Sunday, December 6, 2009

Głos Polski pos. Antoni Macierewicz Sprawa Stoczni Polskich (2009-12-03) Felieton

Głos Polski pos. Antoni Macierewicz Sprawa Stoczni Polskich (2009-12-03) Felieton



Głos Polski pos. Antoni Macierewicz Sprawa Stoczni Polskich (2009-12-03) Felieton

słuchaj
zapisz

Tuesday, December 1, 2009

Porady dla Sejmowa Komisja Sledczej Psychika Klamstwa - Lech Bajan z Washington DC

Porady dla Sejmowa Komisja Sledczej Psychika Klamstwa - Lech Bajan z Washington DC

I. KŁAMANIE, PRZECIEK I WSKAZÓWKI KŁAMSTWA.

KŁAMSTWO zwykle ostre wyrażenie moralnego potępienia, którego staramy się uniknąć w uprzejmej rozmowie. Jest ono często zastępowane synonimami, takimi jak fałsz i nieprawda. (The Compact Edition Of The Oxford English Dictionary)

Definiując kłamstwo musimy brać pod uwagę nie tylko kłamcę, ale i okłamywanego. W wypadku kłamstwa okłamywany nie prosi, aby go zmylić, a kłamca nie uprzedził go, że ma zamiar to zrobić.
Dlatego P. Eckman definiuje KŁAMSTWO jako sytuację, w której jedna osoba ma intencję zmylenia drugiej, czyni to rozmyślnie, bez uprzedzenia o posiadaniu takiego zamiaru i bez explicite wyrażonej przez okłamywanego prośby o wprowadzenie go w błąd.

Istnieją dwa podstawowe sposoby kłamania:
1. Ukrywanie ? polega na wstrzymywaniu się od przekazania jakiejś informacji i nie mówieniu niczego nieprawdziwego.




2. Fałszowanie ? wymaga czegoś więcej. Kłamca nie tylko ukrywa prawdziwą informację, ale przekazuje także informację fałszywą, tak jakby była prawdziwa.
Żeby kłamstwo się powiodło, często zachodzi konieczność łączenia ukrywania z fałszowaniem. Czasami jednak kłamca może poprzestać na ukrywaniu.
Zwykle kłamcy, jeśli mogą wybrać formę kłamania, to wolą ukrywać niż fałszować.

Daje im to wiele korzyści. Ukrywanie jest najczęściej łatwiejsze niż fałszowanie. Niczego nie trzeba wymyślać. Nie mając z góry przygotowanego scenariusza, nie narażamy się na wykrycie naszego kłamstwa.
Kłamstwo w postaci ukrywania jest też łatwiejsze do obrony, jeśli zostanie wykryte. Okłamujący nie posuwa się tak daleko, żeby znaleźć się w opałach. Istnieje wiele możliwości do zastosowania wymówek.
Kłamca traci możliwość wyboru między ukrywaniem i fałszowaniem z chwilą, gdy zostanie przez ofiarę sprowokowany do odpowiedzi.


Czasem kłamca ucieka się do fałszowania, nawet jeśli kłamstwo bezpośrednio tego nie wymaga. Postępuje tak, by lepiej ukryć to, co jest ukrywane. Ten rodzaj fałszowania trzeba zastosować, gdy ukrywane muszą być emocje. Łatwo jest ukryć emocję którą słabo doświadczamy, dużo trudniej taką, którą przeżywamy w danym momencie, szczególnie, gdy jest ona silna.


Najlepszym sposobem ukrycia silnych emocji jest maska. Zakrycie ręką twarzy lub jej części, albo odwrócenie się od osoby, z którą rozmawiamy, zwykle kończy się wykryciem kłamstwa. Najlepszą maską jest fałszywa emocja.


Nie każda sytuacja pozwala kłamcy maskować przeżywaną emocję. Istnieją kłamstwa, które wymagają spełnienia znacznie trudniejszego zadania, polegającego na ukrywaniu emocji bez fałszowania. Osoba w takiej sytuacji musi ukryć przeżywaną silnie emocję, bez posługiwania się inną emocją jako maską. Dzieje się tak w sytuacjach, gdzie posłużenie się fałszywą emocją niesie ryzyko zdemaskowania, np. przy grze w pokera.


W innych sytuacjach, każda emocja może być fałszowana za pomocą jakiejkolwiek innej emocji. Najczęściej stosowaną maską jest uśmiech, który jest przeciwieństwem wszystkich negatywnych emocji, takich jak strach, złość, rozpacz, wstręt itp.


Drugim powodem wykorzystywania uśmiechu jako maski jest fakt, że jest ona standardową formą pozdrowienia.


Jeszcze inną przyczyną częstego stosowania uśmiechu jako maski jest to, że uśmiech jest najłatwiej wzbudzić dowolnie, spośród wszystkich wyrazów mimicznych.
Błędy mogą być popełniane w tym, co nazywamy przebiegiem uśmiechów w czasie. Mogą się one pojawiać zbyt szybko, lub zbyt wolno.
Oprócz ukrywania i fałszowania występuje wiele innych sposobów kłamania. Wyróżniamy:
- Fałszywa atrybucja - przyznanie się do przeżywanej emocji, ale fałszywe identyfikowanie jej przyczyny;
- Fałszywa prawdomówność - mówienie prawdy, ale w taki sposób, że ofiara nie wierzy w to, co usłyszała;
- Półprawda - niedomówienie, czyli pominięcie kluczowej informacji, pozwala kłamcy zachować kłamstwo w tajemnicy bez powiedzenia czegoś nieprawdziwego;
- Podstęp błędnego wnioskowania ? mówienie prawdy tak, by wynikało z niej coś przeciwnego;

Wymienia się dwa rodzaje wskazówek kłamstwa:
? PRZECIEK ? kłamca przez pomyłkę ujawnia prawdę. Informuje o tym, co zostało ukryte.
? WSKAZÓWKA FAŁSZU ? zachowanie okłamującego wskazuje, że kłamie on nie ujawniając prawdy. Odpowiada na pytanie, czy ktoś kłamie, ale nie ujawnia, co jest ukrywane.
Zarówno przecieki, jak i wskazówki fałszu są błędami, które nie zawsze występują. Nie wszystkie kłamstwa wychodzą na jaw.

II. DLACZEGO KŁAMSTWA WYCHODZĄ NA JAW?

Błędy, które okłamujący popełnia w trakcie kłamania, popełnia wbrew sobie.
Wskazówką fałszu, lub przecinkiem może być:
1 zmiana wyrazu mimicznego
2. ruch ciała
3. załamanie głosu
4.przełykanie
5. bardzo głęboki lub płytki oddech
6. długie pauzy między słowami
7 przejęzyczenia
8.mikroekspresja twarzy
9. błędnie wykonany gest

Kłamstwa wychodzą na jaw z dwóch powodów:

1 Pierwszy związany jest z myśleniem

3 Drugi związany jest z emocjami

1. ZŁE SCENARIUSZE
Kłamcy nie zawsze przewidują, że będą musieli kłamać. Nie zawsze jest czas na przygotowanie się, powtórzenie i zapamiętanie odpowiedniego scenariusza.
Nawet, jeśli jest dostatecznie dużo czasu i fałszywy scenariusz został szczegółowo obmyślony, kłamca może nie być wystarczająco sprytny, by przewidzieć wszystkie pytania.
Nawet spryt czasem nie jest w stanie uchronić go przed wykryciem kłamstwa, ponieważ zmiany okoliczności mogą zdradzić skądinąd dobry scenariusz.
Zdarza się, że okoliczności nie zmuszają kłamcy do zmiany scenariusz, ale mimo to ma on problemy z przypomnieniem sobie wcześniej obmyślonej wersji, dlatego nie może szybko udzielać trafnych i spójnych odpowiedzi na nowe pytania. Pojawia się wówczas sprzeczność wewnętrzna, albo niezgodność z innymi bezspornymi dowodami, które są znane w chwili kłamania, albo będą znane później.


Niektórzy oszuści, by utrudnić wykrycie kłamstwa celowo popełniają drobne błędy, aby wymyślona przez nich historia nie brzmiała zbyt gładko.
Nieprzygotowanie lub zapomnienie obmyślonego scenariusza może spowodować, że wskazówką kłamstwa będzie to, jak jest on opowiedziany, nawet jeśli nie ma w nim sprzeczności.

2. KŁAMANIE DOTYCZĄCE EMOCJI


Błędy są popełniane również z powodu problemów z ukrywaniem lub fałszowaniem emocji. Próba ukrycia jakiejś emocji w chwili jej przeżywania mogłaby uwidocznić się w słowach, ale z wyjątkiem przejęzyczeń, zwykle żadne takie oznaki nie pojawiają się. Kłamca nie musi opisywać słowami emocji, które przeżywa, jeśli nie występuje u niego pragnienie przyznania się do faktycznie przeżywanego uczucia. Mniejszy wybór ma przy ukrywaniu wyrazów mimicznych, szybkiego oddychania lub napięcia w głosie.
Ludzie nie decydują aktywnie o tym kiedy pojawi się u nich jakaś emocja. Przeciwnie, zwykle doświadczają emocji bardziej pasywnie, jako coś, co się im zdarza. Emocje negatywne, takie jak strach lub złość, mogą wystąpić nawet wbrew ich woli.
Intensywna emocja wyjaśnia, chociaż nie zawsze usprawiedliwia, niewłaściwe zachowania.
Gdy emocja pojawia się raczej stopniowo niż nagle i nie jest zbyt silna, to zmiany w zachowaniu są małe i stosunkowo łatwe do ukrycia, jeśli jesteśmy świadomi naszego stanu emocjonalnego.
Ukrywanie zmian na twarzy, ciele i w głosie wymaga wysiłku. Nawet gdy ukrywanie udaje się i nie wstępują żadne ?przecieki?, czasami sam wysiłek będzie zauważony jako wskazówka fałszu.

3. EMOCJE DOTYCZĄCE KŁAMANIA
Emocje często pojawiają się w związku z kłamstwami, których celem nie było ukrywanie emocji. Gdy już powstaną, muszą być ukryte, jeśli kłamstwo ma się udać. Każda emocja musi być tutaj brana pod uwagę, ale trzy ich rodzaje są najczęściej powiązane z kłamstwem:
a) STRACH PRZED PRZYŁAPANIEM NA KŁAMSTWIE
Ten rodzaj strachu w jego łagodnej formie nie jest destrukcyjny, a może nawet zwiększyć czujność kłamcy. Średnie nasilenie może powodować wystąpienie zmian w zachowaniu, które są możliwe do zauważenia przez wprawną osobę wykrywającą kłamstwo. Gdy u kłamcy występuje stres o dużym natężeniu, następuje to, czego się on obawia.
Na poziom strachu przed przyłapaniem na kłamstwie wpływa:
1.Wiedza kłamcy o umiejętnościach swojej ofiary w zakresie wykrywania kłamstw
2. Osobowość okłamującego. Pewne osoby są szczególnie podatne na przeżywanie strachu przed wykryciem kłamstwa, inni z kolei to urodzeni aktorzy, którzy potrafią umiejętnie kłamać. Tych drugich cechuje: giętki, kombinatoryczny umysł, który pracuje metodą rozkładania idei, pojęć lub słów na czynniki pierwsze, a następnie ponownie je łączy na wiele różnych sposobów.

Najwięksi kłamcy są wielkimi indywidualistami i nastawieni są rywalizacyjnie, niełatwo jest im się przystosować do wielkiej organizacji, lubią pracować na własną rękę. Często są przekonani o wyższości własnych poglądów. W pewien sposób odpowiadają domniemanemu charakterowi samotnego, ekscentrycznego, cygańskiego artysty, tylko sztuka, którą uprawiają, jest inna.


3. Stawka. Istnieje zasada: im większa stawka, tym większy strach przed wykryciem kłamstwa. Stawką w kłamaniu jest czasem nie tylko zdobycie nagrody, ale czasem również uniknięcie kary. Wyróżnia się tu jej 2 rodzaje: kara za przewinienie, dla ukrycia którego zdecydowaliśmy się kłamać i kara za sam fakt okłamania. Zazwyczaj to kłamca zyskuje coś kosztem okłamywanego. Wyjątkiem są kłamstwa altruistyczne, które często mają na celu ochronę okłamywanego.

Poziom odczuwanego podczas kłamania strachu jest większy, gdy
- okłamywany ma reputację osoby, którą trudno wprowadzić w błąd;
- okłamywany staje się podejrzliwy;
- kłamca ma małe doświadczenie i nie ma sukcesów w okłamywaniu;
- kłamca jest szczególnie podatny na strach przed przyłapaniem go na kłamstwie;
- stawki są bardzo wysokie;
- w grę wchodzi zarówno nagroda, jak i kara lub co najmniej kara;
- grozi ciężka kara za przyłapanie na kłamaniu lub za to, czego kłamstwo dotyczy, tak, że kłamca nie jest skłonny przyznać się do winy;
- okłamywany nie odnosi żadnych korzyści z kłamstwa;

b) POCZUCIE WINY Z POWODU OKŁAMANIA
Poczucie winy z powodu okłamania, to emocja , której źródłem jest kłamstwo. Należy ją odróżnić od poczuwania się do winy za to, co jest przedmiotem kłamstwa. Może ono występować z różnym nasileniem. Ekstremalne jego nasilenie może być wielkim cierpieniem, ponieważ narusza podstawowe poczucie własnej wartości. Potrzeba uwolnienia się od tak ciężkiego poczucia winy może motywować do ujawnienia prawdy, pomimo prawdopodobnej kary za popełniony czyn. Gdy ktoś kłamie po raz pierwszy, nie zawsze trafnie przewiduje, jak bardzo może później cierpieć z powodu poczucia winy. W dodatku po upływie pewnego czasu przekonują się, że jedno kłamstwo nie wystarcza. Trzeba je wciąż powtarzać, często uciekając się do nowych kłamstw, by to pierwsze nie wyszło na jaw.
Podobny do poczucia winy jest wstyd, z tą różnicą, że zachodzi on w sytuacji, gdy ktoś inny wie o popełnieniu wykroczenia. Wstyd wymaga dezaprobaty lub ośmieszenia przez innych.
Ludzie czują się mniej winni gdy okłamując tych, których uważają za krzywdzicieli oraz gdy ich ofiary są im mało znane lub całkowicie anonimowe.
Dla większości ludzi samoobwinianie jest toksycznym doświadczeniem, dlatego starają się je zminimalizować poprzez usprawiedliwianie swojego kłamstwa.
Należy podkreślić, że usprawiedliwieniem dla kłamstwa może być:
1. traktowanie go jako zemsty za niesprawiedliwość;
2. szlachetny cel lub wymagania związane z pracą;
3. ochrona okłamywanego;
Z kolei poczucie winy z powodu okłamywania jest największe, gdy:
1. ofiara kłamcy nie chce być okłamywana;
2. kłamstwo jest całkowicie egoistyczne, a okłamywany nie czerpie żadnych korzyści i traci tyle samo, lub więcej niż zyskuje kłamca;
3. kłamstwo nie jest usprawiedliwione i pojawia się w sytuacji, w której usankcjonowana jest szczerość;
4. kłamca od dłuższego czasu nie praktykuje kłamania;
5 kłamca i okłamywany podzielają te same wartości społeczne;
kłamca jest osobiście znany okłamywanemu;
? kłamca nie może uznać okłamywanego za osobę naiwną lub godną pogardy;
? ofiara kłamcy nie ma powodu, aby spodziewać się , że zostanie wprowadzona w błąd, a kłamca zachęca okłamywanego, aby mu zaufał;

c) RADOŚĆ OSZUKIWANIA
Okłamywanie może rodzić pozytywne emocje. Kłamca może czuć podniecenie, gdy przewiduje, że stanie przed wyzwaniem, albo w momencie kłamania, kiedy sukces nie jest jeszcze pewny. Później, obok takich emocji jak ulga, duma z własnego dokonania czy lekceważenie okłamanego, może pojawić się odczucie przyjemności. Emocje te, jeśli nie są ukrywane, mogą zdradzić kłamstwo.
Radość oszukiwania może występować w różnym nasileniu lub nie występować w ogóle. Największa jest gdy:
1. okłamywany stanowi dla kłamcy wyzwanie, mając reputację osoby, którą trudno zwieść;
2. kłamstwo jest wyzwaniem dla okłamującego, ze względu na to, co musi być ukryte;
3. inne osoby obserwują lub wiedzą o kłamstwie i podziwiają zręczny wyczyn kłamcy;

Poczucie winy, strach, radość, wszystkie te emocje mogą pojawiać się w wyrazie mimicznym, głosie lub ruchach ciała, nawet gdy kłamca stara się je ukryć.

