Monday, November 12, 2007

Polsko! Kiedy Ty będziesz - wolna, niepodległa?

Polsko! Kiedy Ty będziesz - wolna, niepodległa?
Nasz Dziennik, 2007-11-12
Katecheza ks. bp. Józefa Zawitkowskiego wygłoszona 10 listopada 2007 r. w Radiu Maryja z okazji 89. rocznicy odzyskania niepodległości przez Polskę Bracia Polacy! Wy z emigracji i domownicy. Dziś 89. rocznica odzyskania niepodległości, dziś święto ludzi wolnych cieszących się wolnością Polski - Matki Rodzonej. Powstała z martwych na Twe władne słowo Polska, wolności narodów chorąży. Pierzchnęły straże, a ponad Jej głową znowu swobodnie orzeł biały krąży. Każda rocznica odzyskanej niepodległości to nie tylko święto, ale refleksja, dziękczynienie Bogu i ludziom. Wolność trzeba zdobywać, a zdobytej bronić. Święta miłość Kochanej Ojczyzny czują Cię tylko umysły poczciwe... Chamowie tego nie czują. Ile Cię cenić trzeba, ten tylko się dowie, kto Cię stracił. Patrzę dziś przez okno mego domu i widzę biało-czerwone. Powiewają, deszczem płaczą, nie wiem, co myślą. Ludzie idą manifestować. Idą weterani z krzyżami na sercu, z orderami i bliznami, za naszą i waszą wolność. Dlaczego to tak wielkie państwo, Polska waleczna i bogata straciła niepodległość? Nie jestem historiozofem, jestem katechetą. Przez wiarę więc patrzę na wolność i niewolę. Wspaniała była Polska Jagiellonów. W zamyśle Jagiellonów miała sięgać od morza do morza w federacji narodów słowiańskich, aby być przedmurzem chrześcijaństwa i potęgą między Wschodem i Zachodem. Pawiem narodów byłaś... W języku biblijnym jest takie słowo opętany. Dziś mówimy tak kulturalniej - zniewolony, ale znaczy to samo. Już nie jesteś wolny, jesteś zniewolony, opętany. Nie możesz mówić, czego chcesz, ani robić tego, czego chcesz. Jesteś niewolnikiem. Mówię to do tych, którzy ukradli nam słowo wolność i czynią w majestacie prawa tzw. parady wolności. Dzieciaki Kochane Duże i Pomalowane! Czy Ty wiesz, co Ty mówisz? Czy wiesz, co Ty robisz? Wiesz, co to jest wolność? Wolność krzyżami się mierzy! Idź do Palmir, na Powązki i zobacz! I jeśli masz serce - to zaskowyczy. Na kamieniach każdej warszawskiej ulicy jest krew. To znak miłości. Wolność miłością się mierzy! Zapal znicz na świętych kamieniach. Na nich się jeszcze święty ogień żarzy i miłość ludzka stoi tam na straży, i wy winniście im cześć! Bądź wolny i bądź mądry. Wróćmy jednak do pytania: Dlaczego ta potężna Polska straciła niepodległość? Pierwszym znakiem, że źle się z Polską dzieje był potop szwedzki. Król szwedzki rościł pretensję do polskiej korony. Polska nierządem stała. Liberum veto, złota wolność szlachecka, rokosze, wojny, paliła się Rzeczpospolita na rubieżach - oto jest demokracyja wasza! Nie pomogły już zaklęcia prorockie księdza Piotra Skargi: Gdy okręt tonie, a wiatry go przewracają, głupi tłumoczki zbiera, a ku ratowaniu okrętu nie bieży... Gdybym zapomniał Ciebie, Ojczyzno moja, moje święte Jeruzalem! Niech przywrze język do mego podniebienia, niech uschnie moja prawica, a Ty, Boże na niebie, zapomnij o mnie! Amen za was i za siebie. Przyszedł potop, zalał całą Rzeczpospolitą. Zdradzieccy, a możni oddawali połać po połaci Rzeczypospolitej, aby zyskać względy króla Szwedów - Gustawa. Jeden tylko kurnik w Częstochowie, a w nim garstka rycerzy, szlachty, mieszczan i chłopów postanowili bronić Jasnej Góry i Najświętszej Panienki. Biały zakonnik, przeor ojciec Kordecki leżał krzyżem nocą przed obrazem Matki Bożej, a w dzień zachęcał załogę: Dzieci moje! Jeszcze się kiedyś okaże, iż Najświętsza Panienka mocniejsza jest od szwedzkich kolubryn! I stała się cudowna obrona Jasnej Góry. W wigilię Bożego Narodzenia odeszli Szwedzi. A Jan Kazimierz, król - wracał do Polski. Nie mógł być jeszcze na Jasnej Górze, więc we Lwowie zawsze wiernym wypowiedział Matce Bożej wiekopomne śluby królewskie: Wielka Boga Człowieka Matko Tobie Księstwo Litewskie, Ruskie Pruskie, Żmudzkie i Mazowieckie... wojska obojgu narodów polecam, a Ciebie za Królowę i Matkę mojego narodu obieram! To już nie ckliwa pobożność Sarmatów. To akt królewski, urzędowy, dokonany wobec senatorów, rycerzy i dworzan. I niech Polacy po wszystkie czasy pamiętają. Tylko Ona jest tu Królową. Każdy król pytał Matkę Bożą, czy może nosić polską koronę. Jeden tylko nie pytał. To ten, który był świadkiem pogrzebu Rzeczypospolitej. Ostatnim błyskiem polskiego oręża była Wiktoria Wiedeńska w 1683 roku. Król przybył, zobaczył, Bóg zwyciężył. Myśmy tam byli zwycięzcami, bo Papież Innocenty XI prosił króla Jana III Sobieskiego: Synu, ratuj Europę, ratuj chrześcijaństwo! Jak szybko to Europa zapomniała. Mądra, bogata i bezbożna Europa zapomniała i zapomni jeszcze nie raz. W przyszłym roku będzie 325. rocznica Wiktorii Wiedeńskiej. Pojedźmy tam, aby Bogu z królem zaśpiewać: Ciebie Boga chwalimy, Ciebie Stwórcę wyznawamy! Mądrzy Polacy: Modrzewski, Staszic, Kołłątaj chcieli jeszcze ratować Polskę w agonii. Uchwalili Konstytucję 3 Maja, ale wcześniej był I rozbiór Polski - 1772 roku. Poseł nowogródzki - Rejtan rozpaczliwym gestem bronił całości i niepodległości Rzeczypospolitej, a Rosja, Prusy i Austria, a do tego zdradziecka Targowica byli mocniejsi. Polska umierała. W 1793 roku- II rozbiór Polski, bez Austrii, a w 1795 roku - III rozbiór i Polska umarła. Nie było Jej na mapie Europy. Złożona do grobu na 123 lata. Nie było Polski, ale żył Naród! Iloma to drogami musieli iść Polacy ku Wolnej i Niepodległej. Jedni wywiezieni na Sybir w kibitkach. Śniła się im Matka Boska Częstochowska jak w obrazach Grottgera. Inni poszli na Zachód w Wielkiej Emigracji. Dziwne i cudowne jest to, że w tej emigracyjnej biedzie, poniewierce i poniżeniu wyrosły nasze największe dzieła kultury romantycznej. Uczyli się Polacy Biblii z Ksiąg Pielgrzymstwa Narodu Polskiego, a pacierzem ich była inwokacja z Pana Tadeusza: Panno Święta, co Jasnej bronisz Częstochowy i w Ostrej świecisz Bramie. Ty, co gród zamkowy nowogródzki ochraniasz z jego wiernym ludem jak mnie dziecko do zdrowia powróciłaś cudem... tak nas powrócisz na Ojczyzny łono. Tymczasem przenoś moją duszę utęsknioną do tych pagórków leśnych, do tych łąk zielonych... Oni wszyscy wierzyli, że wrócą do domu, do Ojczyzny, do wolnej i niepodległej. Norwid żebrał: Maryjo, o Twej Korony prosim zmartwychwstanie i niech się litość Syna Twego stanie na ziemi naszej tak jako jest w niebie. I tęsknił jak żebrak: Do kraju tego, gdzie kruszynę chleba podnoszą z ziemi przez ucałowanie. Tęskno mi, Panie! Nie tęsknij, panie Norwid. Nawet pomnika nie postawili Ci w Warszawie. Ptactwo, nie orły! A najbardziej pobożny Zygmunt Krasiński z Opinogóry modlił się słowami, które dziś powinny być wyryte w Sejmie w Warszawie i w parlamencie w Brukseli: Ten świat się rozpadł i rozdziera siebie, lecz żadna z jego podniebnych połów już się nie modli o Mario, do Ciebie. My jedni tylko paląc się na stosie wciąż ślemy modły w Twój bezmiar daleki. Poznaj Królowo poddanych po głosie i bądź nam Matką teraz i na wieki. Fryderyk Chopin: Muzyką strzelał jak armatami ukrytymi w kwiatach. On zbierał kwiaty z polskich pól delikatnie nie otrząsając ich łez. Mogą Cię inni więcej cenić nagradzać, ale kochać Cię od nas więcej nie mogą. Mogą, mogą, pani Stefanio. Jest jeszcze jedna droga do wolności, to droga modlitwy i miłości Ojczyzny, aż do ofiary życia. Umarł Gustaw - narodził się Konrad! Polska zmartwychwstanie, bo Chrystus zmartwychwstał! To trzej szaleńcy - zmartwychwstańcy: Jański, Kajsiewicz i Semenenko, a z ich natchnienia - polscy Zmartwychwstańcy i Siostry Zmartwychwstanki z Celiną błogosławioną i Jadwigą Borzęckimi. Siostry Felicjanki z błogosławioną Agnieszką Truszkowską, Siostry Nazaretanki - z błogosławioną Matką Franciszką Siedliską, Siostry Niepokalanki - z błogosławioną Matką Darowską, a w Nowym Mieście nad Pilicą kapucyn, błogosławiony ojciec Honorat Koźmiński. To on założył 17 zgromadzeń ukrytych w czasie kasaty zakonów. Kobiety, czy wyście poszalały? Nie! Na emigracji trzeba ratować rodziny, uczyć dzieci i młodzież po polsku. W Polsce trzeba iść do fabryk, do szkoły, uczyć dziewczyny, chłopców ze wsi. Tyle pracy organicznej. Tyle pracy u podstaw. Potrzebny doktor Judym, Siłaczka. Będzie Przedwiośnie, szklane domy. Trzeba bronić Placówki. Potrzebni będą Bohatyrowicze Nad Niemnem - Bogumił i Barbara z Nocy i dni i ten z Lipiec - co ziemię plemienną matką mieć nas uczył. Polska szła ku wolności. Panie Moniuszko - graj nam, Ojcze, z niebios. Panie Bogusławski - pokaż w teatrze Krakowiaków i Górali. Panie Wyspiański - śpiewaj chochołom Miałeś chamie złoty róg. Pokaż ludziom serce - a to Polska właśnie! Rosło pokolenie - Antków, Janków Muzykantów, Bartków Zwycięzców, Stachów z Konar, aż do Dzieci z Wrześni, które bite były do krwi za polski pacierz. Nie będzie Niemiec pluł nam w twarz i dzieci nam germanił! Popatrzcie na daty budowy kościołów. Szła wolność. Początek XX wieku. Trzeba budować kościoły. Trzeba będzie śpiewać: Ojczyznę wolną pobłogosław, Panie! Przyszła wolność. Tylko na 20 lat. Odwieczny wróg znów stanął pod Warszawą. Święty Boże, Święty, Mocny! Od powietrza, głodu, ognia i wojny Zachowaj nas! A naczalstwo było już na plebani i w Wyszkowie. Warszawa to tylko po drodze. Potem Berlin, Paryż i Lizbona i bój to będzie ostatni... Nie tędy droga, bezbożni! I był Cud nad Wisłą i ksiądz Skorupka Za Boga i Ojczyznę bo ich osłaniała Bożyja Matier. Podobne były zaślubiny z morzem, nowy gdyński port. Morze nasze morze wiernie Ciebie będziem strzec. Jeszcze okupacja. Pogasły nam wszystkie gwiazdy. O, jaka trudna droga do wolności. Przez Katyń, Charków, Miednoje, Oświęcim, Dachau, Treblinkę, Tobruk, Murmańsk, Monte Cassino. Anders, Maczek i Dywizjon 303. Jeszcze Powstanie Warszawskie. Zanim padłeś, jeszcze ziemię przeżegnałeś ręką. Czy to była kula synku, czy to serce pękło? Serce pękło. Musiało pęknąć. a oni stali z tamtej strony i patrzyli, jak Warszawa kona. Wisło, pamiętasz? Piasku, pamiętasz? Lesie, pamiętasz? Mamo! Nie słyszę Twoich słów. W oczach mi trochę ciemno. Baczność! Za Lwów! Cel! Pal! Tylko mi Ciebie, Mamo Tylko mi Polski żal. Nie widziałem Prymasa Tysiąclecia. Nie widziałem Papieża Polaka. Nie widziałem Księdza Popiełuszki. I coś ty zrobił najgłupszy z siepaczy. Nawróć się! On ci już przebaczył. Dzieciaki w harcerskich mundurkach! Żołnierze. Tak mi wstyd za ostatnią kampanię. O wy, głupi Galaci, co was tak urzekło? Chamstwo, drobnomieszczaństwo. Został jeszcze w nas homo sovieticus. Nie o Polskę wam chodzi. A gdzie Bóg, a gdzie honor, a gdzie Ojczyzna? Musimy umrzeć w grzechach swoich, bo nie potrafimy mieć jednego serca i jednakowych myśli. Błogosławcie sobie, a nie złorzeczcie! A co z nami? Polsko! Póki Ty duszę anielską będziesz więziła w czerepie rubasznym póty kat będzie rąbał Twoje cielsko, póty miecz zemsty nie będzie Ci strasznym. Rośnijcie szybko! Wolność już macie. Teraz trzeba jej bronić. Polska będzie wielka wielkością serca i wielkością ducha. Będzie Świątynia Opatrzności. Przyjdzie nowych ludzi plemię, jakich dotąd nie widziano. Kiedy? Już niedługo. Kiedy zmądrzejemy. Ojczyznę wolną pobłogosław, Panie! Tę, co mnie zbożami swoich pól jak mlekiem wykarmiła. Gdzie ojciec, bracia i gdzie matka miła w polskiej mnie mowie pacierza uczyła. Ojczyzno moja! Nie zapomnę Ciebie!

