przeszkadzają. Dlatego, że pracujemy dla Polski, Polonii i w imię Polski, dostajemy "po nosie" - mówił prezes Juventusu. - Znajdujemy się na czarnych listach Radosława Sikorskiego. Nie wiemy, dlaczego. Jeśli chodzi o jakiekolwiek polskie święta, to konsulaty nie mogą nas zapraszać. Nie mają z nami żadnych kontaktów, a to dlatego, że jesteśmy zjednoczeni w jednej organizacji - USOPAŁ. Trwa to już od roku. Placówki dyplomatyczne chciałyby z nami współpracować, lecz jest to zabronione - podkreślił Marian Kurzac.
Szczególne poruszenie wśród uczestników Forum wywołał dramatyczny list inż. Jerzego Skoryny, wielkiego patrioty i działacza polonijnego z Meksyku. Poinformował on o swoim wielkim żalu z powodu marnotrawienia przez obecne władze Polski całego wspaniałego dorobku pokolenia okresu międzywojennego. Pismo zaprezentował prof. Zdzisław Ryn, były ambasador w Argentynie. "Teraz szykuje się nowy zamach na Polskę. Jej wrogowie chcą zrabować naszą walutę - złotówkę, zniewalając nas euro. Cały Naród Polski musi bronić mojej waluty, jaką jest złotówka. Pytam się, co zrobiono z moim przemysłem, marynarką, lotnictwem, Centralnym Okręgiem Przemysłowym i kolejnictwem? Coście zrobili z moją Ojczyzną? Gdzie są dobra mojego pokolenia międzywojennego?" - pytał dramatycznie w swoim liście Skoryna.
Na spotkaniu nie zabrakło polityków wspierających środowiska polskie za granicą. Obecni byli m.in. senatorowie PiS: Ryszard Bender, Czesław Ryszka, Zdzisław Pupa, Waldemar Kraska, posłowie: Joachim Brudziński, Arkadiusz Mularczyk, Anna Sobecka, Jan Szyszko, Zbigniew Ziobro, oraz europarlamentarzyści: Urszula Krupa, Marcin Libicki i Witold Tomczak. Na Forum przybył także ks. infułat Ireneusz Skubiś, redaktor naczelny tygodnika "Niedziela".
List od przewodniczącego Przemysława Gosiewskiego w imieniu Klubu Parlamentarnego PiS odczytała poseł Izabela Kloc. Szef klubu zapewniał o szczególnym zainteresowaniu jego partii sprawami Polonii. "Polacy mieszkający za granicą są wielkimi ambasadorami naszego kraju. Polacy, którym przyszło żyć poza ojczyzną, z dala od swoich rodzinnych stron, są ważną częścią polskiego społeczeństwa" - zapewnił Gosiewski.
Uczestnicy Forum Polonijnego złożyli w sobotę hołd Janowi Pawłowi II podczas uroczystej Mszy Świętej pod przewodnictwem ks. bp. Antoniego Pacyfika Dydycza OFM Cap., ordynariusza drohiczyńskiego. Z kolei wczoraj na dziedzińcu Domu Słowa odsłonięto popiersie gen. Augusta Emila Fieldorfa "Nila", którego dokonała jego córka - Maria Fieldorf-Czarska wraz z fundatorką monumentu Elżbietą Kasprzycką. Ojciec doktor Krzysztof Bieliński CSsR, rektor WSKSiM, zaznaczył podczas przemówienia, że postać tego jednego z najwybitniejszych żołnierzy Polski Podziemnej jest wspaniałym przykładem patriotyzmu i wzorcem do naśladowania dla naszej młodzieży.
Jacek Dytkowski
"Nasz Dziennik"
OŚWIDCZENIE PREZESA JANA KOBYLAŃSKIEGO
Napisał Jan Kobylański
OŚWIDCZENIE PREZESA JANA KOBYLAŃSKIEGO W SPRAWIE OPUBLIKOWANEGO KOLEJNEGO OSZCZERSTWA W GAZECIE WYBORCZEJ W DNIU 27.03.09
W odniesieniu do opublikowanego w Gazecie Wyborczej 27.03.09, kolejnego oszczerstwa na moją osobę, chcę oświadczyć co następuje:
1. W fałszywce rzekomego doniesienia MSW Paragwaju napisano, że w czasie II wojny światowej mieszkałem w Austrii i we Włoszech. (Osoby, które napisały to kłamstwo udowodniły swoją głupotę i nieznajomość faktów. W całej, liczącej tysiące stron dokumentacji, dotyczącej mojej osoby, można znaleźć następujące fakty: kiedy rozpoczęła się II Wojna Światowa miałem 16 lat i mieszkałem w Równem na Wołyniu i potem przez 3 lata mieszkałem w Warszawie, gdzie studiowałem w tajnym liceum prywatnym Zaorskiego- zakazanym przez Niemców. Mając 20 lat zostałem aresztowany przez Gestapo i jako więzień polityczny byłem więziony w suterenach w znanym więzieniu Pawiaku.
Stamtąd zostałem przewieziony do Auschwitz gdzie mi wytatuowano na ramieniu numer: 156228. Potem w różnych transportach przewożono mnie do innych obozów. W kwietniu 1945 roku zostałem uwolniony przez wojska alianckie ze znanego obozu koncentracyjnego Dachau pod Monachium w Niemczech. Po uwolnieniu z obozu, jako wolny człowiek pracowałem ciężko i uczciwie i zawsze walczyłem w imię moich przekonań patriotycznych, katolickich i polskich.
Z całego tego okresu wojennego posiadam dokumenty z między narodowej organizacji Czerwonego Krzyża ze Szwajcarii, które są publicznie znane i które w swoim czasie zostały wysłane bezpośrednio z Czerwonego Krzyża do Ministerstwa Spraw Zagranicznych.
Trudno zrozumieć, jak można było posunąć się do wypisywania takich kłamstw i bzdur, że podczas II Wojny Światowej mieszkałem w Austrii i we Włoszech. Jedynie osoba z chorą mentalnością może wymyślać i wypisywać takie bzdury i idiotyczne kłamstwa. Poza tym w fałszywce, drukowanej w „Gazecie Wyborczej” podano, że w roku 1953 miałem 44 lata, Znaczyłoby to, że dziś miałbym ponad 100 lat- urodziłem się w 1923 roku w Równem.)
2. W fałszywce napisano, że posiadałem jakoby paszport polski i go używałem nadal w roku 1953. Ja nigdy po roku 1952 nie posługiwałem się, ani w Ameryce Południowej, ani na całym świecie polskim paszportem wydanym przez komunistyczny rząd okupacyjny. Po 1990 roku potwierdziłem moje polskie obywatelstwo i otrzymałem nowy paszport polski, kiedy już Polska miała tak zwane rządy demokratyczne; Sejm i Senat.
3. Z całkowitą fantazją graniczy stwierdzenie, jakobym rozpoczął działalność handlową na rachunek Związku Sowieckiego. Moje przekonania nigdy się nie zmieniły. Zawsze byłem polskim patriotą i ze względu na okupacje Polski przez komunistów nie wróciłem do Ojczyzny.
4. Kolejną absurdalną fantazją jest, że otrzymywałem kredyty na setki milionów lirów.
5. Rekordy nonsensu popełnił autor fałszywki twierdząc, że rzekomo zapłaciłem innym agentom sowieckim 300 tysięcy dolarów. Nigdy w moim życiu nie usłyszałem równie wielkiej bzdury, sugerującej jakoby agenci płacili swoim szefom tak wielkie wręcz astronomiczne sumy. Jak wiem, normalnie jest akurat na odwrót. W dniu dzisiejszym możemy sobie tylko wyobrazić ile by dziś wynosiło 300 tysięcy dolarów. Dziś stanowiłoby to sumę równowartości 10 milionów dolarów. Piszę to, aby lepiej uwidocznić rozmiary tego kłamstwa.
6. Milenko Timich był Jugosłowianinem, uchodźcą politycznym, kapitanem w wojsku regularnym jugosłowiańskim jeszcze podczas panowania monarchii w Jugosławii. Był jednym z pomocników Generała Mihailovica, który walczył w Jugosławii przeciwko Niemcom i potem przeciwko komuniście TITO. Generał Mihailovic jest znaną osobistością z II Wojny Światowej. Był sojusznikiem Anglików i Aliantów. Ze względu na swoje własne interesy niesłusznie i podstępnie wydali go komunistom, którzy go rozstrzelali w Jugosławii.
Wraz z innymi pomocnikami Generała Mihailovica, kapitan Timich został uwięziony. Sowieci zawieźli go do Moskwy a tam zamknęli w okropnym więzieniu Łubiance znanym na całym świecie.
Po jakimś czasie udało mu się uciec. Przez Turcję dotarł do Włoch gdzie jako uchodźca polityczny był znany wśród wszystkich uchodźców jugosłowiańskich i uznawany za bohatera jako współpracownik zamordowanego Generała Mihailovica.
Timich około roku 1950 rozpoczął pracę jako mój pracownik, jeden z sekretarzy, w Mediolanie oraz licznych firmach jakie w tym czasie posiadałem. Potem przyjechał do Paragwaju gdzie przez jakiś czas pracował ze mną i ze względów osobistych rozstaliśmy się i zakończyliśmy naszą współpracę. Timich ożenił się z Niemką i wyemigrował do Brazylii.
7. Z fałszywki wynika, że rząd austriacki wydał rozporządzenie aresztowania mnie. Po raz kolejny autor fałszywki kłamiąc, obnaża swoją głupotę. To kolejny absurdalny wymysł. Przez ostatnie 50 lat prawie każdego roku podróżowałem i podróżuje do Austrii ponieważ bardzo lubię austriackie i węgierskie operetki. Zawsze zatrzymywałem się w luksusowych i znaczących hotelach pięciogwiazdkowych i najbardziej znanych w Wiedniu takich jak: SACHER, HILTON, EXCELSIOR, ASTORIA co łatwo można sprawdzić. Po raz kolejny autor podkreśla swoją głupotę. Jeśli byłbym podejrzany o przestępstwa, to czyż przez 50 lat władze austriackie nie zareagowałyby na moją obecność w ich kraju?
8. Kompletną bzdurą jest twierdzenie, że prowadziłem nieczysty handel- kontrabandę z Włoch do Paragwaju i że niby prowadziłem handel bronią, narkotykami i fałszywymi paszportami.
9. W owej fałszywce napisano, że posiadałem fałszywy paszport panamski. Jest to absurdalnym kłamstwem. Owszem byłem ożeniony z Panamką, bratanicą Prezydenta Panamy- Arias jednak panamskiego paszportu nigdy nie miałem. To wszystko można sprawdzić bardzo łatwo.
10. Kolejnym kłamstwem jest stwierdzenie, że wymieniona fałszywka została jakoby podpisana przez Prokuratora Generalnego Republiki Austrii. Nie podano nawet nazwiska tego prokuratora. Jest to swego rodzaju ukoronowaniem poprzednich dziesięciu kłamstw.
11. Oskarżająca mnie fałszywka została rzekomo sporządzona w 1953 r., jak to się akcentuje w tym jakoby rządowym dokumencie. Według fałszywki miałem w 1953 roku rzekomo 44 lata. Osoba, która to stwierdziła „popisała się” nadzwyczajną to nieznajomością najprostszych zasad matematyki pisząc, zaraz po doniesieniu, że mam 44 lata- urodziłem się w 1923 roku. W 1953 roku miałem 30 lat. Gdybym w 1953 roku miał 44 lata dziś miałbym już ponad 100!!
12. Kolejnym kłamstwem jest to, że byłem jakoby ożeniony ze szczupłą blondynką, rozwódką, etc. Jest to kolejne głupstwo, bardzo łatwe do sprawdzenia. Ożeniłem się tylko jeden raz w moim życiu. Miało to miejsce w Urugwaju z M. Arias, konsul panamską w Urugwaju, bratanicą Prezydenta Panamy Arias, córką mojego osobistego przyjaciela. Idąc śladem „doniesienia” odkrywam kolejną fantazję: że jakoby odwiedzałem bardzo często lokal „ El Pais”. Nigdy o takim lokalu w moim życiu nie słyszałem.
Prawdą jest, że do Paragwaju przyjechałem na podpisany kontrakt z rządem Paragwajskim, którego przedstawicielem był Dr. R.L. Petit, który podpisał kontrakt ze mną jak i z innymi siedmioma przedsiębiorcami i przemysłowcami (którzy podpisali kontrakty w Rzymie, Wiedniu, Paryżu i Mediolanie.) Kiedy przyjechaliśmy do Paragwaju na kontrakty w 1952 roku, Dr. R.L.Petit niestety już nie był ministrem i pełnił w tym czasie już inną funkcję rządową.
W fałszywce jest napisane, że ja przywiozłem ze sobą samochody. Jest tu mała cząstka prawdy w całej fałszywce, oczywistym jest, że każdy z nas przywiózł ze sobą samochody prywatne, meble etc. Przywiozłem ze sobą nowy samochód marki BUICK model 1951, z rejestracją USA B.S. 5545 y także LAND ROVERA model 1951 numer 1455.
W tym czasie taki samochód jak BUICK był samochodem luksusowym, który możemy porównać, że dziś by kosztował 100 tysięcy dolarów i jeszcze JEEP LAND ROVER ( najlepszy jaki jest) i oczywistym jest, że właścicielem takich pojazdów mogła być tylko osoba majętna.