III. JAK SŁOWA, GŁOS I CIAŁO ZDRADZAJĄ KŁAMSTWO? Występuje za dużo ich źródeł ? słowa, pauzy, brzmienie głosu, ruchy głowy, gesty, pozycja ciała, oddychanie, zarumienienie

Żaden gest, ekspresja twarzy, czy skurcz mięsni sam przez się nie znaczy, że ktoś kłamie. Pojawiają się tylko wskazówki tego, że ktoś jest słabo przygotowany i doświadcza emocji, które nie pasują do jego wypowiedzi. Są to przecieki i wskazówki fałszu.
Przyłapanie kogoś na kłamstwie nie jest zadaniem łatwym. Jednym z problemów jest nadmiar informacji. Występuje za dużo ich źródeł ? słowa, pauzy, brzmienie głosu, ruchy głowy, gesty, pozycja ciała, oddychanie, zarumienienie, zblednięcie, pocenie się itd.
Większość ludzi najwięcej uwagi skupia na najmniej godnych zaufania źródłach ? słowach i mimice ? i dlatego łatwo ich okłamać. Kłamcy raczej ukrywają i fałszują to, o czym sądzą, że będzie najwięcej obserwowane. Mają skłonność do dobierania słów z największą ostrożnością. Cenzurują swoje słowa, uważnie ukrywając to, czego nie chcą przekazać, gdyż wiedzą, że będą bardziej odpowiadać za swoje słowa niż brzmienie głosu, wyraz twarzy czy większość ruchów swojego ciała.
Innym powodem uważnego kontrolowania słów i tak częstego wykorzystywania ich do maskowania jest to, że łatwo fałszować ? stwierdzać rzeczy nieprawdziwe ? posługując się słowami.
W drugiej kolejności po słowach, ludzie najwięcej uwagi poświęcają twarzy, która jest wyróżnikiem i symbolem jednostki. Mimika jest głównym miejscem ujawniania emocji. Trudniej jest fałszować wykorzystując mimikę niż słowa, ponieważ słów można się wyuczyć łatwiej niż wyrazów twarzy. Ukrywanie słów jest także prostsze. Twarz, inaczej niż słowa, jest bezpośrednio powiązana z obszarami mózgu, które zawiadują emocjami. Gdy zostaje wzbudzona emocja, to mimowolnie uruchamiane są mięśnie twarzy. Wyłaniające się wyrazy mimiczne, które powstają, gdy zostanie wzbudzona emocja, nie są uruchamiane intencjonalnie, chyba że są fałszywe.

Ludzie, którzy coś podejrzewają powinni bardziej, niż zwykle, kierować swoją uwagę na głos i ciało. Głos, podobnie jak twarz jest powiązany z rejonami mózgu, które zawiadują emocjami. Trudno jest ukryć pewne, powodowane emocją zmiany w głosie.
Ciało jest także dobrym źródłem przecieków i wskazówek fałszu. Monitorowanie nie musi być trudne, mogłoby być znacznie łatwiejsze od ukrywania wyrazów twarzy lub zmian w głosie, ale większość z nas nie zawraca sobie tym głowy.
Kłamstwo często wychodzi na jaw z powodu rozbieżności między tym, co zostało powiedziane, a tym, co zdradza głos, ciało i twarz.
Przed osobami wykrywającymi kłamstwa stoją trzy cele:
- częściej zdemaskować kłamcę;
- rzadziej popełniać błąd uznania prawdy za fałsz;
- rozpoznać, kiedy nie można dokonać ani jednego, ani drugiego;

SŁOWA

Nawet kłamcę, który bardzo uważa na to, co mów, może zdradzić to, co Freud nazywa przejęzyczeniem. Pomyłkowe działania w życiu codziennym, takie jak przejęzyczenia, zapominanie znanych nazwisk i błędy w czytaniu i pisaniu nie dzieją się przypadkowo, a przyczyną ich powstawania są wewnętrzne konflikty psychologiczne. Wykrywający kłamstwo musi być ostrożny i nie zakładać, że każde przejęzyczenie świadczy o kłamaniu.
Kłamcy mogą zdradzić się słowami również wtedy, gdy wygłaszają przemowę, którą należy odróżnić od przejęzyczenia (nie tyle wymyka się, co wylewa i nie słowo, a cała wypowiedź). Kłamca daje się ponieść emocji, nie zdając sobie sprawy z pomyłki, aż do momentu kiedy nastąpią konsekwencje tego, co zostało ujawnione.
Tom Brokaw stwierdził, że wskazówką kłamstwa są pokrętne odpowiedzi. Stwierdzenie to zostało potwierdzone w badaniach, które wykazały, że odpowiedzi niektórych kłamiących osób są pośrednie, wymijające i zawierają więcej informacji niż wymaga tego pytanie. Są jednak ludzie, którzy zawsze mówią w taki sposób, jest to ich styl mówienia, a nie oznaka kłamania. Możliwość błędnej oceny takich ludzi jest nazywana błędem Brokawa.

GŁOS

Najczęściej pojawiającą się w głosie wskazówką kłamstwa są pauzy (mogą być zbyt długie lub zbyt częste) oraz błędy językowe. Występują one z dwóch powiązanych ze sobą powodów:
1. kłamca nie przygotował zawczasu swojej wypowiedzi;
2. pojawia się silny strach przed wykryciem, który sprawia, że nawet dobrze przygotowany kłamca może popełnić błąd lub zapomnieć co miał powiedzieć.
Kłamstwo może ujawnić również brzmienie głosu, które zmienia się wraz z rodzajem przeżywanych emocji.


Najlepiej udokumentowaną oznaką emocji jest jednak ton głosu. U ok. 70% zbadanych osób podnosi się, gdy są podenerwowani.
Zmiany w głosie powodowane emocjami nie są łatwe do ukrycia. Jeśli kłamstwo dotyczy głównie emocji przeżywanych w samym momencie kłamania, to jest bardzo prawdopodobne, że pojawi się przeciek. Jeśli celem kłamania było ukrycie strachu lub złości, to głos powinien być intensywniejszy i mieć wyższe brzmienie, a tempo mówienia może być szybsze. Dokładnie odwrotne zmiany w głosie mogą być przeciekiem smutku, który kłamca stara się ukryć.
Należy pamiętać, że podniesiony ton głosu nie jest oznaką kłamstwa. Jest to oznaka strachu lub złości i być może podniecenia. Ryzykowne jest interpretowanie jakichkolwiek wokalnych oznak emocji jako wskazówek kłamstwa. Ktoś, kto mówi prawdę i obawia się, że druga osoba mu nie wierzy, może mieć tak samo podniesiony ton głosu jak kłamca, który odczuwa strach przed przyłapaniem. W takiej sytuacji istnieje ryzyko popełnienia błędu przy interpretowaniu wokalnych oznak kłamstwa. Błąd ten zwany jest błędem Otella.

Aby uniknąć błędnej interpretacji wypowiedzi drugiej osoby należy
1. zadać sobie pytanie: czy taki głos jest cechą charakterystyczną rozmówcy?
2. Mieć na uwadze, że żadna wskazówka kłamstwa nie jest wiarygodna w odniesieniu do wszystkich ludzi, ale pojedynczo i łącznie z innymi wskazówkami mogą one być pomocne dla wykrywającego kłamstwo w ocenie większości osób.

CIAŁO

Również ruchy ciała ujawniają informację o przeżywanej emocji. Dzieje się to za pośrednictwem emblematów oraz ilustrowania.
Emblematy mają bardzo precyzyjne znaczenie, znane każdemu w danym kręgu kulturowym.
Większość gestów bez słów niewiele oznacza. Z emblematami jest inaczej ? mogą one być użyte zamiast słów i gdy słowa nie mogą być użyte.
Przykładami są:
- gest palca ? ?Odczep się?
- wzruszenie ramionami Nie wiem Jestem bezradny
- pionowe kiwanie głową Tak
- skinienie głową lub ręką Chodź tutaj
- wymachiwanie ręką Żegnaj Witaj
- pocieranie palca o palec Wstydź się

- przyłożenie ręki do ucha Mów głośniej

Emblematy prawie zawsze wykonuje się świadomie, ale są od tego wyjątki. Tak jak przejęzyczenia, tak samo pojawiają się błędy w ruchach ciała ? emblematy, z których przecieka informacja, jaką dana osoba chce ukryć. Są dwa sposoby, aby stwierdzić, że emblemat nie jest świadomie nadanym komunikatem.
Po pierwsze , musimy spostrzec, że został wykonany nie cały emblemat, ale jego fragment.
Po drugie, na to, że emblemat jest pomyłką wskazuje to, iż wykonany został poza miejscem jego zwykłej prezentacji.

Nie ma żadnej gwarancji, że każdy kłamca będzie zdradzał wykonany przez pomyłkę emblemat. Nie ma takich niezawodnych oznak kłamstwa, jeśli się jednak pojawi, to jest całkowicie wiarygodny.

Innym rodzajem ruchów ciała, które mogą być oznakami fałszu jest ilustrowanie. Są to takie ruchy ciała, które są wykonywane w trakcie mówienia, a ich zadaniem jest ilustrowanie wypowiadanych słów. Ułatwiają one nam wyjaśnienie pojęć, które trudno wyjaśnić słowami (np. zygzak) Zwykle odbywa się przy użyciu rąk, choć często ruchy brwi i górnych powiek również pełnią funkcję uwypuklenia mowy.
Ludzie mniej ilustrują, gdy:
1. nie angażują się emocjonalnie w to, co mówią;
2. nie są zainteresowani rozmową;
3 są znudzeni, smutni;
4. nie wiedzą, co powiedzieć;
Okłamujący, którzy nie przećwiczyli swojej kwestii, którzy mają małe doświadczenie w danym typie okłamywania, którzy nie przewidzieli o co i kiedy mogą być zapytani, wykonują mniej gestów ilustracyjnych. Nawet jeśli kłamca przygotował i przećwiczył to, co ma powiedzieć, to może mniej ilustrować z powodu zakłócającego wpływu emocji.


Ważnym jest, aby nie mylić pojęcia emblematu z pojęciem ilustrowania. Kluczowe różnice między nimi odnoszą się do precyzji wykonywanych ruchów i dokładności przekazywanych informacji. W wypadku emblematów jedno i drugie jest dobrze określone. Chodzi tu o jasno zdefiniowany ruch, który przenosi precyzyjny komunikat. Ilustrowanie z kolei obejmuje szeroki zakres ruchów, które mogą przekazywać wieloznaczne komunikaty.

Wykrywający kłamstwo musi być bardziej ostrożny w interpretowaniu ilustrowania niż emblematów pomyłkowych. Zarówno błąd Brokawa, jak i Otella muszą być brane pod uwagę w przypadku ilustrowania, ale nie w przypadku emblematów pomyłkowych.

Innym rodzajem ruchów ciała jest manipulowanie, czyli te ruchy, w których jedna część ciała czyści, masuje, utrzymuje, przyciska, chwyta, drapie lub w inny sposób manipuluje drugą częścią ciała. Najczęściej manipulujemy ręką, ale ręka może też być przedmiotem manipulacji, tak jak każda inna część ciała. Zwykle manipulując koncentrujemy się na włosach, uszach, nosie lub kroczu. Manipulowanie może również mieć miejsce w obrębie twarzy, a także może polegać na pocieraniu nogi o nogę. Do manipulowania mogą być wykorzystane rekwizyty: zapałka, papieros, ołówek itp.

Chociaż manipulowanie może być oznaką czyjegoś zaniepokojenia,, jednak nie zawsze tak jest. Nasilenie takich ruchów nie jest wiarygodną oznaką kłamstwa, choć wiele osób tak sądzi.
Ludzie mają swoje preferencje, a określony styl manipulowania jest często ich znakiem rozpoznawczym. W dodatku manipulowanie może wskazywać zarówno na zakłopotanie, jak i na zrelaksowanie. Należy też wziąć pod uwagę, że kłamca często zdają sobie sprawę z tego, że nie powinni wykonywać ruchów manipulacyjnych i większości udaje się ich zaprzestać.

AUTONOMICZNY UKŁAD NERWOWY (AUN)

AUN również generuje możliwe do spostrzeżenia zmiany w momencie, gdy pojawia się napięcie emocjonalne. Można je zauważyć w sposobie oddychania, w częstotliwości przełykania, intensywności pocenia się, zmianach na twarzy.

Urządzeniem rejestrującym zmiany powodowane działaniem AUN jest wariograf.
Od wielu lat psychologowie spierają się, czy w każdej emocji występuje inna kombinacja zmian. Większość twierdzi, że nie.
Eksperyment przeprowadzony przez P. Eckmana dowodzi, że aktywność AUN nie jest jednakowa dla wszystkich emocji. Jeżeli wyniki tego badania zostaną potwierdzone przez innych badaczy, to zrodzi się możliwość zbadania nie tylko, czy kłamca przeżywa jakieś silne emocje, ale również określenia rodzaju doznawanej emocji.