Sunday, November 11, 2007

O nawrócenie PO na Polskę

O nawrócenie PO na Polskę

Wszelkie reformy i zmiany rządów nic nie dają, bo "trzeba najpierw Polskę odzyskać". Rzeczywiście, nie może ona ciągle wyrwać się do końca z jakichś widzialnych i niewidzialnych okowów. Czy nowej władzy będzie dostawało mądrości, wiedzy, kompetencji i sumienia, aby tego dokonać? I tu mamy wielkie obawy. Dotychczas PO zachowuje się tak jak ubogi chłop, który otrzymał w spadku wielki majątek dla siebie samego. PO przystępuje do rządów, na razie, z nierozumną radością i zarazem z duchem walki ze wszystkimi, którzy nie są liberałami, którzy są patriotami, zachowują polską tradycję i historię i nie chcą być wchłonięci przez narody Europy Zachodniej. W związku z ostatnimi wyborami jeszcze częściej niż zwykle padało sakramentalne niemal słowo "demokracja". W obecnym świecie zachodnim istnieje nawet specjalny kult bogini demokracji. Ale ciekawe, że już dwa i pół tysiąca lat temu mędrcy greccy mieli inne zdanie. Platon i Arystoteles - najwybitniejsi filozofowie, i Polibiusz, największy historyk starogrecki, uczyli, że demokracja jest ustrojem najniższym i ostatnim. Najpierw jest patriarchat-monarchia, potem następuje arystokracja, a na koniec demokracja, która szybko przeradza się w ochlokrację, czyli rządy ciemnych mas i grup zbójeckich, i w rezultacie państwo upada. A nasza demokracja? U nas demokracja ukazała się w pełnym swym blasku w czasie ostatnich wyborów parlamentarnych. I mamy już prawie to samo, co i w Europie Zachodniej. Zwykli ludzie poważnie i z drżeniem rąk wybierają, a władzę zdobywają zawsze ci sami: bądź te same partie, bądź te same układy, bądź ci sami oligarchowie, a przynajmniej ich ludzie, no i zwykle ci sami ateiści polityczni, masoni i słudzy jakichś ciemnych i ukrytych układów. Jak jest u nas? Połowa uprawnionych do głosowania nie idzie do wyborów, bo ma słuszną intuicję, że i tak elit politycznych nie wymieni. Istotnie, wybory mają właściwe znaczenie dopiero w jakichś węzłowych momentach, jak np. wyzwalanie się kraju z niewoli. Druga połowa tych wybierających wdaje się w walki między partiami i oligarchami, ale niestety, znaczna ich część nie bardzo wie, o co toczy się gra, a inna część z kolei zostaje po prostu oszukana przez propagandę szulerów politycznych, co się odnosi szczególnie do młodzieży. I przeważnie taki jest mechanizm wyborów w dzisiejszej demokracji. Współczesna demokracja musi zostać zreformowana. Jej chorobę widzieliśmy choćby w czasie kampanii wyborczej: kłótnie, miotanie wyzwisk i obelg, wściekłość, oszustwa, podchody, szydzenie, łamanie etyki, imputowanie przestępstw, no i ogólne chamstwo. Kiedyś kolega napisał mi o znajomym mu polityku, a raczej pseudopolityku: "Pojechał do Paryża dawać koncert chamstwa". Najgorszy jest w przypadku ludzi zajmujących się polityką brak wiedzy, logiki, zdrowego rozsądku, co często można obserwować w dysputach telewizyjnych. Polityk nie musi mieć studiów, ale musi mieć zdrowy rozum, roztropność i sumienie. Nie można przejść do porządku dziennego nad tym, że Donald Tusk i niektórzy inni peowcy oraz Władysław Bartoszewski lżyli, ile wlazło, prezydenta, odnosząc zarówno do niego, jak i do premiera termin "dyplomatołki", i zalecali, by się leczył, domyślnie: psychicznie. Kiedy po wyborach prezydent wypomniał panu Tuskowi zniewagi swojej osoby, to członkowie PO i liczni dziennikarze zaczęli wołać, że Tusk nie ma za co przepraszać. Wynikałoby z tego, że to raczej prezydent powinien przeprosić pana Tuska i jego towarzyszy za to, że wspomniał o jakiejś urazie. Jest to perfidia. Uważa się, że w demokracji władza musi być lżona i kto z polityków nie lży innych lub nie chce być lżony, kto się obraża i strzeże swej godności, to nie jest demokratą. Mamy tu do czynienia z dnem moralnym i charakterologicznym, będącym przejawem neopogaństwa. W 10 dni po wyborach Donald Tusk w wywiadzie z Moniką Olejnik powiedział: "Jeśli prezydentowi do nawiązania współpracy potrzebne jest słowo 'przepraszam', to mówię przepraszam". W tej wypowiedzi zawarty jest cały obraz nowej władzy. Wynika z tego, że pan Tusk jeszcze tylko jako szef partii jest ważniejszy od prezydenta, który powinien zabiegać o współpracę z Tuskiem i wykonać pierwszy krok ku zgodzie, i to bez żądania przeproszenia. Tymczasem homo novu idzie zawsze przedstawić się wyższej godności, a nie odwrotnie. Ale przede wszystkim cała wypowiedź jest cyniczna i kpiąca z prezydenta. Donald Tusk stawia sprawę tak, że nie ma za co przepraszać, a jeśli prezydent chce przeprosin, to on wypowiada to słowo "przepraszam" na odczepne. Tymczasem przeproszenie to nie tylko słowo, to raczej sprawa moralności i kultury. Przepraszanemu nie ubliża się na nowo. Niestety, jest to zapowiedź tego, jaka będzie nowa władza. Martwi ten niski poziom moralny i polityczny. Donald Tusk, dziękując swoim wyborcom w Anglii za poparcie, powiedział, że "dali mu największy prezent w życiu". Jak to? To władza premiera ma być prywatnym podarunkiem dla niego, nie dla Narodu, nie dla Polski? A może i całe PO potraktowało wygraną jako podarunek dla nich? A może i całą Polskę potraktują jako jeden wielki "podarunek"? Obawy takie potwierdza dalej częściowo głupawa i histeryczna radość z wygranych wyborów, tak jakby chłopiec otrzymał upragnioną kolorową zabawkę. Nie ma w tym powagi ani troski o nas, o Polskę. Na takiej mieliźnie umysłowej osiedli również liczni dziennikarze, którzy między prezydentem a przyszłym premierem widzą tylko animozje osobiste. Nie dostrzegają, że jest to ostatecznie walka o profil Polski i o byt Polski. Jeden jest za restauracją Polski, drugi zaś w swej ideologii jest za oddaniem Polski na służbę dziedziczce Merkel. To nie są tylko animozje. To są sprawy zasadnicze, które muszą być rozwiązane. Ten, kto zamierza oddać Polskę w całkowitą niewolę Unii, musi przełamać się i ustąpić. To właśnie znaczy: "przepraszam"! Aby nie popaść w pesymizm, trzeba się modlić za polityków PO. Żeby pan Donald Tusk swój cyniczno-ironiczny uśmiech przemienił na spokój i godność, na powagę i rzetelność. Żeby pani Hanna Gronkiewicz-Waltz porzuciła słodko-żmijowatą postawę wobec innych na rzecz kobiecej serdeczności i szlachetności. Czy pan Jarosław Gowin nie mógłby zstąpić z wysokiego tronu sędziego Kościoła polskiego i wstąpić do grona członków tego Kościoła? Może też pan senator Kazimierz Kutz uzna, że Śląsk leży w granicach politycznych Polski? Może również cała PO, budując Polskę oligarchiczną, dostrzeże choć grupkę spośród czterech milionów ludzi żyjących poniżej minimum socjalnego? Obawy Kiedy analizuje się różne wypowiedzi i postępowanie polityków PO (którzy zresztą ciągle nie mają programu, a tylko kalkują Zachód), to nachodzą nas duże obawy w różnych dziedzinach. Zachodzi obawa, że PO rozwali gospodarkę, materiałową i pieniężną, bo chce na siłę wprowadzić nowy ustrój społeczno-gospodarczy i wejść do strefy euro. Nie ma zrozumienia dla świata wiejskiego, robotniczego i biedoty i może całą gospodarkę podporządkować oligarchom niemieckim. Zachodzi obawa, że ruszy znowu złodziejska prywatyzacja, w której zostanie sprywatyzowana nie tylko cała ziemia polska i w ogóle Polska, ale także wody, rzeki, lasy i samo powietrze. Pocieszający ma być fakt, że np. w Zakopanem będzie dwóch właścicieli powietrza: jeden Niemiec, drugi Hiszpan, czyli powstanie konkurencja, dzięki której górale mniej zapłacą za oddychanie. Boimy się, że i pod względem politycznym, duchowym i kulturowym PO podda Polskę w "macierzyńską opiekę" pani Merkel, podobnie jak pisał ostatni król Polski Stanisław Poniatowski w akcie abdykacyjnym, powierzając I Rzeczpospolitą carycy Katarzynie, też Niemce. Obawiamy się, że ponownie po czasach komunizmu nastąpi zagubienie ducha Polski, narodu, patriotyzmu, tradycji