Poza tym kupiłem 54 hektary przy alei Madame Lynch. W dniu dzisiejszym ta posiadłość, która w tamtym okresie czasu była największą w Asuncion (Paraguay) , dla porównania kosztowałaby wiele dziesiątek milionów dolarów. Kupiłem wtedy tą nieruchomość, aby stworzyć tam podobne przedsiębiorstwa, jak te, które miałem we Włoszech. W kraju południowoamerykańskim panowała bardzo wielka niestabilność ekonomiczna i polityczna. Niestety, będąc jeszcze w Europie o tej sytuacji nie wiedzieliśmy. Zrozumiałym jest, że tak ja jak i reszta siedmiu przemysłowców przywieźliśmy ze sobą duży kapitał. Wszyscy z nas byli ludźmi zamożnymi. Ze względu na tę niestabilność, niestety nie udało się zrealizować zamierzonych celów. Widząc tą sytuację ekonomiczno-polityczną, starałem się w miarę możliwości uratować moje interesy i mój kapitał. W Paragwaju posiadałem wiele firm handlowych i przemysłowych, wśród których były między innymi: LUX, METRO, LA CAPITAL, PARAPOL i wiele innych firm importujących, eksportujących i produkujących.
Wśród siedmiu przedsiębiorców, którzy przybyli wraz ze mną do Paragwaju, był Austriak FOGEL, który przyjechał wraz ze swoją rodziną, która mieszka w Paragwaju po dziś dzień. Fogel prowadził produkcje konserw etc. Kiedy przyjechał do Paragwaju przywiózł ze sobą swoje prywatne auto marki MAYBACH, jeden z najlepszych samochodów niemieckich, który i na dzień dzisiejszy kosztuje więcej jak milion dolarów.
Tak samo zrobili pozostali: Hrabia TALLIA FERI z Mediolanu, generał PIVONA z Rzymu i Doktor PITO z Francji, który w Paragwaju rozpoczął produkcję oleju rycynowego.
Należałoby pociągnąć do odpowiedzialności osoby, które podały kłamliwe twierdzenia o moich długoletnich przyjaciołach. O ANIBAL MARTINEZ, wysokim urzędniku państwowym czy BARREIRO MAFFIODO, prawniku, a potem wieloletnim paragwajskim ambasadorem i wiceministrem spraw zagranicznych. Poza tym pułkownika Vysokolana nigdy nie znałem, jedynie słyszałem o nim jako słynnym matematyku.
Czując się Polakiem i antykomunistą byłem zaprzyjaźniony z rosyjskimi bohaterami z Białej Armii, którzy walczyli w słynnej Wojnie o Chaco. Przybyli do Paragwaju z Chin. Byli to wojskowi z Armii Carskiej i do Paragwaju przybyli po przegranej wojnie z bolszewikami. Anglicy i alianci, którzy zawarli porozumienie z bolszewikami pozostawili tych wojskowych na pastwę losu. Zajęli oni jednak jako doświadczeni wojskowi wysokie pozycje w armii paragwajskiej podczas Wojny o Chaco. Do tych wojskowych należeli między innymi generałowie Bielajew i Ern, który także był szefem inteligencji rządu paragwajskiego, Generał Zimowski i pułkownik Puszkarewicz- mój wielki przyjaciel i wielu innych. Byłem także zaprzyjaźniony z paragwajskim Generałem Dywizji Demetrio Cardozo, Barrientos (Ministrem Finansów) , Samaniego (Minister Pracy i Polityki Społecznej), Andres Rodriguez, który po upadku dyktatury Stroessnera został Prezydentem Paragwaju. Wśród ambasadorów moim wieloletnim przyjacielem jest Migiel T.Romero, który w czasie swojej wieloletniej pracy dyplomatycznej był między innymi w Watykanie, Urugwaju, Peru. Innymi moimi przyjaciółmi byli: dr Gonzales Maya z Chile i wiceminister spraw wewnętrznych Villate z Paragwaju, a także generał Rojas, Pułkownik Becker (olimpista) i naturalnie Major Białobłocki, który był razem ze mną prezesem i współzałożycielem Związku Polaków w Paragwaju.
W Paragwaju poznałem wiele znanych ludzi handlu, przemysłu, polityki, edukacji. Byłem zaprzyjaźniony z wieloma rodzinami paragwajskimi i w szczególności z Sr.Anibal R.Martinez.
Byłem także sponsorem i przedstawicielem paragwajskiej delegacji olimpijskiej na poszczególne olimpiady: miedzy innymi: Monachium 72, Montreal 76, Seul 88, Barcelona 92 i wielu innych. Został mi wręczony także złoty medal przez ministra spraw wewnętrznych Edgarda Isfrana za współpracę na rzecz Związku Kobiet w Paragwaju (mam dyplom). Otrzymałem także złoty medal od Komitetu Olimpijskiego w Paragwaju i złoty medal z C.P. za współpracę międzynarodową za Zasługi dla Paragwaju.
Byłem wiceprezesem Klubu Piłkarskiego paragwajskiego pierwszej klasy „Club Presidente Hayes” gdzie prezesem był Gen. Cardozo.
Byłem również przyjacielem doktora Vasconsello, który był prawnikiem i politykiem.
W owym donosie zapomniano dopisać, że mój przyjaciel Dr. R.L.Petit był ministrem rządu paragwajskiego kiedy prezydentem był FEDERICO CHAVEZ. Dr.Petit zginął z rąk ludzi Stroessnera podczas jego przewrotu w 1954 tak jak i wielu innych.
Należy dodać w moich wspomnieniach z tego okresu czasu, iż w Paragwaju zdałem sobie sprawę z niestabilności sytuacji ekonomiczno-politycznej w tym kraju i niemożności dotrzymania przez tamtejsze władze podpisanej ze mną umowy handlowej. A przy tym Paragwaj był krajem, mającym tylko dwa i pół miliona ludności na obszarze 406 750 km2, krajem tropikalnym, pozbawionym możliwości komunikacji handlowej z zagranicą. W tej sytuacji postanowiłem nastawić moją działalność na wyjazdy do innych krajów. Po paru latach przeniosłem firmy do Argentyny, Urugwaju, Hiszpanii, Szwajcarii, Niemiec i wielu innych krajów. Moje międzynarodowe firmy handlowe działały razem w aż 45 krajach świata. Dobrze byłoby przytoczyć w tym kontekście takie oto powiedzonko w Paragwaju z tego czasu: „ Jeżeli ktoś przyjeżdża do Paragwaju jako przemysłowiec, żeby tworzyć tam przemysł, to łatwo jest zrobić mały kapitał, trzeba przyjechać z dużym kapitałem.” My wszyscy przemysłowcy, którzy przyjechaliśmy na kontrakty rządowe, niestety po pewnym czasie nie mogliśmy uratować całości naszego kapitału, który wtedy ze sobą przywieźliśmy. To nie była niczyja wina. Taka była sytuacja ekonomiczna i polityczna w Paragwaju i niestety będąc jeszcze w Europie nie mieliśmy informacji o prawdziwym stanie rzeczy.
13. Niezrozumiałym jest fakt podawania w doniesieniu rzekomego mojego adresu w Austrii przy ulicy Maria Teresina Strasie 24 w Wiedniu, skoro ja byłem już ze swoimi samochodami w Paragwaju- jak zostało wcześniej powiedziane w fałszywce. W Wiedniu zatrzymywałem się jedynie w hotelach- co także oświadczyłem wcześniej. Ciekaw jestem jak wymyślono ten adres, skoro jak wcześniej już nadmieniłem, nigdy tam nie miałem ani biur, ani tam nie mieszkałem!
14. Do najbardziej niesamowitych bzdur, zamieszczonych w fałszywce, należą informacje, obnażające wręcz nieznajomość geografii świata, zawartą w rzekomym doniesieniu. Pisze się tam: „Według tłumaczenia paszportu, wydanego przez Międzynarodowy Czerwony Krzyż w Genewie, w Austrii ! (Przecież Genewa jest w Szwajcarii!!!)
Przecież każdy, nawet uczeń ogólniaka, już wie, że Genewa mieści się w Szwajcarii, a nie w Austrii. Skoro zaś prowadziłem interesy we Włoszech, to tam właśnie mogłem załatwić wszelkie formalności, gdyż tam było moje miejsce zamieszkania. Nie wiem, skąd się wzięło u autora fałszywki aż tyle obsesyjnych kłamstw w odniesieniu do mego pobytu w Austrii. Dodajmy, że równocześnie autor fałszywki informuje nas, że otrzymałem wizę od konsula Paragwaju w Genui, a to jest przecież we Włoszech.
15. Całkowicie kłamliwe są zwarte w fałszywce informacje na temat Milenko Timich, który był jugosłowiańskim kapitanem, współpracownikiem generała Mihailovica.
16. Całkowicie nieprawdziwe jest twierdzenie, że Milenko Timich był obywatelem Panamy.
17. Niezgodne z prawdą jest twierdzenie, że miałem bar „La Chinina”. Zupełnie fałszywe jest wyliczanie w moim kontekście nazwisk kilku Rosjan, których nigdy w życiu nie poznałem.
Wszystko to w całości przypomina fałszywkę i wszelką zawartą nieprawdę jest bardzo łatwo udowodnić. Widać, że autor donosu jest stałym czytelnikiem strony internetowej USOPAŁ, gdyż tam wielokrotnie poprzez liczne artykuły udowadniano Gazecie Wyborczej napisaną nieprawdę i kłamstwa bez pokrycia. Na stronie USOPAŁ także wielokrotnie publikowano w oświadczeniach dla ukazania zamieszczonych przez ta gazetę kłamstw informacji, że posiadałem paszport polski. Paszporty polskie otrzymywali Polacy, mający rezydencję za granicą, którzy na przykład prowadzili przedsiębiorstwa czy działalność handlową i nie chcieli wrócić do kraju z oczywistych powodów- okupacji komunistycznej w Polsce. Ja taki paszport otrzymałem z tych samych motywów.
Całość tego jakoby „prawdziwego donosu ministerialnego” przypomina mi o jednym już wcześniej zaistniałym fakcie w niedalekiej przeszłości, kiedy ambasadorem RP w Urugwaju był Jarosław Gugała bardzo znany wśród Polaków jednak jedynie ze swoich haniebnych poczynań. Chodzi tu o wystąpienie Gugały gdzie posadził mnie na podstawie „ważnego” dokumentu o szpiegostwo na rzecz Związku Radzieckiego!
W związku z teatrem Gugały, były Minister, Pan Poseł Antoni Macierewicz wystąpił do Ministerstwa Spraw Zagranicznych o udostępnienie owych dokumentów. Minister Spraw Zagranicznych Pan Adam Rotfeld odpowiedział Ministrowi Macierewiczowi i zacytuję jego treść: „Nawiązując do mojego pisma z 7 bm. w sprawie udostępnienia dokumentacji mającej potwierdzić związki pana Jana Kobylańskiego ze służbami sowieckimi, pragnę uprzejmie poinformować, że kwerenda przeprowadzona w Archiwum MSZ oraz we właściwym merytorycznie Departamencie Konsularnym i Polonii nie wykazała istnienia takich dokumentów”. (29.04.05) Kopia tego pisma jest umieszczona w Książce X-lecia USOPAŁ na stronie 280.
Gugała nie mógł poświadczyć swej wypowiedzi prawdziwymi dokumentami, a jedynie posługując się fałszywkami i to prawdopodobnie „domowej własnej roboty”!
Czyżby notka ambasadora Gugały miała świadczyć, że byłem szpiegiem? Gugała najwyraźniej zapomniał mowy, albo stracił pamięć gdyż do tej pory ani nie przeprosił, ani nie sprostował swoich kłamliwych i bezpodstawnych wypowiedzi publicznych. Niestety nie od dziś taki styl „ dziennikarstwa” króluje w polskich mediach i niestety jest to także styl polskiej dyplomacji. Publiczne działania Gugały urzędnika państwowego, dyplomaty wyglądają jakoby prywatny folwark. Miał on skłonności do plucia kłamstwem i obrzucaniem błotem z prędkością karabinu maszynowego, dla celów zasłonięcia swojej komunistycznej przeszłości. I stało się! Gugała jako „dociekliwy, prawdomówny i wiarygodny” dziennikarz po raz kolejny dopuścił się wierutnego kłamstwa posądzając Ministra Tomaszewskiego, że jakoby był agentem komunistycznym! Dowodem na prawdziwość swojej wypowiedzi podał, że wie bo sam był przy tym jak jakoby Min. Tomaszewski szpiegował! Na tak wybitną „gwiazdorską” wypowiedź musiał zrezygnować z pracy w telewizji. Jednak niedługo po tym Gugała w nagrodę za swoje telewizyjne wystąpienie został wysłany przez swych patronów na „misję specjalną” jako ambasador do Urugwaju.
Takie wymyślane historie to nic nowego. Są nam znane już za epoki hochsztaplera Schnepffa, kiedy to pełnił funkcje ambasadora w Urugwaju, ale nie tylko- także z Kanady i innych części Świata. Dał się poznać także w Kurytybie, Montevideo, a szczególnie w Buenos Aires gdzie wraz ze znanym kapitanem służb specjalnych Włodzimierzem Krzyżanowskim po nocach sprowadzali do Ambasady RP przedzierając się przez żelazny płot osoby oferujące usługi seksualne. Na ich nieszczęście jedna się na tym płocie zawiesiła i trzeba było wzywać pomoc aby ją „ odwiesić”. Skandal z tego incydentu zrobiła żona Ambasadora RP w Buenos Aires w tym okresie czasu Prof. Wróbla u którego gościli w ambasadzie Schnepf i kompania i na tym zabawa się skończyła.