MIMICZNE WSKAZÓWKI KŁAMSTWA
Twarz może być źródłem wielu informacji, często przekazuje komunikaty co kłamca chce ujawnić oraz co kłamca chciałby ukryć
Można wyróżnić dwa rodzaje ekspresji emocjonalnej:
Prawdziwa ekspresja emocjonalna-pojawia się ponieważ mięśnie twarzy mogą być uruchomione mimowolnie, bez myślenia i intencji
Fałszywa ekspresja emocjonalna-powstanie fałszywej mimika w skutek kontrolowania twarzy dowolnie, co prowadzi do zakłócenia ekspresji prawdziwej
Twarz jest systemem podwójnym, obejmującym ekspresje, które mogą być generowane intencjonalnie, oraz ekspresje mimiczne które pojawiają się spontanicznie, mimowolnie
(są wytworem ewolucji)
Z mimiki twarzy można uzyskać informacje:
1. Jaka emocja jest doświadczana (np. złość, strach, smutek, rozpacz, szczęście, zadowolenie, podniecenie i pogarda), emocje te mogą objawiać się zróżnicowanymi ekspresjami
2. Czy występują dwie emocje razem (często wzbudzane są dwie emocje, na twarzy mogą pojawić się elementy każdej z nich)
3. Jaka jest siła emocji (każda emocja może zmieniać swoją intensywność, od poirytowania do wściekłości itp.)
Istnieją tzw. reguły okazywania emocji. (Często dotyczą one sytuacji, uwarunkowanych kulturowo) Są to głęboko zakorzenione nawyki, związane z okazywaniem emocji.Np. ?Uśmiechnij się gdy ciocia wręcza ci prezent?
Poza mimicznymi wyrazami emocji, występują:
1. Sygnały konwersacyjne- są to ekspresje mimiczne (podobnie jak ruchy ilustracyjne) podkreślające mowę lub są elementami składni (np. mimiczne wyrazy znaku zapytania lub wykrzyknika);
2. Emblematy mimiczne, np. mrugnięcie jednym okiem, bezradność wyrażona podniesieniem brwi i ułożeniem ust w kształt podkowy;
3. Ruchy manipulacyjne- takie ruchy twarzy jak przegryzanie lub ssanie wargi, wydymanie policzków.
Wskazówki kłamania oraz Źródła przecieków mimicznych:
1. Mikroekspresje
2.Ekspresje stłumione
3. Przecieki w postaci wiarygodnych mięśni twarzy
4. Następstwa aktywność Autonomicznego układu nerwowego
5. Ekspresje asymetryczne
6. Błędny przebieg ekspresji w czasie
7 Błędne osadzenie ekspresji w toku rozmowy
Mikroekspresje emocjonalne
Zdradzają one pełny obraz ukrywanej emocji, jednak ich czas trwania jest tak krótki, iż trudno je zauważyć. Mikroekspresje pojawiają się i znikają w czasie krótszym niż 25 setnych sekundy. Obejmują całą twarz, jednak najczęściej są niedostrzeżone z powodu ich krótkiej obecności na twarzy.
Ekspresja stłumiona
Polega na tym, iż wystąpienie emocji prawdziwej jest przerwane lub przykryte inną emocją, np. uśmiechem. Ekspresja stłumiona nie zawsze prezentuje pełny obraz emocji, ale trwa dłużej niż mikroekspresja, jednak nie jest tak kompletna, nie widoczny jest pełny obraz wzbudzonej emocji.
W mikroekspresji oraz ekspresji stłumionej mogą wystąpić trudności w interpretowaniu wskazówek kłamstwa. Trudności te spowodowane mogą byś:
-tym, że nie każda osoba, która ukrywa emocję, ujawni mikroekspresje albo ekspresję stłumioną (Ryzyko Brokowa);
-wystąpienie mikroekspresji lub ekspresji stłumionej nie musi ujawniać kłamstwa (Błąd Otella).
Przecieki w postaci wiarygodnych mięśni twarzy
Nie wszystkimi mięśniami człowiek jest w stanie poruszać intencjonalnie. W trakcie kłamania można zauważyć na twarzy okłamującego przecieki w postaci napięcia lub braku napięcia mięśni wiarygodnych. Mięśnie wiarygodne są to takie mięśnie, nad którymi człowiek nie potrafi panować, nie ma na nie wpływu. Mięśnie te wprawione są w ruch tylko pod wpływem doświadczania emocji. Występują głównie na czole, np. podczas odczuwania emocji smutku, cierpienia lub żalu wewnętrzne końce brwi będą podniesione ku górze oraz ściągnięte do siebie, co powoduje wystąpienie zmarszczki na środku czoła. Mięśnie wiarygodne także występują w okolicy ust, np. pod wpływem złości wargi zwężają się, zmniejsza się czerwona linia ust.
Problemy komplikujące interpretację wiarygodnych mięśni twarzy
Także tutaj może wystąpić błąd Otella, (osoba niesłusznie oskarżona o kłamstwo może bać się fałszywego oskarżenia, występujący u niej strach może starać się ukryć, podobna ekspresja na twarzy może wystąpić u osoby przyłapanej na kłamstwie) czy Ryzyko Brokowa (pominięcie różnic indywidualnych). Innym utrudnieniem jest stosowanie techniki Stanisławskiego (metoda grania) polega ona na trenowaniu przywoływania emocjonalnych i ponownym ich przeżywaniu, co powoduje w pamięci doświadczeń wystąpienie danej ekspresji na twarzy.
Przecieki spowodowane aktywnością układu nerwowego
1. mruganie oraz rozszerzenie źrenic pod wpływem napięcia emocjonalnego;
2. wydzielanie łez pod wpływem emocji smutku, czy rozpaczy;
3. zarumienienie mówiące o tym, że kłamca jest zawstydzony lub zakłopotany;
4. zblednięcie może być przeciekiem emocji strachu lub kontrolowanej złości;
5. pocenie się
Ekspresje asymetryczne
Są to ruchy pojawiające się z dwóch stron twarzy, jednak po jednej stronie ruchy te są silniejsze i bardziej widoczne. Asymetria ta spowodowana jest ekspresją intencjonalną, nie występuje podczas ekspresji spontanicznej, mimowolnej. Wystąpienie asymetrii może być wskazówką, iż wyraz twarzy nie jest prawdziwy.
Błędny przebieg ekspresji w czasie
Przebieg (timing)-oznacza całkowity czas trwania danej ekspresji na twarzy. To znaczy ilość czasu jak upływa zanim się w pełni objawi ekspresja (pojawienie się i trwanie), oraz jak długo znika z twarzy. Np. emocja zaskoczenia powinna trwać mniej niż trzy sekundy, ponieważ jest emocją nagłą i trwa tylko do czasu zrozumienia zdarzenia przez osobę zaskoczoną.
Jeśli przebieg ekspresji jest nie naturalny w stosunku do wzbudzonej emocji, może stanowić źródło fałszywej ekspresji.
Błędne osadzenie ekspresji w toku rozmowy
Występująca na twarzy ekspresja powinna być umiejscowiona, w tym samym czasie co ruchy ciała lub wypowiadane słowa o odczuwanej emocji. Jeśli ekspresja nie jest zsynchronizowana może stanowić wskazówkę fałszu.
Rodzaje uśmiechów
Najczęściej występującą ekspresją na twarzy jest uśmiech. Jest wiele rodzajów uśmiechu, każdy wygląda inaczej i niesie ze sobą inny komunikat. Do najłatwiej rozpoznawalnego zaliczamy uśmiech radości. Jednak uśmiech nie wiąże się tylko z emocjami pozytywnymi tj. radość, zadowolenie, przyjemność, rozbawienie, itp. Służy on także do zamaskowania ekspresji emocji negatywnych.
Wspólnym elementem większości uśmiechów jest zmiana wyglądu twarzy powodowana przez mięsień jarzmowy większy. Rozciąga się on od kości policzkowych w dół i w poprzek twarzy, dochodząc do kącików ust. Skurcz mięśnia jarzmowego ciągnie kąciki ust ukośnie do góry, do kości policzkowych. Inne mięśnie współdziałają z mięśniem jarzmowym w procesie tworzenia różnych rodzajów uśmiechu i kilka jest takich, które są kształtowane przez inne mięśnie niż mięsień jarzmowy.(Ekman 2003)
Rodzaje uśmiechów
1. Uśmiech szczery-spowodowany jest skurczem pojedynczego mięśnia jarzmowego większego. Wywołany jest pod wpływem doświadczenia pozytywnych emocji np. radość, szczęście, zadowolenie.
2. Uśmiech strachu-(fear smile) kształtowany jest przez mięsień śmiechu, jednak nie jest związany z emocjami pozytywnymi, skurcz tego mięśnia występuje w emocji strachu. Charakteryzuje się podciągniętymi kącikami ust w stronę uszu,ułożeniem ust w kształt prostokąta.
3. Uśmiech lekceważenia-(contempt smile) powodowany napięciem mięśni w kącikach ust, kąciki są napięte wzniesione do góry. Mylony czasem z uśmiechem szczerym, jednak nie jest związany z wystąpieniem emocji pozytywnych.
4 Uśmiech złagodzony - (dempenend smile) ekspresja wzbudzona emocjami pozytywnymi. Osoba starająca się złagodzić swój entuzjazm na twarzy wprowadza kombinację ruchów łagodzących (uciskanie wargi, konciki ust napinają się i skierowane są w dół,dolna wargazostaje wypchnięta do góry)
5. Uśmiech zdeprymowany - (miserable smile)poprzez ten uśmiech wyrażone są emocje negatywne bez próby ukrycia tych emocji. Osoba uśmiechająca się w ten sposób stara się robić ?dobrą minę do złej gry?.
Mieszaniny dwu lub więcej emocji
1. Przyjemna złość - jest to połączenie dwóch emocji jednocześnie. Jest to satysfakcja z odczuwania złości. Występuje ekspresja szczerego uśmiechu w połączeniu ze zwężeniem warg oraz podniesieniem górnej wargi.
2. Przyjemne lekceważenie - objawia się ekspresją szczerego uśmiechu w połączeniu z napięciem jednego lub dwóch kącików ust.
3. Przyjemny smutek - występuje ekspresja szczerego uśmiechu w połączeniu z opuszczonymi w dół kącikami ust.
4. Przyjemny strach ?ekspresja szczerego uśmiechu z horyzontalnym rozciągnięciem warg.
5. Przyjemne podekscytowanie - objawia się ekspresją szczerego uśmiechu i podniesieniem górnych powiek.
6. Przyjemne zaskoczenie ? pojawia się szczery uśmiech, brwi i górna powieka podnoszą się do góry, żuchwa opada w dół.

7. Uśmiech flirciarski ?połączenie szczerego uśmiechu, z patrzeniem i odwracaniem wzroku od obiektu zainteresowani.
8. Uśmiech zakłopotania - jest połączeniem uśmiechu szczerego ze spojrzeniem skierowanym w dół lub bok.
9. Uśmiech Chaplina - usta położone ukośnie do góry ostrzej niż w uśmiechu szczerym. Jest to uśmiech śmiejący się z uśmiechu.
Rodzaje uśmiechów ze względu na spełniające funkcje społeczne (uśmiechy przybierane intencjonalnie)
1. Uśmiech łagodzący krytykę ? złagadza krytykę, skłania skrytykowaną osobę do uśmiechu.
2. Uśmiech uległości ? jest to uśmiech osoby nieszczęśliwej, pogodzonej z własnym losem.
3. Uśmiech koordynacji ? jest to uśmiech nieznaczny, regulujący wymianę informacji.
4. Uśmiech słuchacza ? uśmiech pozwalający odczytać czy informacje zostały przez słuchacza zrozumiane, często towarzyszy jemu kiwanie głową
Uśmiech fałszywy
Tylko ten uśmiech kłamie. Służy on do przekonania drugiej osoby, iż jest odczuwana emocja pozytywna, w sytuacji gdy nie została ona wzbudzona.
Wskazówki pozwalające rozpoznać fałszywy uśmiech:
-występuje większa asymetria, niż w uśmiechu szczerym;
-brak zaangażowania mięśni okrężnych oczu;
-nieodpowiedni czas znikania ekspresji;
-widoczne ruchy mięśni wiarygodnych

JAK USTRZEC SIĘ PRZED KŁAMSTWEM
Czyli niebezpieczeństwa i zasady ostrożności
Zasady ostrożności przy wykrywaniu kłamstw
Należy bardziej świadomie interpretować behawioralne oznaki kłamstwa.Zasada ta nie tylko przydatna jest osobom wykrywającym kłamstwa, ale także tym, którzy są niesłusznie oskarżeni. Polega na tym by przy wydawaniu sądów bardziej świadomie analizować oznaki kłamstw, w postaci przecieków i wskazówek.
1. Należy lepiej zrozumieć naturę błędów pojawiających się w trakcie wykrywania kłamstw.
Istnieją dwa rodzaje pomyłek, które możemy napotkać w trakcie wykrywania kłamstw
-odrzucenie prawdy (fałszywy alarm)-czyli przyjęcie prawdy za kłamstwo
-przyjęcie kłamstwa (przeoczenie)- uznanie kłamstwa jako prawdy
Aby uniknąć błędów odrzucenia prawdy i przyjęcia kłamstwa, należy brać pod uwagę:
2. różnice indywidualne (ryzyko Brokowa)-należy pamiętać, iż każda osoba ma indywidualny ?styl bycia?, posiada typowe dla siebie zachowania ekspresywne. Dlatego aby uniknąć błędów, trzeba dokonać oceny na podstawie zmian w zachowaniu osoby podejrzanej, z perspektywy kilku spotkań.
3. Stres spowodowany oskarżeniem u osoby prawdomównej (błąd Otella)
Do niebezpieczeństw na jakie możemy trafić, podczas wykrywania kłamstw należą, z góry przyjęte założenia , zniekształcające ocenę sytuacji. Zniekształcenia te mogą być spowodowane tzw. ogniem emocji (silne emocje, które determinują racjonalne myślenie). Człowiek pod wpływem ognia emocji nie dąży do odkrycia prawdy, tylko do zwiększenia odczuwanych emocji.
Innym powodem zniekształceń może być brak innego logicznego rozwiązania w poszukiwaniu prawdy, jak założenie, iż zaistniało kłamstwo.
Co należy zrobić by wykryć kłamstwo?
* starać się uświadomić sobie przyjęte z góry założenia dotyczące podejrzanej osoby;
* podjąć próbę rozważania takiej możliwości, że oznaka jakiejś emocji nie jest wskazówką kłamstwa, ale tego, jak czuje się prawdomówna osoba, gdy ktoś podejrzewa ją, że kłamie;
* pomniejszyć znaczenie oznaki emocji jako wskazówki kłamstwa, jeśli osobowość podejrzanego będzie uzasadniała taką ewentualność, że może on doświadczać tej emocji, nawet gdy mówi prawdę;
* pomniejszyć znaczenie oznaki emocji jako wskazówki kłamstwa, jeśli jego związek z podejrzanym może dawać powód do oczekiwania, że podejrzany będzie odczuwał tę emocję, nawet jeśli mówi prawdę;
* pomniejszyć znaczenie oznaki emocji jako wskazówki kłamstwa, jeśli oczekiwania podejrzanego sprawiłyby, że wyglądałoby, iż doświadcza on danej emocji, nawet jeśli zachowywałby się tak, jakby mówił prawdę. (Ekman2003)
Należy wziąć także pod uwagę fakt, jaka sytuacja będzie dla nas bardziej sprzyjająca, a więc czy lepiej będzie jak osoba podejrzana jest świadoma posądzenia o kłamstwo, czy też nie.
Wariograf
Jest to urządzenie służące do badania zachodzących zmian fizjologicznych, pod wpływem napięcia emocjonalnego, służy do zapisu wszystkich aktywności autonomicznego układu nerwowego.
Wariograf składa się z czujników:
-mankietu, zakładanego na ramie, który służy do mierzenia ciśnienia krwi;
-rury pneumatycznej ułożonej wokół brzucha i klatki piersiowej, służącej do rejestracji zmian głębokości i tempa oddychania;
-metalowych elektrod zakładanych na palec, rejestrujących zmiany w poceniu się;
-czujnika do mierzenia temperatury ciała.
Wszystkie zachodzące zmiany zapisywane są w postaci wykresów na taśmie wariograficznej, przy użyciu pisaków
Skuteczność wariografu zależy od rodzaju kłamstw, kłamcy oraz wykrywającego. Jak również ważna jest określona technika badania, odpowiednio skonstruowane pytania stosowane w badaniu oraz metoda interpretowania wykresów. W badaniach wariografem można posłużyć się testem kontrolnym oraz testem wiedzy ukrytej
Test kontrolny-jest to zbiór pytań, mających na celu wzbudzenie niepokoju w osobie badanej wariografem. Służy do zredukowania błędów Otella
Test wiedzy ukrytej-przydatny od badania wariograficznego osób podejrzanych. Jest to zbiór pytań wielokrotnego wyboru. Test ten sprawdza wiedzę jaką powinna posiadać tylko osoba podejrzana. David Lykken stwierdził, iż u osoby posiadającej wiedzę świadczącą o jej winie, występuje zmiana aktywności autonomicznego układu nerwowego (test ten eliminuje błąd odrzucenia prawdy).


Czym jest sprawdzanie kłamstwa i w jakim celu je się stosuje?
Sprawdzanie kłamstwa jest niczym innym jak próbą ustalenia, przez osobę podejrzewającą, czy osoba, której podejrzenia te dotyczą, rzeczywiście kłamie czy mówi prawdę.
Mówiąc inaczej sprawdzanie kłamstwa to próba wyjaśnienia danej sytuacji, uzyskanie potwierdzenia lub zaprzeczenia swoich podejrzeń.
Sprawdzanie kłamstwa nie jest zadaniem prostym, i wymaga sporo czasu.

Jak się do tego zabrać?
Aby można było wnioskować czy dana osoba kłamie, czy mówi prawdę, na samym początku należy postawić pytania w niżej podanych obszarach:
- pytania odnośnie natury samego kłamstwa
- pytania odnośnie cech osoby podejrzanej o kłamstwo
- pytania odnośnie cech osoby wykrywającej kłamstwo

Aby sprawdzić kłamstwo należy odpowiedzieć na 38 pytań.
(listę tych pytań sporządził w oparciu o swoje badania Ekman)

Podział kłamstw w zależności od stopnia ich wykrycia:
- kłamstwo łatwe dla okłamującego ? zawiera niewiele błędów, osoba kłamiąca robi to
z łatwością i zapewne bez poczucia winy
- kłamstwo trudne dla okłamującego ? zawiera sporo błędów np. behawioralnych, osobie kłamiącej przychodzi z trudnością, może ona nie być pewna swoich zdolności w kłamaniu
- kłamstwo łatwe dla osoby wykrywającej ? nie sprawia trudności w wykryciu, podejrzenia są pewne i szybko się potwierdzają
- kłamstwo trudne dla osoby wykrywającej ? trudne do wykrycia, osoba nie jest pewna swoich podejrzeń, trudno jej odnaleźć dowody w zachowaniu osoby podejrzanej

Kłamstwo łatwe dla kłamiącego = trudne do wykrycia
Kłamstwo trudne dla kłamiącego = łatwe do wykrycia

Do najtrudniejszych kłamstw Ekman zalicza kłamstwa dotyczące emocji przeżywanych
w momencie samego kłamania. Im bardziej osoba kłamiąca przeżywa i zdaje sobie świadomość ze swoich emocji, i im więcej tych emocji jest, tym trudniej jest jej to ukryć, a co z tym idzie, łatwiej przyłapać ją na kłamstwie.