polskiej, historii, kultury, języka. Można postawić pytanie: czy będzie importowana bez granic ideologia liberalna i ateistyczna, a w związku z tym będzie się luzować prawo karne, dyscyplinę w szkolnictwie, będzie szerzona demoralizacja młodzieży? Czy "zero tolerancji" Giertycha będzie w mig zniesione na rzecz stałej zachęty do rozpusty, narkotyków "lekkich", pijaństwa, bezkarnego łamania wszelkich praw? Czy nowy rząd przyjmie europejską Kartę Praw Podstawowych, gdzie wprawdzie prawa: godności, wolności, równości, solidarności, praw obywatelskich i sprawiedliwości, brzmią wzniośle, ale kontekst interpretacyjny zwraca je prawie wszystkie przeciwko religii oraz etyce chrześcijańskiej i klasycznej? Czy będziemy poddani pod całą jurysdykcję Trybunału w Strasburgu, który będzie ponad naszą Konstytucją, uczyni martwymi nasze sądy i będzie ferował wyroki sprzeczne z Ewangelią i z polską racją stanu? Mamy już tego początki w procesie pani Alicji Tysiąc. Czy podniosą znowu głowy obce wywiady, układy, dawni esbecy, ludzie uwikłani w korupcję, sprzedawcy Polski, frustraci, drapieżnicy społeczni i zdrajcy? Już teraz ludzie z PO zapowiadają, że nie będą ścigali przestępstw, np. korupcji, a będą zapobiegali przyczynom tych przestępstw, mianowicie przez odpowiednie ustawy. Cóż to za głupota i utopia. Oni myślą, że wyeliminują grzech przez uchwałę przeciwko niemu! Boimy się, że zostaną otwarte na oścież wrota dla aborcji, eutanazji, małżeństw homoseksualnych, niwelowania instytucji małżeństwa i rodziny i odrzucania wszystkich wyższych wartości. Istnieje obawa, że nastąpi pogorszenie sytuacji Kościoła, choć Tusk próbuje pozyskać kard. Stanisława Dziwisza, abp. Kazimierza Nycza, abp. Tadeusza Gocłowskiego i wielu innych. Tymczasem papierkiem lakmusowym jest stosunek PO do ogólnopolskiego i prawowiernego medium toruńskiego, które wyraża ducha substancji polskiej i katolickiej. Czy PO będzie się starała prześcignąć PiS w filosemityzmie bez względu na interes Polski? Obawiamy się, że będzie niszczony rozmyślnie dorobek PiS z nienawiści i że agresja opozycjonistów będzie trwała w czasie rządów. Już są tego pierwsze oznaki w wypowiedziach ludzi PO i w ich zachowaniach, jak np. w czasie wystąpienia posła PiS Marka Kuchcińskiego, przedstawiającego kandydata na marszałka Sejmu. Robił on wprawdzie pewne aluzje, ale zachowanie się posłów PO było bardzo niekulturalne. Jaka atmosfera? Po wyborach PO i większość mediów zachowują się tak, jakby po jakimś więzieniu znaleźli się na pikniku. Wieje utopią: hulaj dusza! Niektórzy powiadają, że jednak media zaczną przywoływać nową koalicję do porządku, gdy tylko przeminie euforia. Ale nie jest to takie pewne. PO i polskojęzyczne media zachodnie mają wspólne poglądy i ciągoty, zresztą razem atakowali niekosmopolityczny rząd PiS. Media wspierały PO nawet w ciszy wyborczej. Poza tym obecnie wszystkie wychwalają PO, atakują pokonanych i rysują przyszłość w kolorach "Ody do radości" i w duchu utopii liberalnej, wrogiej Polsce i chrześcijaństwu. W czasie wieczoru wyborczego zaraz po godz. 20.00 można było wyczuć, że wygrała PO. Nie czekając na godz. 23.00, w migawkach podawano klub PO na pierwszym miejscu, uradowaną twarz Tuska i uśmiechnięte miny dziennikarzy telewizyjnych. Jeśli media zaczną krytykować nowy Sejm, to chyba zaczną od tego, że aż 400 posłów przy ślubowaniu dodało: "Tak mi dopomóż Bóg". Na razie, jeśli się coś krytykuje, to tylko technikę propagandową wyborów, nie mówi się absolutnie o programach partii dla społeczeństwa i Polski. Dla mediów scenę polityczną, wypełniają przeważnie fatałaszki i elementy estetyczne, tak po amerykańsku. Ale krzyżują się różne wiatry polityczne. Weźmy pod uwagę choćby nastroje LiD po wyborach. Marek Borowski, Wojciech Olejniczak, Aleksander Kwaśniewski i wielu innych wyraźnie zapowiadali, że gdy wygrają, to wezmą się za Kościół, czyli za katolików. A ci katolicy poparli ich prawie w 14 proc., czyli w liczbie ponad dwóch milionów. I powstał niezrozumiały paradoks: atakowani katolicy poparli swoich wrogów, ci zaś posmutnieli, że tych popierających było tak mało. Psychologia społeczna wyborów bywa czasami idiotyczna. Ciekawe, że w całej niemal Europie katolicy wybierają do rządów swoich wrogów, gdyż są to rządy przeważnie masonów, ateistów, liberałów, prześladowców chrześcijaństwa. Co katolików tak opętało? Może jakaś demoniczna hipnoza? Weźmy na przykład obecną Hiszpanię. Tam rządzi taka jakaś - jak mówił ks. Prymas kard. Józef Glemp - hybryda, czyli socjaliści kapitalistyczni, oligarchiczni, taka socjo-magnateria. I oto dziś chcą znowu ekshumować rewolucję antykatolicką z lat 30. ubiegłego wieku. Rządzący wściekają się, że Watykan beatyfikował 498 osób, zamordowanych przez ateistycznych rewolucjonistów. Toteż jakby w odwecie chcą głosić chwałę i stawiać pomniki mordercom owych świętych. Przy tym, możliwe, że wystawią też pomnik i naszemu gen. Karolowi Świerczewskiemu, który dowodził w czasie rewolucji pięcioma tysiącami wschodnich morderców, no i sam strzelał do katolików. Ponadto rząd hiszpański potępia generała Franco i innych obrońców Kościoła. W tym świetle lepiej rozumiemy wyczyny Hiszpanów wśród Indian amerykańskich, choć trzeba pamiętać, że protestanccy Anglosasi wyniszczyli prawie wszystkich Indian w Ameryce Północnej. W historii są jakieś ciemne epoki, których nie da się zrozumieć. Obawiamy się, żeby coś z tych ciemności nie przyszło i do nas w jakimś znaczniejszym stopniu. Jest to tym groźniejsze, że wielkie kraje Europy Zachodniej sympatyzują z obecnym rządem hiszpańskim, który walczy z Kościołem. Rządy tych krajów, choć głoszą demokrację i godność każdego człowieka, to przecież godność tę przypisują tylko ateistom, liberałom i niszczycielom tradycji chrześcijańskiej. Jest to obłuda demoniczna. Obecnie formując imperium europejskie, nie liczą się już wcale ze swoimi społeczeństwami. Jedyna Irlandia chce poddać traktat reformujący pod referendum. W innych krajach - jak się zdaje - o powstaniu imperium ponadpaństwowego będą decydowały tylko opisane wyżej rządy. Zwykli obywatele to dla nich pariasi. Co z Polską? Mój przyjaciel, mgr inż. Jerzy Tatol powtarza ciągle, że wszelkie reformy i zmiany rządów nic nie dają, bo "trzeba najpierw Polskę odzyskać". Rzeczywiście, nie może ona ciągle wyrwać się do końca z jakichś widzialnych i niewidzialnych okowów. Próbowało to zrobić PiS, ale do końca nie dało rady. Teraz stajemy przed pytaniem, czy nowej władzy będzie dostawało mądrości, wiedzy, kompetencji i sumienia, aby tego dokonać. I tu mamy wielkie obawy. Dotychczas PO zachowuje się tak jak ubogi chłop, który otrzymał w spadku wielki majątek dla siebie samego. PO przystępuje do rządów, na razie, z nierozumną radością i zarazem z duchem walki ze wszystkimi, którzy nie są liberałami, którzy są patriotami, zachowują polską tradycję i historię i nie chcą być wchłonięci przez narody Europy Zachodniej. Owszem, bywa tak, że człowiek żądny władzy i znaczenia po zdobyciu tej władzy humanizuje się i uspokaja, czuje się już spełniony i robi się nawet łaskawszy dla przeciwników politycznych. Ale mimo wszystko przychodzi na myśl porzekadło z czasów pańszczyźnianych: "Po złym panie jeszcze gorszy nastanie". W każdym razie tym, którzy byli i są mocno atakowani za polskość i za miłość do całego społeczeństwa, niewyłączającą nikogo, zwłaszcza tych najbiedniejszych i pokrzywdzonych, przytoczę dla żartu powiedzenie profesorki KUL, Janiny Pliszczyńskiej, która swego czasu pisała do mnie na Uniwersytet Katolicki w Lowanium: "Bóg nie poskąpił mi wrogów, ale tym wrogom poskąpił rozumu". Trzeba się więc nam modlić o rozum dla polityków, a przede wszystkim o nawrócenie się Platformy Obywatelskiej na Polskę.
Ks. prof. Czesław S. Bartnik

"Myśląc Ojczyzna"