Jest istotnym w tym miejscu przypomnieć o kolejnym bezczelnym oszustwie, które to w obecnych czasach wśród dziennikarzy nazywane jest : „ śledztwem dziennikarskim”. Miało to miejsce w 2004 roku w Urugwaju gdzie zawitał goniec Pana Michnika nijaki Mikołaj Lizut podający się wśród urugwajskiej Polonii jako Stanisław Andrzejewski i nie tylko podając się, ale także wpisując do księgi pamiątkowej ze swoim „ przybranym” na czas podróży imieniem i nazwiskiem. Widać, że bezczelność Gazety Wyborczej nie ma końca. Aby napisać tak fantazyjny artykuł, wcale nie trzeba nikogo wysyłać do Urugwaju, a przecież koszta nie są małe na taką podróż. I cóż wielkiego wyśledził Pan Lizut? Kolejne kłamstwa, kolejne pomówienia i fantazje nie mające końca.
Gorzką prawdą jest, że do tej pory nikt z tych wszystkich kłamców śpiewających kłamstwa na jedna i tą samą nutę nie sprostowali pomówień, swoich kłamliwych wypowiedzi bez pokrycia i nie przeprosili mnie za zniesławienie mojej osoby poprzez te wszystkie kłamliwe publikacje. Seneka mawiał : „czego nie zabrania prawo, zabrania wstyd”. Czyżby ta cała banda już i wstydu nie miała?
Do tej całej brudnej sprawy oszczerstw na temat mojej osoby chce przypomnieć tym łobuzom: pseudo dyplomatom typu „Nikodema Dyzmy”, oszustom, pseudo dziennikarzom i pismom „polskojęzycznym” i ich wspólnikom z kraju i zagranicy jeszcze jedno: mam na imię Jan, będę używać imienia Jan, Janusz, John, Juan, Giovanni, Jean itp. i skrótu JK, aby nie mieli wątpliwości- to zawsze ja- Polak, Katolik, który nigdy nie zmienił nazwiska. Od dziecka moim patronem był i jest Święty Jan. Moje imię tłumaczono z różnych względów praktycznych.
Chciałbym także oświadczyć, że w całym moim życiu nie prowadziłem żadnych nielegalnych interesów, handlu bronią, narkotykami czy fałszywymi paszportami. Nigdy nie byłem oszustem, nie byłem ani posądzony, ani skazany za takie przestępstwa w całym moim życiu ( nie wiem czy moi oszczercy mogą to o sobie powiedzieć?).
W okresie mojego życia byłem: Konsulem Honorowym Paragwaju przez 17 lat w Hiszpanii, Konsulem Honorowym Rzeczpospolitej Polskiej w Urugwaju przez 10 lat, wręczono mi ponad sto różnych odznaczeń państwowych w tym wiele z Polski, dziesiątki odznaczeń i dyplomów za moją pracę społeczną, za moją działalność olimpijską, otrzymałem wiele nagród za moją wieloletnią pracę filatelistyczną. Przez ponad 16 lat byłem prezesem Związku Polaków w Argentynie, aż do 80 roku życia, kiedy to zrezygnowałem z funkcji ze względu na mój wiek. Przez ponad 15 lat jest prezesem i fundatorem Unii Stowarzyszeń i Organizacji Polskich Ameryki Łacińskiej, prezesem Unii Polsko-Urugwajskiej oraz prezesem Stowarzyszenia Im. Marszałka Józefa Piłsudskiego w Urugwaju, których także jestem fundatorem oraz Prezesem Fundacji „Juan Kobylanski” w Argentynie i Montevideo.
To mi daje wielką satysfakcję, że dużą część mojego majątku mogłem przekazać dla spraw Polski, dla moich rodaków, dla sprawy Mojej Ojczyzny.
Jestem w stałym kontakcie z wieloma ludźmi i organizacjami polsko-patriotycznymi na całym świecie, które służą Polsce i którym zależy na sprawie Naszej Ojczyzny. Moje oświadczenie przygotowałem specjalnie, gdyż zdaję sobie sprawę, że u podłoża tych wszystkich kłamstw i oszczerstw leży fakt, że jestem Polakiem, patriotą, Katolikiem i że moim działaniem i nieugiętą postawą przeszkadzam pewnym grupom, którym zależy na zniesławieniu nie tylko mnie ale i Narodu Polskiego i dlatego też imają się wszelkich sposobów do swego niegodziwego działania.
Jan Kobylański
Prezes USOPAŁ
Prisimy pisac protesty BRONCIE POLSKI I POLAKOW POLACY RODACY
Ministerstwo Spraw Zagranicznych / Ministry of Foreign Affairs
•Biuro Rzecznika Prasowego MSZ / MFA Press Spokesman
Rzecznik Prasowy: Piotr Paszkowski
Dyrektor Biura: Alicja Rakowska
Kontakty z mediami.
Spokesman for the Minister.
rzecznik@msz.gov.pl
brp.sekretariat@msz.gov.pl
tel. (+48-22) 5239356
fax. (+48-22) 5239099
•Informacja konsularna / Consular Information
Praktyczne informacje dla wyjeżdżających lub przebywających za granicą.
Information for Polish citizens abroad.
tel. (+48-22) 5239451
•Departament Afryki i Bliskiego Wschodu / Department of Africa and the Middle East
Dyrektor: Jacek Chodorowicz
Zastępca Dyrektora: Juliusz Gojło
Zastępca Dyrektora: Maciej Kozłowski
Sprawy dotyczące państw regionu Afryki i Bliskiego Wschodu (z wyłączeniem kwestii wizowych i konsularnych) oraz międzynarodowych organizacji regionalnych: LPA, DA, OKI, SADC, RWPZ, UMA, COMESSA, ECOWAS, COMESA.
Is engaged in Poland ’s policy towards nations of Africa and the Middle East and its cooperation with the said nations, collects information on the political, economic, scientific and cultural situation in particular nations of Africa and the Middle East , is in charge of bilateral consultations and official visits, exercises supervision of the work of Polish diplomatic missions in Africa and the Middle East.
dabw.sekretariat@msz.gov.pl
tel. (+48 22) 5239583
fax (+48 22) 6287819
•Departament Ameryki / Department of the Americas
Dyrektor: Artur Orzechowski
Zastępca Dyrektora: Ewa Kinast
Sprawy dotyczące państw kontynentu amerykańskiego (Ameryka Północna i Południowa z wyłączeniem kwestii wizowych i konsularnych) oraz organizacji regionalnych : OPA, NAFTA, MERCOSUR, FTAA.
Is engaged in Poland ’s policy towards nations of the Americas (South and North America) and its cooperation with the said nations, collects information on the political, economic, scientific and cultural situation in particular American nations, is in charge of bilateral consultations and official visits, exercises supervision of the work of Polish diplomatic missions in the Americas.
da.sekretariat@msz.gov.pl
tel. (+48 22) 5239270
fax (+48 22) 6226462
•Departament Azji i Pacyfiku / Department of Asia and Pacific Region
Dyrektor: Tadeusz Chomicki
Zastępca Dyrektora: Krzysztof Dobrowolski
Zastępca Dyrektora: Krzysztof Majka
Sprawy dotyczące państw regionu Azji i Pacyfiku (z wyłączeniem kwestii wizowych i konsularnych) oraz międzynarodowych organizacji regionalnych: ASEAN, APEC, ASEM, ARF, KNPN, KEDO i innych.
Is engaged in Poland ’s policy towards nations of Asia and the Pacific region and its cooperation with the said nations, collects information on the political, economic, scientific and cultural situation in particular nations of Asia and the Pacific region, is in charge of bilateral consultations and official visits, exercises supervision of the work of Polish diplomatic missions in Asia and the Pacific region
dap.sekretariat@msz.gov.pl
tel.: (+48 22) 5239302
fax (+48 22) 5239599
•Departament Europy Środkowej i Południowej / Department of Central and Southern Europe
Dyrektor: Adam Hałaciński
Zastępca Dyrektora: Zbigniew Krużyński
Sprawy dotyczące państw Europy środkowej i południowo-wschodniej.
Is engaged in Poland's policy towards nations of Central and Southern Europe.
desp.sekretariat@msz.gov.pl
tel. (+48 22) 5239251
fax (+48 22) 5239369
•Departament Europy Zachodniej i Północnej / Department of Western and Northern Europe
Zastępca Dyrektora, Kierujący Departamentem: Jacek Bazański
Zastępca Dyrektora: Romuald Szoka
Sprawy dotyczące państw i podmiotów prawa międzynarodowego na obszarze Europy Zachodniej i Północnej.
Is engaged in Poland's policy towards nations and international organisations of Western and Northern Europe.
dezp.sekretariat@msz.gov.pl
tel. (+48 22) 5239757
fax (+48 22) 5239817
•Departament Wschodni / Eastern Department
Dyrektor: Jarosław Bratkiewicz
Zastępca Dyrektora: Anna Kostrzewa
Zastępca Dyrektora: Michał Łabenda
Sprawy dotyczące państw Europy Wschodniej, Azji Środkowej i Kaukazu Południowego oraz Partnerstwa Wschodniego i polityki wschodniej Unii Europejskiej.
Responsible for questions concerning nations of Eastern Europe, Central Asia and Southern Caucasus as well as Eastern Partnership and eastern policy of European Union.
dw.sekretariat@msz.gov.pl
tel. (+48 22) 5238264
fax (+48 22) 5238232
•Departament Dyplomacji Publicznej i Kulturalnej / Department of Public and Cultural Diplomacy
Dyrektor: Aleksandra Piątkowska
Zastępca Dyrektora: Joanna Stachyra
Zastępca Dyrektora: Jacek Multanowski
Realizuje działania mające na celu kształtowanie pozytywnego wizerunku Polski z wykorzystaniem instrumentów dyplomacji publicznej. Zarządza serwisami internetowymi MSZ.
Is in charge of promotion of the Republic of Poland abroad and elaborates appropriate strategies serving that end, encourages contacts with various social groups in foreign countries, focusing on opinion-forming circles, is responsible for creating a positive image of Poland abroad. Manages the MFA's websites.
dprom@msz.gov.pl
ddpk.sekretariat@msz.gov.pl
tel. (+48 22) 5239975
fax (+48 22) 5239898
•Departament Konsularny / Department of Consular Affairs
Dyrektor: Jarosław Czubiński
Zastępca Dyrektora: Joanna Kozińska-Frybes
Zastępca Dyrektora: Włodzimierz Zdunowski
Sprawy konsularne (opieka konsularna, wizy).
Supervises the work of Polish consular offices and officers, ensures protection of Poland ’s rights and interests abroad as well as of those of Polish nationals and legal persons in foreign countries, elaborates guidelines for cooperation with other nations in the field of movement of persons as well as visa, migration and asylum policies, authenticates Polish documents meant for use abroad.
dkp.sekretariat@msz.gov.pl
tel. (+48 22) 5239444
fax (+48 22) 5238872
•Departament Narodów Zjednoczonych i Praw Człowieka / Department of United Nations and Human Rights
Dyrektor: Marcin Nawrot
Zastępca Dyrektora: Marek Kuberski
Współpraca Polski z organizacjami i organami Narodów Zjednoczonych.
Poland ’s cooperation with organizations and organs of the United Nations’ system, ensures assistance to Poland ’s representatives in the disarmament-related work of UN bodies and organizations, handles the issue of Poland ’s participation in peacekeeping operations of the United Nations, coordinates establishment of Poland ’s positions with regard to global problems, deals with cooperation for development.
dsnz@msz.gov.pl
dnzpc.sekretariat@msz.gov.pl
tel. (+48 22) 5239400
fax (+48 22) 6210217
•Departament Polityki Bezpieczeństwa / Department of Security Policy
Dyrektor: Adam Kobieracki
Zastępca Dyrektora: Tomasz Łękarski
Zastępca Dyrektora: Marek Szczygieł
Kwestie dotyczące bezpieczeństwa i obronności Polski.
Deals with security and defense-related issues, with due account of threats posed to security of Poland , attends on the cooperation of the Republic of Poland with NATO, WEU and OSCE, as well as with the European Union with regard to the Common European Security and Defense Policy, assists Poland ’s representatives working on NATO projects, is involved in conventional arms control, assists representatives of the Republic of Poland engaged in pursuit of disarmament initiatives, is responsible for the international cooperation of defense industries
dpb@msz.gov.pl
dpb.sekretariat@msz.gov.pl
tel. (+48 22) 5239205
fax (+48 22) 5238049
•Departament Prawno-Traktatowy / Department of Legal and Treaty Issues
Dyrektor: Remigiusz Henczel
Zastępca Dyrektora: Janusz Łącki
Zastępca Dyrektora: Jacek Such
Umowy międzynarodowe, dla których ministrem właściwym jest Minister Spraw Zagranicznych.
Watches over performance of the minister’s responsibilities ensuing from provisions on international agreements, exercises supervision over the implementation of international agreements concluded by the Republic of Poland , in respect of the minister’s area of responsibility, participates in negotiating international agreements, opines on issues related to public and private international law, keeps an archive of all texts of international agreements and related documents, deals with human rights and ethnic minority-related issues, provides extensive assistance to persons representing Poland before international human rights protection bodies.
dpt@msz.gov.pl
dpt.sekretariat@msz.gov.pl
tel. (+48 22) 5239424
fax (+48 22) 5238329
•Departament Strategii i Planowania Polityki Zagranicznej / Department of Strategy and Foreign Policy Planning
Zastępca Dyrektora: Maciej Pisarski
Otoczenie międzynarodowe, stosunki międzynarodowe oraz główne kierunki aktywności międzynarodowej Polski.
