Monday, September 3, 2007

Recydywa saska Komentarz · „Nasz Dziennik” · 2007-09-01


Recydywa saska Komentarz · „Nasz Dziennik” · 2007-09-01 | www.michalkiewicz.pl

Komentarz · „Nasz Dziennik” · 2007-09-01 | www.michalkiewicz.pl



Aniśmy się obejrzeli, kiedy Polska z Ludowej, przepoczwarzyła się w Stanową, w której prym dzierży szlachta. Zręby stanu szlacheckiego tworzyły się jeszcze za komuny, co opisał Szpotański w „Towarzyszu Szmaciaku”: „Wpierw szarże były wielkim szykiem, lecz dziś z nich każdy – pułkownikiem! Przejadł się także im doktorat, więc na tytuły przyszła pora”.

Szlachta nomenklaturowa przy okrągłym stole dogadała się z nową – tą z „etosu i donosu” – i tak, po 18 latach, dorobiliśmy się jednolitego stanu szlacheckiego. Oligarchizując polityczną scenę kolejnymi nowelizacjami proporcjonalnej ordynacji wyborczej, stan szlachecki zawłaszczył państwo, podtrzymując jego płynność finansową poprzez sprzedawanie pospólstwa w niewolę lichwiarskiej międzynarodówce.

Ostatnio pojawiły się wątpliwości, czy przywileje stanu szlacheckiego są respektowane. Chodzi oczywiście o wzajemne podsłuchiwanie się przez poszczególne grupy braci–szlachty, przy udziale tajniaków z pięciu tajnych policji.

Trzeba powiedzieć, że moralna ocena podsłuchiwania i podglądania jest zróżnicowana. Oto kiedy funkcjonariusze TVN do spółki z Renatą Beger posłuchali i podejrzeli Adma Lipińskiego i Wojciecha Mojzesowicza, dostali za to nawet nagrodę, chociaż i Adam Lipiński, i Wojciech Mojzesowicz przecież też ze szlachty.

Kiedy „Wprost” opublikował nagrania dokonane sekretnie przez studenta pragnącego zostać dżentelmenem, potraktowany został jako szermierz publicznej moralności. Wątpliwości pojawiły się dopiero w przypadku Andrzeja Leppera, który miał być podsłuchiwany. Z tego powodu okazało się, że Polska jest państwem „totalitarnym”.

Skoro tak diagnozuje sytuację stan szlachecki, to nie wypada zaprzeczać. Wypada zapytać, od kiedy Polska jest państwem „totalitarnym”? Strach powiedzieć, ale wygląda na to, że... od zawsze!

Zaczęło się to od uchwalenia konstytucji 3 maja. Poseł Suchorzewski, na widok tego bezeceństwa wyciągnął szablę na syna, „by nie był niewolnikiem”! A znowu kasztelan Benedykt Hulewicz: „piszę drżącą ręką, bom nie Polak, lecz ofiara najokropniejszego despotyzmu.(...) żegnając naszą wolność, której dzień 3 maja grób otworzył”. Nic więc dziwnego, że przed tym totalizmem szukali ucieczki u „Semiramidy Północy”.

Tę tradycję kontynuowali polityczni preceptorzy Aleksandra Kwaśniewskiego i Jerzego Szmajdzińskiego – płomiennych szermierzy wolności, chociaż z drugiej strony – czy bez podsłuchów, inwigilacji i prowokacji, jakie SB urządzała przeciwnikom socjalizmu, bez tej „ochrany” udałoby im się zajść aż tak wysoko? Wygląda na to, że i w totalitaryźmie są dobre strony, skoro lęgną się z niego takie postacie, jak ostatnia nadzieja polskiej demokracji – Jerzy Szmajdziński.

W czasach saskich, zwłaszcza za Augusta III, szlachta broniła wolności zrywając sejmy. Za panowania tego króla żaden sejm nie doszedł do skutku. W dodatku tak się szczęśliwie składało, że te patriotyczne czyny wychodziły naprzeciw oczekiwaniom gwarantów polskiej wolności – Prus i Rosji, które jeszcze w 1720 roku zawarły w Poczdamie traktat, by w Polsce nie dopuścić do totalitaryzmu, a zwłaszcza – do powiększenia wojska.

Dzisiaj regulamin nie przewiduje zerwania sejmu, ale przecież zawsze można stosować obstrukcję. Dzięki temu państwo może stać w dryfie jeszcze przez kolejne dwa lata – chociaż oczywiście do rekordu z czasów Augusta III jeszcze nam daleko.


Stanisław Michalkiewicz
www.michalkiewicz.pl


Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza z cyklu „Ścieżka obok drogi” ukazuje się w „Naszym Dzienniku” w każdy piątek.

Blog Archive