"Myśląc Ojczyzna"
red. Stanisław Michalkiewicz (2007-11-07)
Felieton
słuchajzapisz
Legendy i prawda Felieton wygłoszony na antenie Radia Maryja dnia 7 listopada o godzinie 20.50 Szanowni Państwo! Znane porzekadło głosi, ze sukces ma wielu ojców. Trafność tego spostrzeżenia sprawdza się na naszych oczach, kiedy widzimy, ile środowisk przypisuje sobie dzisiaj zasługę w zwycięstwie Platformy Obywatelskiej. Naturalnie najgłośniej mówią o tym ci, którzy byli zaledwie mięsem armatnim tego zwycięstwa. Prawdziwi jego autorzy, w osobach funkcjonariuszy tajnych służb polskich i zagranicznych, siedzą cicho i się nie chwalą, bo i tak wiedzą, że przyszły rząd będzie musiał się im odwdzięczyć. Sukces ma zatem wielu ojców, ale oczywiście nie każdy, kto przypisuje sobie ojcostwo, jest autorem sukcesu naprawdę. Tak jest teraz i tak samo było kiedyś, gdy Polska po wiekowej niewoli, odzyskiwała niepodległość. Jak wiadomo, rocznicę odzyskania przez Polskę niepodległości obchodzimy 11 listopada. Warto przy tej okazji przypomnieć postać nieżyjącego już Wojciecha Ziembińskiego, który przywrócenie tego święta, można powiedzieć, wychodził i wysiedział. Jeszcze za głębokiej komuny, 11 listopada przychodził złożyć kwiaty na Grobie Nieznanego Żołnierza w Warszawie, gdzie jak wiadomo, spoczywa anonimowe Orlę Lwowskie. Najpierw przychodził sam, potem dołączali do niego kolejni, ale nie tak znowu liczni, patrioci. Dzisiaj jest ich oczywiście nieporównanie więcej, ale wtedy milicja za każdym razem Ziembińskiego zatrzymywała, a kolegia, a nawet niezawisłe sądy, skazywały go na różne kary. Tak było przez całe lata, aż wreszcie 11 listopada znowu stał się świętem narodowym. Przypominam postać Wojciecha Ziembińskiego, bo ostatnio można odnieść wrażenie, że do rangi bohatera pozytywnego i autorytetu moralnego urasta pan Michał Boni, co to w latach 80-tych zobowiązał się do współpracy ze Służbą Bezpieczeństwa, a po ponad 20 latach się do tego przyznał, za co różni patrioci nie mogą się go wprost nachwalić. Ale takie widać nadchodzą czasy, że kto nie był kiedyś agentem, patriota być nie może. Wracając do 11 listopada, to warto przypomnieć, że akurat tego dnia w 1918 roku nic szczególnego się nie stało. Tego dnia bowiem Rada Regencyjna, która istniała od września 1917 roku, przekazała Józefowi Piłsudskiemu dowództwo nad wojskiem. Mogła to zrobić po pierwsze dlatego, że wcześniej wojsko to zorganizowała, po drugie dlatego, że 7 października 1918 roku ogłosiła niepodległość Polski i wreszcie dlatego, że 12 października 1918 roku pozbawiła generała-gubernatora Beselera naczelnego dowództwa nad Polska Siłą Zbrojną. Dopiero 14 listopada 1918 roku rozwiązała się, a na podstawie jej dekretu całą władzę w Królestwie Polskim przejął Józ jej dekretu całą władzę w Królestwie Polskim przejął Józef Piłsudski, który w dniu 22 listopada przyjął tytuł Naczelnika Państwa. Co to znaczy, że Rada Regencyjna przekazała Józefowi Piłsudskiemu "władzę"? Co konkretnie mu przekazała? Ano - gotowy aparat państwowy, który wcześniej skonstruowała. Aparat, który zbierał podatki, wydawał zarządzenia, rozstrzygał spory, aprowizował wojsko - i tak dalej. Tak się jednak złożyło, że o tych zasługach Rady Regencyjnej mało kto dziś pamięta. Wszyscy za to pamiętają o Józefie Piłsudskim - że przyjechał do Warszawy i Polska odzyskała niepodległość. W rezultacie wielu ludzi naprawdę myśli, że wszystko zaczęło się 11 listopada, bo Józef Piłsudski uczynił cud. Stąd też powszechna wiara w cuda, jaka ujawniła się choćby przy ostatnich wyborach. Może i dobrze to świadczy o sile wiary, ale już znacznie gorzej - o poczuciu rzeczywistości, a zwłaszcza - o elemencie siły w polityce. Poza tym historia ze świętem 11 listopada poucza nas, jak ważna jest propaganda. Może ona wytworzyć tak zwana legendę, czyli kompletnie fałszywy obraz rzeczywistości. Kiedy jednak wszyscy, albo przynajmniej większość, w legendę uwierzą, staje się ona wersją oficjalną, w którą nikomu nie wolno wątpić, ani tym bardziej podważać, bez wywołania zgorszenia. Dlatego kandydaci na mężów stanu nie tyle dbają o interes własnego narodu i państwa, co o propagandę, która zawczasu przygotuje im odpowiednią legendę. Stąd też 11 listopada usłyszymy mnóstwo pochlebnych słów na temat niepodległości - jakim to ona jest skarbem i ile ofiar warto dla niej ponieść. Zanim jednak się wzruszymy tymi deklamacjami, zwróćmy uwagę, że będą o tym mówić politycy, którzy 13 grudnia podpiszą w Lizbonie Traktat Reformujący Unię Europejską, a następnie będą próbowali ratyfikować go bez pytania Narodu, czy chce zrezygnować z suwerenności politycznej, czy nie. Sukces ma wielu ojców i widzimy, jak to pragnienie ojcostwa krystalizuje się w legendę - dzisiaj już nie do podważenia. Ale tak jak sukces ma wielu ojców, to klęska jest sierotą. Ciekawe w jaki sposób i przy pomocy jakich legend będą się bronić ci, którzy 13 grudnia w imieniu Polski złożą podpis pod Traktatem Reformującym, a następnie będą próbowali pokątnie go ratyfikować. Warto już dzisiaj zwrócić na to uwagę, a może nawet udokumentować w jakiejś specjalnej księdze na wieczną rzeczy pamiątkę.
Szczęść Boże! Mówił Stanisław Michalkiewicz

Saturday, November 10, 2007

Amerykanski Senator Voinovich powinien przeprosic Polske i Polakow w kraju i na obczyznie.

Amerykanski Senator Voinovich powinien przeprosic Polske i Polakow w kraju i na obczyznie.
List amerykańskiego senatora do polskiego ambasadora: Nowy rząd musi "zainteresować się Radiem Maryja"


Senator George Voinovich zwrócił się 5 listopada br. do ambasadorów Polski i Ukrainy w Stanach Zjednoczonych, wzywając do ustosunkowania się, wyjaśnienia i przedsięwzięcia kroków wobec "atmosfery i aktów antysemityzmu" w ich krajach.

Voinovich, republikanin ze stanu Ohio, pyta się w liście do ambasadora Polski, czy aby w świetle wyników wyborów w dniu 21 października br., Radio Maryja mogło dalej rozpowszechniać antysemickie treści i czy nowa koalicja rządowa zamierza zainteresować się tą działalnością.

W liście do ambasadora Ukrainy, Voinovich wymienia siedem antyżydowskich incydentów, które miały miejsce od czerwca br. "Jest rzeczą niezwykle ważną, aby rząd Ukraiy zaświadczył o swoim zdecydowaniu w ochronie środowisk żydowskich, poprzez przedsięwzięcie konkretnych kroków celem ukarania sprawców i monitorowania z wielką uwagą wszystkich takich przypadków w przyszłości." - pisze Voinovich.



KOMENTARZ BIBUŁY:

Na szczególną uwagę zasługuje fakt, iż w sprawie tzw. antysemityzmu w Polsce zaczynają zabierać głos nie tyle Żydzi amerykańscy, ale właśnie katolicy. Senator Voinovich, który uważa się za katolika, może posłużyć jako klasyczny przypadek działania proxy - poprzez kogoś innego, czyimiś rękami - czyli tak ulubionego przez środowiska żydowskie sposobu działania w trudnych operacjach. Voinovich, któremu nie można przecież zarzucić etnicznego czy religijnego uprzedzenia - wszak jest katolikiem - może posłużyć jako wygodne narzędzie nacisków na tuskowy rząd polski. Tylko czekać jak uformuje się "zatroskana grupa katolików" spośród proaborcyjnych gwiazd Senatu USA, jak np. pani Barbara Mikulski, prosyjonistyczna i pro-aborcyjna działaczka, co tydzień zresztą przystępująca do Komunii św., którzy zaczną coraz głośniej "wyrażać dezaprobatę" wobec "brutalnego antysemityzmu" Radia Maryja.

Radio Maryja jeśli wkrótce polegnie, to zostanie zasztyletowane właśnie rękami [nominalnych] katolików. W tym tych na najwyższych szczeblach, usłużnej pewnym siłom administracji świeckiej, jak i biurokracji kościelnej.

Letter from Lech Bajan Polish American to Senator George Voinovich USA.
RE: U.S. Sen. George Voinovich (R-Ohio) wrote to the Polish ambassador about anti-Semitism in Poland.

Senator Voinovich,

Please stay away from any of the kinds of statement which may cause damage to your Polish American votes. Why?



I believe the American and European media owe an apology to the Polish people for printing articles in which the authors refer to them as being anti-Semitic. Such publications and articles contribute even more to the ever-present anti-Polonism in the American and European media. Did any of those so-called American historians ever investigate any attacks on the non-Jewish population?

As far as Jedwabne massacre is concerned, Poles were the victims of such cruel acts on an almost daily basis during the WWII. This fact is kept from American and European readers. Instead, the massacre in Jedwabne, which was widely known in Poland and whose files were not hidden but open for everyone to investigate, had to be "discovered" by a fame-seeking author.

The fact that Mr. Gross left Poland in 1968 tells me that a touch of revenge may be the motive for his search. In the past, Kosinski's alleged autobiographical books were eventually proven to be hoaxes.
The thorough investigation into the case will only be in Poland's favor. There are files of the documents that Mr. Gross somehow ignored in his research, rather concentrating on the testimony of one witness. To understand the base of that attack, we must know the history of Poland and, in my opinion based on the observation of an average American person, we know nothing.

It is too difficult to understand the situation without being provided with wider information and truthful publications by OTHER than American and Jewish historians. Unfortunately, when a country is attacked - as in Poland's case - by two great powers, chaos occurs.

The double standards are evident by calling an event, such as the one in Jedwabne, an act of anti-Semitism, while in the United States, burning a synagogue in Worcester, Mass was called "an act of vandalism", a shooting in the Jewish Children Center in California -"an act of a mad man". If such acts took place in Poland, they would have been called anti-Semitic. American patriotism applied to Poles transfers into nationalism.

For 1000 years, Poland was the spiritual and religious center of Jewish Diaspora and produced one of the greatest world centers of Talmudic studies. 300 papers in Hebrew were published in Warsaw alone. Jews, unlike Blacks in America, were not forced to settle in Poland; they came here on their own will, prospered, attended colleges and universities, owned factories, etc.

As early as in 1264, King Boleslav of Poland granted a charter inviting the Jews there. The charter was an amazing document, granting Jews unprecedented rights and privileges. For example, it stated that:

"The testimony of the Christian alone may not be admitted in a matter which concerns the money or property of a Jew. In every such incidence there must be the testimony of both a Christian and a Jew. If a Christian injures a Jew in any which way, the accused shall pay a fine to the royal treasury."

"If a Christian desecrates or defiles a Jewish cemetery in any which way, it is our wish that he be punished severely as demanded by law."

"If a Christian should attack a Jew, the Christian shall be punished as required by the laws of this land. We absolutely forbid anyone to accuse the Jews in our domain of using the blood of human beings."

"We affirm that if any Jew cry out in the night as a result of violence done to him, and if his Christian neighbors fail to respond to his cries and do not bring the necessary help, they shall be fined."