Analyses the international environment of the Republic of Poland, elaborates strategies of Poland ’s activities on the international forum, cooperates with scientific institutions, drafts the minister’s exposés as well as reports setting out main Polish foreign policy objectives for the next year.
dsip@msz.gov.pl
dsppz.sekretariat@msz.gov.pl
tel. (+48 22) 5239051
fax (+48 22) 5238051
•Departament Unii Europejskiej / Department of the European Union
Dyrektor: Artur Harazim
Zastępca Dyrektora: Cyryl Kozaczewski
Zastępca Dyrektora: Arkadiusz Michoński
Kwestie dotyczące Unii Europejskiej.
Poland ’s policy towards European Union.
due@msz.gov.pl
due.sekretariat@msz.gov.pl
tel. (+48 22) 5239175
fax (+48 22) 6210213
•Departament Współpracy Rozwojowej / Department of the Development Co-operation
Dyrektor: Marek Ziółkowski
Zastępca Dyrektora: Mirosław Sycz
Problematyka międzynarodowej współpracy na rzecz rozwoju, obsługa narodowego programu współpracy rozwojowej, współpraca z instytucjami pomocowymi Unii Europejskiej, OECD (DAC) i Systemu Narodów Zjednoczonych.
Foreign assistance that includes development assistance and support for the process of building democracy and a civil society.
dwr@msz.gov.pl
dwr.sekretariat@msz.gov.pl
tel. (+48 22) 5238073
fax (+48 22) 5238074
•Departament Współpracy z Polonią / Department of the Co-operation with Polish Diaspora
Dyrektor: Wojciech Tyciński
Zastępca Dyrektora: Marta Sęk-Spirydowicz
Polityka wobec Polonii i Polaków za granicą oraz ochrona praw mniejszości polskich i Polonii. Koordynacja realizacji Rządowego Programu Współpracy z Polonią i Polakami za Granicą oraz Ustawy o Karcie Polaka
Policy towards the Polish Diaspora and Poles abroad as well as protection of the rights of Polish Diaspora and Polish minorities. Co-ordination of the Polish Diaspora Programme and the implementation of the Card of the Pole Act.
dwp@msz.gov.pl
dwp.sekretariat@msz.gov.pl
tel. (+48 22) 5239441
fax (+48 22) 5238029
•Departament Zagranicznej Polityki Ekonomicznej / Department of Foreign Economic Policy
Dyrektor: Wojciech Ponikiewski
Zastępca Dyrektora: Grzegorz Gawin
Tworzenie założeń zagranicznej polityki ekonomicznej RP oraz sprawy związane z członkostwem RP w OECD, Światowej Organizacji Handlu, Banku Światowym, Międzynarodowym Funduszu Walutowym, Europejskim Banku Inwestycyjnym i Europejskim Banku Odbudowy i Rozwoju.
Works out guidelines for Poland ’s external economic policy, analyses main problems and trends in international economic relations, evaluates the economic security of the Republic of Poland, participates in projects undertaken in connection with Poland ’s membership of the Organization for Economic Cooperation and Development, and of the World Trade Organization.
dzpe@msz.gov.pl
dzpe.sekretariat@msz.gov.pl
tel. (+48 22) 5238522
fax (+48 22) 5239149
•Protokół Dyplomatyczny / Diplomatic Protocol
Dyrektor: Mariusz Kazana
Zastępca Dyrektora: Małgorzata Łatkiewicz-Pawlak
Zastępca Dyrektora: Janusz Niesyto
Sprawy dotyczące korpusu dyplomatycznego akredytowanego w Polsce.
Is in charge of visits by heads of state and government as well as those by ministers of foreign affairs, makes arrangements for audiences of foreign diplomats accredited to Poland with Polish top-level state officials, makes arrangements for and provides catering services to diplomatic functions, handles accreditation and exequatur of representatives of foreign states to Poland , watches over the observance of diplomatic and consular privileges and immunities.
protokol@msz.gov.pl
pd.sekretariat@msz.gov.pl
tel. (+48 22) 5239220
fax (+48 22) 5239617
•Biuro Archiwum i Zarządzania Informacją / Bureau of Archives and Information Managment
Dyrektor: Łukasz Lutostański
Zastępca Dyrektora: Małgorzata Mroczkowska
Klasyfikacja, gromadzenie, ewidencjonowanie, opracowywanie, przechowywanie i udostępnianie materiałów archiwalnych MSZ. Gromadzenie, analiza, zarządzanie informacją.
Keeps and allows access to the ministry’s archival resources, prepares historical documentation for the ministry, establishes principles governing circulation of unclassified documents, makes subscriptions for foreign press. Is in charge of the system of storing, processing and circulating information within the Ministry and in Polish diplomatic missions, prepares and disseminates information on Poland ’s foreign policy.
bazi.sekretariat@msz.gov.pl
tel. (+48 22) 5238633
fax (+48 22) 5239823
•Biuro Bezpieczeństwa Dyplomatycznego / Bureau of Diplomatic Security
Dyrektor: Grzegorz Poznański
Zastępca Dyrektora: Artur Nowak
bbd.sekretariat@msz.gov.pl
tel. (+48 22) 5239487
fax (+48 22) 5239819
•Biuro Dyrektora Generalnego / Bureau of the Director-General
Dyrektor: Marzena Krulak
Pełnomocnik Ministra ds. Informatyzacji MSZ: Marek Michalewski
Obsługa Dyrektora Generalnego, organizacja pracy w Ministerstwie oraz na placówkach zagranicznych.
Attends on the Director-General of the foreign service, supervises organization and functioning of both the ministry and Poland ’s foreign missions.
bdg@msz.gov.pl
bdg.sekretariat@msz.gov.pl
tel. (+48 22) 5239787
fax (+48 22) 5238139
•Biuro Finansów / Bureau of Finances
Dyrektor: Michał Radlicki
Zastępca Dyrektora: Elżbieta Kalbarczyk-Chochół
Zastępca Dyrektora: Bogusław Nowakowski
Budżet resortu oraz sprawy finansowe placówek zagranicznych.
Manages the finances of the MFA and Polish missions abroad.
bf.sekretariat@msz.gov.pl
tel.: (+48 22) 523 9700
fax (+48 22) 621 0317
•Biuro Informatyki i Telekomunikacji / Information Technology and Telecommunication Bureau
Dyrektor: Zbigniew Powałka
Zastępca Dyrektora: Dariusz Matysek
Zastępca Dyrektora: Grzegorz Pachulski
Zastępca Dyrektora: Dariusz Toruń
bit.sekretariat@msz.gov.pl
tel. (+48 22) 5239471
fax (+48 22) 6290287
•Biuro Infrastruktury / Bureau of Infrastructure
Koordynator: Andrzej Niedźwiecki
Infrastruktura i inwestycje Ministerstwa oraz placówek zagranicznych.
Infrastructure and investments of the MFA and Polish missions abroad.
bi.sekretariat@msz.gov.pl
tel. (+48 22) 523 8462
fax (+48 22) 523 9789, 621 0317
•Biuro Kontroli i Audytu / Bureau of Control and Audit
Dyrektor: Witold Spirydowicz
Zastępca Dyrektora: Ewa Pietruszko
bka.sekretariat@msz.gov.pl
tel. (+48 22) 5238543
fax (+48 22) 5238545
•Biuro Pełnomocnika do spraw postępowań przed międzynarodowymi organami ochrony praw człowieka
Dyrektor: Jakub Wołąsiewicz
Postępowania przed Europejskim Trybunałem Praw Człowieka, Komitetem Praw Człowieka, Komitetem Przeciwko Torturom, Komitetem do spraw Likwidacji Dyskryminacji, prawne aspekty międzynarodowej ochrony praw człowieka oraz upowszechnianie wiedzy dotyczącej międzynarodowych systemów ochrony praw człowieka.
bpopc.sekretariat@msz.gov.pl
tel. (+48 22) 5238164
fax (+48 22) 5239512
•Biuro Pełnomocnika do spraw Ochrony Informacji Niejawnych
Dyrektor: Monika Sudar
Zastępca Dyrektora: Maciej Kozakiewicz
bpoin.sekretariat@msz.gov.pl
tel. (+48 22) 5239216
fax (+48 22) 6286313
•Biuro Prawne i Zamówień Publicznych / Bureau of Legal Affairs and Public Tender
Dyrektor: Przemysław Czyż
Zastępca Dyrektora: Sebastian Szaładziński
Prace legislacyjne, obsługa prawna Ministerstwa oraz postępowania o udzielenie zamówień publicznych w MSZ.
bpzp.sekretariat@msz.gov.pl
tel. (+48 22) 5239787
fax (+48 22) 5238139
•Biuro Spraw Osobowych i Szkolenia / Bureau of Human Resources and Training
Dyrektor: Beata Brzywczy
Zastępca Dyrektora: Ilona Węgłowska
Zastępca Dyrektora: Małgorzata Banat-Adamiuk
Zastępca Dyrektora: Roman Kowalski
Zastępca Dyrektora: Mariusz Tomaszewski
Sprawy dotyczące kwestii kadrowych (aplikacje, praktyki) oraz szkoleniowych.
biuro.szkolenia@msz.gov.pl
bsos.sekretariat@msz.gov.pl
tel. (+48 22) 5239231
fax (+48 22) 5239763
•Sekretariat Ministra / Secretariat of the Minister
Dyrektor: Cezary Król
Zastępca Dyrektora: Michał Miarka
Powadzi sprawy związane z działalnością MSZ, zapewnia obsługę Ministra w zakresie jego współpracy z Prezydentem RP, Sejmem i Senatem, Prezesem i członkami Rady Ministrów, Najwyższą Izba Kontroli oraz innymi organami administracji rządowej, samorzadu terytorialnego, partiami politycznymi, instytucjami, stowarzyszeniami i innymi organizacjami; prowadzi sprawy dotyczące patronatów i zaproszeń skierowanych do Ministra Spraw Zagranicznych.
Renders services to the minister pertaining to his cooperation with public administration bodies, provides secretarial and clerical attendance on the ministry’s leadership, is in charge of the minister’s agenda, coordinating his visits and appointments.
sekretariat.ministra@msz.gov.pl
sm.sekretariat@msz.gov.pl
tel. (+48 22) 5239201
fax (+48 22) 6257652
•Zarząd Obsługi
Dyrektor: Artur Szczepaniec
Zastępca Dyrektora: Krzysztof Cieślak
Zastępca Dyrektora: Małgorzata Tyszkiewicz-Adamczyk
zo.sekretariat@msz.gov.pl
tel.: (+48 22) 5239659
fax: (+48 22) 6283363
-----------------------------
Kancelaria Prezesa Rady Ministrów
00-583 Warszawa, Al. Ujazdowskie 1/3
tel.: 022 6946000
faks: 022 6252637
Dziennik Podawczy
00-582 Warszawa, Al. J.Ch. Szucha 14
(w godz. 815 - 1615)
Centrum Informacyjne Rządu
tel.: 022 6947528; 6946983
faks: 022 8403810
Akredytacje dziennikarskie przyjmuje sekretariat CIR
tel.: 022 6946102, 6946106, 6947072
faks: 022 6284821, 6252872
Kontakt za pośrednictwem poczty elektronicznej
e-mail: cirinfo@kprm.gov.pl
przeznaczony do przesyłania pytań od dziennikarzy mediów ogólnopolskich
e-mail: cirmedia@kprm.gov.pl
przeznaczony do przesyłania pytań od dziennikarzy mediów regionalnych i lokalnych
e-mail: infolex@kprm.gov.pl
przeznaczony do przesyłania pytań dotyczących projektów aktów prawnych
e-mail: infoobywatel@kprm.gov.pl
przeznaczony do przesyłania wszelkich pytań, sugestii i propozycji od obywateli


Najwiekszy Przywodca Polonii Jan Kobylanski USOPAL.COM vs Minister Radoslaw Sikorski.
Kolejna rozprawa dotycząca oszczerstw wobec Jana Kobylańskiego
prof. dr hab. Jerzy Robert Nowak (2009-05-08)
Aktualności dnia
słuchajzapisz
przedstawicieli, jak choćby Jana Kobylańskiego, prezesa Unii Stowarzyszeń i Organizacji Polskich w Ameryce Łacińskiej. Do takich wniosków doszli uczestnicy XIII Forum Polonijnego w Toruniu. Zwieńczeniem trzydniowego zjazdu było odsłonięcie popiersia gen. Augusta Emila Fieldorfa "Nila", który ufundowała Polonia z Wielkiej Brytanii. Forum zorganizowały Wyższa Szkoła Kultury Społecznej i Medialnej oraz Polskie Stowarzyszenie Morskie-Gospodarcze im. Eugeniusza Kwiatkowskiego.
Jan Kobylański, prezes USOPAŁ, ze względów zdrowotnych nie mógł przybyć na spotkanie z przedstawicielami środowisk polskich z całego świata. Reprezentowali go wiceprezes Anna Sztaba i Leonor Adami, dyrektor ds. publicznych i administracji USOPAŁ. List od prezesa odczytał płk Leopold Biłozur, prezes Związku Polskich Kombatantów w Argentynie. Kobylański podkreślał w nim doniosłe znaczenie współpracy USOPAŁ z Radiem Maryja, Telewizją Trwam i WSKSiM, które są "ogniwami prawdy i polskości". "Dzięki tym dziełom wielu Polaków rozsianych po całym świecie ma łączność z Ojczyzną każdego dnia. To wielka praca, Ojcze Dyrektorze" - napisał Jan Kobylański. Prezes poinformował również o tym, że USOPAŁ ufundowała stypendia dla dwudziestu studentów WSKSiM.