Wskazówki ułatwiające wykrycie kłamstwa: (co zdradza kłamiącego?)
- ruchy manipulacyjne i ilustracyjne (nadmierne, nieadekwatne do słów używanie dłoni)
- sposób mówienia (podwyższony ton głosu, nienaturalne, zbyt długie pauzy pomiędzy słowami, błędy językowe, przejęzyczenia, niespójność wypowiadanych treści)
- przeżywane emocje (odzwierciedlają się w wyrazie twarzy i ruchach ciała)
- postawa i zachowanie
- zmiany somatyczne (pocenie się, czerwienienie, bledniecie, sposób przełykania śliny, przyspieszony oddech)
- niepewność osoby kłamiącej o umiejętności i słuszności swojego kłamania
- poczucie winy

Co utrudnia wykrycie kłamstwa? (tzw. sytuacja idealna dla kłamcy, zdolności kłamcy)
- wcześniejsze doświadczenia w stosowaniu tego kłamstwa, lub ogólnie kłamania
- pewność siebie
- doskonała pamięć
- umiejętność skrywania przeżywanych emocji lub brak ich przeżywania
- umiejętność płynnego mówienia
- umiejętność strategicznego myślenia oraz przewidywanie posunięć swoich i ofiary, jak również zmian sytuacyjnych
- czas i sytuacja działające na korzyść kłamcy
- udział osoby okłamanej w kłamstwie (tzw. współuczestnictwo w kłamstwie, dobrowolne, świadome, lub nieświadome pozwolenie bycia okłamanym)
- różnice kulturowe (pochodzenie osoby kłamiącej i okłamywanej z odmiennych kultur)

Dlaczego bierzemy udział w kłamstwie, które nas dotyczy? (współpraca ofiary z kłamcą)
Niektórzy ludzie bezwiednie, nieświadomie współpracują z kłamcą. Wynika to z tego, że nie chcą kogoś podejrzewać o kłamstwo lub nie chcą wierzyć w to, że mogliby zostać okłamani.
Wówczas krytyczna ocena zostaje zawieszona, a informacje niezgodne z prawdą się ignoruje.

Inną sytuacją przyczyniającą się do pozwalania na okłamanie jest to, że mając podejrzenia,
a czasami będąc ich pewnym w 100% pozwalamy być okłamani i udajemy że wierzymy, np. dla jakiejś korzyści.

Dlaczego nasze pochodzenie może warunkować naszą podatność na kłamstwo?
Sytuacje takie zazwyczaj mają miejsce w przypadkach kłamstw dotyczących polityki i stosunków międzynarodowych.
Jeżeli kłamca i okłamywany pochodzą z różnych kultur, zazwyczaj nie posługują się tym samym językiem, nie znają cech i zachowań charakterystycznych dla danej kultury. Różnice wynikające ze sposobu wychowania i stylu życia mogą sprawić, że nie wychwycimy lub źle zinterpretujemy wokalne, mimiczne i cielesne wskazówki kłamstwa.

Kiedy i za pomocą czego można kłamać?
Wyróżnia się:
- kłamstwo bezpośrednie, tzw. twarzą w twarz
- kłamstwo pośrednie, za pomocą kamuflażu, fałszywych oświadczeń, na piśmie, przez pośredników, przez informacje w mediach oraz działania

Czy relacje między kłamiącym a ofiara mają wpływ na kłamstwo i jego wykrycie?
Jeżeli kłamca wyznaje podobne wartości jak okłamywany lub, jeżeli jest z nim w jakiś sposób emocjonalnie związany, istnieje możliwość, że będzie miał w sobie wysokie poczucie winy związane z wypowiadanym kłamstwem, wtedy mogą u niego pojawić się wskazówki behawioralne kłamstwa lub sam przyzna się do winy.

Czego nie powinna robić osoba wykrywająca kłamstwo?
- oskarżać
- zastraszać
- z góry zakładać o czyjejś winie lub niewinności
- zakładać, że wystąpienie wskazówek behawioralnych jest pewnikiem kłamstwa
- nie przeceniać swoich możliwości, na podstawie wcześniejszych doświadczeń nie wolno wyciągać 100% wniosków i kierować się własnym prestiżem
- osadzać, bez zdobycia wiedzy o podejrzanym i danej sytuacji (należy jak najdokładniej zbadać cechy osobowościowe kłamiącego)

Kto nie będzie odczuwał strachu przed zastosowaniem kłamstwa:
- przestępcy
- osoby, które wielokrotnie kłamały i nie zostały wykryte
- osoby z zaburzeniami psychicznymi
- osoby mające małą stawkę ?do przegrania?
- zawodowi negocjatorzy
- aktorzy

Należy dodać, że istnieją ludzie, których Ekman uważa ze urodzonych ?aktorów? (potrafią kłamać doskonale) i ludzie, którzy wg niego nie potrafią kłamać, i którym kłamstwo nigdy się nie uda.

Kto najlepiej potrafi wykryć kłamstwo?
Z przeprowadzonych badań wynika, że osobami najlepiej wykrywającymi kłamstwo są:
- pracownicy służb bezpieczeństwa, agencji federalnych, wywiadowczych
- policjanci, pracujący głównie przy przesłuchaniach
- psycholodzy, ze specjalizacją psychologia kliniczna

Co nie jest kłamstwem?
- samookłamywanie ? osoba nie zdaje sobie sprawy z tego, że kłamie, nie zna motywu wprowadzenia siebie w błąd, czyny lub myśli godzą tylko w jej własne dobro
- tajemnica ? występuje tutaj uprzedzenie danej osoby o nie ujawnianiu pewnych informacji innym, wiąże się to z zachowaniem prywatności, a nie celowym wyrządzeniem szkody
- złamanie obietnicy ? każdy ma prawo do zmiany poglądów w obliczu danej sytuacji, złamanie obietnicy można by uznać za kłamstwo, tylko jeśli udałoby się udowodnić danej osobie, że w chwili składania obietnicy będzie zamierzała ja złamać
- zawodna pamięć ? nikt nie jest w stanie pamiętać wszystkiego, zwłaszcza drobnych szczegółów, dlatego bardzo zawodne są pytania, typu: co pan robił o godzinie 14:00,
dnia 5 lutego 2003 r.?

Wiara we własne kłamstwo ? zatracenie granicy miedzy prawdą a kłamstwem:
Możliwa jest sytuacja, że osoba kłamiąca często, w myślach rozważając lub wspominając sytuację dotyczącą kłamstwa uwierzy w swoje własne kłamstwo i zaakceptuje je, jako prawdę. Dalsze wypowiadanie tej ?wersji? będzie dla niej jak najbardziej słuszne i trudne do rozgraniczenia z rzeczywistością. Dotyczy to kłamstw zazwyczaj daleko odsuniętych w czasie lub sytuacji, które mogą wydawać się bardzo prawdopodobne.
W zależności od danej sytuacji może to pomagać lub szkodzić kłamcy.

Motywy kłamania:
1. Chęć uniknięcia kary
2. Chęć zdobycia nagrody trudnej do osiągnięcia w inny sposób
3. Chęć obrony innej osoby przed karą
4. Chęć ochrony kogoś przed niebezpieczeństwem poniesienia fizycznej szkody
5. Chęć zdobycia podziwu ze strony innych
6. Chęć uniknięcia niezręcznej sytuacji społecznej
7. Chęć uniknięcia zakłopotania
8. Chęć zachowania prywatności, jeśli nie było uprzedzenia o intencji utrzymania pewnej informacji w tajemnicy
9. Chęć okazania władzy nad innymi

Dlaczego udaje się nas okłamać?
Można tu mówić o 5 przyczynach:
- czynniki wynikające z ewolucji ? w dawnych społeczeństwach powodów do kłamania było znacznie mniej niż współcześnie, istniało również większe prawdopodobieństwo przyłapania na samym kłamstwie lub niegodnym czynie
- czynniki wynikające z obserwacji życia rodzinnego ? od wczesnego dzieciństwa rodzice ukrywają, lub nie mówią całej prawdy dzieciom
- czynniki wynikające z naszej potrzeby zaufania i bezpieczeństwa ? z właściwości naszej natury wynika to, że nie chcemy być podejrzliwi, ani nieufni w stosunku do innych ludzi
- czynniki wynikające z naszej osobowości lub sytuacji, przyzwolenie na okłamanie ? strach przed bólem wynikającym z kłamstwa lub zachowanie pewnych korzyści w wyniku przyjęcia kłamstwa
- czynniki wynikające z kultury osobistej i szacunku dla drugiego człowieka ? aby kogoś nie urazić lub nie sprawić przykrości, przejmujemy jego, zazwyczaj nieszkodliwe kłamstwo

Szczególny rodzaj kłamstwa kłamstwo altruistyczne:
Jest to kłamstwo, które ma na celu, ukrycie przed kimś jakiejś istotnej sytuacji lub informacji, wiele osób kieruje się tutaj ?dobrem? innego człowieka. Kłamstwa altruistyczne dotyczą zazwyczaj czyjejś choroby. Często bywają akceptowane społecznie i dopuszczalne. Jednakże reakcja osób okłamanych może być dwojaka.


dobrze jest wiedzieć, że kłamstwo często szkodzi innym, ale częściej szkodzi kłamcy, bo go wewnętrznie pustoszy?


Alex Lech Bajan

RAQport Inc.
2004 North Monroe Street
Arlington Virginia 22207
Washington DC Area
USA
TEL: 703-528-0114
TEL2: 703-652-0993
FAX: 703-940-8300
sms: 703-485-6619
Toll Free:1800-695-6200
EMAIL: polonia@raqport.com
WEB SITE: http://raqport.com

Thursday, November 19, 2009

Masonerka żydowska Bn Br usuwa nasz krzyż ze Żwirowiska

Masonerka żydowska Bn Br usuwa nasz krzyż ze Żwirowiska

O możliwości przeniesienia papieskiego krzyża, stojącego na Żwirowisku, nieopodal byłego obozu koncentracyjnego Auschwitz w Oświęcimiu donosi belgijski dziennik "La Libre Belgique".

żródło KAI (rk /a.)

http://ekai.pl/serwis/?MID=16854

-----------------------

Dziś po 10 latach organizacje żydowskie znowu atakują Polaków w imię tzw. "dialogu"
Nakazy jak poprzednio tak i tym razem przyszły z Belgii od organizacji "Sauvegarde d`Auschwitz"
i szefa organizacji żydowskich Lazarda Pereza.

Judajczykowie znowu atakują chrześcijan, chcą usunąć nasz krzyż,
a ofiarami masowych mordów w Oświęcimiu uczynić tylko Żydów.

Do takich celów powołanych zostało wiele organizacji,
stawiających sobie za cel wynarodowienie Polaków, zniszczenie tradycji chrześcijańskich,
zapłatę gigantycznego i nienależnego haraczu oraz budowę "Judeopolonii" na terenie Polski.

Warto wiedzieć, że 9 września 2007 w Polsce reaktywowaną masońską lożę B'nai B'rith
czyli Zakon Synów Przymierza.

Siedziba B'nai B'rith mieści się w Warszawie.

----------- linki ----------

Krzyż na Żwirowisku:

http://www.naszawitryna.pl/krzyze_aus...
http://www.naszawitryna.pl/krzyze_aus...
http://www.naszawitryna.pl/krzyze_aus...

Prasa:

http://www2.rp.pl/artykul/223068_Wrac...
http://wiadomosci.onet.pl/1867334,11,1,1,,item.html

Masonerka żydowska, B'nai B'rith - Synowie Przymierza
reaktywacja 30.9.2007:

http://www.bnaibritheurope.org/bbe/co...,com_rsgallery2/Itemid,134/catid,13/limit,16/limitstart,0/lang,en_GB/

http://www.museumoffamilyhistory.org/...
https://www.jewishpress.com/pageroute...
http://www.bnaibrith.org/

------------

cele masonerii:

CZESC 1 PART 1
http://www.kki.pl/piojar/polemiki/nov...


CZESC 2 PART 2

Sunday, November 8, 2009

Rozmowa z Justyną Kowalczyk, mistrzynią świata w biegach narciarskich

Rozmowa z Justyną Kowalczyk, mistrzynią świata w biegach narciarskich





Najwięcej oczekuję sama od siebie
Nasz Dziennik, 2009-11-08
Rozmowa z Justyną Kowalczyk, mistrzynią świata w biegach narciarskich

Ma Pani na koncie złote medale mistrzostw świata, Kryształową Kulę, olimpijski brąz, status wielkiej gwiazdy sportu, a jednak wciąż pozostaje Pani tą samą osobą, co kilka lat temu, z dużym dystansem do siebie i z pokorą wobec życia. To trudne?
- Ależ skąd. Biegi narciarskie to straszliwie ciężka dyscyplina sportu. Wstaję codziennie o 5 rano ze świadomością, że przede mną trzy ciężkie treningi, które doprowadzą mnie na skraj wyczerpania. Podczas zgrupowania na lodowcu Dachstein, na wysokości 3 tysięcy metrów, biegałam dzień w dzień co najmniej po trzy godziny. Łącznie treningi zajmowały ponad dwa razy tyle. To wystarczy, by moje ego cały czas tkwiło na swoim miejscu i za bardzo się nie wychylało. Nie mam nawet czasu na zachłystywanie się sukcesami, a poza tym to nie leży w mojej naturze.

Przed Panią sezon szczególny, z igrzyskami w Vancouver jako imprezą główną. Pojawił się już dreszczyk emocji, odczuwa Pani większą niż zazwyczaj presję?
- Wiem, że będzie ciężko. Presję czuję, nie ukrywam, ale nie waszą, dziennikarzy, czy kibiców. Wytwarzam ją sama, bo sama od siebie wiele wymagam, wiele oczekuję. Jeśli sobie z tym poradzę, nie zachoruję, nie wejdę zbyt nerwowo w sezon, powinno być dobrze. Krok po kroczku, start po starcie. Na początku nie oczekuję jakichś spektakularnych sukcesów, nie zdziwię się i nie zdenerwuję słabszymi wynikami w Pucharze Świata. Potrzebuję około 30 startów, by znaleźć się w optymalnej formie. Oczywiście może się zdarzyć, że na najwyższe obroty wejdę wcześniej, ale nie szybko. Mój organizm odczuwa na razie trudy przygotowań, musi złapać świeżość, a ta przyjdzie z czasem.

Przygotowania i pracę zweryfikują dopiero zawody, teraz co najwyżej możemy mówić o wewnętrznych przekonaniach, więc o nich porozmawiajmy. Czuje Pani moc, formę - większe niż choćby w analogicznym momencie ubiegłego roku?
- Jak pan powiedział, poczekajmy do zawodów. Dziś sama nie wiem, czy jest dobrze, ciężko to wyczuć. Trenuję sama, nie mam nikogo do porównania. Hurraoptymistką przed sezonem nigdy nie byłam, ale też nie mam prawa być pesymistką. Trzeba biegać i walczyć.

Taki charakter, waleczność będą w najbliższych miesiącach szalenie istotne, zwłaszcza że natrafi Pani po drodze na sporo problemów. Podstawowy to oczywiście profil trasy olimpijskiej.
- W walce o medal olimpijski liczą się najdrobniejsze szczegóły, choćby zwykły podmuch wiatru, zły dzień, humor, nastawienie. A tu przyjdzie rywalizować nam na trasie, która kompletnie mi nie leży. I nie chodzi tu wcale o jakieś fanaberie, upodobania, próby szukania zawczasu usprawiedliwień, tylko o fizjologię. Moje mięśnie mniej się zakwaszają i dużo lepiej znoszą wysiłek, kiedy na trasie jest stromo, są na niej podbiegi itd. Tymczasem w Vancouver organizatorzy przygotowali mnóstwo prostych. Starałam się zrobić wszystko, co w mojej mocy, by się jakoś do nich przygotować, ale co tu ukrywać - jeśli się czegoś nie nauczysz w ciągu 25 lat życia, to w 26. trudno wszystko przestawiać. Ale się nie poddam (śmiech).