"We also affirm that Jews are free to buy and sell all manner of things just as Christians, and if anyone hampers them, he shall pay a fine."

Polish King Kazimierz was favorably disposed towards Jews. On October 9, 1334, he confirmed the privileges granted to Jewish Poles in 1264 by Boleslaus V. Under penalty of death, he prohibited the kidnapping of Jewish children for the purpose of enforced Christian baptism. He inflicted heavy punishment for the desecration of Jewish cemeteries. Although Jews had lived in Poland since before the reign of King Kazimierz, he allowed them to settle in Poland in great numbers and protected them as people of the king.

Another Polish king, Sigismund II Augustus, issued another invitation. Here is an excerpt from his edict, granting the Jews permission to open a yeshiva at Lublin, dated August 23, 1567:
"As a result of the efforts of our advisors and in keeping with the request of the Jews of Lublin we do hereby grant permission to erect a yeshiva and to outfit said yeshiva with all that is required to advance learning. All the learned men and rabbis of Lublin shall come together for among their number they shall choose one to serve as the head of the yeshiva. Let their choice be a man who will magnify Torah and bring it glory."

GOLDEN AGE OF POLISH JEWRY

In Poland, the Jews were allowed to have their own governing body called the Va'ad Arba Artzot, which was composed of various rabbis who oversaw the affairs of the Jews in eastern Europe. The Poles did not interfere with Jewish life and scholarship flourished.

Some important personalities of this period, which a student of Jewish history should remember, were:

Rabbi Moshe Isserles (1525-1572), from Krakow, also known as the Rema. After the Sephardi rabbi Joseph Karo wrote the Shulchan Aruch, the code of Jewish Law, Rabbi Isserles annotated it to fill in the rabbinic decisions from Eastern Europe. His commentary was, and continues to be, critically important in daily Jewish life.

Rabbi Ya'akov Pollack (1455-1530), from Krakow. He opened the first yeshivah in Poland and was later named the chief rabbi of Poland. He developed a method of learning Talmud called pilpul, meaning "fine distinctions." This was a type of dialectical reasoning that became very popular, whereby contradictory facts or ideas were systematically weighed with a view to the resolution of their real or apparent contradictions.

Rabbi Yehudah Loewe, (1526-1609), not from Poland but important to Eastern European Jewry. He was known as the Maharal of Prague and was one of the great mystical scholars of his time. He has been credited with having created the golem, a Frankenstein figure, a living being without soul.

Along with the growth in Torah scholarship came population growth. In 1500 there were about 50,000 Jews living in Poland. By 1650 there were 500,000 Jews. This means that by the mid 17th century about majority of the Jewish population of the world was living in Poland!

Where did these Jews settle within Poland?

Jews were generally urban people as they were historically not allowed to own land in most of the places they lived. However, they also created their own farm communities called shtetls. Although we tend to think of the shtetl today as a poor farming village (like in Fiddler on the Roof), during the Golden Age of Polish Jewry, many of these communities were actually quite prosperous. And there were thousands of them.
The Jews in these independent communities spoke their own language called Yiddish. Original Yiddish was written in Hebrew letters and was a mixture of Hebrew, Slavic, and German. (Note that Yiddish underwent constant development and "modern" Yiddish is not like the "old" Yiddish which first appeared in the 13th century, nor "middle" Yiddish of this period of time.) All in all, the Jews did well, but working alongside Polish and Ukrainian Christians.


How many African Americans till the 20th century were able to do so?

Jews came to Poland on their own will, to the country of great opportunity, found shelter from the hostilities of Western Europe, stayed and prospered, had representatives in the Polish parliament, and had the freedom of expressing their religion and customs. In some towns of Eastern Poland, Jews accounted for more than 50% of the occupants. They were respected citizens, how could this be possible if the country was, as it is widely presented on the Jan Tomasz Gross book as anti-Semitic?
Polish Jews enjoyed equal rights and full protection of the law under the Polish government. The laws changed under the rule of Prussia, Russia, and Austria.

Keep in mind that it also affected Poles as well. Their situation improved after WWI when the Polish government was reestablished.

Why, between wars, was the Jewish population growing 6 times faster than Christian population, if the alleged anti-Semitism took place?

The only prejudice that you can accuse Polish people of is to be anti-Communist.
Marek Edelman, the last leader of the Warsaw Ghetto Uprising, who still lives in Poland, said: "It is not a Jew who is the enemy, it is an enemy who is Jewish." I'm sorry to destroy the beautiful image of the peaceful and innocent Jewish people but at the time of the massacre it was well known that there were "informers," "observers," "advisors," or in plain English "Soviet collaborators" among Jews then and through the war and post.

Those did not see the wrong they were doing, the comfort came from accepting a different way of thinking. They considered themselves Poles or Polish Jews before the war, now comfortably became only Jews, so there were no ties of loyalty to Poland or to the Polish people. Collaborators gave out Poles and Jews as well (Jakub Berman as an example).

But this would be too difficult to understand for us who for decades were fed on anti-Polish propaganda. The same propaganda that Nazis used and later Soviets and now is being repeated with a nauseating consistency by the American press.

The public does not know that Poland and Israel have a very good relationship.

It is the backwardness of American Jews to prefer the stereotype. I was hoping that with the raising of the Iron Curtain, the flow of information about Poland would be available to the average American reader and TV viewer.
That did not happen, rather we prefer to publish such articles. Also by hiding from public Polish accomplishments, only adds to the image of the Poles as some primitive tribe.
The fact that Poland's economy is the one of fastest growing in Europe is a thorn in the eye for some. The anti-Polish sentiment spreads to minimize their success. We already forgot who first faced the Soviet power and fought Communism.

The difference between Holocaust victims in the USA and Poland is that in Poland Jews and Christians believe that there is no price on human despair; I guess American Jews found the price tag and the Holocaust became a good business. Some are even lining up to collect money. Poles never asked to be recompensated for their losses and they did not receive any help from the Marshall Plan either.

Besides, we must not forget that Poland was not only a victim during WWII but only recently freed herself from under Soviet occupation. We should remember that Communism in Poland was FORCED upon its people, that Soviets placed Jews on high positions, which triggered atrocities. There is no perfect nation, there are honorable citizens and there is scum in all of them. But it seems that we only find the bad in Poles and all the good in Jews. For a well-balanced story, the authors should mention what Soviet Jews did to Poles (Koniuchy massacre) and the fact that, from 34 countries, the Poles are those who have the biggest number of trees at Yad Vashem.

In WWII, Poland lost almost 20% of its population; 6 million Poles were killed. It was the only country in all of Nazi-occupied Europe with the death penalty for sheltering Jews. Germans knew how sympathetic Poles were to Polish Jews and that way, they could get rid of them both. Entire families, sometimes whole towns were murdered for sheltering Jews. 75% spoke only Yiddish, which later became a problem for those who wanted to be saved and pass as Poles. I guess American Jews don't rush to reveal some other information to the American public like: what were the Judenrat and the Jewish Police doing in the ghettos? Who took over the houses of Polish officers and their families when they were taken to Siberia?

In the American consciousness the Holocaust has become synonymous with Jewish history. Historical literature of the Holocaust has focused on the six million Jewish victims with the exclusion of the sixteen to twenty million Gentile victims.

Do we inform that Poland's government was the only one in Nazi-occupied Europe to sponsor the organization to help Jews escaping the ghettos?

What did American Jews do to help their dying brothers?

We allow speculation on almost every aspect of Polish-Jewish relationship never asking: "Why don't we speculate how many Jews would save Poles if the roles were reversed?"

For me to have a different opinion is to risk being called an anti-Semite. An intelligent but objective Jewish person is called a "self-hating Jew". A "bystander" is someone who chose not to give his and his family's life for a strange, Jewish person.

Good things are happening in Poland .But noone rushes to tell the Americans about the annual Jewish Festival in Krakow or about the opening of yet another Jewish school in Warsaw. Or even about the commemorating of the Warsaw Ghetto Uprising. We don't rush to tell about the "Fiddler on the Roof" in Yiddish at the Jewish Theatre in Warsaw. Instead we publish misleading stories about a music concert in Auschwitz (!?) and killings in Jedwabne. Why is that? American historians should stop wasting their ink only writing about alleged Polish anti-Semitism. Any atrocities toward Jews either occurred during Nazi or Soviet occupation or were triggered by revenge and greed not to be mistaken with anti-Semitism. Also to suggest that all Polish Jews are long gone is wrong; many survived and became famous: actors (Holoubek, Zapasiewicz, Himilsbach, Rudzki), movie critics (Waldorf), writers (Tuwim), philosophers and editors (Michnik), politicians (Mazowiecki, Suchocka), musicians (Szpilman, Zimmerman), heart surgeons (Marek Edelman), athletes (Kirszenstein a.k.a. Szewinska), singers (Szmeterling a.k.a. Jantar). Some Polish Jews just recently became interested in their religion; Jewish schools are reopening, while the synagogues, museums, and Jewish cultural institutes were always present in Poland's cultural life. Positive Jewish characters are in every Polish classic, there are streets named after Jewish heroes; monuments accommodate their heroism and their tragedy. All this does not seem like an anti-Semitic country, does it? But it will stay so in the American media, as long as we allow it to.


Alex Lech Bajan
Polish American
CEO
RAQport Inc.
2004 North Monroe Street
Arlington Virginia 22207
Washington DC Area
USA
TEL: 703-528-0114
TEL2: 703-652-0993
FAX: 703-940-8300
EMAIL: alex@raqport.com
WEB SITE: http://raqport.com

prosze o wysylanie reposty do Senatora po angielsku


Washington D.C. Office524 Hart Senate Office BuildingWashington, D.C. 20510phone: (202) 224-3353
Cincinnati Office36 East 7th StreetRoom 2615Cincinnati, OH 45202phone: (513) 684-3265fax: (513) 684-3269
Cleveland Office1240 East 9th StreetRoom 3061Cleveland, OH 44199phone: (216) 522-7095fax: 522-7097
Central Ohio Office37 West Broad StreetRoom 310Columbus, Ohio 43215phone: (614) 469-6697fax: 469-7733
Northeast Office1240 East 9th StreetRoom 3061 Cleveland, OH 44199 phone: (216) 522-7095fax: (216) 522-7097
Southeast Office78 West Washington Street P.O. Box 57 Nelsonville, OH 45764 phone: (740) 441-6410fax: (740) 753-3551
Toledo Office420 Madison AvenueRoom 1210Toledo, OH 43604 phone: (419) 259-3895fax: (419) 259-3899

Co robić? Rozważania przy Święcie Niepodległości - Maciej Eckardt


Co robić? Rozważania przy Święcie Niepodległości - Maciej Eckardt


Dzień 11 listopada to dobra okazja do zastanowienia się nad stanem naszej niepodległości, jej atrybutami i kondycją. Zagonieni codziennością ani się spostrzegliśmy jak niepodległość wymknęła nam się z klasycznych definicji i utartych wyobrażeń. Pisząc „nam”, mam na myśli środowiska odwołujące się do tradycji konserwatywnej i narodowo-demokratycznej. Zaczytani w klasykach, opracowaniach historycznych, w większości odsunęliśmy od siebie intelektualną konfrontację z nachalnymi prądami współczesnego świata, wyzwaniami globalizacji, wojny kultur i cywilizacji.