Do trudnej sytuacji Polski i braku szacunku jej najwyższych władz dla Polonii z Ameryki Łacińskiej nawiązał prof. Jerzy Robert Nowak, który poprosił uczestników sesji o poparcie apelu do Radosława Sikorskiego, ministra spraw zagranicznych, by ten przeprosił Kobylańskiego za liczne oszczerstwa wysuwane pod jego adresem w książce "Strefa zdekomunizowana". Sygnatariusze tego listu "protestują przeciwko skrajnym przykładom lekceważenia, dyskryminowania, a nawet próbom poniżania zasłużonych przywódców polonijnych przez wpływowe osoby z kręgów rządzących w Polsce". I żądają jak najszybszego odwołania przez ministra Sikorskiego oszczerstw i kłamstw godzących w dobre imię prezesa USOPAŁ. "Radosław Sikorski powinien jak najszybciej przeprosić prezesa Kobylańskiego za swe niewybredne, agresywne określenia rzucane pod jego adresem. Tego wymagają interesy Polski" - odczytał list prof. Nowak.
Do apelu przyłączył się kpt. ż.w. Zbigniew Sulatycki, który przybył do Torunia zaraz po uroczystości przyjęcia go w poczet kawalerów Zakonu Bożogrobców. Mówił o dyskryminowaniu Polonii z Ameryki Łacińskiej przez władze Rzeczypospolitej Polskiej. - Obecnie MSZ robi wszystko, by skłócić mieszkających tam Polaków.- zauważył kpt. Sulatycki.
Jednym z gości spotkania był Marian Kurzac, prezes Stowarzyszenia Juventus z Brazylii, który na antenie Radia Maryja informował o dyskryminowaniu jego stowarzyszenia przez ministerstwo spraw zagranicznych. - Nie mamy żadnej pomocy ze strony polskiego rządu. Działamy sami, na własny koszt. Zamiast pomóc, polskie władze nam przeszkadzają. Dlatego, że pracujemy dla Polski, Polonii i w imię Polski, dostajemy "po nosie" - mówił prezes Juventusu. - Znajdujemy się na czarnych listach Radosława Sikorskiego. Nie wiemy, dlaczego. Jeśli chodzi o jakiekolwiek polskie święta, to konsulaty nie mogą nas zapraszać. Nie mają z nami żadnych kontaktów, a to dlatego, że jesteśmy zjednoczeni w jednej organizacji - USOPAŁ. Trwa to już od roku. Placówki dyplomatyczne chciałyby z nami współpracować, lecz jest to zabronione - podkreślił Marian Kurzac.
Szczególne poruszenie wśród uczestników Forum wywołał dramatyczny list inż. Jerzego Skoryny, wielkiego patrioty i działacza polonijnego z Meksyku. Poinformował on o swoim wielkim żalu z powodu marnotrawienia przez obecne władze Polski całego wspaniałego dorobku pokolenia okresu międzywojennego. Pismo zaprezentował prof. Zdzisław Ryn, były ambasador w Argentynie. "Teraz szykuje się nowy zamach na Polskę. Jej wrogowie chcą zrabować naszą walutę - złotówkę, zniewalając nas euro. Cały Naród Polski musi bronić mojej waluty, jaką jest złotówka. Pytam się, co zrobiono z moim przemysłem, marynarką, lotnictwem, Centralnym Okręgiem Przemysłowym i kolejnictwem? Coście zrobili z moją Ojczyzną? Gdzie są dobra mojego pokolenia międzywojennego?" - pytał dramatycznie w swoim liście Skoryna.
Na spotkaniu nie zabrakło polityków wspierających środowiska polskie za granicą. Obecni byli m.in. senatorowie PiS: Ryszard Bender, Czesław Ryszka, Zdzisław Pupa, Waldemar Kraska, posłowie: Joachim Brudziński, Arkadiusz Mularczyk, Anna Sobecka, Jan Szyszko, Zbigniew Ziobro, oraz europarlamentarzyści: Urszula Krupa, Marcin Libicki i Witold Tomczak. Na Forum przybył także ks. infułat Ireneusz Skubiś, redaktor naczelny tygodnika "Niedziela".
List od przewodniczącego Przemysława Gosiewskiego w imieniu Klubu Parlamentarnego PiS odczytała poseł Izabela Kloc. Szef klubu zapewniał o szczególnym zainteresowaniu jego partii sprawami Polonii. "Polacy mieszkający za granicą są wielkimi ambasadorami naszego kraju. Polacy, którym przyszło żyć poza ojczyzną, z dala od swoich rodzinnych stron, są ważną częścią polskiego społeczeństwa" - zapewnił Gosiewski.
Uczestnicy Forum Polonijnego złożyli w sobotę hołd Janowi Pawłowi II podczas uroczystej Mszy Świętej pod przewodnictwem ks. bp. Antoniego Pacyfika Dydycza OFM Cap., ordynariusza drohiczyńskiego. Z kolei wczoraj na dziedzińcu Domu Słowa odsłonięto popiersie gen. Augusta Emila Fieldorfa "Nila", którego dokonała jego córka - Maria Fieldorf-Czarska wraz z fundatorką monumentu Elżbietą Kasprzycką. Ojciec doktor Krzysztof Bieliński CSsR, rektor WSKSiM, zaznaczył podczas przemówienia, że postać tego jednego z najwybitniejszych żołnierzy Polski Podziemnej jest wspaniałym przykładem patriotyzmu i wzorcem do naśladowania dla naszej młodzieży.
Jacek Dytkowski
"Nasz Dziennik"
OŚWIDCZENIE PREZESA JANA KOBYLAŃSKIEGO
Napisał Jan Kobylański
OŚWIDCZENIE PREZESA JANA KOBYLAŃSKIEGO W SPRAWIE OPUBLIKOWANEGO KOLEJNEGO OSZCZERSTWA W GAZECIE WYBORCZEJ W DNIU 27.03.09
W odniesieniu do opublikowanego w Gazecie Wyborczej 27.03.09, kolejnego oszczerstwa na moją osobę, chcę oświadczyć co następuje:
1. W fałszywce rzekomego doniesienia MSW Paragwaju napisano, że w czasie II wojny światowej mieszkałem w Austrii i we Włoszech. (Osoby, które napisały to kłamstwo udowodniły swoją głupotę i nieznajomość faktów. W całej, liczącej tysiące stron dokumentacji, dotyczącej mojej osoby, można znaleźć następujące fakty: kiedy rozpoczęła się II Wojna Światowa miałem 16 lat i mieszkałem w Równem na Wołyniu i potem przez 3 lata mieszkałem w Warszawie, gdzie studiowałem w tajnym liceum prywatnym Zaorskiego- zakazanym przez Niemców. Mając 20 lat zostałem aresztowany przez Gestapo i jako więzień polityczny byłem więziony w suterenach w znanym więzieniu Pawiaku.
Stamtąd zostałem przewieziony do Auschwitz gdzie mi wytatuowano na ramieniu numer: 156228. Potem w różnych transportach przewożono mnie do innych obozów. W kwietniu 1945 roku zostałem uwolniony przez wojska alianckie ze znanego obozu koncentracyjnego Dachau pod Monachium w Niemczech. Po uwolnieniu z obozu, jako wolny człowiek pracowałem ciężko i uczciwie i zawsze walczyłem w imię moich przekonań patriotycznych, katolickich i polskich.
Z całego tego okresu wojennego posiadam dokumenty z między narodowej organizacji Czerwonego Krzyża ze Szwajcarii, które są publicznie znane i które w swoim czasie zostały wysłane bezpośrednio z Czerwonego Krzyża do Ministerstwa Spraw Zagranicznych.
Trudno zrozumieć, jak można było posunąć się do wypisywania takich kłamstw i bzdur, że podczas II Wojny Światowej mieszkałem w Austrii i we Włoszech. Jedynie osoba z chorą mentalnością może wymyślać i wypisywać takie bzdury i idiotyczne kłamstwa. Poza tym w fałszywce, drukowanej w „Gazecie Wyborczej” podano, że w roku 1953 miałem 44 lata, Znaczyłoby to, że dziś miałbym ponad 100 lat- urodziłem się w 1923 roku w Równem.)
2. W fałszywce napisano, że posiadałem jakoby paszport polski i go używałem nadal w roku 1953. Ja nigdy po roku 1952 nie posługiwałem się, ani w Ameryce Południowej, ani na całym świecie polskim paszportem wydanym przez komunistyczny rząd okupacyjny. Po 1990 roku potwierdziłem moje polskie obywatelstwo i otrzymałem nowy paszport polski, kiedy już Polska miała tak zwane rządy demokratyczne; Sejm i Senat.
3. Z całkowitą fantazją graniczy stwierdzenie, jakobym rozpoczął działalność handlową na rachunek Związku Sowieckiego. Moje przekonania nigdy się nie zmieniły. Zawsze byłem polskim patriotą i ze względu na okupacje Polski przez komunistów nie wróciłem do Ojczyzny.
4. Kolejną absurdalną fantazją jest, że otrzymywałem kredyty na setki milionów lirów.
5. Rekordy nonsensu popełnił autor fałszywki twierdząc, że rzekomo zapłaciłem innym agentom sowieckim 300 tysięcy dolarów. Nigdy w moim życiu nie usłyszałem równie wielkiej bzdury, sugerującej jakoby agenci płacili swoim szefom tak wielkie wręcz astronomiczne sumy. Jak wiem, normalnie jest akurat na odwrót. W dniu dzisiejszym możemy sobie tylko wyobrazić ile by dziś wynosiło 300 tysięcy dolarów. Dziś stanowiłoby to sumę równowartości 10 milionów dolarów. Piszę to, aby lepiej uwidocznić rozmiary tego kłamstwa.
6. Milenko Timich był Jugosłowianinem, uchodźcą politycznym, kapitanem w wojsku regularnym jugosłowiańskim jeszcze podczas panowania monarchii w Jugosławii. Był jednym z pomocników Generała Mihailovica, który walczył w Jugosławii przeciwko Niemcom i potem przeciwko komuniście TITO. Generał Mihailovic jest znaną osobistością z II Wojny Światowej. Był sojusznikiem Anglików i Aliantów. Ze względu na swoje własne interesy niesłusznie i podstępnie wydali go komunistom, którzy go rozstrzelali w Jugosławii.
Wraz z innymi pomocnikami Generała Mihailovica, kapitan Timich został uwięziony. Sowieci zawieźli go do Moskwy a tam zamknęli w okropnym więzieniu Łubiance znanym na całym świecie.
Po jakimś czasie udało mu się uciec. Przez Turcję dotarł do Włoch gdzie jako uchodźca polityczny był znany wśród wszystkich uchodźców jugosłowiańskich i uznawany za bohatera jako współpracownik zamordowanego Generała Mihailovica.
Timich około roku 1950 rozpoczął pracę jako mój pracownik, jeden z sekretarzy, w Mediolanie oraz licznych firmach jakie w tym czasie posiadałem. Potem przyjechał do Paragwaju gdzie przez jakiś czas pracował ze mną i ze względów osobistych rozstaliśmy się i zakończyliśmy naszą współpracę. Timich ożenił się z Niemką i wyemigrował do Brazylii.
7. Z fałszywki wynika, że rząd austriacki wydał rozporządzenie aresztowania mnie. Po raz kolejny autor fałszywki kłamiąc, obnaża swoją głupotę. To kolejny absurdalny wymysł. Przez ostatnie 50 lat prawie każdego roku podróżowałem i podróżuje do Austrii ponieważ bardzo lubię austriackie i węgierskie operetki. Zawsze zatrzymywałem się w luksusowych i znaczących hotelach pięciogwiazdkowych i najbardziej znanych w Wiedniu takich jak: SACHER, HILTON, EXCELSIOR, ASTORIA co łatwo można sprawdzić. Po raz kolejny autor podkreśla swoją głupotę. Jeśli byłbym podejrzany o przestępstwa, to czyż przez 50 lat władze austriackie nie zareagowałyby na moją obecność w ich kraju?
8. Kompletną bzdurą jest twierdzenie, że prowadziłem nieczysty handel- kontrabandę z Włoch do Paragwaju i że niby prowadziłem handel bronią, narkotykami i fałszywymi paszportami.
9. W owej fałszywce napisano, że posiadałem fałszywy paszport panamski. Jest to absurdalnym kłamstwem. Owszem byłem ożeniony z Panamką, bratanicą Prezydenta Panamy- Arias jednak panamskiego paszportu nigdy nie miałem. To wszystko można sprawdzić bardzo łatwo.
10. Kolejnym kłamstwem jest stwierdzenie, że wymieniona fałszywka została jakoby podpisana przez Prokuratora Generalnego Republiki Austrii. Nie podano nawet nazwiska tego prokuratora. Jest to swego rodzaju ukoronowaniem poprzednich dziesięciu kłamstw.
11. Oskarżająca mnie fałszywka została rzekomo sporządzona w 1953 r., jak to się akcentuje w tym jakoby rządowym dokumencie. Według fałszywki miałem w 1953 roku rzekomo 44 lata. Osoba, która to stwierdziła „popisała się” nadzwyczajną to nieznajomością najprostszych zasad matematyki pisząc, zaraz po doniesieniu, że mam 44 lata- urodziłem się w 1923 roku. W 1953 roku miałem 30 lat. Gdybym w 1953 roku miał 44 lata dziś miałbym już ponad 100!!