W składzie Pani zespołu zmienili się serwismeni. Odszedł Ulf Olsson, o którym w ubiegłym sezonie mówiło się dużo, i to dobrze, zastąpiła go myśl estońska. Może mieć to jakieś znaczenie?
- Ulf też się mylił, szczególnie w przygotowaniu nart do klasyka. Tymczasem w tej akurat materii Are Mets jest wybitnym specjalistą, przez lata pomagał wielkiemu mistrzowi, swemu rodakowi Andersowi Veerpalu. Jego pomocnik Peep Koidu nie ma tak wyrobionego nazwiska, ale jest szalenie zaangażowany. A to dla mnie jedna z najważniejszych cech, poszukiwanych i wymaganych u ludzi, z którymi współpracuję. Na razie się docieramy, testujemy, wszystko organizujemy. Forma, serce, żelazne płuca do sukcesu przybliżają, ale bez dobrze posmarowanych nart trudno marzyć o sukcesach.

Kolejna przeszkoda - rywalki. Będą mocne, szalenie mocne, szczególnie Kristina Smigun, o której wypowiada się Pani w samych superlatywach.
- Widziałam ją na treningach, wygląda niesamowicie. Wywarła na mnie ogromne wrażenie, boję się jej i wcale nie przesadzam. Rywalek mierzących w najwyższe cele będzie zresztą o wiele więcej. Nie zapominajmy, że w światowej czołówce jest przynajmniej kilka fantastycznych nazwisk, utytułowanych, z wielkimi sukcesami na koncie. Każda z nas spogląda w stronę Vancouver z nadziejami, nie tylko ja.

Wraca Pani czasami myślą do Turynu i olimpijskiego debiutu?
- Jasne, że wracam, ostatnio nawet często rozmawiali o nim ze mną trenerzy innych ekip. Byłam wtedy młodziutka, nieopierzona i przeżyłam tyle skrajnych emocji, radości, smutków, płaczu, że można by nimi obdzielić kilka osób. W Turynie otarłam się niemal o wszystko, nawet o śmierć. Mam nadzieję, że teraz tych ekstremalnych doznań będzie zdecydowanie mniej. Startuję z innej pozycji, jestem inną zawodniczką, ale z tym samym sercem do walki.

Wspominając Turyn, ma Pani przed oczyma raczej wspaniały brązowy medal czy też dramatyczny bieg na 10 km klasykiem?
- Brąz był wspaniały, heroiczny, ale chyba dominują ta niepewność i strach związane z utratą przytomności. Jeśli sportowiec ją traci, a ja straciłam przytomność, nie świadomość, to jakby ocierał się o śmierć. Nie wiedziałam, dlaczego moje serce nagle przestało funkcjonować i ja sama też. Straszne przeżycie, aż przechodzą mnie dreszcze, gdy do nich wracam. Człowiek boi się takich rzeczy.

Wtedy atakowała Pani światową czołówkę, dziś sama wyznacza trendy, rywalki Panią podpatrują, starając się choć trochę poznać tajemnicę Pani sukcesów. To musi być miłe uczucie?
- Wie pan, co jest fajne? Kiedy biegnę i słyszę, jak inni trenerzy mówią do swoich zawodników: "Patrz na Justynę i spróbuj biec jak ona". To są chwile, które dodają mi skrzydeł i uświadamiają, że czegoś dokonałam, do czegoś doszłam.

Poprzedni sezon był jak z marzeń, snów. Kolejny może być podobny?
- Był jak z marzeń. Wszystkie swoje biegi oglądałam po dziesięć razy, oczywiście bardziej pod kątem technicznym, teoretycznym czy taktycznym, niż żeby się napawać, chełpić. Ale coś mi uświadamiały. Takie seanse były też pomocne podczas ciężkich, wyczerpujących treningów. Pokazywały, jak szybko można biec, gdy przeżyje się zajęcia (śmiech). Teraz przed Vancouver czuję pewną bojaźń, respekt, szacunek. Pewnie one zmobilizowały mnie do jeszcze bardziej efektywnej pracy, słyszałam zresztą, jak trener chwalił mnie za pokonywanie zakrętów, zjazdów w Dachstein. Na treningach nogi jednak nie bolą tak bardzo, stres nie jest tak duży, nie odczuwa się żadnej presji i można sobie spokojnie w głowie układać trasę kawałek po kawałku. Na zawodach nie zawsze uda się to zrobić tak, jakby się chciało.

Ma Pani na pewno świadomość, że przed olimpijskim startem na Pani barkach spoczną nadzieje milionów kibiców. Nie sparaliżują?
- Szanuję kibiców, dziękuję im za wielkie wsparcie, ale będę biegła przede wszystkim dla siebie, trenera i drużyny. Biegi to moje życie. Sama od siebie najwięcej wymagam i oczekuję. Spoczywa na mnie odpowiedzialność za ludzi, którzy ze mną pracują, poświęcają swój czas i zdrowie. Gdy przegrywam, przegrywają i oni. Bardzo bym chciała zdobyć kolejny olimpijski medal, ale pamiętajmy o tym, że w historii zimowych igrzysk polscy sportowcy zaledwie siedem razy stawali na podium. Dlatego proszę, nie oczekujcie, że w Vancouver wywalczymy nagle pięć krążków. Mogę tylko obiecać, że wszyscy zrobimy, co w naszej mocy, by zrealizować swe marzenia. Ja chciałabym, stając na olimpijskim starcie, móc powiedzieć, że uczyniłam wszystko, by przygotować się do niego jak najlepiej.

Dziękuję za rozmowę.

Piotr Skrobisz

Saturday, October 24, 2009

Radio Maryja nie jest antysemickie, nie szerzy ideologii Narodowej Demokracji, a typ pobożności, jaki lansuje jest głęboki i autentyczny,

Radio Maryja nie jest antysemickie, nie szerzy ideologii Narodowej Demokracji, a typ pobożności, jaki lansuje jest głęboki i autentyczny,



Radio Maryja nie jest antysemickie, nie szerzy ideologii Narodowej Demokracji, a typ pobożności, jaki lansuje jest głęboki i autentyczny,
Radio Maryja – badania podważają czarny PR rozgłośni
aw / ju., Warszawa, 2009-10-22


Fot. www.radiojasnagora.pl
Radio Maryja nie jest antysemickie, nie szerzy ideologii Narodowej Demokracji, a typ pobożności, jaki lansuje jest głęboki i autentyczny, a nie rytualistyczny, kolektywistyczny i powierzchowny.

Do takich wniosków doszła grupa socjologów z Uniwersytetu Warszawskiego, która pod kierunkiem prof. Ireneusza Krzemińskiego zbadała przekaz radiostacji, kierowany do słuchaczy w sierpniu 2007 r. Wnioski z badań, które wydano właśnie w formie książkowej, podważyły więc wiele stereotypów, tworzących od lat czarny PR rozgłośni o. Tadeusza Rydzyka.

Autorzy poddali analizie wszystkie audycje Radia Maryja w sierpniu 2007 r. – miesiącu, obfitującym w uroczystości religijne i patriotyczne, w którym obchodzi się rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego i Cudu nad Wisłą. Na tej podstawie sporządzili charakterystykę przekazywanej przez Radio Maryja wizji świata i Kościoła.

„Jako autor niniejszej analizy muszę przyznać, że zakładałem hipotezę, iż model religijności radiomaryjnej ma znacznie bardziej powierzchowną, rytualistyczną i tradycjonalistyczną formę” – wyznaje prof. Krzemiński.

„Przesłuchanie audycji o. Rydzyka dostarcza dowodów na to, że radiosłuchacze prezentują, wyrażają, opisują religijność, jaka z całą pewnością jest świadectwem autentycznego przeżycia religijnego. (...) modlący się i opowiadający o swej modlitwie ludzie są świadkami autentycznego doświadczenia wiary, a audycje Radia Maryja dają wgląd w takie doświadczenia i sprzyjają pogłębianiu wiary” – dodaje socjolog.

Niezależnie od tego, że – jak zaznacza prof. Krzemiński - wśród słuchaczy ujawnia się ograniczenie czynnika intelektualnego na rzecz gotowych matryc, badania pokazały, że programy rozgłośni zawierają o wiele bogatszy niż zakładany zakres doświadczeń religijnych, który ma głęboki wymiar duchowy. Choć religijność twórców i słuchaczy radiostacji przejawia się w tradycyjnych formach pobożności, na pewno się do nich nie ogranicza – konkluduje naukowiec.

Kolejny stereotyp, a mianowicie, że stacja o. Rydzyka przekazuje treści endeckie – także nie znajduje potwierdzenia w analizowanych programach – ocenia socjolog. Wręcz odwrotnie – aczkolwiek nie można negować pewnych inspiracji myślą Narodowej Demokracji, twórcy radia wyraźnie aktualizują myślenie endeckie, usuwają nonsensy i ahistoryczne uogólnienia i stereotypy oraz dostosowują je do współczesnych realiów. W przekazie rozgłośni widoczny jest pozytywny stosunek do mniejszości narodowych, pluralizmu demokratycznego i wyraźny antysowietyzm. Do koncepcji stworzonej przez Romana Dmowskiego, wdziera się obce mu, pochodzące z doby romantyzmu, przeświadczenie o mesjanizmie narodu polskiego.

W analizowanym okresie nie było ze strony autorów i gości audycji jakichkolwiek antysemickich wystąpień. Wypowiedzi, nacechowane niechęcią do Żydów padają czasem ze strony słuchaczy – twierdzi socjolog. „Na ogół prowadzący audycje raczej nie robią z nich użytku, wręcz odwrotnie: dążą jakby do wyciszenia tego typu wypowiedzi, albo omijają je, starając się zmienić temat, a nawet nadać antysemickim wypowiedziom trochę inny sens” – podkreśla Krzemiński.

Autor opisuje też model Kościoła, promowany przez toruńską rozgłośnię – jawi się on jako struktura hierarchiczna, w której zdecydowanie przewodzą duchowni, a to przywództwo nacechowane jest autorytaryzmem. Kościół mocno związany jest z narodem, duchowni dzielą los i cierpienia zwykłych obywateli. Przynależność narodowa bardzo mocno łączy się z katolicyzmem, zaś przynależność religijna, wiara zakłada konieczność służby na rzecz wspólnoty narodowej.

Analizy wykazują też silną identyfikację słuchaczy w rozgłośnią. Poczucie przynależności do Rodziny Radia Maryja łączy się z kolei z koniecznością działania na rzecz ewangelizacji, rozwoju Kościoła i Ojczyzny. „Nie ulega wątpliwości, że o. Rydzykowi udało się skonstruować wyraźną, jednoznaczną tożsamość słuchaczy Radia Maryja” – zaznacza autor podkreślając, że jest to swoisty fenomen w społeczeństwie, w którym niełatwo wskazać nowe tożsamości społeczne – podkreśla.

Krzemiński zwraca uwagę, że o ile endeckie inspiracje oraz powierzchowna religijność są krzywdzącymi, nie znajdującymi potwierdzenia w empirii stereotypami, o tyle realnym niebezpieczeństwem jest sekciarskie nastawienie twórców i słuchaczy Radia i konsolidacja w obliczu zagrożeń i wspólnych wrogów. W tym modelu osoba o. Rydzyka odgrywa rolę przywódcy, symbolu religijnego i kościelnego, reprezentanta właściwych wartości katolickich i narodowych. I to właśnie powinno niepokoić i wzbudzać przeciwdziałanie ze strony Kościoła – uważa prof. Krzemiński.

Na zakończenie autor przyznaje się do błędu metodologicznego - że uznał pewien model religijności za wzorcowy, że religijność indywidualistyczna przewyższa kolektywizm i przywiązanie do tradycji. Nie ulega wątpliwości, że bez tego wartościowania studium byłoby znacznie lepsze.

Odrębne rozdziały poświęcone są obrazowi Radia Maryja w dzienniku "Życie" w latach 1997-1998 oraz w "Gazecie Wyborczej" w latach 1998-2007. O ile analiza "Życia" sprowadza się do stwierdzenia, że poświęcało za mało uwagi tematowi, a najważniejszą publikacją jest dyskusja wybitnych socjologów na temat radiostacji, analiza "Gazety Wyborczej" jest obszerna i oparta na bogatym materiale, gdyż dziennik ten szczególnie często pisał i nadal pisze o Radiu Maryja.

Konkluzja obu autorów (Karol Osłowski analizował publikacje o Radiu Maryja w latach 1998-2004, zaś Kazimierz Mazan w latach 2004-2007) jest wobec „Gazety” jednoznacznie krytyczna. Naukowcy zwracają uwagę, że w przekazie „Gazety Wyborczej” Radio Maryja nie jest traktowane jako ruch społeczny, a jako instytucja złożona z zakonników władających Radiem oraz masami odbiorców. To właśnie owi „władający” są „naszym”, czyli środowiska „Gazety Wyborczej”, wrogiem. Słuchacze traktowani są jako osoby zalęknione, zagubione, rozczarowane nową, liberalną Polską, ofiary transformacji, przedmiot manipulacji. Przynależność do Rodziny Radia Maryja stygmatyzuje w oczach dziennika wszystkich – twórców rozgłośni, słuchaczy, polityków.

„Sposób prezentowania problematyki związanej z radiem przez «Gazetę Wyborczą» skłania do zastanowienia się nad problemem obiektywności prasy. (...) Nie widać tego w przekazie «Gazety Wyborczej». Nie najlepiej to świadczy o dyskursie publicznym w Polsce. Być może sposób relacjonowania spraw, które dotyczą Radia Maryja jest wyjątkowy, jeśli jednak tak nie jest, można odnieść wrażenia, że «Gazeta Wyborcza» nie relacjonuje dyskusji, tylko prowadzi pewną politykę. (...) Wydaje nam się, że powyższa rekonstrukcja pokazuje, że «Gazeta» może pogłębić realnie istniejące podziały w społeczeństwie. Takie stygmatyzowanie i wykluczanie, z jakim mamy do czynienia na łamach «Gazety», może być chyba uznane za jedną z przyczyn występowania takich negatywnych dla społeczeństwa obywatelskiego zjawisk, jak wzrost poczucia wyalienowania dużej części populacji, a co za tym idzie, wzrost popularności partii populistycznych” – podsumowuje Karol Osłowski.

„Artykuły zamieszczone w dzienniku miały na celu zmarginalizowanie Radia poprzez przedstawienie go jako radykalnego ośrodka zagubionych, utopijnych prawicowców i narodowców, zdyskredytować przez kojarzenie działań radia z działaniami przedwojennej skrajnej prawicy, a także ośmieszyć poprzez umieszczanie wybranych cytatów słuchaczy i redaktorów radia” – stwierdza ze swej strony Wojciech Mazan. Zaś prof. Krzemiński przypomina opinię, że obraz świata "Gazety Wyborczej" jest manichejski i dodaje, że ten czarno-biały obraz rzeczywistości jest wspólną cechą obu mediów.

Czego nas uczy Radia Maryja, redakcja naukowa Ireneusz Krzemiński, Wydawnictwo Akademickie i Profesjonalne, Warszawa 2009.

Friday, October 23, 2009

Czy Polska popelnia blad Argentyny? Stoczniowcy zajmujcie stocznie to jest dorobek Polski Nas a nie Rzadu Tuska.to swoje to nasze!

Czy Polska popelnia blad Argentyny? Stoczniowcy zajmujcie stocznie to jest dorobek Polski Nas a nie Rzadu Tuska.to swoje to nasze!