Owszem, dość często zabieramy w tych sprawach głos, recenzujemy, analizujemy i się spieramy. Z tych sporów jednak nic nie wynika poza wyrażeniem swojego stanowiska ad vocem czegoś lub kogoś. Brak nam wizjonerów, a przynajmniej polityków, którzy w dłuższej perspektywie byliby w stanie nakreślić scenariusz wydarzeń na globalnej szachownicy i umiejscowić na niej Polskę, z całą jej specyfiką, wadami i zaletami.

Jako środowiska konserwatywne i narodowe nie mamy swojego Parnasu, który byłby tworzył w miarę spójny ferment ideowo-kulturowy, na tyle atrakcyjny intelektualnie, że miałby siłę przyciągania nie tylko przekonanych. Parnas, który nieustannie podejmowałby i odkurzał dziedzictwo ideowe oraz intelektualne klasyków myśli narodowej i konserwatywnej, transponował je do współczesności, odważnie odrzucając to, co do niej nie przystaje, a eksponując to, co wciąż jest atrakcyjne i aktualne. Potrzebujemy całego systematu opisującego, czym jest nowoczesny patriotyzm, bo przecież takimi patriotami jesteśmy. Potrzebujemy tego, bo działamy w rozproszeniu.

Brakuje nam intelektualnych sporów o literaturę, socjologię, sztukę i kulturę. Grzęźniemy jako środowisko, skądinąd zrozumiale, w powtarzalnych mantrach historycznych i politycznych, z rzadka zahaczając o ekonomię i myśl gospodarczą, co sytuuje nas dość jednostronnie w dialogu ze współczesnym światem i współczesnym człowiekiem, który w większości nie ma pojęcia o tym, że w ogóle istniejemy. Ustawieni na pozycjach kibiców i recenzentów odrzucamy „czyn”, ten w klasycznym organicznym ujęciu (nie mam na myśli „czynu” w ujęciu piłsudczykowskim). Poniekąd odnoszę wrażenie, że Internet konserwatywną i narodową prawicę rozleniwił, a raczej dał jej doskonałą wymówkę przed trudem fizycznej działalności. No bo przecież tyle robimy w sieci…

Po ostatnich wyborach wszyscy na prawicy liżemy rany. Wszyscy. To okazja, by podczas tego lizania odpowiedzieć sobie jakiej na prawicy polityki chcemy. Może nadszedł czas na dywersyfikację koncepcji politycznych? Może w polityce trzeba dzisiaj używać lekkiej i zwrotnej jazdy, a nie zaciężnej i patetycznej husarii, trudnej do manewrowania w szybko zmieniających się okolicznościach. Czym różni się pole dzisiejszej polityki od tego, na którym działał Dmowski? Niewątpliwie większym zniuansowaniem i rozproszeniem. Okazuje się, że dzisiaj mamy interesy aż w Iraku i Afganistanie, co onegdaj, poza mrzonkami mocarstwowo-kolonialnymi, było nie do pomyślenia.

Jak uprawiać politykę na prawicy w dobie permanentnej informacji i wścibskiego otoczenia medialnego? Jakiego języka używać, by myśl konserwatywno-narodowa była przyswajalna w szybko rozwarstwiającym się technologicznie społeczeństwie, którego coraz większe segmenty przenoszą swoją aktywność intelektualną w sieć, tworząc swoiste nowe społeczności. Ich skuteczność mogliśmy zaobserwować w ostatnich wyborach, kiedy przechyliły szalę zwycięstwa w stronę Platformy Obywatelskiej. Jak korzystać ze współczesnych instrumentów badawczych w polityce, np. socjometrii i psychologii społecznej, tak, by nie stały się zwykłym zabiegiem inżynierskim na duszy społeczeństwa? To tylko niektóre dylematy, przed którymi staje nurt konserwatywno-narodowy.

W Święto Niepodległości warto odwołać się do postaci Romana Dmowskiego, faktycznego twórcy niepodległego państwa polskiego, głównego stratega i negocjatora powrotu Polski na mapę Europy. Niezależnie od czasów i sytuacji politycznej istnieje coś takiego, jak szkoła Dmowskiego. Wielu polityków do niej aspiruje, często bez zastanowienia i stosownej refleksji. Warto mieć świadomość, że niektóre z koncepcji Dmowskiego zweryfikowało życie, pokazując, że się mylił. On sam zresztą wielokrotnie powtarzał swoim sympatykom, że nie należy jego książek i koncepcji politycznych traktować talmudycznie, gdyż on sam od wielu odchodził, uznając, że okoliczności i kontekst się zmieniły.

Szkoła Dmowskiego, to obok dorobku piśmienniczego przede wszystkim sposób myślenia i oceny wydarzeń politycznych. Zawsze w szerszej perspektywie, sytuującej sprawy polskie na szachownicy geopolitycznej, która bezlitośnie weryfikuje zasób posiadanych sił i instrumentów politycznych możliwych do zastosowania. A wszystko to w twardych regułach realnej polityki, bez sentymentalizmu i chciejstwa. Dlatego wielu naszych rodaków wyznających mesjaństwo i swoisty insurekcjonizm w polityce, tak trudno akceptowało to, co Dmowski do Polaków mówił.

Był bowiem Dmowski przeciwnikiem tych powstań narodowych, które wykrwawiały naród i na długie lata spychały go na margines, niwecząc dorobek i byt materialny setek tysięcy polskich rodzin. Kiedy inni rwali się do walki, on postulował pracę u podstaw, cichą i konsekwentną, dającą fundament pod skuteczną walkę o niepodległość, wtedy, kiedy będą ku temu stosowne okoliczności. Przykładem może być Powstanie Wielkopolskie, wywołane we właściwym momencie i dobrze przeprowadzone.

Nie lubił Dmowski obcych wpływów na polską politykę i życie publiczne, z czego wielu czyniło mu zarzut, tocząc pianę o obsesjach Dmowskiego. On się tym niespecjalnie przejmował, gdyż nie o niego tutaj chodziło - liczyła się Polska i jej interesy. Dmowski, pomimo różnych zakrętów i okresów religijnego indyferentyzmu, zmarł pogodzony z Panem Bogiem, do którego z różną intensywnością szedł całe życie. Była w tym jakaś jego osobista walka, z której wyszedł zwycięsko. To on splótł ideowo myśl narodową z katolicyzmem, a jego słynne słowa: Katolicyzm nie jest dodatkiem do polskości, ale stanowi jej istotę, stały się mottem działania wielu polityków.

Prawica konserwatywno-narodowa, przyjmująca cytowane wyżej słowa Romana Dmowskiego jako autodefinicjące ją, musi posiadać swoje zaplecze intelektualne. To truizm, ale bez takiego zaplecza nie ma ona co marzyć o odgrywaniu jakiejkolwiek roli w polityce, zwłaszcza doby dzisiejszej. Moderacji musi ulec przede wszystkim konfrontacyjny język, którym odstrasza potencjalnych partnerów i niezdecydowanych wyborców, utrwalając obraz prawicy agresywnej i niezdolnej do zawierania koalicji. Nie bez znaczenia jest owa słynna „zdolność koalicyjna”. Okazuje się, że szeroko rozumiana prawica ma z nią kłopot przede wszystkim u siebie. Co ciekawe, także w ramach jednego ugrupowania.

W szumie informacyjnym czasami trudno załapać wspólną częstotliwość w ramach jednego nurtu politycznego. Nie zawsze tak samo definiujemy pojęcia, dlatego pozwolę sobie określić, jaka powinna być współczesna prawica, taka w której bez trudu mógłbym się odnaleźć. Przede wszystkim konserwatywno-narodowa i zdecydowanie wolnorynkowa, nie schlebiająca taniemu populizmowi; antyetatystyczna, obudowana licznymi inicjatywami obywatelskimi; nieklerykalna, ale jednoznacznie broniąca dekalogu, z żywym dyskursem wewnętrznym; z wypracowaną koncepcją geopolityczną i wizją polityki zagranicznej; z nieprzerwanym i niczym nie zakłóconym krążeniem elit we własnych szeregach; deklaratywnie skromniejsza i mniej patetyczna; korzystająca z nowoczesnych technik komunikacji; stawiająca na poczucie wolności obywateli i zaufanie tej wolności przez państwo, trzymająca to państwo w życzliwym do obywateli dystansie; inicjująca społeczne debaty, nawet kontrowersyjne; raczej słuchająca, niż narzucająca; uprzejma i uśmiechnięta, nie zaglądająca ludziom pod kołdry i nie oceniająca ich życiowych wzlotów i upadków, które ocenie podlegać powinny w konfesjonale i na sądzie ostatecznym.

Nie wyobrażam sobie, by na początku XXI wieku, w dobie Internetu, wścibskich mediów i szybkiego przepływu informacji, mogła się utrzymać jakakolwiek formacja pozbawiona platformy dyskusyjnej, reglamentująca członkom dostęp do informacji, tworząca wąskie kręgi wtajemniczonych, a to jest na prawicy norma, by nie rzec fundament. Formacja polityczna z natury jest środowiskiem ludzi, którzy chcą realizować wspólne cele, powtarzam wspólne, najlepiej wypracowane w ogniu polemik i dyskusji.

Być może podchodzę to tego wszystkiego zbyt idealistycznie, ale naczytałem się i nasłuchałem, czym był ruch narodowy w latach swojej świetności, kiedy był rzeczywistym RUCHEM, ogarniającym wszystkie dziedziny życia społecznego, kulturalnego, naukowego czy wydawniczego. Nie był ruchem jednorodnym, co paradoksalnie stanowiło o jego sile. Często wymykał się definicjom, odpowiadał na realne potrzeby i oczekiwania, inspirował, a przynajmniej nie pozwalał być obojętnym. Były w nim rzeczy wzniosłe, ale i małe, o których mówi się niechętnie. Natomiast w godzinie próby zdał egzamin i zapłacił za swoją postawę wysoką cenę. Cenę, którą płaci do dzisiaj w postaci luki pokoleniowej i wymordowanych elit, braku ciągłości myśli politycznej, której nie miał kto rozwinąć, i wreszcie w postaci odium i infamii nałożonej na niego przez prestidigitatorów społecznego przekazu spod znaku czerwonego sztandaru i różowego salonu.

Musimy się na nowo policzyć. Dostrzec, że funkcjonujemy w niezliczonej ilości ruchów i stowarzyszeń, fundacji i wspólnot. Mamy dorobek, którego siła polega na tym, że sami go wypracowaliśmy, że udało nam się skupić wielu ludzi podobnie do nas myślących. Czas dostrzec, że skuteczność w dzisiejszych czasach polega także na działaniu horyzontalnym, zdywersyfikowanym i sieciowym. To nie moda decyduje o tym, że w rywalizacji wygrywać zaczynają struktury o spłaszczonej strukturze organizacyjnej, w których dużą rolę odgrywa partycypacja i autonomia. Ewentualna próba luźnego połączenia i współdziałania rozproszonych stowarzyszeń nie może polegać jedynie na prostym łączeniu składowych, ale winna obejmować konsolidację tych stowarzyszeń poprzez ideę, obraz całości oraz model relacji między ludzi w ich wzajemnej współzależności.