12. Kolejnym kłamstwem jest to, że byłem jakoby ożeniony ze szczupłą blondynką, rozwódką, etc. Jest to kolejne głupstwo, bardzo łatwe do sprawdzenia. Ożeniłem się tylko jeden raz w moim życiu. Miało to miejsce w Urugwaju z M. Arias, konsul panamską w Urugwaju, bratanicą Prezydenta Panamy Arias, córką mojego osobistego przyjaciela. Idąc śladem „doniesienia” odkrywam kolejną fantazję: że jakoby odwiedzałem bardzo często lokal „ El Pais”. Nigdy o takim lokalu w moim życiu nie słyszałem.
Prawdą jest, że do Paragwaju przyjechałem na podpisany kontrakt z rządem Paragwajskim, którego przedstawicielem był Dr. R.L. Petit, który podpisał kontrakt ze mną jak i z innymi siedmioma przedsiębiorcami i przemysłowcami (którzy podpisali kontrakty w Rzymie, Wiedniu, Paryżu i Mediolanie.) Kiedy przyjechaliśmy do Paragwaju na kontrakty w 1952 roku, Dr. R.L.Petit niestety już nie był ministrem i pełnił w tym czasie już inną funkcję rządową.
W fałszywce jest napisane, że ja przywiozłem ze sobą samochody. Jest tu mała cząstka prawdy w całej fałszywce, oczywistym jest, że każdy z nas przywiózł ze sobą samochody prywatne, meble etc. Przywiozłem ze sobą nowy samochód marki BUICK model 1951, z rejestracją USA B.S. 5545 y także LAND ROVERA model 1951 numer 1455.
W tym czasie taki samochód jak BUICK był samochodem luksusowym, który możemy porównać, że dziś by kosztował 100 tysięcy dolarów i jeszcze JEEP LAND ROVER ( najlepszy jaki jest) i oczywistym jest, że właścicielem takich pojazdów mogła być tylko osoba majętna.
Poza tym kupiłem 54 hektary przy alei Madame Lynch. W dniu dzisiejszym ta posiadłość, która w tamtym okresie czasu była największą w Asuncion (Paraguay) , dla porównania kosztowałaby wiele dziesiątek milionów dolarów. Kupiłem wtedy tą nieruchomość, aby stworzyć tam podobne przedsiębiorstwa, jak te, które miałem we Włoszech. W kraju południowoamerykańskim panowała bardzo wielka niestabilność ekonomiczna i polityczna. Niestety, będąc jeszcze w Europie o tej sytuacji nie wiedzieliśmy. Zrozumiałym jest, że tak ja jak i reszta siedmiu przemysłowców przywieźliśmy ze sobą duży kapitał. Wszyscy z nas byli ludźmi zamożnymi. Ze względu na tę niestabilność, niestety nie udało się zrealizować zamierzonych celów. Widząc tą sytuację ekonomiczno-polityczną, starałem się w miarę możliwości uratować moje interesy i mój kapitał. W Paragwaju posiadałem wiele firm handlowych i przemysłowych, wśród których były między innymi: LUX, METRO, LA CAPITAL, PARAPOL i wiele innych firm importujących, eksportujących i produkujących.
Wśród siedmiu przedsiębiorców, którzy przybyli wraz ze mną do Paragwaju, był Austriak FOGEL, który przyjechał wraz ze swoją rodziną, która mieszka w Paragwaju po dziś dzień. Fogel prowadził produkcje konserw etc. Kiedy przyjechał do Paragwaju przywiózł ze sobą swoje prywatne auto marki MAYBACH, jeden z najlepszych samochodów niemieckich, który i na dzień dzisiejszy kosztuje więcej jak milion dolarów.
Tak samo zrobili pozostali: Hrabia TALLIA FERI z Mediolanu, generał PIVONA z Rzymu i Doktor PITO z Francji, który w Paragwaju rozpoczął produkcję oleju rycynowego.
Należałoby pociągnąć do odpowiedzialności osoby, które podały kłamliwe twierdzenia o moich długoletnich przyjaciołach. O ANIBAL MARTINEZ, wysokim urzędniku państwowym czy BARREIRO MAFFIODO, prawniku, a potem wieloletnim paragwajskim ambasadorem i wiceministrem spraw zagranicznych. Poza tym pułkownika Vysokolana nigdy nie znałem, jedynie słyszałem o nim jako słynnym matematyku.
Czując się Polakiem i antykomunistą byłem zaprzyjaźniony z rosyjskimi bohaterami z Białej Armii, którzy walczyli w słynnej Wojnie o Chaco. Przybyli do Paragwaju z Chin. Byli to wojskowi z Armii Carskiej i do Paragwaju przybyli po przegranej wojnie z bolszewikami. Anglicy i alianci, którzy zawarli porozumienie z bolszewikami pozostawili tych wojskowych na pastwę losu. Zajęli oni jednak jako doświadczeni wojskowi wysokie pozycje w armii paragwajskiej podczas Wojny o Chaco. Do tych wojskowych należeli między innymi generałowie Bielajew i Ern, który także był szefem inteligencji rządu paragwajskiego, Generał Zimowski i pułkownik Puszkarewicz- mój wielki przyjaciel i wielu innych. Byłem także zaprzyjaźniony z paragwajskim Generałem Dywizji Demetrio Cardozo, Barrientos (Ministrem Finansów) , Samaniego (Minister Pracy i Polityki Społecznej), Andres Rodriguez, który po upadku dyktatury Stroessnera został Prezydentem Paragwaju. Wśród ambasadorów moim wieloletnim przyjacielem jest Migiel T.Romero, który w czasie swojej wieloletniej pracy dyplomatycznej był między innymi w Watykanie, Urugwaju, Peru. Innymi moimi przyjaciółmi byli: dr Gonzales Maya z Chile i wiceminister spraw wewnętrznych Villate z Paragwaju, a także generał Rojas, Pułkownik Becker (olimpista) i naturalnie Major Białobłocki, który był razem ze mną prezesem i współzałożycielem Związku Polaków w Paragwaju.
W Paragwaju poznałem wiele znanych ludzi handlu, przemysłu, polityki, edukacji. Byłem zaprzyjaźniony z wieloma rodzinami paragwajskimi i w szczególności z Sr.Anibal R.Martinez.
Byłem także sponsorem i przedstawicielem paragwajskiej delegacji olimpijskiej na poszczególne olimpiady: miedzy innymi: Monachium 72, Montreal 76, Seul 88, Barcelona 92 i wielu innych. Został mi wręczony także złoty medal przez ministra spraw wewnętrznych Edgarda Isfrana za współpracę na rzecz Związku Kobiet w Paragwaju (mam dyplom). Otrzymałem także złoty medal od Komitetu Olimpijskiego w Paragwaju i złoty medal z C.P. za współpracę międzynarodową za Zasługi dla Paragwaju.
Byłem wiceprezesem Klubu Piłkarskiego paragwajskiego pierwszej klasy „Club Presidente Hayes” gdzie prezesem był Gen. Cardozo.
Byłem również przyjacielem doktora Vasconsello, który był prawnikiem i politykiem.
W owym donosie zapomniano dopisać, że mój przyjaciel Dr. R.L.Petit był ministrem rządu paragwajskiego kiedy prezydentem był FEDERICO CHAVEZ. Dr.Petit zginął z rąk ludzi Stroessnera podczas jego przewrotu w 1954 tak jak i wielu innych.
Należy dodać w moich wspomnieniach z tego okresu czasu, iż w Paragwaju zdałem sobie sprawę z niestabilności sytuacji ekonomiczno-politycznej w tym kraju i niemożności dotrzymania przez tamtejsze władze podpisanej ze mną umowy handlowej. A przy tym Paragwaj był krajem, mającym tylko dwa i pół miliona ludności na obszarze 406 750 km2, krajem tropikalnym, pozbawionym możliwości komunikacji handlowej z zagranicą. W tej sytuacji postanowiłem nastawić moją działalność na wyjazdy do innych krajów. Po paru latach przeniosłem firmy do Argentyny, Urugwaju, Hiszpanii, Szwajcarii, Niemiec i wielu innych krajów. Moje międzynarodowe firmy handlowe działały razem w aż 45 krajach świata. Dobrze byłoby przytoczyć w tym kontekście takie oto powiedzonko w Paragwaju z tego czasu: „ Jeżeli ktoś przyjeżdża do Paragwaju jako przemysłowiec, żeby tworzyć tam przemysł, to łatwo jest zrobić mały kapitał, trzeba przyjechać z dużym kapitałem.” My wszyscy przemysłowcy, którzy przyjechaliśmy na kontrakty rządowe, niestety po pewnym czasie nie mogliśmy uratować całości naszego kapitału, który wtedy ze sobą przywieźliśmy. To nie była niczyja wina. Taka była sytuacja ekonomiczna i polityczna w Paragwaju i niestety będąc jeszcze w Europie nie mieliśmy informacji o prawdziwym stanie rzeczy.
13. Niezrozumiałym jest fakt podawania w doniesieniu rzekomego mojego adresu w Austrii przy ulicy Maria Teresina Strasie 24 w Wiedniu, skoro ja byłem już ze swoimi samochodami w Paragwaju- jak zostało wcześniej powiedziane w fałszywce. W Wiedniu zatrzymywałem się jedynie w hotelach- co także oświadczyłem wcześniej. Ciekaw jestem jak wymyślono ten adres, skoro jak wcześniej już nadmieniłem, nigdy tam nie miałem ani biur, ani tam nie mieszkałem!
14. Do najbardziej niesamowitych bzdur, zamieszczonych w fałszywce, należą informacje, obnażające wręcz nieznajomość geografii świata, zawartą w rzekomym doniesieniu. Pisze się tam: „Według tłumaczenia paszportu, wydanego przez Międzynarodowy Czerwony Krzyż w Genewie, w Austrii ! (Przecież Genewa jest w Szwajcarii!!!)
Przecież każdy, nawet uczeń ogólniaka, już wie, że Genewa mieści się w Szwajcarii, a nie w Austrii. Skoro zaś prowadziłem interesy we Włoszech, to tam właśnie mogłem załatwić wszelkie formalności, gdyż tam było moje miejsce zamieszkania. Nie wiem, skąd się wzięło u autora fałszywki aż tyle obsesyjnych kłamstw w odniesieniu do mego pobytu w Austrii. Dodajmy, że równocześnie autor fałszywki informuje nas, że otrzymałem wizę od konsula Paragwaju w Genui, a to jest przecież we Włoszech.
15. Całkowicie kłamliwe są zwarte w fałszywce informacje na temat Milenko Timich, który był jugosłowiańskim kapitanem, współpracownikiem generała Mihailovica.
16. Całkowicie nieprawdziwe jest twierdzenie, że Milenko Timich był obywatelem Panamy.
17. Niezgodne z prawdą jest twierdzenie, że miałem bar „La Chinina”. Zupełnie fałszywe jest wyliczanie w moim kontekście nazwisk kilku Rosjan, których nigdy w życiu nie poznałem.
Wszystko to w całości przypomina fałszywkę i wszelką zawartą nieprawdę jest bardzo łatwo udowodnić. Widać, że autor donosu jest stałym czytelnikiem strony internetowej USOPAŁ, gdyż tam wielokrotnie poprzez liczne artykuły udowadniano Gazecie Wyborczej napisaną nieprawdę i kłamstwa bez pokrycia. Na stronie USOPAŁ także wielokrotnie publikowano w oświadczeniach dla ukazania zamieszczonych przez ta gazetę kłamstw informacji, że posiadałem paszport polski. Paszporty polskie otrzymywali Polacy, mający rezydencję za granicą, którzy na przykład prowadzili przedsiębiorstwa czy działalność handlową i nie chcieli wrócić do kraju z oczywistych powodów- okupacji komunistycznej w Polsce. Ja taki paszport otrzymałem z tych samych motywów.
Całość tego jakoby „prawdziwego donosu ministerialnego” przypomina mi o jednym już wcześniej zaistniałym fakcie w niedalekiej przeszłości, kiedy ambasadorem RP w Urugwaju był Jarosław Gugała bardzo znany wśród Polaków jednak jedynie ze swoich haniebnych poczynań. Chodzi tu o wystąpienie Gugały gdzie posadził mnie na podstawie „ważnego” dokumentu o szpiegostwo na rzecz Związku Radzieckiego!
W związku z teatrem Gugały, były Minister, Pan Poseł Antoni Macierewicz wystąpił do Ministerstwa Spraw Zagranicznych o udostępnienie owych dokumentów. Minister Spraw Zagranicznych Pan Adam Rotfeld odpowiedział Ministrowi Macierewiczowi i zacytuję jego treść: „Nawiązując do mojego pisma z 7 bm. w sprawie udostępnienia dokumentacji mającej potwierdzić związki pana Jana Kobylańskiego ze służbami sowieckimi, pragnę uprzejmie poinformować, że kwerenda przeprowadzona w Archiwum MSZ oraz we właściwym merytorycznie Departamencie Konsularnym i Polonii nie wykazała istnienia takich dokumentów”. (29.04.05) Kopia tego pisma jest umieszczona w Książce X-lecia USOPAŁ na stronie 280.
Gugała nie mógł poświadczyć swej wypowiedzi prawdziwymi dokumentami, a jedynie posługując się fałszywkami i to prawdopodobnie „domowej własnej roboty”!