PolishAmericanDC zajac Polskie przez Pracownikow.
kazdy bedzie mial jeden vote. Taka sama placa dla wszystkich.
Stoczniowcy na co czekacie?  do dziela!
Zadłużenie zagraniczne do spłaty w tym roku wynosi 63,9 mld euro

Zadłużenie zagr. ogółem Polski wzrosło w II kw. do 176,563 mld euro - NBP 14:18 30.09.2009




30.6.Warszawa (PAP) - Zadłużenie zagraniczne Polski ogółem wzrosło w II kwartale 2009 roku do 176.53 mln euro ze 169.827 mln euro w I kwartale 2009 roku - podał NBP.

Z tego zadłużenie długoterminowe wzrosło do 129.573 mln euro ze 125.059 mln euro w II kwartale, a zadłużenie krótkoterminowe do 46.990 mln euro z 44.78 mln euro.

Zadłużenie przedsiębiorstw wzrosło do 80.510 mln euro w II kwartale z 78.515 mln euro w I kwartale 2009 roku.

Zadłużenie sektora bankowego wzrosło z 42.135 mln euro z 41.761 mln euro.

Zadłużenie rządu i samorządu wzrosło do 51.612 mln euro z 47.840 mln euro (PAP)


Warszawa, 29.06.2007 (ISB) - Zadłużenie zagraniczne Polski ogółem wzrosło do 131,70 mld euro na koniec I kw. 2007 roku z 127,71 mld euro na koniec IV kw. 2006 roku, podał Narodowy Bank Polski w komunikacie w piątek.

W I kw. 2006 roku zadłużenia zagraniczne wynosiło 115,0 mld euro.

Zadłużenie zagraniczne sektora rządowego i samorządowego wzrosło w I kwartale 2007 roku do 53,5 mld euro z 51,62 mld euro w IV kwartale 2006 roku i wobec 52,15 mld euro rok wcześniej.

W tym samym czasie zadłużenie zagraniczne sektora bankowego wzrosło do 17,95 mld euro z 17,67 mld euro na koniec grudnia 2006 i wobec 12,747 mld euro rok wcześniej. (ISB)
Ile to podobienstwa
Argentyński CUD ekonomiczny
prof. dr Ronald Clement 18-08-2006 10:44
To bylo kilka lat temu, kiedy korporacyjne telewizje pokazywaly straszna sytuacje w Argentynie – panstwie o burzliwej przeszlosci aczkolwiek do czasu wprowadzenia ekonomii globalnej niezle dajacym sobie rade. Tlumy protestujacych na ulicach, zolnierze strzelajacy do tych tlumów. Dymy, petardy, ogien i bezrobocie, które przekroczylo 22%. Argentyna w roku 2001 znalazla sie na dnie przepasci, z której, wedlug zachodnich ekonomistów, nie bylo juz wyjscia. Globalisci, przemyslowcy i bankierzy masowo opuszczali kraj zabierajac co jeszcze tylko bylo mozna. Media dostaly nakaz, aby zapomniec o tym kraju i o jego istnieniu.
Argentyna walczy i zwycieza - korporacyjne media nie moga dopuscic byscie sie Panstwo o tym dowiedzieli

W grudniu 2001 roku Argentyna znalazla sie w dole ekonomicznym, do którego zostala zepchnieta przez elity i globalizm. Banki przestaly wyplacac pieniadze. Ekonomii kraju nikt nie byl juz w stanie kontrolowac. Sprawujacy wczesniej wladze, prezydent Carlos Menem, przemyslowiec wybrany na swój urzad w roku 1989, obiecywal Argentynczykom piekne kobiety i samochody Ferrari. Od kuchni zas wyprzedawal gospodarke panstwa w obce rece po smiesznych cenach. Pozyczal ogromne sumy pieniedzy z Banku Swiatowego i Miedzynarodowego Funduszu Walutowego (MFW). Mieszkancy Argentyny, która dzieki pozyczonym pieniadzom znalazla sie w stanie bezprecedensowego rozkwitu, wiwatowali na czesc swojego prezydenta i oglosili go geniuszem wolnego rynku.

Sielanka sie skonczyla, gdy trzeba bylo zaczac zwracac pozyczone pieniadze. W roku 2001 produkt narodowy zmniejszyl sie az o 11%. Kraj jednak nie otrzymal od Miedzynarodowego Funduszu Walutowego zadnych dodatkowych pieniedzy, ani zadnych konkretnych rad.

Gdy lala sie krew

Historia Argentyny pelna jest nieudanych powstan, zrywów, protestów i wojen. Pelna jest takze biedy mas i niewyobrazalnego bogactwa grupki wybranych. Pelna jest korupcji, straszliwych tortur i faszystowskich kazamatów. Jednak pod koniec lat 1990tych oniemial caly swiat. To, co dzialo sie na ulicach Argentyny bylo ostrzezeniem i przepowiednia dla zwolenników globalnej ekonomii.

Prywatnie dziennikarze zastanawiali sie jak to mozliwe, ze mozna zniszczyc cale panstwo w tak krótkim czasie. Jak to mozliwe, ze nikt tego nie zauwazyl i nie zaradzil. Takie pytania krazyly w internecie i w prywatnych rozmowach. Na stronach gazet i w dziennikach telewizyjnych goniono za sensacja i bredzono cos o nieodpowiedzialnosci fiskalnej na skale panstwa. Wina obarczono bardzo szybko przecietnych Argentynczyków i nowego prezydenta Argentyny, De la Rua.

W roku 1999, kiedy De la Rua zostal wybrany na prezydenta, a kraj znajdowal sie juz w 3-letniej recesji, szczekaczka CNN oglaszala, ze Menem nie zostal wybrany dlatego, poniewaz wedlug konstytucji nie mógl startowac w wyborach po raz trzeci. Menem zapowiedzial jednak, ze wystartuje w wyborach w roku 2003. Menem nalezal do partii Peronistów, najwiekszej sily politycznej w Argentynie. Byl silnie zwiazany ze Stanami Zjednoczonymi, globalizmem i wolnym rynkiem.

Nowemu prezydentowi Argentyny nie pozostawiono niemal zadnego ruchu. W dalszym ciagu wladze dzierzyli Peronisci, którzy juz od samego poczatku atakowali swego prezydenta. De la Rua w swoich przemówieniach prosil Argentynczyków: Prosze Was o to byscie zrozumieli jak wazna jest jednosc. Chce byc prezydentem wszystkich Argentynczyków.

Gdy nastapil krach, Miedzynarodowy Fundusz Walutowy pierwszy umyl rece. Jego eksperci twierdzili, ze Argentyna wydawala za duzo pieniedzy, pomimo ze budzet panstwa byl znacznie mniejszy niz budzet USA podczas wielkiego kryzysu. Gdy ekonomisci wysmiali takie tlumaczenie, prawnicy Miedzynarodowego Funduszu Walutowego przystapili do szturmu. Twierdzili, ze Argentyna posiadala takie prawa rozdzielania pozyczek, do których fundusz musial sie dostosowac, które uniemozliwily normalne funkcjonowanie ekonomiczne. Oznacza to, ze fundusz kaze nam wierzyc, iz biedna Argentyna dyktowala mu warunki.

Caly ten spektakl byl nadzorowany przez elity USA. Przez ostatnich 55 lat, podczas calego istnienia Miedzynarodowego Funduszu Walutowego, glos Stanów Zjednoczonych w tej organizacji byl decydujacy. Inne bogate kraje czlonkowskie z latwoscia moglyby sprzeciwic sie USA w glosowaniu i wygrac. Dziwnym trafem nigdy tego nie zrobily. Gdy jednak przyjrzymy sie blizej MFW stwierdzimy, ze tak naprawde jest to kartel pozyczkodawców zarzadzany przez amerykanskie Ministerstwo Skarbu. Nie nalezy sie wiec dziwic, ze rzad USA, a za nim poslusznie amerykanskie i wreszcie zachodnie media, jednoglosnie twierdzily, ze Argentyna musi byc posluszna regulom narzuconym jej przez MFW.

Ekonomiczna analiza

Dzisiaj wiemy juz, dlaczego upadla ekonomia Argentyny – chociaz media tego nie chca podawac. Prosze tutaj o szczególna uwage Czytelników w Polsce. W roku 1991, Menem oparl ekonomie panstwa o „wyzsza” walute, jaka byl USD. Wprowadzono wymiane argentynskiego peso na USD w stalym stosunku 1:1. Menem mial nadzieje, ze USD stanie sie w ten sposób szybko waluta obiegowa w Argentynie. Byla to na poczatku niezla idea, ale wkrótce okazalo sie, ze wartosc USD zostala zawyzona. Zawyzyla sie takze automatycznie wartosc argentynskiego peso. Zwrócmy uwage jak funkcjonuje Euro w Polsce.

W momencie, gdy inwestorzy zorientowali sie, ze wartosc peso jest zawyzona, zaczeli sie obawiac, ze musi upasc. Dlatego zaczeli sie domagac coraz wyzszej stopy procentowej na wszystkim. Takze na pozyczkach prywatnych i rzadowych. To spowodowalo powstanie ogromnego dlugu. Stopa procentowa zostala podwyzszona o 40%.

Aby utrzymac oparcie na walucie amerykanskiej, rzad Argentyny musial w bankach posiadac odpowiednia ilosc USD. W miare poglebiania sie kryzysu rzad musial kupowac coraz wiecej USD po znacznie zawyzonej cenie. Coraz wiecej ludzi domagalo sie transakcji gotówkowych. Ten proces wepchnal Argentyne w dlug wysokosci 140 mld USD. W grudniu 2001 roku, rzad Argentyny obwiescil swiatu, ze nie jest w stanie nic placic. Argentyna zostala parnasem narodów.

Aby utrzymac zawyzona wartosc peso, Miedzynarodowy Fundusz Walutowy dal Argentynie ogromne pozyczki. Tylko jednego roku do skarbu panstwa wplynelo 40 mld USD, jako pakiet zorganizowany przez wiele pozyczajacych instytucji. Gwarantem, ze te pozyczki sie splaca byl jeden podstawowy wymóg – utrzymac zerowy deficyt. Czyli Argentyna musiala balansowac na poziomie 100% budzetu. Podczas recesji niemozliwe jest utrzymanie 100% budzetu, poza tym wymaga to bardzo bolesnych operacji, jak ciecia budzetowe, które powoduja wysokie bezrobocie, by w koncu doprowadzic do zamieszek ulicznych na wielka skale.

Jak ten proces wygladal od strony zwyklego, ciezko pracujacego Argentynczyka? Na poczatku lat 1990tych namawiano Argentynczyków do kupowania niemal wszystkiego. Prywatyzowano firmy i laczono w konglomeraty. Namawiano do budowania domów poprzez udzielanie niskoprocentowych pozyczek. Namawiano do zakladania biznesów i dawano zwalnianym ludziom pakiety wyrównawcze. Sredniej klasie pokazywano luksusowe samochody i sprzedawano je na bardzo niskich przedplatach, wysokich procentowo pozyczkach i dlugich terminach splat. Media krzyczaly, ze przeciez jest tak dobrze, ze kazdego na pewno bedzie stac na splate samochodu, czy domu. Mozesz to wszystko miec juz dzisiaj – splacac bedziesz pózniej. Argentynczycy, podobnie jak Polacy, zachlysneli sie tym dobrobytem nie wiedzac, ze zastawiono na nich pulapke. Po 40 latach biedy i wojen wreszcie to, co do tej pory ogladali na amerykanskich filmach mogli miec w ogrodzie, czy w garazu.

Wraz z zachodnim kapitalem naplyneli ludzie, których zadaniem bylo nadzorowac jego przeplyw. Uczyli Argentynczyków na czym polega wolny rynek i globalna ekonomia (globalny dobrobyt). Wkrótce posiadali oni tak wielkie wplywy na struktury panstwowe Argentyny, ze panstwo praktycznie utracilo niepodleglosc.

W momencie, kiedy USD kupowano za peso w stosunku 1:1 wszystko, co wytwarzano w Argentynie a takze uslugi, staly sie za drogie, by móc byc towarem eksportowym. Cale panstwo, podobnie jak Polske i inne kraje, zaduszono. Import towarów byl znacznie tanszy niz ich wytwarzanie. W ten sposób zniszczono prawie 10% dochodu narodowego.

Masowe prywatyzacje na poczatku lat 1990tych niemal calego majatku narodowego, za frakcje wartosci rynkowej, juz spowodowaly bezrobocie na duza skale. Prywatyzowano glównie zaklady elektryczne, komunalne, telefoniczne itd. Globalisci maja doskonale opanowany ten proces. Prywatyzacje zaczyna sie zawsze od wybranych sektorów kluczowych. Po dokonaniu takiej prywatyzacji, sektory wspólpracujace staja sie niedostosowane (kompatybilnosc struktur finansowych i zarzadzania). Wtedy nie ma innego wyjscia, tylko trzeba prywatyzowac spiralnie do góry wszystkie sektory gospodarki. Gdy spirala prywatyzacji krecila sie do góry, spirala zwolnien szla w dól. Na dole znajdowala sie coraz wieksza liczba osób bez pracy i w koncu bez zadnych srodków do zycia.

W skali panstwa ruch spirali do góry równowazony byl przez ruch do dolu. W koncu coraz wiecej ludzi przestawalo robic zakupy, pieniadze przestawaly sie krecic. Podatki równiez. Argentynscy biedacy nie placili podatków, bo i z czego – zamiast tego zaopatrywali sie w karabiny. Gdy pieniadze przestawaly sie krecic, teraz juz sprywatyzowane biznesy, zwalnialy coraz wiecej ludzi, aby utrzymac zdolnosc ekonomiczna przedsiebiorstw. Te trzy wzajemnie powiazane ze soba kryzysy (podatki, bezrobocie, zawyzona wartosc waluty) spowodowaly to, ze rzad Argentyny zaczal blagac MFW o pomoc, lub rade. Miedzynarodowy Fundusz Walutowy, po dlugich negocjacjach zdecydowal. Argentyna jest za bardzo zadluzona. Nie mozemy pomóc. Pozostawmy to panstwo w stanie swobodnego spadania w otchlan. Na wielu militarnych naradach podjeto równiez decyzje jak odciac Argentyne od swiata zewnetrznego, gdyby przewidywane powstanie zbrojne zaczelo sie przelewac przez granice.

Ta decyzja MFW spowodowala, ze przewidujac spadek wartosci peso, Argentynczycy ruszyli na banki, by wybrac swoje oszczednosci. Banki zostaly zamkniete, place w wielu sektorach gospodarki wstrzymane. Zrozpaczony prezydent Argentyny oglosil, ze Argentyna przestaje splacac swoje dlugi. Prasa przewidywala, ze beda sie tam dzialy dantejskie sceny, po czym przestala sie sprawa interesowac.

Argentynski cud

Wydawalo sie, ze dla Argentyny nie ma juz ratunku. Szczury zaczely opuszczac tonacy okret. Prezydent Menem wyjechal do Chile. Biznesmeni i ich miedzynarodowi doradcy rozjezdzali sie do swoich krajów. Nawet drobni biznesmeni, których rodzice przyjechali do Argentyny w poszukiwaniu lepszego zycia, na gwalt starali sie o wizy wjazdowe do swoich rodzinnych krajów. Pozostawiano na pastwe losu cale fabryki z parkiem maszynowym – w których nie oplacalo sie nic produkowac. Pracowników zostawiano na bruku. Pozostawiano piekne rezydencje z basenami i cale biurowce wylozone marmurami. Ci, którzy doprowadzili do kryzysu wynosili sie jak szarancza na inne pola, które mozna bylo jeszcze objesc.

Magazyn „Time” zastanawial sie: Co dalej moze zrobic De La Rua? To jest pytanie za milion dolarów. Obojetne czy sam, czy w jakiejs koalicji, natychmiast potrzebuje planu, aby zlagodzic kryzys. Musi pomóc ludziom napelnic brzuchy i byc moze odnowic wzrost gospodarczy. Problem jest taki, ze aby zlagodzic skutki kryzysu dzialajace na biednych, rzad musi wydac miliony dolarów na jedzenie i podstawowe potrzeby. To spowoduje poglebienie kryzysu finansowego. Cos musi sie stac...