W tym miejscu kłaniają się pytania o obecną kulturę organizacyjną stowarzyszeń, bo z tym bywa naprawdę różnie. Nie bezzasadnym jest pytanie, czy będą w one stanie wkomponować się w szerszą formułę współdziałania, co wymaga przewartościowania polegającego na odejściu od myślenia krótkoterminowego na rzecz myślenia długofalowego. Niezbędnym w takim procesie jest spójny system wartości wyrażający się w katalogu wspólnych podstawowych celów kooperujących ze sobą stowarzyszeń, a to wymaga nieustannej pracy.

Prawicy konserwatywno-narodowej nie stać na tracenie kogokolwiek. Posiada ona potencjał, i co najważniejsze, ma tożsamość wynikającą z dorobku szeroko rozumianej myśli narodowej. Myśli, która czeka na swój właściwy renesans, w nowej oprawie, nie zwulgaryzowanej, raczej lekkiej intelektualnie, atrakcyjnej w formie i głębokiej w treści. To wszystko jest w zasięgu ręki, tylko trzeba to dostrzec. Ale aby to zrobić, należy na moment odejść od politycznej bieżączki, posłuchać ludzi, sięgnąć do źródeł, lekko się wyciszyć, zrobić rachunek sumienia i… zacząć nowy rozdział. By nie tracić już więcej ludzi, by pozyskiwać, a nie zrażać, by się otwierać, a nie zamykać, by nie być zapatrzonym w czubek własnego nosa, by wiedzieć, że istnieje realny świat poza ulicą Wiejską i biurami poselskimi. By życzliwiej na siebie spojrzeć, bo każdy z nas jest wartością samą w sobie, jest potencjałem i tą przysłowiową cegiełką, z której składa się Polska.

W odróżnieniu od innych formacji ideowych, my prócz Dekalogu, możemy podeprzeć się jeszcze etyką narodową, którą celnie ujął przed 102 laty Roman Domowski w „Podstawach polityki polskiej”. Niech słowa klasyka myśli narodowej w dniu Święta Niepodległości spuentują moje luźne rozważania. Ja się pod Jego słowami w pełni podpisuję. Mogą stać się one wspólnym mianownikiem dla oddolnej inicjatywy ruchów i stowarzyszeń, które, w co wierzę, zorganizują się na przekór okolicznościom, mediom i niektórym politykom. Ja w każdym razie mam zamiar maczać w tym palce.

Etyka narodowa pochodzi ze ścisłego związku z poprzedzającymi pokoleniami stąd, że najwyższym dla mnie zadowoleniem moralnym jest kochać i czcić to, co kochał i czcił mój ojciec i moi dziadowie, uznawać te same, co oni, obowiązki – stąd wreszcie, że parę dziesiątków pokoleń, które mnie poprzedziły, żyło w polskiej organizacji państwowej, służyło jej i z nią się moralnie zrosło. W tym związku z dawnymi, najdawniejszymi pokoleniami narodu widzę najwyższą sankcję moralną postępowania w sprawach narodowych, sankcję, która pozwala się przeciwstawić całemu pokoleniu dzisiejszemu, jeśli się ono narodowym obowiązkom sprzeniewierza. (…)

Etyka narodowa jest podstawą etyki międzyludzkiej. W interesie moralnego postępu ludzkości musi być zachowaną i coraz szerszej w duszy ludzkiej zdobywać podstawy, coraz większą w postępowaniu jednostki odgrywać rolę. Gdzie ona ginie, całe życie społeczne stopniowo się rozkłada, społeczeństwo się atomizuje, wszelkie węzły moralne się zrywają, wzajemne zobowiązania znikają, i staje się homo homini lupus. Pozbawione jej zbiorowiska ludzkie stają się bezładnymi, anarchicznymi masami, czekającymi na obcego pana, który ujmie je w nowe karby nie moralnego, ale fizycznego przymusu…

I dlatego, gdybym nie miał nawet instynktów i uczuć narodowych, tkwiących w głębiach mej duszy i kierujących moimi czynami, drogą rozumowania może doszedłbym do tego, że wolałbym: niech żyje ojczyzna! Niech żyje narodowa etyka!



Maciej Eckardt
Eckardt.pl, 10 listopad, 2007
Maciej Eckardt - (ur. 8 listopada 1968 w Ostrowie Wielkopolskim) - polski polityk, dziennikarz i wydawca prasy narodowej.

Do kwietnia 2006 w Lidze Polskich Rodzin, którą opuścił razem z tzw. frakcją toruńską z Bogusławem Kowalskim na czele. Często odwołuje się do postaci Leona Mireckiego. Współzałożyciel Ruchu Samorządowego i Towarzystwa Kamrackiego. Wiceprzewodniczący Rady Naczelnej Stronnictwa Narodowego. Samorządowiec, radny sejmiku województwa kujawsko-pomorskiego II kadencji, wicedyrektor Wojewódzkiego Urzędu Pracy w Warszawie.

W wyborach samorządowych 2006 usunięty z listy Prawa i Sprawiedliwości dzięki zabiegom Romana Giertycha. W listopadzie 2006 z rekomendacji PiS został wicemarszałkiem województwa kujawsko-pomorskiego.

O nawrócenie PO na Polskę

O nawrócenie PO na Polskę
Ks. prof. Czesław S. Bartnik (2007-11-10)
Inna audycja
słuchajzapisz

Generał bez skazy sowieckich łagrów w 1947.



Generał bez skazy sowieckich łagrów w 1947.