Czyżby notka ambasadora Gugały miała świadczyć, że byłem szpiegiem? Gugała najwyraźniej zapomniał mowy, albo stracił pamięć gdyż do tej pory ani nie przeprosił, ani nie sprostował swoich kłamliwych i bezpodstawnych wypowiedzi publicznych. Niestety nie od dziś taki styl „ dziennikarstwa” króluje w polskich mediach i niestety jest to także styl polskiej dyplomacji. Publiczne działania Gugały urzędnika państwowego, dyplomaty wyglądają jakoby prywatny folwark. Miał on skłonności do plucia kłamstwem i obrzucaniem błotem z prędkością karabinu maszynowego, dla celów zasłonięcia swojej komunistycznej przeszłości. I stało się! Gugała jako „dociekliwy, prawdomówny i wiarygodny” dziennikarz po raz kolejny dopuścił się wierutnego kłamstwa posądzając Ministra Tomaszewskiego, że jakoby był agentem komunistycznym! Dowodem na prawdziwość swojej wypowiedzi podał, że wie bo sam był przy tym jak jakoby Min. Tomaszewski szpiegował! Na tak wybitną „gwiazdorską” wypowiedź musiał zrezygnować z pracy w telewizji. Jednak niedługo po tym Gugała w nagrodę za swoje telewizyjne wystąpienie został wysłany przez swych patronów na „misję specjalną” jako ambasador do Urugwaju.
Takie wymyślane historie to nic nowego. Są nam znane już za epoki hochsztaplera Schnepffa, kiedy to pełnił funkcje ambasadora w Urugwaju, ale nie tylko- także z Kanady i innych części Świata. Dał się poznać także w Kurytybie, Montevideo, a szczególnie w Buenos Aires gdzie wraz ze znanym kapitanem służb specjalnych Włodzimierzem Krzyżanowskim po nocach sprowadzali do Ambasady RP przedzierając się przez żelazny płot osoby oferujące usługi seksualne. Na ich nieszczęście jedna się na tym płocie zawiesiła i trzeba było wzywać pomoc aby ją „ odwiesić”. Skandal z tego incydentu zrobiła żona Ambasadora RP w Buenos Aires w tym okresie czasu Prof. Wróbla u którego gościli w ambasadzie Schnepf i kompania i na tym zabawa się skończyła.
Jest istotnym w tym miejscu przypomnieć o kolejnym bezczelnym oszustwie, które to w obecnych czasach wśród dziennikarzy nazywane jest : „ śledztwem dziennikarskim”. Miało to miejsce w 2004 roku w Urugwaju gdzie zawitał goniec Pana Michnika nijaki Mikołaj Lizut podający się wśród urugwajskiej Polonii jako Stanisław Andrzejewski i nie tylko podając się, ale także wpisując do księgi pamiątkowej ze swoim „ przybranym” na czas podróży imieniem i nazwiskiem. Widać, że bezczelność Gazety Wyborczej nie ma końca. Aby napisać tak fantazyjny artykuł, wcale nie trzeba nikogo wysyłać do Urugwaju, a przecież koszta nie są małe na taką podróż. I cóż wielkiego wyśledził Pan Lizut? Kolejne kłamstwa, kolejne pomówienia i fantazje nie mające końca.
Gorzką prawdą jest, że do tej pory nikt z tych wszystkich kłamców śpiewających kłamstwa na jedna i tą samą nutę nie sprostowali pomówień, swoich kłamliwych wypowiedzi bez pokrycia i nie przeprosili mnie za zniesławienie mojej osoby poprzez te wszystkie kłamliwe publikacje. Seneka mawiał : „czego nie zabrania prawo, zabrania wstyd”. Czyżby ta cała banda już i wstydu nie miała?
Do tej całej brudnej sprawy oszczerstw na temat mojej osoby chce przypomnieć tym łobuzom: pseudo dyplomatom typu „Nikodema Dyzmy”, oszustom, pseudo dziennikarzom i pismom „polskojęzycznym” i ich wspólnikom z kraju i zagranicy jeszcze jedno: mam na imię Jan, będę używać imienia Jan, Janusz, John, Juan, Giovanni, Jean itp. i skrótu JK, aby nie mieli wątpliwości- to zawsze ja- Polak, Katolik, który nigdy nie zmienił nazwiska. Od dziecka moim patronem był i jest Święty Jan. Moje imię tłumaczono z różnych względów praktycznych.
Chciałbym także oświadczyć, że w całym moim życiu nie prowadziłem żadnych nielegalnych interesów, handlu bronią, narkotykami czy fałszywymi paszportami. Nigdy nie byłem oszustem, nie byłem ani posądzony, ani skazany za takie przestępstwa w całym moim życiu ( nie wiem czy moi oszczercy mogą to o sobie powiedzieć?).
W okresie mojego życia byłem: Konsulem Honorowym Paragwaju przez 17 lat w Hiszpanii, Konsulem Honorowym Rzeczpospolitej Polskiej w Urugwaju przez 10 lat, wręczono mi ponad sto różnych odznaczeń państwowych w tym wiele z Polski, dziesiątki odznaczeń i dyplomów za moją pracę społeczną, za moją działalność olimpijską, otrzymałem wiele nagród za moją wieloletnią pracę filatelistyczną. Przez ponad 16 lat byłem prezesem Związku Polaków w Argentynie, aż do 80 roku życia, kiedy to zrezygnowałem z funkcji ze względu na mój wiek. Przez ponad 15 lat jest prezesem i fundatorem Unii Stowarzyszeń i Organizacji Polskich Ameryki Łacińskiej, prezesem Unii Polsko-Urugwajskiej oraz prezesem Stowarzyszenia Im. Marszałka Józefa Piłsudskiego w Urugwaju, których także jestem fundatorem oraz Prezesem Fundacji „Juan Kobylanski” w Argentynie i Montevideo.
To mi daje wielką satysfakcję, że dużą część mojego majątku mogłem przekazać dla spraw Polski, dla moich rodaków, dla sprawy Mojej Ojczyzny.
Jestem w stałym kontakcie z wieloma ludźmi i organizacjami polsko-patriotycznymi na całym świecie, które służą Polsce i którym zależy na sprawie Naszej Ojczyzny. Moje oświadczenie przygotowałem specjalnie, gdyż zdaję sobie sprawę, że u podłoża tych wszystkich kłamstw i oszczerstw leży fakt, że jestem Polakiem, patriotą, Katolikiem i że moim działaniem i nieugiętą postawą przeszkadzam pewnym grupom, którym zależy na zniesławieniu nie tylko mnie ale i Narodu Polskiego i dlatego też imają się wszelkich sposobów do swego niegodziwego działania.
Jan Kobylański
Prezes USOPAŁ
Prisimy pisac protesty BRONCIE POLSKI I POLAKOW POLACY RODACY
Ministerstwo Spraw Zagranicznych / Ministry of Foreign Affairs
•Biuro Rzecznika Prasowego MSZ / MFA Press Spokesman
Rzecznik Prasowy: Piotr Paszkowski
Dyrektor Biura: Alicja Rakowska
Kontakty z mediami.
Spokesman for the Minister.
rzecznik@msz.gov.pl
brp.sekretariat@msz.gov.pl
tel. (+48-22) 5239356
fax. (+48-22) 5239099
•Informacja konsularna / Consular Information
Praktyczne informacje dla wyjeżdżających lub przebywających za granicą.
Information for Polish citizens abroad.
tel. (+48-22) 5239451
•Departament Afryki i Bliskiego Wschodu / Department of Africa and the Middle East
Dyrektor: Jacek Chodorowicz
Zastępca Dyrektora: Juliusz Gojło
Zastępca Dyrektora: Maciej Kozłowski
Sprawy dotyczące państw regionu Afryki i Bliskiego Wschodu (z wyłączeniem kwestii wizowych i konsularnych) oraz międzynarodowych organizacji regionalnych: LPA, DA, OKI, SADC, RWPZ, UMA, COMESSA, ECOWAS, COMESA.
Is engaged in Poland ’s policy towards nations of Africa and the Middle East and its cooperation with the said nations, collects information on the political, economic, scientific and cultural situation in particular nations of Africa and the Middle East , is in charge of bilateral consultations and official visits, exercises supervision of the work of Polish diplomatic missions in Africa and the Middle East.
dabw.sekretariat@msz.gov.pl
tel. (+48 22) 5239583
fax (+48 22) 6287819
•Departament Ameryki / Department of the Americas
Dyrektor: Artur Orzechowski
Zastępca Dyrektora: Ewa Kinast
Sprawy dotyczące państw kontynentu amerykańskiego (Ameryka Północna i Południowa z wyłączeniem kwestii wizowych i konsularnych) oraz organizacji regionalnych : OPA, NAFTA, MERCOSUR, FTAA.
Is engaged in Poland ’s policy towards nations of the Americas (South and North America) and its cooperation with the said nations, collects information on the political, economic, scientific and cultural situation in particular American nations, is in charge of bilateral consultations and official visits, exercises supervision of the work of Polish diplomatic missions in the Americas.
da.sekretariat@msz.gov.pl
tel. (+48 22) 5239270
fax (+48 22) 6226462
•Departament Azji i Pacyfiku / Department of Asia and Pacific Region
Dyrektor: Tadeusz Chomicki
Zastępca Dyrektora: Krzysztof Dobrowolski
Zastępca Dyrektora: Krzysztof Majka
Sprawy dotyczące państw regionu Azji i Pacyfiku (z wyłączeniem kwestii wizowych i konsularnych) oraz międzynarodowych organizacji regionalnych: ASEAN, APEC, ASEM, ARF, KNPN, KEDO i innych.
Is engaged in Poland ’s policy towards nations of Asia and the Pacific region and its cooperation with the said nations, collects information on the political, economic, scientific and cultural situation in particular nations of Asia and the Pacific region, is in charge of bilateral consultations and official visits, exercises supervision of the work of Polish diplomatic missions in Asia and the Pacific region
dap.sekretariat@msz.gov.pl
tel.: (+48 22) 5239302
fax (+48 22) 5239599
•Departament Europy Środkowej i Południowej / Department of Central and Southern Europe
Dyrektor: Adam Hałaciński
Zastępca Dyrektora: Zbigniew Krużyński
Sprawy dotyczące państw Europy środkowej i południowo-wschodniej.
Is engaged in Poland's policy towards nations of Central and Southern Europe.
desp.sekretariat@msz.gov.pl
tel. (+48 22) 5239251
fax (+48 22) 5239369
•Departament Europy Zachodniej i Północnej / Department of Western and Northern Europe
Zastępca Dyrektora, Kierujący Departamentem: Jacek Bazański
Zastępca Dyrektora: Romuald Szoka
Sprawy dotyczące państw i podmiotów prawa międzynarodowego na obszarze Europy Zachodniej i Północnej.
Is engaged in Poland's policy towards nations and international organisations of Western and Northern Europe.
dezp.sekretariat@msz.gov.pl
tel. (+48 22) 5239757
fax (+48 22) 5239817
•Departament Wschodni / Eastern Department
Dyrektor: Jarosław Bratkiewicz
Zastępca Dyrektora: Anna Kostrzewa
Zastępca Dyrektora: Michał Łabenda
Sprawy dotyczące państw Europy Wschodniej, Azji Środkowej i Kaukazu Południowego oraz Partnerstwa Wschodniego i polityki wschodniej Unii Europejskiej.
Responsible for questions concerning nations of Eastern Europe, Central Asia and Southern Caucasus as well as Eastern Partnership and eastern policy of European Union.
dw.sekretariat@msz.gov.pl
tel. (+48 22) 5238264
fax (+48 22) 5238232
•Departament Dyplomacji Publicznej i Kulturalnej / Department of Public and Cultural Diplomacy
Dyrektor: Aleksandra Piątkowska
Zastępca Dyrektora: Joanna Stachyra
Zastępca Dyrektora: Jacek Multanowski
Realizuje działania mające na celu kształtowanie pozytywnego wizerunku Polski z wykorzystaniem instrumentów dyplomacji publicznej. Zarządza serwisami internetowymi MSZ.
Is in charge of promotion of the Republic of Poland abroad and elaborates appropriate strategies serving that end, encourages contacts with various social groups in foreign countries, focusing on opinion-forming circles, is responsible for creating a positive image of Poland abroad. Manages the MFA's websites.
dprom@msz.gov.pl
ddpk.sekretariat@msz.gov.pl
tel. (+48 22) 5239975
fax (+48 22) 5239898
•Departament Konsularny / Department of Consular Affairs
Dyrektor: Jarosław Czubiński
Zastępca Dyrektora: Joanna Kozińska-Frybes
Zastępca Dyrektora: Włodzimierz Zdunowski
Sprawy konsularne (opieka konsularna, wizy).
Supervises the work of Polish consular offices and officers, ensures protection of Poland ’s rights and interests abroad as well as of those of Polish nationals and legal persons in foreign countries, elaborates guidelines for cooperation with other nations in the field of movement of persons as well as visa, migration and asylum policies, authenticates Polish documents meant for use abroad.
dkp.sekretariat@msz.gov.pl
tel. (+48 22) 5239444
fax (+48 22) 5238872
•Departament Narodów Zjednoczonych i Praw Człowieka / Department of United Nations and Human Rights
Dyrektor: Marcin Nawrot
Zastępca Dyrektora: Marek Kuberski
Współpraca Polski z organizacjami i organami Narodów Zjednoczonych.
Poland ’s cooperation with organizations and organs of the United Nations’ system, ensures assistance to Poland ’s representatives in the disarmament-related work of UN bodies and organizations, handles the issue of Poland ’s participation in peacekeeping operations of the United Nations, coordinates establishment of Poland ’s positions with regard to global problems, deals with cooperation for development.
dsnz@msz.gov.pl
dnzpc.sekretariat@msz.gov.pl
tel. (+48 22) 5239400
fax (+48 22) 6210217
•Departament Polityki Bezpieczeństwa / Department of Security Policy
Dyrektor: Adam Kobieracki
Zastępca Dyrektora: Tomasz Łękarski
Zastępca Dyrektora: Marek Szczygieł
Kwestie dotyczące bezpieczeństwa i obronności Polski.