I stalo sie. Argentynczycy zawierzyli swojemu prezydentowi, który zerwal rokowania z miedzynarodowa finansjera. Wojsko, policja i zwykli ludzie staneli murem. Twierdzili, ze Argentyna nalezy do Argentynczyków a nie do miedzynarodowej mafii finansowej. Osamotniony rzad Argentyny podjal decyzje, które wprowadzily Bialy Dom i miedzynarodowych bankierów w furie. Wbrew zaleceniom uwolniono wartosc wymienna peso. Minister ekonomii Roberto Lavagna stwierdzil: Utrzymanie konkurencyjnych cen wymiany walutowej pomoze eksportowi i zaspokojeniu potrzeb kraju. Zdecydowano sie równiez zaprzestac polityki wolnego rynku, której ekonomia krajowa byla wiezniem. Nawiazano wspólprace ekonomiczna z Brazylia i Chinami. Kapital zaczal naplywac do kraju. Bank Centralny zaczal znowu skupowac USD, ale tylko tyle, ile potrzebne jest do utrzymania wzrostu ekonomicznego.

Gdy Argentyna oglosila, ze jest w stanie po trzech latach od chwili odejscia od zwyrodnialych idei globalistów, zaplacic po 30 centów za kazdego dolara dlugu i utrzymac swój niespotykany wzrost ekonomiczny, najpierw jej nie dowierzano. Pózniej surowo zakazano donosic o tym mediom. Nie dziwmy sie, jest to bowiem namacalny dowód jak szybko ekonomie poszczególnych panstw i zycie ich mieszkanców moze sie poprawic gdy zerwa one z globalistycznymi niedorzecznosciami.

Brytyjski „Guardian” w grudniu 2004 roku pisal: Trzy lata temu, w grudniu, Argentyna byla w kryzysie. Ekonomia staczala sie niekontrolowanie w przepasc, banki zamknely swoje podwoje dla inwestorów, prezydenci zmieniali sie co tydzien... Dzisiaj powszechne odczucia wsród ekonomistów w Buenos Aires sa takie, ze panstwo wygrzebalo sie z najgorszego. Tak, Argentyna ciagle zmaga sie ze skomplikowanym procesem rekonstrukcji zadluzenia, ale ekonomia przeszla niesamowite zmiany...

Jak Feniks, ekonomia podzwignela sie z popiolów. Po spadku 11% produktu narodowego w roku 2002, w 2003 roku wzrósl on o prawie 9% i wzrosnie o nastepnych 8% w tym roku. Rzad ostroznie oznajmia, ze w roku 2005 wzrosnie on o 4%, ale wiekszosc ekspertów ekonomicznych wierzy, ze faktyczny wzrost bedzie wynosil 5%...

Te zalozenia „wolnego rynku” byly zle dla miejsc pracy. Bezrobocie osiagnelo w roku 2002 swoje apogeum i wynosilo 22%. Teraz wynosi 12%...

Czy jestescie wierzacy, czy nie. Niektórzy mówia o podniesieniu sie Argentyny jako o cudzie, którego nie mógl przeprowadzic Rodrigo Rato, dyrektor MFW. Reka Boga okazala sie znacznie potezniejsza niz reka Miedzynarodowego Funduszu Walutowego. Teraz juz nikt nie oszukuje.

Druga rzecz, która taja media, to fakt absolutnego zjednoczenia klasy robotników z klasa menadzerów.

Gdy siedzieli bezczynnie na ulicach

Gdy fabrykanci zamykali fabryki i uciekali do innych krajów, poniewaz produkcja byla nieoplacalna, pracownicy i kierownictwo tracilo prace i zasiedlalo pobliskie kawiarnie i lawki. Dyskutowano glównie jak poprawic swoje zycie i sytuacje przeznaczonego na zatracenie kraju. Pracownicy takich opuszczonych fabryk jak Zanon, tesknie spogladali na bramy. W zakladach tych spedzili wiekszosc swego zycia. W koncu podjeli decyzje. Weszli na tereny opuszczonych i zdewastowanych fabryk. Ustanowili rady zakladowe, uruchomili maszyny i zaczeli produkowac z materialów znajdujacych sie jeszcze w magazynach.

Na to niemal komunistyczne zachowanie ludzi, wladze i wojsko patrzyly przychylnie. Wkrótce do tokarzy, szlifierzy i magazynierów dolaczyli kierownicy dzialów, pracownicy biur i dyrektorzy ekonomiczni. W rekordowym czasie uruchomiono sprzedaz i eksport. Nie bylo wyznaczonych godzin pracy. Decyzje w swoich fabrykach, ludzie podejmowali podczas krótkich narad produkcyjnych.

Okazalo sie, ze produkcja jest oplacalna i potrzebna. To, co nie oplacalo sie globalistom, zaczelo sie oplacac zwyklym ludziom. Bez pomocy banków i karteli finansowych. Wkrótce produkcja i sprzedaz osiagnela w niektórych fabrykach rekordowe poziomy. Ludzie dzielili sie dochodami pomiedzy soba. Nigdy jeszcze nie zarabiali takich sum pieniedzy. Zaczeli je wiec wydawac. Ruszylo budownictwo i inne galezie przemyslu.

Wszystko to stalo sie w tak krótkim czasie, ze Ameryka nie zdazyla nawet oglosic Argentyny panstwem komunistycznym. Utworzono Ruch Pracowników Bez Pracy (MTD). Ruch ten wkrótce posiadal mozliwosci prowadzenia nacisków politycznych. I to byla jeszcze jedna tajemnica cudu argentynskiego.

Szczury wracaja

Sytuacja Argentyny zaczela sie poprawiac. Globalisci i fabrykanci zaczeli wracac i domagac sie zwrotu zagrabionych przez ludzi fabryk. Ci, którzy pozostawili trzy lata temu panstwo na progu wojny domowej, teraz zaczynaja sie domagac, powolujac sie na miedzynarodowe prawo. Czy cos to Polakom przypomina?

MTD, która powstala niemal na ulicach, jest silna. Grozi masowymi demonstracjami. Ceramiczna fabryka Zanon, pierwsza przejeta przez pracowników i doprowadzona do stanu zakladu przynoszacego profit, jak niegdys Stocznia Gdanska dla Polaków, stala sie dla Argentynczyków symbolem nowego i lepszego. MTD uwazana jest przez CIA i inne podobne organizacje, jako grupa, której udalo sie wytworzyc najnowoczesniejsze strategie i rozwiazania jednoczenia i obrony ludzi przed kapitalizmem.

Powracajace szczury miedzynarodowej finansjery atakuja. Poniewaz Argentyna stanowi znaczne niebezpieczenstwo dla calej globalnej ekonomii, nalezy przypuszczac, ze gdyby USA nie byly zaangazowane w Iraku, juz dawno amerykanscy zolnierze w imie demokracji broniliby swojej ropy pod argentynska trawa, tudziez broniliby tam wolnosci swojego kraju.

Nowy prezydent Argentyny, Kirchner, domaga sie ekstradycji bylego prezydenta Menema, który przebywa w Chile. Menem jest poszukiwany przez wladze argentynskie za korupcje i doprowadzenie kraju do ruiny. Mial on startowac w wyborach prezydenckich w roku 2007 i przyrzekal fabrykantom zwrócenie ich wlasnosci. Oczywiscie dlatego cieszy sie poparciem miedzynarodowej finansjery i moze sobie drwic z nakazów i decyzji sadów argentynskich.

W styczniu 2005 roku, miedzynarodowi bankierzy zgodzili sie na propozycje rzadu Argentyny zaplacenia 25 centów za kazdy dolar dlugu. Stala sie rzecz niespotykana. Argentyna wypowiedziala wojne MFW i jeszcze kilku wielkim organizacjom globalistycznym i wygrala. Argentyna nie tylko pod oslona swojego wojska zaszantazowala globalistów, ale takze odmówila negocjacji z 700 tys. wlascicieli panstwowych akcji (bondów). Argentyna ma otwarta droge by byc przyjeta w poczet spoleczenstwa miedzynarodowego, z którego zostala wczesniej wyrzucona. I to na swoich warunkach, jako pelnoprawny czlonek sam podejmujacy decyzje.

Wielu bankierów i inwestorów miedzynarodowych oskarza Argentyne o totalitaryzm oraz oszukanie inwestorów i pozyczkodawców. To spowodowalo klótnie w lonie wielkich finansistów, wsród nich Wlochów i Amerykanów, którzy twierdza, ze gdyby nie 11 wrzesnia, to rozmawialiby z Argentynczykami inaczej.

W trzy miesiace pózniej IMF zaczal sie na nowo domagac pelnej splaty dlugów. Jednak Argentyna w ekonomicznym ukladzie z Brazylia i Chinami czula sie juz na tyle silna, aby bankierom na Wall Street pokazac jak „staly dwa drzewa i jedno sie zlamalo...” (w oryginale, prof. Clement pisal o srodkowym palcu prawej reki – Red.). Argentyna zaczela swiatu udowadniac, ze okolo polowa kredytodawców juz odniosla spore profity z argentynskich dlugów i ze to nie jest w porzadku, aby domagala sie nastepnych. To stanowisko wyeksponowaly chinskie i indyjskie media. Przy okazji, Argentyna na papierze udowodnila swiatu, w jaki sposób próbowano ja zbankrutowac i co to w praktyce oznaczalo.

Brytyjski „Guardian” pisze: Trzy rzeczy pracowaly na korzysc Argentyny. Po pierwsze, karta Kirchnera byla silna dzieki silnej ekonomii. Po drugie, zaczela wychodzic prawda o Miedzynarodowym Funduszu Walutowym. Dlatego chcial doprowadzic do szybkiej ugody. Po trzecie, Wall Street wyniósl sie z Argentyny tuz przed kryzysem i negocjacje prowadzily banki europejskie. Amerykanskie Ministerstwo Skarbu nie bylo pod naciskami, aby postepowac twardo z Argentyna. Takze nie chciano, aby Kirchner zbratal sie z silnym populista, prezydentem Brazylii, Lula...

W slady Argentyny – pokazania globalistom tylnej czesci ciala, moze isc teraz wiele zadluzonych krajów. W tym takze i Polska. I tego wlasnie finansjera obawia sie najbardziej. Zostal stworzony precedens. Stosunkowo malo znaczacy kraj, przyparty do muru sprzeciwil sie utartym sloganom demokracji, prawa i wolnego rynku. I wygral – przynajmniej jak na razie. Dla innych krajów zaistniala wielka szansa. Teraz, kiedy armia amerykanska uwiklana jest w Iraku, mozna zrzucic jarzmo. Tylko trzeba chciec i do tego dazyc. Tak jak zrobili to mieszkancy Argentyny niezaleznie od funkcji spolecznej, majatku i wyksztalcenia.


prof. dr Ronald Clement


Materialy zródlowe:

Alavio Grupo, March in Defence of Zanon, Z magazine, 17 wrzesnia 2004.

Balch Oliver, Taking care of business, Guardian, 3 czerwca 2005.

Burgo Ezequiel, Argentinas miraculous recovery owes little to the IMF, Guardian, 13 grudnia 2004.

Elliot Larry, Who needs the hand of God?, Guardian, 7 marca 2005.

Free-Market Flop: What Happened in Argentina, (www.americas.org/item_77).

Goni Uki, Argentina seeks arrest of Menem, Guardian, 22 kwietnia 2004.

Hacher Sebastian, Beneton vs. Mapuche, Z magazine, 6 czerwca 2005.

Katel Peter, Argentinas Crisis Explained, Time, 20 grudnia 2001.

Morduchowicz Daniel, Manufacturing militiants, Z magazine, 8 maja 2005.

New Argentinian president-elect pleads for national unity, CNN, 25 pazdziernika 1999.

The 100 billion dollar question, Guardian, 13 stycznia 2005.

Whitbeck Harris, Struggling economy fuels Argentine emigration, CNN, 23 lipca 2001.
Zbyt duze zadluzenie Polski i Polakow na rynkach miedzynarodowych finansow
Prosi o klopoty.
Kto popycha Polske i Polakow do tak duzego zadluzenia?


Argentina Didn't Fall on Its Own
Wall Street Pushed Debt Till the Last

By Paul Blustein
Washington Post Staff Writer
Sunday, August 3, 2003;

BUENOS AIRES -- Ah, the memories: Feasting on slabs of tender Argentine steak. Skiing at a resort overlooking a shimmering lake in the Andes. And late-night outings to a "gentlemen's club" in a posh Buenos Aires neighborhood.

Such diversions awaited the investment bankers, brokers and money managers who flocked to Argentina in the late 1990s. In those days, Wall Street firms touted Argentina as one of the world's hottest economies as they raked in fat fees for marketing the country's stocks and bonds.


The human scale of Argentina's crisis: People wait to search for food in garbage

Thus were sown the seeds of one of the most spectacular economic collapses in modern history, a debacle in which Wall Street played a major role.

The fantasyland that Argentina represented for foreign financiers came to a catastrophic end early last year, when the government defaulted on most of its $141 billion debt and devalued the nation's currency. A wrenching recession left well over a fifth of the labor force jobless and threw millions into poverty.

An extensive review of the conduct of financial market players in Argentina reveals Wall Street's complicity in those events. Investment bankers, analysts and bond traders served their own interests when they pumped up euphoria about the country's prospects, with disastrous results.

Big securities firms reaped nearly $1 billion in fees from underwriting Argentine government bonds during the decade 1991-2001, and those firms' analysts were generally the ones producing the most bullish and influential reports on the country. Similar conflicts of interest involving analysts' research have come to light in other flameouts of the "bubble" era, such as Enron Corp. and WorldCom Inc. In Argentina's case, though, the injured party was not a group of stockholders or 401(k) owners, it was South America's second-largest country.

Other factors besides optimistic analyses impelled foreigners to pour funds into Argentina with such reckless abandon as to make the eventual crash more likely and more devastating. One was Wall Street's system for rating the performance of mutual fund and pension fund managers, who were major buyers of Argentine bonds. Bizarrely, the system rewarded investing in emerging markets with the biggest debts -- and Argentina was often No. 1 on that list during the 1990s.

Within the financial fraternity, some acknowledge that this behavior was a major contributor to the downfall of a country that prided itself on following free-market tenets. That is because the optimism emanating from Wall Street, combined with the heavy inflow of money, made the Argentine government comfortable issuing more and more bonds, driving its debt to levels that would ultimately prove ruinous.

"The time has come to do our mea culpa," Hans-Joerg Rudloff, chairman of the executive committee at Barclays Capital, said at a conference of bank and brokerage executives in London a few months ago. "Argentina obviously stands as much as Enron" in showing that "things have been done and said by our industry which were realized at the time to be wrong, to be self-serving."

Compounding the financial industry's sins, Rudloff said, were its sales of Argentine bonds to individual investors, mostly in Europe, when the pros balked at buying them. Moreover, in mid-2001, as Argentina was hurtling toward default, Wall Street promoted an expensive and ultimately futile "debt swap" that gave Argentina more time to pay its debts but jacked up the interest cost. The fees on that deal alone totaled nearly $100 million.

Wall Street firms assert that their enthusiasm for backing Argentina's borrowing was motivated by a sincere, if misplaced, optimism about the country's economic strengths. But critics contend that the same forces that fueled the U.S. tech-stock frenzy were at work in Argentina, in effect causing economic globalization to play a cruel trick on the country.

Charles W. Calomiris, a Columbia University economist who was one of the earliest prophets of Argentina's financial doom, wonders why government investigators have not intervened, given the danger that the same fate could befall other countries.

"How come we have one standard for private-sector deals, where everybody is getting all upset about conflicts of interest, and nobody in Washington has raised an eyebrow over the obvious conflicts of interest involving research and underwriting activities by U.S. financial firms in the area of emerging-market sovereign debt?" Calomiris said.


"A Bravo New World." So proclaimed the title page of a report on Argentina and other Latin American markets that Goldman, Sachs & Co. sent to clients in 1996.

The report hailed Argentina for shucking policies that had afflicted the country for decades with stagnation, bouts of hyperinflation and repeated currency devaluations. The government of President Carlos Menem was accelerating reforms launched in the early 1990s aimed at deregulating the economy and turning inefficient state-run enterprises over to the private sector. Particularly important, the report's authors observed, was Argentina's determination to maintain its currency "convertibility" system, which guaranteed that the central bank would exchange pesos for dollars at a fixed rate -- one peso for one dollar. Implemented in 1991, that system was remarkably effective in keeping inflation at bay, imparting a sense of stability among consumers, savers and businesses that had been absent for generations.