Od chwili powrotu z sowieckich łagrów w 1947 r. aż do dnia aresztowania 9 listopada 1950 r. gen. August Emil Fieldorf "Nil" był intensywnie inwigilowany przez bezpiekę i Informację Wojskową. Rozpracowaniu agenturalnemu poddano jego najbliższą rodzinę, kontrolowano korespondencję, kontakty ze znajomymi. Ściśle tajne do 2003 r. dokumenty operacyjne komunistycznego aparatu represji rzucają nowe światło na zbrodnię sądową na generale "Nilu" - za którą do tej pory żadna z wciąż żyjących osób nie została pociągnięta do odpowiedzialności. Postaci wielkiego Polaka i nieprzeciętnego człowieka, żołnierza niepodległości, poświęcona jest najnowsza książka Marii Fieldorf i Leszka Zachuty "Generał Fieldorf 'Nil'", dzieło na miarę człowieka, którego losy opisuje. Żołnierz "Strzelca", Legionów Polskich i wojny polsko-bolszewickiej, oficer służby stałej w armii II RP, dowódca 51. pułku piechoty Strzelców Kresowych w wojnie obronnej we wrześniu 1939 roku. Pierwszy emisariusz Naczelnego Wodza i rządu w Londynie w 1940 r. do okupowanego kraju, inspektor Komendy Głównej Armii Krajowej, komendant obszaru II Białystok AK, szef Kedywu Komendy Głównej AK, komendant organizacji "NIE", zastępca dowódcy Armii Krajowej. Więzień sowieckich łagrów. Najwyższy rangą dowódca Armii Krajowej w kazamatach bezpieki, skazany na karę śmierci przez morderców w togach. Jak wiele ofiar terroru komunistycznego pozbawiony przez swoich oprawców prawa do pochówku... Trudno o bardziej polską biografię, zawierającą w sobie cechy człowieka z najcenniejszego kruszcu. Wszystkim, którzy pragną głębiej poznać wielkiego Polaka, gorąco polecam najnowszą książkę Marii Fieldorf, bratanicy generała, i Leszka Zachuty "Generał Fieldorf 'Nil'", wydaną przez Oficynę Wydawniczą RYTM i Instytut Józefa Piłsudskiego w Warszawie. Jest to drugie poszerzone i poprawione wydanie pracy "Generał 'Nil' August Emil Fieldorf. Fakty, dokumenty, relacje", która ukazała się w 1993 roku. Po 14 latach konieczne stało się wznowienie książki, doszły bowiem nowe ważne materiały, przede wszystkim dokumenty z inwigilacji generała, przekazane przez IPN w 2003 r. córce "Nila" - pani Marii Fieldorf-Czarskiej, a także materiały związane ze staraniami o pociągnięcie do odpowiedzialności osób odpowiedzialnych za zabójstwo sądowe "Nila". Autorzy zweryfikowali też niektóre informacje, m.in. datę aresztowania generała przez bezpiekę. Wiadomo, że stało się to nie 10 listopada 1950 r., ale dzień wcześniej. Do drugiego wydania autorzy postanowili w szerszym stopniu włączyć materiały rodzinne - korespondencję prywatną Emila Fieldorfa z żoną Janiną i z rodziną, oraz wiele wcześniej niepublikowanych zdjęć. To wszystko sprawia, że książka Marii Fieldorf i Leszka Zachuty jest tak naprawdę nowym dwutomowym dziełem, o imponującej liczbie ponad 1200 stron. To prawdziwy pomnik wystawiony gen. "Nilowi" przez autorów, którzy nie są wprawdzie historykami, ale z potrzeby serca i dla upamiętnienia jednej z najpiękniejszych postaci XX wieku poświęcili wiele lat benedyktyńskiej pracy na stworzenie swojego dzieła. Najbardziej interesujące w książce są rozdziały odnoszące się do powojennego okresu życia generała. Po powrocie z łagrów sowieckich w październiku 1947 r. Emil Fieldorf występował wciąż pod okupacyjnym nazwiskiem Walentego Gdanickiego. Ukrywał swoją tożsamość, obawiając się odesłania do ZSRS. Przed "Nilem" stały trzy drogi. Albo ujawnienie się przed władzami, albo zejście do konspiracji, albo opuszczenie kraju i wyjazd na Zachód. To ostatnie rozwiązanie mimo namów najbliższych generał stanowczo odrzucał. Przedostanie się do Londynu traktował jako tchórzostwo wobec podkomendnych. Mówił, że "po pobycie w Rosji każde polskie więzienie będzie dla niego sanatorium". Te słowa wskazują, że "Nil" poważnie liczył się z dekonspiracją. Był zbyt znaczącą postacią w strukturach Polskiego Państwa Podziemnego, by jego nazwisko mogło ujść niezauważone przez rozbudowujący się stale aparat represji, w śledztwach osób aresztowanych przewijało się jego nazwisko. Zejście do konspiracji też nie wchodziło w grę. Ponad dwa lata katorżniczej pracy na Uralu generał przypłacił skrajnym wycieńczeniem organizmu i chorobami. Dlatego za radą gen. Stanisława Tatara podjął decyzję o ujawnieniu się przed władzami wojskowymi. 4 lutego 1948 r. zgłosił się do Rejonowej Komendy Uzupełnień Miasto Łódź i podał, kim jest. Odpowiedź aparatu represji była natychmiastowa. Już 7 lutego Informacja Wojskowa wydała list gończy za generałem, dysponując jego życiorysem i rysopisem. Nakazano "sprawę traktować jako bardzo pilną". 11 lutego 1948 r. płk Ignacy Krzemień z Głównego Zarządu Informacji WP zatwierdził ściśle tajny dokument "Plan ustalenia (przybyłego w listopadzie 1947 r. do Polski ze Zw. Radz. płk. Fildorfa, Komendanta grupy wywiadowczo-terrorystycznej 'Kedyw')". Elitarną formację bojową, skupiającą najbardziej ofiarną i ideową młodzież, pokolenie "kamieni na szaniec", funkcjonariusze sowieckiej Informacji mieli czelność nazwać "grupą wywiadowczo-terrorystyczną"! Główny Zarząd Informacji i Ministerstwo Bezpieczeństwa Publicznego, rozpracowując generała, "po zagadnieniu sanacji" otoczyły "Nila" siatką agentów. Śledzono każdy jego krok, przeglądano i zatrzymywano korespondencję, listy badano nawet na obecność pisma utajonego - z wynikiem negatywnym. W Łodzi, gdzie najczęściej przebywał Emil Fieldorf, inwigilację prowadził TW "Arnold". Bardziej interesujące są doniesienia TW "Żukowskiego", gdyż relacjonował on swoje rozmowy z generałem "Nilem". Maria Fieldorf i Leszek Zachuta miłosiernie pominęli personalia tego tajnego współpracownika, ale bez trudu da się je ustalić z kontekstu doniesień. Był bliskim znajomym generała z czasów okupacji, cieszył się pełnym zaufaniem "Nila". "Żukowski" przekazał m.in. refleksje "Nila" na temat konspiracji i podziemia w Polsce. "N[il] uważa, że istnieje konflikt między ZSRR i Ameryką i że my Polacy nie mamy tu nic do powiedzenia. Raczej powinno się myśleć o pozostawaniu na uboczu. Mówi, że gdyby na przykład istniała teoretyczna możliwość powstania zbrojnego całego narodu, to rezultatem tego byłoby tylko zmniejszenie ludności o 25 proc. Związek Radziecki jest w stanie każdy ruch zbrojny zlikwidować. Jeśli chodzi o podziemie, to zadanie to ma inny charakter jak w czasie okupacji. Wtedy był duży udział w ruchu podziemnym i każdy dom prawie uczestniczył czy to czynnie, czy przez kolportera gazetek, czy przez udzielanie lokalu itp. Przedtem był to ruch zorganizowany. Obecnie podziemiem można nazwać niezadowolonych i oczekujących zmiany. Jeśli tak określić podziemie, to N. uważa, że obejmuje ono większą liczbę ludzi jak przedtem, mimo braku zewnętrznych oznak". Generał trzeźwo oceniał sytuację w kraju okupowanym przez Związek Sowiecki. Stąd jego sceptycyzm co do włączania się w prace podziemia WiN-owskiego, wówczas już całkowicie opanowanego przez UB. W czasie jednego ze spotkań "Żukowski" zwierzył się "Nilowi", że otrzymał propozycję współpracy z WiN. Odpowiedź miał "uzależnić" od rozmowy z generałem. "Nil doradza mi odcięcie się od tych spraw w sposób taki, żeby przy odmowie zachować poważną postawę. Ostrzega mnie, że choć ci, którzy do mnie się zgłosili, są ludźmi, do których mam zaufanie, to jednak w gronie ich współpracowników mogą być tacy, którzy może ujawnią i narazić mogą na duże konsekwencje" - informował "Żukowski". Jaki użytek zrobiła bezpieka z tych doniesień? Wiele wskazuje, że informacje agentów mogły nasuwać komunistom myśl, iż niechętnie nastawiony do czynnej akcji podziemnej generał gotów byłby pójść na kompromis z władzami. "Przeciągnięcie" na swoją stronę osoby tak wielkiego formatu, tak wysoko postawionej w strukturach Polskiego Państwa Podziemnego mogło być wyjątkowo użyteczne dla namiestnictwa sowieckiego protektoratu. Udało im się przecież pozyskać do współpracy pewną część osób z rodowodem akowskim, więc myśleli, że z "Nilem" będzie podobnie. Pomylili się. Trafili na człowieka, który nie "kłaniał się okolicznościom" i nie był skłonny wyrzec się swojego życiorysu. Potwierdza to kolejne doniesienie "Żukowskiego". Starając się o wojskową emeryturę, Emil Fieldorf zamierzał spotkać się ze swoim dawnym dowódcą sprzed wojny, gen. Gustawem Paszkiewiczem, który poszedł na służbę nowego systemu. Tajny współpracownik donosił: "[Nil] Uważa, że rozmowa z Paszkiewiczem będzie bardzo ciężka, on bowiem, Nil, musi zachować swoją postawę. Jako jeden z dawnego dowództwa Kedywu i AK nie może się zgodzić na to, że AK stała z bronią u nogi i wspomina o działaniach, wysadzaniu pociągów i innych aktach dywersji, o których - jak mówił - społeczeństwo wie. (...) Nil powiada przy tym, że wielu dawnych akowców może obecnie wyrażać ujemną opinię, ale jemu tak postępować nie wolno". Wierność swoim przekonaniom, imponderabiliom, jak mówiło pokolenie twórców niepodległości, kazały trwać generałowi przy prawdzie, niezależnie, jaka była jej cena. Zarzut "stania z bronią u nogi" przez Armię Krajową brzmiał wyjątkowo perfidnie w przypadku oficera, który całą okupację spędził na kierowaniu walką z Niemcami. To kłamstwo stało się też motywem sfingowanego procesu gen. Fieldorfa i "wyroku" wydanego przez kapturowy sąd. Operacja "Cezary" Jakie były polityczne motywy zbrodni sądowej na generale "Nilu"? Po likwidacji IV Zarządu WiN ppłk. Łukasza Cieplińskiego Ministerstwo Bezpieczeństwa Publicznego rozpoczęło wielką prowokację mającą na celu ostateczne rozbicie ośrodków podziemia niepodległościowego. Powołując fikcyjny, całkowicie kontrolowany przez MBP V Zarząd WiN, na czele którego stanęli funkcjonariusze UB lub tajni współpracownicy, bezpieka podjęła grę z Delegaturą Zagraniczną WiN w Londynie - chodziło o nawiązanie kontaktów z polskim rządem na obczyźnie i wywiadem amerykańskim. Pozorując pod szyldem WiN działalność niepodległościową, UB przejmowało punkty kontaktowe i kurierów przybywających nielegalnie przez granicę. W zastawione w ten sposób pułapki wpadały osoby zdecydowane walczyć z systemem komunistycznym. Podwójna gra agentów UB została prawdopodobnie rozszyfrowana przez wywiad amerykański, co przyspieszyło decyzję o zakończeniu ubeckiej prowokacji. Operację "Cezary" zakończono pod koniec 1952 r.; 28 grudnia "ujawnił się" Zarząd Główny WiN, kierowany przez agentów UB. A 24 lutego 1953 r. stracony został w więzieniu August Emil Fieldorf... Jaki był związek operacji "Cezary" ze zbrodnią na generale "Nilu"? Maria Fieldorf i Leszek Zachuta powołują się na słowa płk Julii Brystygierowej, "krwawej Luny", która potwierdziła zainteresowanie bezpieki wykorzystaniem generała w ubeckiej prowokacji. Bezpieka poszukiwała wysokiej rangi dowódcy AK, osoby obdarzonej niekwestionowanym szacunkiem i autorytetem, która - idąc na rękę władzy komunistycznej - zwróciłaby się z apelem do społeczeństwa o współpracę "dla dobra kraju". "Fieldorf byłby bardzo dobrym kandydatem. Czapliński, a później Andrzejewski bardzo intensywnie nad 'Nilem' pracowali" - miała przyznać Brystygierowa. Dlatego "Nilowi" zaproponowano niedługo po aresztowaniu podpisanie odezwy do żołnierzy AK. "Chodziło o przeciągnięcie generała na naszą stronę lub, w ostateczności, zneutralizowanie go. Dawało mu to szanse przeżycia kosztem niewielkiego wyroku. Powiedziałam to w oczy Fieldorfowi, proponując mu równocześnie podpisanie ulotki - odezwy do swoich żołnierzy. Spotkałam się z kategoryczną odmową" - opowiadała Brystygierowa. Generał mógł "za nic", jak relacjonowali współwięźniowie, ocalić życie. To "nic" oznaczało jednak zaparcie się całej swojej przeszłości, podjęcie współpracy z bezpieką w ujarzmianiu ośrodków oporu, zniszczenie etosu Armii Krajowej. "Nil" nie zgodził się podpisać odezwy. Nie wiemy, jak brzmiała odmowa gen. "Nila" na propozycję UB. Jednak - znając jego szlachetność i prawość - można z dużą dozą prawdopodobieństwa przypuszczać, że odpowiedział podobnie jak jego bliski współpracownik w czasie okupacji, zastępca w Kedywie, prezes II Zarządu Zrzeszenia Wolność i Niezawisłość - ppłk Franciszek Niepokólczycki "Teodor". Aresztowany w październiku 1946 r. był kuszony przez UB wyjściem z więzienia bez procesu, awansem generalskim, najwyższymi odznaczeniami - a wszystko w zamian za współpracę "dla dobra kraju". Stanowczo odmówił. "Dowódcy wojskowi na tak wysokich stanowiskach, na jakim ja byłem, czasami znajdują się w takich sytuacjach, że powinni zdecydować się zginąć, ale nie wolno im kapitulować lub robić woltę. (...) Trzymałem się tej zasady - można samemu przegrać, ale nie można utrudniać sytuacji innym". Pułkownik Niepokólczycki nie skapitulował. W czasie śledztwa nikogo nie obciążył, całą odpowiedzialność wziął na siebie. Za niezłomną postawę otrzymał wyrok śmierci, zamieniony w 1947 r. przez Bieruta w drodze "łaski" na dożywocie. Wobec gen. "Nila" "sąd" nie dopatrzył się okoliczności łagodzących. Wspaniałe dzieło Marii Fieldorf i Leszka Zachuty wieńczy informacja o przyznaniu pośmiertnie gen. Fieldorfowi najwyższego polskiego odznaczenia Orderu Orła Białego przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego 30 lipca 2006 roku. Order odebrała córka "Nila" pani Maria Fieldorf-Czarska. Drugim wyróżnionym tego dnia bohaterem Polskiego Państwa Podziemnego, również pośmiertnie, był rtm. Witold Pilecki. Nikt nie może mieć wątpliwości, że ci dwaj wielcy Polacy, ofiary terroru komunistycznego, godni są najwyższych honorów, jakie Polska może ofiarować swoim dzielnym synom. Stąd tym bardziej bulwersująca jest informacja, że odznaczeniu gen. "Nila" i rtm. Pileckiego przeciwny był Władysław Bartoszewski! Pokaźną część książki M. Fieldorf i L. Zachuty zajmują dokumenty z lat 1992-2001, kiedy toczyły się starania o pociągnięcie do odpowiedzialności osób winnych zbrodni na generale "Nilu". Efekt jest haniebny dla wymiaru sprawiedliwości. III RP nie zdobyła się na ukaranie nikogo ze zbrodniarzy w togach, którzy jak Helena Wolińska kpią sobie w żywe oczy z niepodległego państwa polskiego. Pani Maria Fieldorf-Czarska wydeptała drogi do wszystkich możliwych instancji i instytucji łącznie z IPN, i nic. Choć w Warszawie żyją jeszcze trzy osoby związane ze zbrodnią sądową na generale, mogą spać spokojnie. Sąd nie dopatrzył się w ich czynach bezprawności...
Małgorzata Rutkowska