Deals with security and defense-related issues, with due account of threats posed to security of Poland , attends on the cooperation of the Republic of Poland with NATO, WEU and OSCE, as well as with the European Union with regard to the Common European Security and Defense Policy, assists Poland ’s representatives working on NATO projects, is involved in conventional arms control, assists representatives of the Republic of Poland engaged in pursuit of disarmament initiatives, is responsible for the international cooperation of defense industries
dpb@msz.gov.pl
dpb.sekretariat@msz.gov.pl
tel. (+48 22) 5239205
fax (+48 22) 5238049
•Departament Prawno-Traktatowy / Department of Legal and Treaty Issues
Dyrektor: Remigiusz Henczel
Zastępca Dyrektora: Janusz Łącki
Zastępca Dyrektora: Jacek Such
Umowy międzynarodowe, dla których ministrem właściwym jest Minister Spraw Zagranicznych.
Watches over performance of the minister’s responsibilities ensuing from provisions on international agreements, exercises supervision over the implementation of international agreements concluded by the Republic of Poland , in respect of the minister’s area of responsibility, participates in negotiating international agreements, opines on issues related to public and private international law, keeps an archive of all texts of international agreements and related documents, deals with human rights and ethnic minority-related issues, provides extensive assistance to persons representing Poland before international human rights protection bodies.
dpt@msz.gov.pl
dpt.sekretariat@msz.gov.pl
tel. (+48 22) 5239424
fax (+48 22) 5238329
•Departament Strategii i Planowania Polityki Zagranicznej / Department of Strategy and Foreign Policy Planning
Zastępca Dyrektora: Maciej Pisarski
Otoczenie międzynarodowe, stosunki międzynarodowe oraz główne kierunki aktywności międzynarodowej Polski.
Analyses the international environment of the Republic of Poland, elaborates strategies of Poland ’s activities on the international forum, cooperates with scientific institutions, drafts the minister’s exposés as well as reports setting out main Polish foreign policy objectives for the next year.
dsip@msz.gov.pl
dsppz.sekretariat@msz.gov.pl
tel. (+48 22) 5239051
fax (+48 22) 5238051
•Departament Unii Europejskiej / Department of the European Union
Dyrektor: Artur Harazim
Zastępca Dyrektora: Cyryl Kozaczewski
Zastępca Dyrektora: Arkadiusz Michoński
Kwestie dotyczące Unii Europejskiej.
Poland ’s policy towards European Union.
due@msz.gov.pl
due.sekretariat@msz.gov.pl
tel. (+48 22) 5239175
fax (+48 22) 6210213
•Departament Współpracy Rozwojowej / Department of the Development Co-operation
Dyrektor: Marek Ziółkowski
Zastępca Dyrektora: Mirosław Sycz
Problematyka międzynarodowej współpracy na rzecz rozwoju, obsługa narodowego programu współpracy rozwojowej, współpraca z instytucjami pomocowymi Unii Europejskiej, OECD (DAC) i Systemu Narodów Zjednoczonych.
Foreign assistance that includes development assistance and support for the process of building democracy and a civil society.
dwr@msz.gov.pl
dwr.sekretariat@msz.gov.pl
tel. (+48 22) 5238073
fax (+48 22) 5238074
•Departament Współpracy z Polonią / Department of the Co-operation with Polish Diaspora
Dyrektor: Wojciech Tyciński
Zastępca Dyrektora: Marta Sęk-Spirydowicz
Polityka wobec Polonii i Polaków za granicą oraz ochrona praw mniejszości polskich i Polonii. Koordynacja realizacji Rządowego Programu Współpracy z Polonią i Polakami za Granicą oraz Ustawy o Karcie Polaka
Policy towards the Polish Diaspora and Poles abroad as well as protection of the rights of Polish Diaspora and Polish minorities. Co-ordination of the Polish Diaspora Programme and the implementation of the Card of the Pole Act.
dwp@msz.gov.pl
dwp.sekretariat@msz.gov.pl
tel. (+48 22) 5239441
fax (+48 22) 5238029
•Departament Zagranicznej Polityki Ekonomicznej / Department of Foreign Economic Policy
Dyrektor: Wojciech Ponikiewski
Zastępca Dyrektora: Grzegorz Gawin
Tworzenie założeń zagranicznej polityki ekonomicznej RP oraz sprawy związane z członkostwem RP w OECD, Światowej Organizacji Handlu, Banku Światowym, Międzynarodowym Funduszu Walutowym, Europejskim Banku Inwestycyjnym i Europejskim Banku Odbudowy i Rozwoju.
Works out guidelines for Poland ’s external economic policy, analyses main problems and trends in international economic relations, evaluates the economic security of the Republic of Poland, participates in projects undertaken in connection with Poland ’s membership of the Organization for Economic Cooperation and Development, and of the World Trade Organization.
dzpe@msz.gov.pl
dzpe.sekretariat@msz.gov.pl
tel. (+48 22) 5238522
fax (+48 22) 5239149
•Protokół Dyplomatyczny / Diplomatic Protocol
Dyrektor: Mariusz Kazana
Zastępca Dyrektora: Małgorzata Łatkiewicz-Pawlak
Zastępca Dyrektora: Janusz Niesyto
Sprawy dotyczące korpusu dyplomatycznego akredytowanego w Polsce.
Is in charge of visits by heads of state and government as well as those by ministers of foreign affairs, makes arrangements for audiences of foreign diplomats accredited to Poland with Polish top-level state officials, makes arrangements for and provides catering services to diplomatic functions, handles accreditation and exequatur of representatives of foreign states to Poland , watches over the observance of diplomatic and consular privileges and immunities.
protokol@msz.gov.pl
pd.sekretariat@msz.gov.pl
tel. (+48 22) 5239220
fax (+48 22) 5239617
•Biuro Archiwum i Zarządzania Informacją / Bureau of Archives and Information Managment
Dyrektor: Łukasz Lutostański
Zastępca Dyrektora: Małgorzata Mroczkowska
Klasyfikacja, gromadzenie, ewidencjonowanie, opracowywanie, przechowywanie i udostępnianie materiałów archiwalnych MSZ. Gromadzenie, analiza, zarządzanie informacją.
Keeps and allows access to the ministry’s archival resources, prepares historical documentation for the ministry, establishes principles governing circulation of unclassified documents, makes subscriptions for foreign press. Is in charge of the system of storing, processing and circulating information within the Ministry and in Polish diplomatic missions, prepares and disseminates information on Poland ’s foreign policy.
bazi.sekretariat@msz.gov.pl
tel. (+48 22) 5238633
fax (+48 22) 5239823
•Biuro Bezpieczeństwa Dyplomatycznego / Bureau of Diplomatic Security
Dyrektor: Grzegorz Poznański
Zastępca Dyrektora: Artur Nowak
bbd.sekretariat@msz.gov.pl
tel. (+48 22) 5239487
fax (+48 22) 5239819
•Biuro Dyrektora Generalnego / Bureau of the Director-General
Dyrektor: Marzena Krulak
Pełnomocnik Ministra ds. Informatyzacji MSZ: Marek Michalewski
Obsługa Dyrektora Generalnego, organizacja pracy w Ministerstwie oraz na placówkach zagranicznych.
Attends on the Director-General of the foreign service, supervises organization and functioning of both the ministry and Poland ’s foreign missions.
bdg@msz.gov.pl
bdg.sekretariat@msz.gov.pl
tel. (+48 22) 5239787
fax (+48 22) 5238139
•Biuro Finansów / Bureau of Finances
Dyrektor: Michał Radlicki
Zastępca Dyrektora: Elżbieta Kalbarczyk-Chochół
Zastępca Dyrektora: Bogusław Nowakowski
Budżet resortu oraz sprawy finansowe placówek zagranicznych.
Manages the finances of the MFA and Polish missions abroad.
bf.sekretariat@msz.gov.pl
tel.: (+48 22) 523 9700
fax (+48 22) 621 0317
•Biuro Informatyki i Telekomunikacji / Information Technology and Telecommunication Bureau
Dyrektor: Zbigniew Powałka
Zastępca Dyrektora: Dariusz Matysek
Zastępca Dyrektora: Grzegorz Pachulski
Zastępca Dyrektora: Dariusz Toruń
bit.sekretariat@msz.gov.pl
tel. (+48 22) 5239471
fax (+48 22) 6290287
•Biuro Infrastruktury / Bureau of Infrastructure
Koordynator: Andrzej Niedźwiecki
Infrastruktura i inwestycje Ministerstwa oraz placówek zagranicznych.
Infrastructure and investments of the MFA and Polish missions abroad.
bi.sekretariat@msz.gov.pl
tel. (+48 22) 523 8462
fax (+48 22) 523 9789, 621 0317
•Biuro Kontroli i Audytu / Bureau of Control and Audit
Dyrektor: Witold Spirydowicz
Zastępca Dyrektora: Ewa Pietruszko
bka.sekretariat@msz.gov.pl
tel. (+48 22) 5238543
fax (+48 22) 5238545
•Biuro Pełnomocnika do spraw postępowań przed międzynarodowymi organami ochrony praw człowieka
Dyrektor: Jakub Wołąsiewicz
Postępowania przed Europejskim Trybunałem Praw Człowieka, Komitetem Praw Człowieka, Komitetem Przeciwko Torturom, Komitetem do spraw Likwidacji Dyskryminacji, prawne aspekty międzynarodowej ochrony praw człowieka oraz upowszechnianie wiedzy dotyczącej międzynarodowych systemów ochrony praw człowieka.
bpopc.sekretariat@msz.gov.pl
tel. (+48 22) 5238164
fax (+48 22) 5239512
•Biuro Pełnomocnika do spraw Ochrony Informacji Niejawnych
Dyrektor: Monika Sudar
Zastępca Dyrektora: Maciej Kozakiewicz
bpoin.sekretariat@msz.gov.pl
tel. (+48 22) 5239216
fax (+48 22) 6286313
•Biuro Prawne i Zamówień Publicznych / Bureau of Legal Affairs and Public Tender
Dyrektor: Przemysław Czyż
Zastępca Dyrektora: Sebastian Szaładziński
Prace legislacyjne, obsługa prawna Ministerstwa oraz postępowania o udzielenie zamówień publicznych w MSZ.
bpzp.sekretariat@msz.gov.pl
tel. (+48 22) 5239787
fax (+48 22) 5238139
•Biuro Spraw Osobowych i Szkolenia / Bureau of Human Resources and Training
Dyrektor: Beata Brzywczy
Zastępca Dyrektora: Ilona Węgłowska
Zastępca Dyrektora: Małgorzata Banat-Adamiuk
Zastępca Dyrektora: Roman Kowalski
Zastępca Dyrektora: Mariusz Tomaszewski
Sprawy dotyczące kwestii kadrowych (aplikacje, praktyki) oraz szkoleniowych.
biuro.szkolenia@msz.gov.pl
bsos.sekretariat@msz.gov.pl
tel. (+48 22) 5239231
fax (+48 22) 5239763
•Sekretariat Ministra / Secretariat of the Minister
Dyrektor: Cezary Król
Zastępca Dyrektora: Michał Miarka
Powadzi sprawy związane z działalnością MSZ, zapewnia obsługę Ministra w zakresie jego współpracy z Prezydentem RP, Sejmem i Senatem, Prezesem i członkami Rady Ministrów, Najwyższą Izba Kontroli oraz innymi organami administracji rządowej, samorzadu terytorialnego, partiami politycznymi, instytucjami, stowarzyszeniami i innymi organizacjami; prowadzi sprawy dotyczące patronatów i zaproszeń skierowanych do Ministra Spraw Zagranicznych.
Renders services to the minister pertaining to his cooperation with public administration bodies, provides secretarial and clerical attendance on the ministry’s leadership, is in charge of the minister’s agenda, coordinating his visits and appointments.
sekretariat.ministra@msz.gov.pl
sm.sekretariat@msz.gov.pl
tel. (+48 22) 5239201
fax (+48 22) 6257652
•Zarząd Obsługi
Dyrektor: Artur Szczepaniec
Zastępca Dyrektora: Krzysztof Cieślak
Zastępca Dyrektora: Małgorzata Tyszkiewicz-Adamczyk
zo.sekretariat@msz.gov.pl
tel.: (+48 22) 5239659
fax: (+48 22) 6283363
-----------------------------
Kancelaria Prezesa Rady Ministrów
00-583 Warszawa, Al. Ujazdowskie 1/3
tel.: 022 6946000
faks: 022 6252637
Dziennik Podawczy
00-582 Warszawa, Al. J.Ch. Szucha 14
(w godz. 815 - 1615)
Centrum Informacyjne Rządu
tel.: 022 6947528; 6946983
faks: 022 8403810
Akredytacje dziennikarskie przyjmuje sekretariat CIR
tel.: 022 6946102, 6946106, 6947072
faks: 022 6284821, 6252872
Kontakt za pośrednictwem poczty elektronicznej
e-mail: cirinfo@kprm.gov.pl
przeznaczony do przesyłania pytań od dziennikarzy mediów ogólnopolskich
e-mail: cirmedia@kprm.gov.pl
przeznaczony do przesyłania pytań od dziennikarzy mediów regionalnych i lokalnych
e-mail: infolex@kprm.gov.pl
przeznaczony do przesyłania pytań dotyczących projektów aktów prawnych
e-mail: infoobywatel@kprm.gov.pl
przeznaczony do przesyłania wszelkich pytań, sugestii i propozycji od obywateli
Subscribe to:
Posts (Atom)