"For Argentine citizens and for those investors who were willing to believe in [the government's] promises, the benefits are now becoming apparent," the Goldman report said. The nation's economy, which started to grow robustly in the early 1990s, expanded at an average 5.8 percent rate from 1996 through 1998.

As the report suggested, that success story translated into a compelling sales pitch for the Street.

Seeking to exploit a fevered atmosphere for emerging markets, firms such as Goldman, Morgan Stanley & Co. and Credit Suisse First Boston LLC built their presence in Argentina and neighboring countries by dispatching teams of economists and financial experts, many in their twenties and early thirties. They competed fiercely for "mandates" from governments to be lead managers of bond sales, especially in Argentina, whose government was the single largest emerging-market bond issuer. They found plenty of customers for the bonds in the United States and other wealthy countries among professional investors who managed hundreds of billions of dollars held in mutual funds, pension funds, insurance companies and other large institutions.

"Every time we finished a meeting [with institutional investors], the orders would come," said Miguel Kiguel, who then was Argentina's finance secretary, recalling the demand for a $2 billion issue of 20-year bonds, managed in 1997 by J.P. Morgan and Merrill Lynch.

In the emerging-markets world, people "were making money hand over fist in those days," said Stewart Hobart, a recruiter working in the field. According to Hobart and other recruiters, strategists and senior economists at major banks typically earned $350,000 to $900,000 a year, including bonuses, while their bosses, the heads of emerging-markets research, were paid well more than $1 million.

Much was at stake for the firms in their Argentine business. Were it not for Argentina's prodigious bond sales, LatinFinance magazine reported in 1998, many emerging-market investment bankers "would probably have been twiddling their thumbs" that year, because crises in Asia and Russia caused capital flows to dry up to the markets they usually served.

One securities firm, Dresdner Kleinwort Benson, reassured clients who were worried that Argentina would follow countries like Thailand and Indonesia into turmoil. "Argentina has come through the first phase of the Asian crisis with flying colors," the firm said in a June 1998 report, and it was "no coincidence. The economic fundamentals are considerably stronger than three and a half years ago."

Amid the ebullience, however, Argentina was laying the groundwork for its economic destruction.

Early Warning

In meetings with top Argentine policymakers in April 1998 to discuss the country's finances, a senior official of the International Monetary Fund, Teresa Ter-Minassian, sounded the alarm that the country might be headed for an Asian-style meltdown. "The Argentine economy contains a sort of Molotov cocktail," Ter-Minassian was quoted in Argentine media reports as saying.

Many economists' postmortems on the crisis agree: that was when Argentina went wrong, missing a crucial opportunity while the economy was going gangbusters to reduce its vulnerability to crisis.

In particular, the government had to shrink its budget deficit, because its constant borrowing was causing its debt load to increase, from 29 percent of gross domestic product in 1993 to 41 percent of GDP in 1998. Argentina had a special reason to exercise extraordinary prudence: the cherished convertibility system for the peso. If markets began to get jittery about the government's ability to repay its debts, they might well lose confidence in the currency, and overwhelm the system by dumping pesos for dollars.

Argentina's budget policy was "not all that bad" during the 1990s; "it just wasn't terrific at a time when terrific was needed," said Nancy Birdsall, president of the Center for Global Development.

Globalization is supposed to keep problems like Argentina's from occurring. In theory, international financial markets reward sound economic policies by steering capital to countries that practice them. The influence of the capital inflow makes a government even more disciplined, because policymakers know that otherwise investors may yank their money out.

In practice, the gusher of foreign money lulled Argentina's government into complacency, acknowledged Rogelio Frigerio, who was secretary of economic policy in 1998. "If you get the money so easily as we did, it's very tough to tell the politicians, 'Don't spend more, be more prudent,' because the money was there, and they knew it," he said.

Argentina's best chance to put its economy on a sound footing was gone soon thereafter, as supercharged growth gave way to recession in 1999, mostly because of a financial crisis in neighboring Brazil. At that point, a vicious circle emerged: The slump caused tax revenue to fall, which widened the budget deficit, which aroused concern about the government's ability to service its debt, which caused markets to drop, which deepened the recession, and so on.

Argentina was unable to escape the vicious circle, which gradually intensified over three years. At the big Wall Street firms, few realized how dire the country's predicament was -- with one notable exception.

Underplayed Pessimism

Long before Argentina's default, Desmond Lachman, chief emerging market economic strategist at Salomon Smith Barney Inc., saw that the Argentine economy had no way to break out of its slump and would hit the wall one way or another. Many people in the emerging-markets business recall the gloom Lachman conveyed in conversations with clients as recession began to grip Argentina, while analysts at other firms predicted a recovery.

But Lachman's pessimism was not spelled out in reports published by Salomon, a part of Citigroup, which was a major underwriter of Argentine government bonds. Written research reports are important in influencing where capital flows, partly because money managers want to have material in their files to back up their investment decisions.

Officials in Argentina's economy ministry knew that Lachman was describing the country's prospects in very dark terms. They continued to include Salomon among their underwriters anyway, but they told the firm to "make sure you have a variety of views" besides Lachman's, a former Argentine official recalled. Published research on Argentina by other Salomon analysts tended to be relatively sanguine about the country's chances for pulling through, even in the turbulent months of 2001 leading to the default.

Lachman, who left Salomon to become a scholar at the American Enterprise Institute, declined to be quoted for this story. Asked why his negative assessment of Argentina wasn't published, Arda Nazerian, a spokeswoman for Citigroup's securities arm, cited Salomon's merger with Citibank in the fall of 1998, which created a firm with an abundance of analysts, enabling Lachman to spend more time privately with big clients. "The expansion of our emerging-markets research team reduced Desmond's responsibilities for writing on individual countries," she said.

Lachman's story is emblematic of Wall Street's reluctance to offend major issuers of securities. "It's a lot of self-censorship," said Federico Thomsen, who until recently was chief economist of ING Barings's office in Buenos Aires. "It's like, if you have something good to say, you say it, but if you have something bad to say, just keep your mouth shut."

The reports that Wall Street firms published on Argentina, to be sure, became much less bullish as the recession deepened in 2000 and early 2001. Analysts increasingly stressed the importance of the government cutting its deficit and reforming labor laws. But in general, the reports predicted that Argentina would muddle through. An example was a report published in October 2000 by J.P. Morgan, the biggest underwriter of Argentine bonds in the 1990s, titled, "Argentina's debt dynamics: Much ado about not so much."

By contrast, the analyst who most publicly warned of Argentina's impending doom was Walter Molano, head of research at BCP Securities, a Connecticut firm that does no underwriting of sovereign bonds.

Such evidence of bias among analysts is misleading, according to some current and former analysts who maintain that their overriding objective has always been to serve investor-clients well by providing the best advice possible. "My incentive is to be able to predict what will happen," said Siobhan Manning, emerging market strategist at Caboto USA. "If I can predict accurately, hopefully I gain credibility, and the firm does, and I'm able to make money."

But others acknowledge that they cannot help being influenced by the fact that their compensation is likely to be greater if their investment banking colleagues win deals to sell bonds. For one thing, success for the investment bankers means the pool of money available for bonuses will be larger, and at some firms, the analysts' bonuses are decided by groups of managers that include investment bankers.

"Your salary will be about one-third of your compensation in a decent year, so your bonus is everything," said Christian Stracke, who covered Latin American economies at Deutsche Bank and other firms in the 1990s and is now with CreditSights, a much smaller outfit specializing in research. "You'll never know what percentage of that bonus came from the recommendation of [investment bankers], but you do know that without the recommendation of [investment bankers], your bonus is just not going to be very big."

Although analysts want to make the right calls, Stracke said, "they're in it for the money. If they were in it to be smart, they'd be professors."

A Perverse Situation

It wasn't just rosy analyst reports that enticed big investors to buy Argentine bonds. Many money managers thought they had to be big holders of the bonds because their jobs depended on it. The word "perverse" is repeatedly used by people in the industry to describe what happened.

Just as in the world of stock market investing, where money managers aim to beat the Standard & Poor's 500-stock index, many professional investors in emerging markets are judged every quarter or so by how well their portfolios fare in comparison to a benchmark. Their job security and annual bonuses have often depended on whether they outperform an index called the Emerging Markets Bond Index-Plus, developed by J.P. Morgan, which tracks the prices of bonds issued by various emerging economies.

During much of the 1990s, Argentina had the heaviest weighting in the index of any nation, peaking at 28.8 percent in 1998 -- not because of its economic size, but simply because its government sold so many bonds.

The index virtually forced big investors to lend vast sums to Argentina even if they feared that the country was likely to default in the long run, several money managers said. Although default would hurt their portfolios, they would still lose less than the index as long as they were a bit "underweight," meaning they held a smaller percentage of Argentine bonds than the index dictated.

They didn't dare be too far underweight. Money managers who shunned Argentine bonds were taking a huge risk, because their portfolios would almost certainly underperform the index in the event Argentine bonds rallied, as happened from time to time.

So at investor gatherings, money managers who were asked their views and investment positions on Argentina would often say "negative" and "underweight," said Mohamed El-Erian, who manages emerging-market bonds at Pimco, the giant West Coast investment firm.

"The dreaded third question would come: 'How much underweight?'" El-Erian said. "They would say, 'It's 22 percent of the index. I can't possibly be more than 5 percent underweight.' So they'd have 17 percent of their money in Argentina."

Indexation survives for lack of a good alternative for measuring money managers' skills, but unhappiness over its flaws is widespread. Everyone knows that the system "can cause credit deterioration" by impelling more lending to borrowers with the most debt, said Michael Pettis, a professor at Columbia University Business School who was a managing director in the fixed income capital markets group at Bear Stearns.

It is like "a bizarre AA program in which you remove booze from the homes of people who are reducing the amount they drink and put it into the homes of people who are drinking more every day," Pettis said. "This is probably not the best way to reduce drunkenness."

Europe Bought In Big

Professional portfolio managers, of course, had a pretty good sense of the dicey game they were playing with Argentine bonds. The same could not be said of some others.

Felicia Migliorini, a divorcee who lives north of Rome, sank her life savings, about $135,000, into Argentine bonds in March 2001. About 400,000 fellow Italians did the same; together with other individuals, mostly in Europe, they now hold about $24 billion in claims on the bankrupt Argentina government.

Migliorini has been forced to put her apartment up for sale because she cannot afford the condominium fees and other expenses. Like thousands of other Italians, she blames her bank, which sold her the bonds. Lawsuits are flying; the banks contend that the purchasers were mostly wealthy, sophisticated people who surely realized what sort of risks they were taking. But Migliorini is outraged. "They told me [the bonds] were good, stable, guaranteed, and that since they were obligations they had to be paid back," she said.

European retail investors like Migliorini were an attractive market for the syndicates selling Argentine bonds. Professional money managers in the United States were often reluctant to buy at the yields the Argentine authorities were willing to pay. So the syndicates tailored a number of their offerings to Europe, in local currencies.

One attraction of the European market was that regulations protecting small investors are substantially less strict than in the United States.

"That's what kept Argentina going," said Tom White, who at the time was employed by Metropolitan Life Insurance Co. as an emerging-market bond manager. "Those poor suckers didn't have a clue as to what they were buying."

For Argentina, "keeping the country going" might sound beneficial. But a different conclusion could be reached as the recession dragged on and the government's debt neared 50 percent of gross domestic product in late 2000. The longer Argentina was kept going with infusions of cash, and the more the country delayed facing unpleasant realities about its plight, the more cataclysmic a crash it would suffer.

At a closed-door meeting at the Argentine Embassy in Washington in October 2000 to discuss the country's finances, Calomiris, the Columbia professor, urged that the government summarily reduce the amount of its debt payments by 20 to 30 percent. The country, he recalled saying, was ensnared in a trap: The markets were demanding increasingly high interest payments on the mountain of debt at rates far in excess of the economy's capacity to grow.

Foreign creditors were bound to conclude sooner or later that the debt was unpayable in full, Calomiris warned, and if Argentina continued trying to honor its obligations it would only build up more vulnerability to complete financial breakdown.

Calomiris's proposal was rejected by the Argentine government and the IMF as too drastic. But in the months that followed, his scenario began to unfold more or less as forecast.

Capital fled the country and interest rates skyrocketed when a political rift erupted in the cabinet of President Fernando de la Rua in November 2000.

The IMF rushed to Argentina's aid with a $14 billion loan, but after a brief rally, the country's markets sank anew. By the spring, buyers of Argentine government bonds were demanding yields as high as 10.5 percentage points above U.S. Treasurys, which meant that interest costs would become even more burdensome for the government and the economy at large.

Wall Street had one more plan to keep Argentina going -- a profitable one, at least from the Street's standpoint.

Debt Swap

Upon being appointed Argentina's economy minister in March 2001, Domingo Cavallo had barely ensconced himself in his office before David Mulford, chairman international of Credit Suisse First Boston, arrived to make a pitch.

Cavallo, the father of Argentina's peso-convertibility system, had a long history of dealings with Mulford, going back to Cavallo's previous term as economy minister from 1991 to 1996. The men got to know each other when Mulford was Treasury undersecretary for international affairs during the first Bush administration, and their relationship deepened when Mulford joined CSFB, which handled the privatization of Argentina's state oil company and became one of the biggest underwriters of Argentine government bonds.

Mulford had an idea for a deal that would dwarf the ones he had done before. He proposed a "debt swap," in which Argentina's bondholders would be given the opportunity to exchange their old bonds for new ones, on a voluntary basis. The purpose was to eliminate a problem that was disturbing the markets -- the large amount of interest and principal payments Argentina was scheduled to make in the years 2001 through 2005. Under the swap, those interest and principal payments would be stretched out so that much more would fall due in the years after 2005. That would give Argentina "breathing space" to restart economic growth, Mulford contended.

Despite the skepticism of some analysts and policymakers, including the IMF's chief economist, who believed the deal would prolong the agony and dig Argentina into a deeper hole, Cavallo agreed to try the swap.

Mulford traveled to the world's financial capitals to pitch the swap, which he described as creating the opportunity for improvement in the economy, the fiscal situation and market sentiment. The deal was "essential to long-term success in restoring Argentine growth," he declared in Buenos Aires. Mulford declined to comment for this article.

The results, announced in June, were proclaimed a resounding success: Bondholders offered to exchange nearly $30 billion worth of bonds, considerably more than had been expected. The seven banks that managed the deal, led by CSFB and Morgan, collected nearly $100 million in fees, an amount they justified by pointing to the 60-plus experts who worked on the complex transactions.

Within weeks of the deal's completion, though, Argentine markets were again in a tailspin and another IMF loan in August provided only a temporary respite.

By late November 2001, deposits were flying out of Argentine banks. The government took the extraordinary measure of slapping controls on withdrawals.

That helped trigger street demonstrations and rioting, which led to the resignations of Cavallo and de la Rua in mid-December. Their successors soon thereafter declared default and freed the peso from its dollar anchor.

Lessons Learned

A year and a half after the crash, Argentina has begun recovering from its depression. Although the economy is still producing considerably less than before the crisis, and unemployment is much higher, growth has picked up in the past several quarters. A few Wall Street bankers are sniffing around again for deals to restructure defaulted debt, but the national government has ruled out hiring any firm that underwrote its bonds during the 1990s.

The brightening outlook in Argentina has helped attract a new inflow of funds from abroad, enough to drive the stock market and the peso sharply higher this year. This time, however, the government has responded with restrictions aimed at limiting the amount of "hot" money coming into the country. The move reflects the view of some in Argentina, notably Roberto Lavagna, the current economy minister, about the lessons that should be learned from the country's economic collapse.

"The lesson is, we must pay attention to bubbles," Lavagna said in a visit to Washington this year. "With stocks, or companies, or countries, all are part of the same phenomenon. Probably Argentina is the best example of a country."

For developing nations, "the worst period is when financial markets have the most liquidity," Lavagna said. "This is when countries make the worst mistakes. That is certainly the case in Argentina."

Special correspondents Brian Byrnes in Buenos Aires, and Sarah Delaney in Rome, contributed to this report.